Martin offline Ma łeb na 10000 punktów

  • Martinn
  • ostatnio zalogował(a) się o 19:08, 20 marca 2010
  • dodaj do ulubionych


    Albo wilk bieży; pragniesz go odegnać,
    Aż orlim skrzydłem wilk macha,
    Dość "Zgiń, przepadnij" wyrzec i przeżegnać,
    Wilk zniknie wrzeszcząc: "Cha cha cha".

    ---------------------------------
    Nie chce mi się ...
    wzorem są dla mnie misie.

    http://emkasasa.wrzuta.pl/audio/1AKmA3Si SA0/marek_andrzejewski_tylko_misie - jeśli się nie otwiera, wpisać w wyszukiwarkę na wrzucie: "Andrzejewski Tylko Misie" :D

    ---------------------------------

    W zakładce "Filmy, które chcę obejrzeć" jedną gwiazdką oznaczam filmy już widziane, które mam zamiar obejrzeć ponownie (szkoda tylko, że nie można na razie zaznaczać w tym celu już ocenionych) - w sumie więc moja skala filmów niewidzianych obejmuje tylko 4 stopnie (2-5)
liczba punktów: 0 (10000),  jak zdobyć?
 

Przez Skandynawię rozumiem kraje nordyckie i z racji związków geograficznych, historycznych i kulturowych – Finlandię.
Na razie same tytuły, żeby nie zapomnieć.
 
Te, które lubię, albo przynajmniej doceniam:
Fucking Amal 10/10  
Pozwól mi wejść /Let The Right One In/ 10/10  
    (remake Let Me In
Niewidzialny /Den Osynlige/ 9/10  
    (remake Niewidzialny 4/10)
Rekonstrukcja 9/10  
Insomnia ok. 9/10, lecz poszukuję, bo widziałem strasznie dawno   
    (remake Bezsenność 8,5/10  za Pacino, ale to znacznie prostszy film)
Księga Diny 8,5/10
Kłopotliwy człowiek /Den Brysomme Mannen/ 8,5/10
Jabłka Adama 8/10
Tylko razem /Tillsammans/ 8/10
Włoski dla początkujących 6/10
Bracia 5/10
Przełomowy czwartek 6/10
Drzwi obok /Naboer/ 5,5/10
Nocny strażnik 8/10
    (remake Nocna straż 6/10)
Lilja 4-ever 7/10
Zło - nie obejrzałem całego, na razie bez oceny;  
 
Tzw. „ambitne”:
Idioci 7/10 
Przełamując fale 7/10
Dogville 8/10 
Mifune 7/10 
 
Czysto rozrywkowe:
Biały labirynt /Smila's Sense of Snow/ 7/10
Dom dusz 8/10
Byle nie utonąć 8,5/10
    (remake: Head Above Water 7/10)
Wallander - Mastermind 5,5/10
Arktyczna gorączka 3/10 
Pokonać własny cień 5,5/10

I oczywiście nie można zapomnieć o Św. Mikołaju 
Rare Exports Inc. 8/10 
Rare Exports: The OfficiaL Safety Instructions 9/10    
 
Do obejrzenia (nieznane lub obejrzane tylko pobieżnie):
Sauna
Czarny Lód 
Millenium: Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet 
Życie jest piękne /Lust och fägring stor/
Praga 
Bear's Kiss 
Tańcząc w ciemnościach
Noi Albinoi
101 Reykjavik
Flammen & Citronen 
Sidste time
Festen
Strasznie szczęśliwi 

Pokaż cały wpis »
5 stycznia 2010 20:06 // Wykopaliska
    
 
Czyli ciekawe utwory których długo szukałem, często latami, aż udało się je ustalić lub dorwać w internecie: 
 
Joanna Trzepiecińska "Ismena"  lub tu, albo tu – cudowna piosenka Gintrowskiego ze słowami Jerzego Czecha z jakiegoś programu TVP z przełomu lat 80-tych i 90-tych. O Antygonie z punktu widzenia jej mniej znanej siostry. Perełka!
Jakość fatalna, ale czego wymagać od ówczesnej telewizji. Mimo to bardzo warto. 
 
Marek Andrzejewski "Tylko misie" (jeśli się nie otwiera, wpisać w wyszukiwarkę już na samej Wrzucie: "Andrzejewski Tylko Misie") – długo nie mogłem ustalić, co to za piosenka i czyja, tylko kołatała mi się gdzieś na granicy świadomości po oglądnięciu parę lat temu w TVP teledysku (w którym śpiewał ją facet przebrany za białego niedźwiedzia gdzieś w polskich górach). 
 
Agnieszka Chrzanowska „Camille Claudel”.
Przy okazji druga moja ulubiona jej piosenka „Mojżesz” 
 
Brytyjski zespół The Ukrainians (tekst o nich), grający etno rock ukraiński: „Verkhovyno” – w folderze Muzyka.
W końcu, po kilkunastu latach poszukiwań ustaliłem tę piosenkę i nazwę zespołu. Jeszcze wspanialsza była pierwotna wersja utworu, którą pierwszy raz w życiu usłyszałem i nawet nagrałem będąc w dzieciństwie w Sojuzie (starożytna kaseta audio przetrwała długo, ale parę lat temu szlag ją trafił). Niestety, za cholerę nie mogę odnaleźć wersji studyjnej, pochodzącej z ich pierwszej, eksperymentalnej płyty z 1989r., dobrze że jest choć takie wykonanie, jakość dosyć średnia – bo to nagranie z jakiegoś koncertu w Polsce w latach 90-tych
(i niestety, w tej wersji nie ma genialnego, coraz szybciej powtarzanego pasażu: „Jesć u mene topir, topir, szczej kowana blaszka, nie bojusia toho Nemca, ani toho Laszka”;).
Utwór rozkręca się powoli, ale fragmenty instrumentalne i końcówka po prostu WYMIATAJĄ! Jeśli ktoś tej muzyki nie pokocha, to powiem krótko – słoń mu na ucho nadepnął i niech spada. 
 
Ukraiński zespół DrymbaDaDzyga z fertyczną wokalistką Inną Prokopczuk – utwór „Barabasza”. Słyszałem ich kiedyś na żywo w Polsce, genialni, czadu dają aż miło (polecam też to- hmm, chyba dziewczyna trochę przytyła ;), ale wciąż cudownie śpiewa na żywo; więcej ich dobrej muzyki na youtube nie ma). 
 
Lidia Stanisławska z Perfectem „Przeżyjemy jakoś tę zimę” - niesamowita staroć, świetna i inteligentna piosenka, kompletnie zapomniana. 
 
Püdelsi „Wampir” - chyba nie trzeba przedstawiać, coś wspaniałego.

Ale za to wyżej wymienieni fani/znawcy popłaczą się ze śmiechu:  
 

 
Dlaczego KURA przeszła na druga stronę drogi? Zastanawiają się i odpowiadają postacie z Sagi i opowiadań
(ściągnięte z netu, trochę popoprawiałem, parę dodałem sam;):

Geralt:
Powodem najczęściej jest marzenie, pragnienie, tęsknota. Wiara, że nie ma granic możliwości. A czasami przypadek.

Ciri:
Bo znalazła się w złym czasie i w złym miejscu.

Geralt:
Zabijanie kur jest sprzeczne z kodeksem.

Ciri:
Pah, pah! Ja ci pokażę, kuro, ja się ciebie nie boję, ja jestem wiedźminką! 

Bonhart:
Wierę, gdyby nawet bardzo mnie sparło, wolałbym wychędożyć indyka!

Vilgefortz:
Bo ta kura pomyliła drugą stronę drogi z gwiazdami odbitymi nocą na powierzchni stawu.

Chireadan:
Nie lubię wielkich słów. A bez używania wielkich słów nie da się tego nazwać. 
 
Hotsporn:
Cóż za inteligencja. Po prostu brak mi słów.

Angouleme:
O, cholera. Popatrzcie, co też kot przyniósł. Kura.

Profesor:
To pozytywnie ona. Inkryminowana kura. Poszczęściło się nam jednakowoż.

Milva:
Przez ulicę, to ja trafiam żuczka gnojarza.

Milva:
Zawżdy mądrze zaczynają, a na kurzej dupie kończą. 

Regis:
Krew stworzeń innych, niż ludzie, smakuje jak autovidol.

Jaskier:
Posłuchajcie dziś ludzie,
Tej przedziwnej ballady,
Bladym świtem, ledwie wyschły kałuże na drogach,
Na swych łapkach koślawych,
Pogdakując i kołysząc się,
Kura przekroczyła drogę ...

Nenneke:
Yola! Przestań się gapić w niebo i zaganiaj kury!

Prorok Lebioda:
Zaiste tęgą trzeba by mieć głowę, aby wszelkie przyczyny rozwikłać. 

Fulko Artevelde:
Prawo to nie jurysprudencja, nie filozoficzne traktaty, nie naburmuszone brednie o sprawiedliwości, nie wyświechtane frazesy o etyce. Prawo to bezpieczne przechodzenie kur przez drogi. A dla tych, co kury napastują – stryczek, topór, pal i czerwone żelazo!

Dijkstra:
Sfabrykujcie zatem dowody. Mam was uczyć, jak to się robi? Ja WIEM, że ta kura tędy przeszła.

Oli Reuven:
Azaliż jestem, khe, khe, znawcą drobiu?

Codringer:
Tu nie było żadnej kury! Kura wcale nie przechodziła przez ulicę, mamy niepodważalne dowody na to, że kura w tym czasie smażyła się na rożnie 200 mil od tego miejsca... Natomiast to, co wszyscy wzięli za kurę było iluzją stworzoną przez lożę, mająca na celu ukrycie faktu, że magiczki właściwie do niczego nie są przydatne.

Królowa Meve:
A fto mnie opfhodfi jakaf kulla?

Angouleme:
I wtedy kura się zesrała... Ha, ha, ha!

Geralt:
Zaraza z tym drobiem! Wiecznie się plącze pod nogami!

Yarpen:
Gdzie ta kura? Regan, ściągaj portki.
Zrobimy sak z twoich portek. Jak się pospieszymy, będą skrzydełka na kolację!!! 

Boholt:
Jehce stahcy. Stahaj do wahki, kuho!

Król Esterad Thyssen:
Czy ta kura zapłaciła podatek?

Król Esterad Thyssen:
Mieć kurę i nie mieć kury, to już razem dwie kury!

Królowa Zuleyka:
Dobra Księga mówi: daj żyć kurze, jak sam chciałbyś żyć, lecz zjedz ją ze smakiem, jeśliś głodny.

Markiza de Nementh-Uyvar:
Ciałeczko tej kury można zawsze przywiązać do lóżka. Wtedy jest mniej ruchliwe. Lubimy z moim markizem takie ciałeczka.

Dorregarray:
Kury są gatunkiem ginącym. Pozwalać im przekraczać ulice grozi zachwianiem równowagi ekologicznej.

mości Dhun z KŚ:
Baczcie jeno, nie chcemy, żebyście kurę ubili. Nam ona nie przeszkadza. Przechodzi sobie i tyle.

Babina z KŚ:
Kura, inaczej kwoka, albo nioska. Chcesz, żeby przez ulice przeszła, weźmij zboża jakiego przygarść, wody w skorupkę orzecha nabierz. Przy ulicy o drugim pianiu połóż ziaren trzy na poboczu, a wodą skrop odrobinę...

Cykada:
Wiesz co mnie interesuje, wiedźminie? Jakby tak po jednej stronie ulicy stanęła kura, a po drugiej ty, to kto przeszedłby na druga stronę? 

Borch Trzy Kawki:
Najpierw... najpierw kura. Żeby dwa razy nie chodzić od razu cały kojec. A do kury... Co możesz nam polecić kochasiu?

Nivellen:
Ha! Czym wiec twoim zdaniem jestem? Rosołem z kury? Kluczem dzikich kur odlatujących na południe w letni wieczór? A może kurą ubitą przy źródełku przez cycatą córkę młynarza?

Nenneke:
Jeśli powiem, że to łaska bogini Melitele, to pewnie ci to nie wystarczy? 

Zoltan Chivay:
Bo ta kura jest niepoprawną, nałogową altruistką.

Królowa Calanthe:
Królowie mają sposoby na takie kury. Sztylet. Trucizna. Loch. Rozpalone kleszcze.

Eist:
Kura nie osiągnęła wieku, jaki powinna mieć, by uszczęśliwić wojownika.

Filavandrel aen Fidhail:
My nie musieliśmy hodować drobiu. Pieczyste samo spadało nam z nieba.

Filavandrel aen Fidhail:
W przechodzeniu kury przez ulice jest tyle naturalności, co we wszach rozmnożonych w kożuchu.

Filippa Eilhart:
Przeszła przez ulicę, bo to leżało w interesie Loży.

Feldmarszałek Duda:
Rrrr... wa mać!!!

Regis:
To pytanie podyktowały wam wasze fobie seksualne. 

Kapłan Willemer:
Kiedyś ta kura popełni błąd... A my wtedy rozpalimy stosy.

Yennefer:
Chcę tę kurę, Geralt. Całą. Chcę ja mieć tylko dla siebie.
Geralt:
Nie mogę zrozumieć. Po co ci ta kura? Aż do tego stopnia olśniewa cię żółty kolor jej piórek?

Angouleme:
W życiu każdej kury przychodzi taki moment, że albo trzeba srać, albo przejść na drugą stronę ulicy....

Villentretenmerth vel Borch Trzy Kawki vel Smok Zloty:
No to sprawę honoru kury mamy z głowy. Następny proszę! 

Yennefer:
Po drugiej stronie drogi też może się znaleźć zajęcie dla kury. Myślę, że kiedyś osiądzie gdzieś na stale. 
 
Triss Merigold w najlepszym łóżku w Kaer Morhen, krzycząc cicho w ciemność:
Dlaczego ta kura nie przyszła tu do mnie?

Rzeźnik z GM:
Z góry było wiadomo, ze na zgubę idzie jako i inne przed nią.

Istredd:
Fakt, że do tego doszło, że zdecydowała się na coś tak dalece sprzecznego ze swoją naturą, świadczy o tym że... Że tak trzeba.

Czarna Rayla:
Ta kura jest wprost nieludzko szybka.

Everett:
A mój tatuś szybciej przechodzi na drugą stronę ulicy!

Boholt:
A co nas to obchodzi? Może za potrzebą? Jej rzecz.

Codringer:
Zaczyna być coraz mniej jasne, o co tu chodzi, a gdy nie wiadomo o co chodzi, to z pewnością chodzi o pieniądze.

Geralt i Keira Metz chórem:
Uwaga! Ta kura to iluzja!

Yarpen:
Zaiste, jak mawiał król Dezmod, zaglądnąwszy po skończonej potrzebie do nocnika: "Rozum nie jest w stanie tego ogarnąć".

Jaskier i Geralt:
- Z jednej strony to mądre, z drugiej...
- Nie ma drugiej.

Cahir Mawr Dyffryn aep Ceallach:
Nie jestem kurą. Ile razy mam powtarzać, że nie jestem kurą? 

Crach an Craite:
Co było, a nie jest, nie pisze się kurom w rejestr.

Bonhart:
Kura. Też mi sensacja. Byłoby się czemu dziwować gdyby to była, dajmy na to, małpa. 
 
Bonhart, oczekujący na kurę z siekierką:
Będziemy umierać? Kura chce umierać? 
 
Bonhart:
Zanim zdechniesz, kuro, pokaż co w tobie takiego siedzi. Graj, muzyko! 

Rience:
Nauczę tę bezczelną kurę bólu. Tymi rękami.

Rocco Hildebrandt:
Kurę pochowajcie w brzozowym gaiku. Obok tej poprzedniej. 

Toublanc Michelet:
W tej sprawie jest jakiś haczyk, mości panie. Nie musicie nam mówić jaki, obejdziem się. Ale zapłacicie zań.

Vesemir:
Nie kpiłbym sobie z tej sprawy. 

Jaskier:
Jest na temat tej kury nawet ballada. Ale kiepska, bo nie moja.

Duny:
Więc nareszcie przeszła. Psiakrew, myślałem, że będę się bardziej cieszył, że zagrają jakieś surmy, albo co...

Vilgefortz:
Wiecie, co to kura? To taki mutant, ptak, co chodzi po świecie i grzebie w ziemi.

Kenna:
Wielmożny trybunale, Boreas Mun kurę na ulicy, mówią, potrafił wytropić. Opowiadają, że razu pewnego Boreas Mun...

Geralt:
Za zwykłą kurę brałem równowartość dobrego konia pod wierzch. Ale ta zwykła nie jest.

Geralt:
Cip, cip, kurko... Żartowałem. Ja też cię nie lubię. 

Isengrim Faoiltiarna:
Po drogach możesz sobie chodzić. Ale wynoś się z moich lasów, kuro!

Melfi:
Jarre, toć to tylko figle były z tą kurą. Szutki takie niewinne.

Menno Coehoorn:
Kiedy kury przechodzą na drugą stronę drogi... to nie ma już którędy spierdalać. 

Sheala de Tancarville:
Och, to nic takiego, panno Vigo. Koniec końców, każdą z nas już kiedyś to spotkało. Każdą z nas, tak jak tu siedzimy, kiedyś jakiś ptaszek oszukał, wykorzystał i wystawił na pośmiewisko.

Yarpen:
Albo mnie wzrok myli, albo to ptak zwany kurą domową. Albo ktoś cholernie do kury podobny. 

Anonimowa ballada:
Nocą jak kir czarną przybyły do Dun Dare,
Gdzie się młoda wiedźminka skrywała,
Z każdej jednej strony sioło otoczyły,
Aby ucieknąć im nie zdołała;
Nocą jak kir czarną chciały ją wziąć zdradą,
Atoli im to się nie udało,
Nim blade słonko wzeszło, na zmarzłym gościńcu,
Trzydzieści kur leżało. 

AS :
Pachniało rosołem ;-)

AS:
Przeszła, bo taki był zamysł autora. A dlaczego stary rybak Santiago musiał koniecznie złapać marlina, a nie jego ekwiwalent wagowy w makrelach? 

Torque:
Dobranoc – powiedziała kura.
 


  

Odpowiedz sobie sam i jeśli się nie wstydzisz – wpisz dla potomności.
Na każde pytanie TYLKO JEDNA ODPOWIEDŹ!!! Z tego względu nad odpowiedziami proszę się poważnie zastanowić ;P
 

A) Czym jestem?
1. Kobietą,
2. Mężczyzną,
3. Suspectem,
4. Inne (podać); 
 
 
B) Kim jestem / byłem / będę po ukończeniu nauki?
1. Mózgowcem – umysł ścisły,
2. Mózgowcem – raczej humanista,
3. Artystą, człowiekiem mediów,
4. Zawody medyczne wymagające wyższego wykształcenia,
5. Technikiem, mechanikiem z odpowiednim wykształceniem,
6. Własny biznes / handel i podobne,
7. Urzędnikiem, nauczycielem i podobne,
8. Służby mundurowe i podobne,
9. Pracownikiem fizycznym, usługowym, sprzedawcą itp.
10. Nikim; 
 
(uwaga: Pracę własnym ciałem zaliczamy do pkt 3. lub 9., zależnie od jej jakości;)
 
 
C) O czym najbardziej w życiu marzę (pamiętaj - tylko jedna możliwość)?
1. O władzy,
2. O bogactwie,
3. O wielkim uczuciu,
4. O folgowaniu wszystkim przyjemnościom,
5. O pozostawieniu licznego potomstwa – najlepiej bez większego wysiłku i kosztów,
6. O sławie, podziwie,
7. O wielkiej mądrości,
8. O wielkim talencie,
9. O wielkim spokoju,
10. O śmierci; 
 

D) Czego tak naprawdę najbardziej się boję?
1. Śmierci,
2. Starości, kalectwa, paraliżu itp.,
3. Cierpienia, wielkiego bólu, tortur,
4. Szaleństwa, rozpadu osobowości,
5. Zwierząt, stworzeń (istniejących albo hipotetycznych), konkretna fobia (klaustrofobia, lęk wysokości itp.) – podać,
6. Ludzi,
7. Szatana, metafizycznego zła,
8. Boga,
9. Odcięcia od netu,
10. Siebie; 
 

E) Czego tak naprawdę najbardziej nienawidzę?
1. Ludzi,
2. Boga,
3. Głupoty (ludzkiej),
4. Brzydoty (świata i / lub ludzkiej),
5. Cierpienia,
6. Śmierci,
7. Internetu,
8. Reklam,
9. Kiepskich filmów,
10. Siebie; 
 

F) Kogo / co kocham najbardziej?
1. Osobę/y spośród Krewnych (dzieci to też krewni),
2. Partnera/ów w sferze seksu i związanych z tym uczuć,
3. Polskę,
4. Boga,
5. Jakąś znana postać – podać,
6. Internet (w tym Filmweb;),
7. Filmy, Muzykę, Sztukę,
8. Jedzenie,
9. Używki (od alkoholu, papierosów, narkotyków po kawę włącznie),
10. Siebie; 
 
(uwaga: Jeśli dla kogoś dana osoba mieści się w kategoriach 1. i 2. jednocześnie, to w Polsce najczęściej jest to karalne;) 
 

G) Co najbardziej lubię robić, oprócz oczywiście seksu?
1. Czytać,
2. Oglądać filmy, TV, słuchać muzyki,
3. Surfować po sieci – aktywniej niż tylko w poszukiwaniu pkt 2.,
4. Uprawiać sport, taniec lub podobne głupoty,
5. Pić, brać, szaleć na imprezach,
6. Podróżować, zwiedzać,
7. Tracić czas na konkretne hobby,
8. Jeść,
9.  Spać,
10.  Leniuchować – czyli NIC ;)  
 
 
H) Jakie zwierzęta najbardziej lubię W SWOIM DOMU?
1. Psy,
2. Koty (także wielkie:),
3. Gryzonie,
4. Łasicowate lub podobne (tu zaliczymy np. szopa),
5. Ryby lub inne wodne,
6. Gady, płazy,
7. Ptaki,
8. Owady lub inne robactwo,
9. Żadnych zwierząt w domu,
10. Piaseczniki; 
 

I) Ulubiona postać / motyw z Horroru – czyli o czym powinno się jeszcze nakręcić naprawdę dobry, wysokobudżetowy, inteligentny horror (do tego gatunku zaliczamy filmy z elementem metafizycznym lub fantastycznym, zwykłe thrillery nie):
1. Szatan, zło metafizyczne,
2. Duchy, życie pozagrobowe,
3. Czary, praktyki magiczne,
4. Maszyny, sztuczna inteligencja,
5. Wampiry, wilkołaki lub inne zmiennokształtne („Ludzie Koty” itp.),
6. Godzilla, potwory, zombie i podobne straszydła,
7. Kosmici traktowani poważnie (np. „Fire in the Sky”),
8. Kosmici typu Predator, Alien,
9. Freddy, Jason lub podobni (musi być element niesamowitości, Hannibal odpada;), 10. Inne – podać; 
 
(kiedy to pisałem, była też odpowiedź: „Michael Jackson”, ale obecnie RIP ;)
 

J) Czy ze swojej (lub swojej rodziny w przypadku osób młodszych) sytuacji finansowej / pozycji społecznej – patrząc obiektywnie na wykorzystane możliwości, bez typowych narzekań że każdemu za mało – jestem:
1. Bardzo zadowolony/a,
2. Raczej zadowolony – mogłem/am/iśmy się bardziej postarać, ale ujdzie,
3. Przeciętnie, średnio na jeża,
4. Raczej niezadowolony/a – można było osiągnąć dużo więcej,
5. Kompletnie zawiedziony/a, nic nie wyszło; 
 

K) Jedna znana osoba na świecie zostanie zastrzelona i ja muszę zadecydować kto to będzie? – podać; 
 

L) Jedna osoba publiczna w Polsce zostanie zabita i ja muszę wybrać kto to będzie? – podać; 
 

M) Muszę gdzieś zrzucić bombę jądrową. Tylko na światową stolicę lub znane miejsce (jestem już w powietrzu, jest odbezpieczona i zabezpieczona kodami przed zrzuceniem na obszary bezludne, moją decyzję kontroluje też operator). Dla uproszczenia przyjmujemy, że liczba ofiar będzie w każdym miejscu podobna, a promieniowanie z Berlina nie zaszkodzi Polsce. Co wybieram?
1. Berlin,
2. Moskwę,
3. Pekin,
4. Waszyngton,
5. Watykan (ale Rzym wtedy też diabli wezmą),
6. Las Vegas lub podobną stolicę rozpusty,
7. Londyńskie City, Nowy Jork, Tokio lub inną siedzibę wielkiego kapitału,
8. Wielkie 20-milionowe miasto III świata – po co nam tyle milionów kolorowych,
9. Inne – podać,
10. Warszawę lub swoje miasto; 
 

N) Mogę ożywić jedną znaną lub zasłużoną dla ludzkości osobę, kogo wybieram? – podać; 
 

O) Mogę ożywić jednego znanego lub zasłużonego dla ojczyzny Polaka, kogo wybieram? – podać; 
 

 

Odpowiedzi proszę podawać w formie:
A1,
F6, 
 
plus ewentualnie konkret lub przykład w nawiasie, np.:
H4 (tchórzofretki),
I9 (Freddy),
M9 (Mekka). 
 

wilkołak
wilkołak
pani wilkołak
pani wilkołak
kotołak
kotołak
zającołak
zającołak
Zobacz więcej zdjęć [8] »

 
   
 
Test Wilkołaczy - wersja próbna:
 
Mały ranking wilczyc ;)
 
Świetna stronka o wilkołakach!
 
 
LYCANTHROPIA oraz inne ZWIERZOŁACTWO
"Jest uparta opinia między prostym Ludem, że niektórzy Ludzie stają się Lycanthropi, to jest w postać Wilków zamienieni, zowią ich polskim terminem Wilkołaki ...".
 
Jako likantrop z dziada pradziada, nie mógłbym nie napisać paru słów o wilkołactwie i dziedzinach pokrewnych. Oczywiście jest to temat - rzeka, dlatego też ograniczam się do kilku luźnych uwag, spisywanych lewą tylną łapą od czasu ostatniej pełni. 
 
Problemy przemiany człowieka w zwierzę lub innego stwora (xeonomorphia, metamorphia, theromorphia), albo krzyżówek ludzi ze zwierzętami znane były niemal wszystkim kulturom od samego zarania ludzkości. Jednak to my, Słowianie, mamy szczególnie znaczący wkład we współczesne, nowoczesne wilkołactwo. Otóż kultury starożytne i istniejące do dziś kultury pierwotne, zajmują się NIEMAL WYŁĄCZNIE przemianami człowieka w zwyczajne zwierzę; w naszych okolicach najczęściej chodziło o wilki, na południu – wielkie koty lub krokodyle, bardziej na północ także o niedźwiedzie. Inne mitologiczne stworzenia bywają połączeniem różnych cech ludzkich i zwierzęcych (centaury, bożek Pan, Minotaur, Meduza, Lamia), jednak sam wilk występował akurat pod swoją własną, w pełni zwierzęca postacią.

Już peloponescy *Grecy (głównie cierpiący pod uciskiem Spartan nie-Dorowie), wznosili w księżycowe noce modły do bogini Selene, czasem utożsamianej z Artemidą oraz do złowrogiej bogini Hekate, by pomogły im zamienić się w wilki (czasami wielkie psy) i rozprawić z wrogami. W Arkadii wznosi się nawet Lykaion, czyli Wilcza Góra, gdzie odprawiano w wielkiej tajemnicy przed Spartanami odpowiednie obrzędy. Stąd bierze się grecki źródłosłów słowa LYCANTHROPIA – lýkos (wilk) + ánthropos (człowiek) + trόpos (zwrot, obrót) = przemiana człowieka w wilka. Rzecz jasna, po tych przemianach w wilka wzniosłe motywy patriotyczne wkrótce zamieniły się w porachunki bardziej osobiste, jak to zawsze bywa :) 
 
Motyw przemiany człowieka w wilka znany był oczywiście *Latynom synom kapitolińskiej wilczycy, nazywanym zresztą przez wrogów z racji pochodzenia oraz morderczej skuteczności ich legionów (prawdopodobnie najlepszej armii wszechczasów) "wilczym plemieniem". Przez pewien czas u zarania Republiki skóra wilcza była nawet w legionach rzymskich znakiem oficera lub centuriona – ten zwyczaj przejęli dwa tysiące lat później Polacy, o czym dalej. Wilk był zwierzęciem boga wojny, Marsa, któremu z całym szacunkiem dla innych bóstw Rzymianie płci męskiej oddawali tak naprawdę obok Jowisza największą cześć. Zaś jednym z najważniejszych świąt rzymskich stał się z czasem wesoły i sympatyczny, lecz o mrocznych korzeniach, dzień wilczego bożka - Luperkalia - dziś znany jako Walentynki (imię Walenty także pochodzi od źródłosłowu semickiego Val = Luperkus, a nie od łacińskiego valens).

Z (późniejszych) przekazów wiemy, że motyw przemiany w różne zwierzęta znany był także *Germanom i *Celtom. Bardziej na północ popularna stała się (z uwagi na brak pisma nie wiemy, od jak dawna) metamorfoza w *niedźwiedzia – znana Normanom (berserk) i Bałtom (lokis) oraz wschodnim Słowianom (miszka – bynajmniej nie w znaczeniu "mały misio"). Jak mawiają bracia Litwini: "Miszka su lokiu, abu du tokiu". Oczywiście wikingowie nie gardzili przeobrażaniem się w wilka, a symbolem ich wojowników, szczególnie niepokonanych berserkerów był straszliwy, olbrzymi wilk Fenrir – w mitologii skandynawskiej niszczyciel świata pod koniec każdej ery, w dniu ostatniej bitwy (Ragnarök).

W innych stronach świata legendy dotyczą przemian w miejscowe zwierzęta, szczególnie *wielkie koty, będące zawsze symbolem siły i gracji (jako genetyczny wilk mam podejrzaną skłonność do kotów, no ale kto nie ma zboczeń w dzisiejszych czasach :). W naszych okolicach kotołak bywał raczej egzotyczną ciekawostką. Natomiast *w Azji i *Afryce występują ludzie-tygrysy (tanoana – wejście duszy ludzkiej w zwierzę lub lamboyo - bezpośrednia przemiana cielesna człowieka w tygrysa) i ludzie-pantery/lamparty, rzadziej ludzie-lwy, a także ludzie-małpy (orangutany, goryle) i wreszcie ludzie-hieny w wierzeniach Zulu. Pomińmy tu przemiany w zwierzęta zimnokrwiste, jak rekiny, krokodyle i węże oraz chińskie smoki – bo to inna bajka i za dużo tego.

W *Ameryce Południowej i Środkowej podania wielu różnych ludów, jak kontynent długi i szeroki, mówią o niesamowitych ludziach-jaguarach. W wersji bojowej ich postać przyjmowali wojownicy zarówno azteccy na północy, jak i odurzeni koką wojownicy inkascy na południu. Jaguar to w ogóle niesamowite kocisko. Tajemniczy, przepiękny, cętkowany lub czarny, w proporcji do wielkości ciała jest najsilniejszym z kotów i ma najpotężniejszy uścisk szczęki. Jego ciało to pełen gracji kłębek mięśni, wąsów i wspaniałego futra ;). Istnieje gdzieś w necie unikalny filmik, na którym jaguar w dżungli amazońskiej w ciągu kilku minut zabija 6 razy dłuższą od niego, ogromną anakondę. Gdyby istniały jaguary tak duże jak lwy i tygrysy, to lwy i tygrysy nie miałyby żadnych szans.
Inna sprawa, że widziałem też filmik na którym tygrysica w Indiach zabija sprawnie znacznie większego od niej, o dwukrotnie większej szczęce, krokodyla :)
Jako południowoamerykańską ciekawostkę można odnotować legendy o przemianach ludzi w delfiny w pobliżu delty Amazonki. Korespondują one ze starogreckimi mitami morskimi o ludziach-delfinach i syrenach. 
 
z kolei wśród Indian *Ameryki Północnej popularny był motyw przemiany za pomocą magii wojownika w jego zwierzę totemiczne – spośród interesujących nas futrzaków mamy tu jako najpopularniejsze: niedźwiedzie grizzly, wilki i pumy, ale bywały także bizony, łosie, jelenie oraz orły, sokoły, kruki i inny drób.
Pośród licznych wierzeń Indian północno-amerykańskich występuje także kojarzona bezpośrednio z wilkołactwem postać Wendigo - ludożercy (być może z powodu "głowy podobnej do wilczej"). Na ten temat powstały dwa filmy:
"Wendigo" – zdaje się słaby
oraz "Drapieżcy" /Ravenous/ z Robertem Carlyle – ten drugi już całkiem niezły, klimatyczny, a w dwóch czy trzech momentach nawet całkiem ironicznie przedstawiający walkę o życie lub obżeranie się ludzkim mięsem (7/10). 
 
Przemiany w zwierzęta, w tym w wilki, znali także *Sarmaci i *Scytowie. Herodot pisał o Neurach – plemieniu ludzi zmieniających się na kilka dni każdego miesiąca w wilki. Mieszkali oni na ziemiach od rzeki Hypasis /Bug/ aż po Dniestr (znaczy się, to głównie lwowiacy byli:) i uważani są za praprzodków Słowian. 
 
I tak dochodzimy do terenów i czasów Prasłowian. Otóż *Słowianie w przeciwieństwie do innych ludów, wykazywali ogromną wiedzę i biegłość w dziedzinie wilkołactwa i wprowadzili najistotniejszą nowinkę – przemianę w stworzenie, nie będące zwierzęciem, lecz pół człowiekiem, pół wilkiem. Niemieckie i anglosaskie opracowania jak zwykle zapominają podać, że zarówno klasyczny środkowoeuropejsko-nadreński werwolf, jak też hollywoodzki werewolf narodził się w V–IX w. pomiędzy Wisłą i Dnieprem, w kolebce Słowian. Dopiero we wczesnym średniowieczu stał się popularny w Niemczech. Słowiańskie legendy docierały na Zachód prawdopodobnie za pośrednictwem mamek i nianiek z naszych ludów, używanych masowo w wyższych sferach, bowiem handel ludźmi, nawet własnymi, był w tamtych czasach wielkim źródłem dochodu dla wikingów i niestety także polskich władców Mieszka i Bolesława. Wikingami zresztą rządziła akurat córka Mieszka, sławna Sygryda, do dziś wspominana w duńskich i szwedzkich legendach (również jako słowiańska czarownica;). Ciekawostką jest np. że w średniowiecznej Anglii pojawił się nagle nowy piekielny demon Zernebock, który był w rzeczywistości ... słowiańskim bożkiem Ċernebogiem. Tymczasem trzeba się dobrze wczytać w literaturę, żeby gdzieś na marginesach znaleźć o tych faktach jakieś wzmianki.
Oczywiście to także nasi przodkowie (nie żadni Rumuni:), wymyślili postać wampira. Starosłowiański wąpierz (bo szarpał wątpia), vampyr, upir (upiór) to właśnie dzisiejszy *wampir, który okrężną drogą – poprzez legendy Słowian Południowych (m. in. serbskie) – trafił dopiero w średniowieczu na Wołoszczyznę, gdzie przypisano jego cechy poczciwemu hospodarowi Vladowi Draculi z uwagi na jego całkiem ludzkie, krwawe uczynki. Tak naprawdę, już o wiele więcej wspólnego z autentycznym wampiryzmem niż Dracula, miała Elżbieta księżna Bathory. Jednak prawdziwy wampiryzm dotyczy zawsze zmarłych, upiorów lub strzyg, nie należy go mylić że zwierzołactwem, które odnosi się do stworzeń żywych.
Przypomnijmy też, że najwaleczniejsze z plemion słowiańskich – Wieleci (Lucice) brało i swą słowiańską, i zachodnią nazwę bezpośrednio od wilków. Wojownicy wieleccy znani byli z bojowego szału podczas walki i z przydomku "Synowie Wilka". Bali się ich Niemcy, nasi, nawet Wikingowie bali się na nich napadać. Wieletów Cesarstwo pokonało dopiero z użyciem szerokiej koalicji innych okolicznych Słowian (Obodrzyców, którzy źle na tym interesie wyszli i Polaków – niemieckiego watażkę Wichmana, który organizował łupieżcze wyprawy Wieletów, pobił dopiero Mieszko I).
 
A skoro byliśmy w pobliżu Transylwanii, trzeba jeszcze wspomnieć o tamtejszej, wysoko wyspecjalizowanej, odmianie wilkołaka zwanej Loup Garou. Żyje on w zorganizowanych społecznościach, które w pełni kontrolują swoje przemiany w wilka oraz wiedzą i planują kogo i kiedy napaść; żadnej prowizorki.
Opowiada o tym film "Krew jak czekolada" (6/10) – który jednak jest raczej „natchnionym” romansem i do horroru mu bardzo daleko. 
 
Spośród ludów współczesnych, Synami Wilkami zwani są już tylko *Turcy i *Mongołowie oraz ich niektórzy pobratymcy pochodzenia stepowego (wilcza morda figuruje m. in. na fladze walecznej Czeczenii). Legendarnym przodkiem Temudżyna /Dżingis Chana/ był Borte Czino - Szary Wilk, zaś jego autentycznym bratem mlecznym i przyjacielem w dzieciństwie Kara Czono (z turecka, nie z mongolska - Czarny Wilk).
 
 

 
# Po tym rysie historyczno - etnograficznym rozprawić się musimy z dwoma głupimi mitami dotyczącymi wilkołactwa. Z ubolewaniem należy stwierdzić, że mity te rozpowszechniają głównie słabo zorientowani w temacie zachodni filmowcy.
 
1) Pierwszy dotyczy rzekomego pokrewieństwa lub związków likantropów z wampiryzmem. Nie może być nic bardziej mylnego! Ostatnio w Hollywood pojawiają się jakieś inne mutanty, lecz historyczny, tradycyjny wampir to zimny trup, utrzymujący się w jakiej takiej kondycji tylko dzięki czarnej magii i cudzej krwi. Wampir jest bowiem martwym człowiekiem, kradnącym energię życiową innych, a w najstarszych mitach ludzkości – wręcz duchem, upiorem, wysysającym energię życiową/duszę, czego symbolem dopiero później stało się wysysanie krwi. Natomiast zwierzołak to jego całkowite przeciwieństwo, jest stworzeniem z krwi i kości, żywotnym, potężnym, kontrolującym swój metabolizm i cieszącym się życiem we wszystkich jego aspektach.

Nie od rzeczy będzie tu wspomnieć, że pisarze SF twierdzą, iż wilkołactwo jest teoretycznie możliwe i technicznie wykonalne. Wymaga jedynie, bagatelka, znacznego rozwoju biotechnologii i wirusologii, a w niektórych wersjach nanotechnologii, możliwe też że droga jest jeszcze inna – to reakcje na poziomie kwantowym, kiedy materia i jej przemiany stają się tylko cieniem zjawisk zachodzących w mikroświecie. Być może więc opisywane w historii ludzkości spotkania z istotami zmiennokształtnymi /ksenomorfami/ i przejmowanie ich cech np. w drodze ugryzienia były w istocie spotkaniami z innymi istotami inteligentnymi, być może na skutek podróży w czasie lub przenikania wymiarów :).
Oczywiście między bajki należy włożyć głupoty o współpracy wilkołaków z Draculą lub jego krewniakami, albo co gorsza o ich służbie wampirom – jak w kretyńskiej serii „Underworld”. Głupi martwiak, usiłujący podporządkować sobie wilka, zostały rozszarpany w ciągu sekund na takie strzępy, że żadna regeneracja już by mu nie pomogła – patrz rycina: wilkołak zabija wampira – z czasów, kiedy ludzie jeszcze znali się na rzeczy :)

 
2) Mit drugi mówi o niekontrolowanych przemianach biedaków, zamienionych w wilkołaki najczęściej wbrew swojej woli, zachodzących w czasie pełni w najbardziej niesprzyjających momentach. Połowa zachodnich filmów opowiada o niekontrolowanych napadach wilkołactwa. Otóż może tak i bywa z likantropami zachodnimi, na których problem spada jak grom z jasnego nieba, zaskakując ich do tego stopnia, że się nie kontrolują i robią chlew.

Tymczasem nasi słowiańscy przodkowie, aby w ogóle zostać wilkołakiem oraz aby się przemienić, wykorzystywali bardzo skomplikowane metody i zaklęcia, łącznie z przeskakiwaniem w czasie pełni księżyca przez naostrzony sierp, którym wcześniej zarżnięto niemowlę (ale to nie był wymóg bezwzględny:). Używano również specjalnych magicznych maści, sporządzanych z różnych świństw    :[ oraz z belladonny, którymi należało się natrzeć i owinąć skórą wilka. Tyle legendy, oczywiście dzisiaj znacznie popularniejsze są wskazane wyżej wyjaśnienia „naukowe” ;). W każdym razie konsekwentny likantrop stopniowo nabierał wprawy i przemieniał się coraz sprawniej, a po pewnym czasie mógł to czynić jedynie wysiłkiem woli (!) i to nie tylko w czasie pełni (!). W środkowo-wschodniej Europie stało się to z czasem umiejętnością dziedziczną i dotyczy wilkołaków słowiańskich, germańskich i z pomniejszych krajów okolicznych oraz wspomnianych loupes garou (przy okazji: pozdrowienia dla krewniaków z Transylwanii). Pewne problemy mają natomiast bracia niedźwiedzie, jak wiadomo nieco mniej inteligentni i zdyscyplinowani niż wilki – oni niestety czasem robią trzodę. Jak to [i]ursidae.
 
 
 
Oczywiście na Filmwebie nie obejdzie się bez linków do # FILMÓW o wilko/zwierzo/łakach. No to szybko, nie cierpię tego, bo wklejanie jest pracochłonne, zaś porządny likantrop jest trochę jak kot – w ludzkiej postaci nie lubi niepotrzebnego wysiłku.
Trochę wskazano już wyżej^, pomijamy też klasykę zupełnie przestarzałą, a niewiele wnoszącą; filmy o wilkołakach mają bowiem ten minus, że efekty specjalne dotyczące ich przemian bardzo szybko się starzeją.  
 

# Klasyka gatunku:

"Wilkołak z Londynu" - ?
"Wilkołak" - naciągane 7/10,
"Frankenstein spotyka człowieka wilka" - 7/10 ;) 
 

# Komedie:
 
"Miłość wilkołaka" - Gene'a Wildera z Gene'em Wilderem :)
"Nastoletni wilkołak" - bezpretensjonalny, sympatyczny filmik z M. Foxem, 5-6/10.  
 

# Najważniejsze (mogłem coś pominąć, to nie jest leksykon):

Seria siedmiu "Skowytów" (The Howling) - wszystkie się kiedyś oglądało, ale słabo już je pamiętam, w każdym razie w większości sa to filmy b. niskich lotów:
http://www.filmweb.pl/Skowyt,1981,o+filmie,Film,id=34743 - już klasyk, 7/10
http://www.filmweb.pl/Skowyt+2++Twoja+siostra+jest+wilko%C5%82akiem,1985,o+filmie,Film,id=119416
http://www.filmweb.pl/Skowyt+3,1987,o+filmie,Film,id=119413
http://www.filmweb.pl/Skowyt+4++Koszmar+nocny,1988,o+filmie,Film,id=111779 - uchodzący za najsłabszy w serii
http://www.filmweb.pl/Skowyt+5++Przebudzenie,1989,o+filmie,Film,id=119414
http://www.filmweb.pl/Skowyt+6++Odmie%C5%84cy,1991,o+filmie,Film,id=119415
http://www.filmweb.pl/Skowyt+7,1995,o+filmie,Film,id=120747 
 
"Wilk" z Jackiem Nicholsonem i Michelle Pfeiffer. Ten film nie mógł nie odnieść sukcesu (9/10). To jednak nie jest typowy horror, raczej indywidualny popis Nicholsona oraz głos na temat WOLNOŚCI. Proszę bowiem zwrócić uwagę, że "złym" wilkołakiem staje się tu tylko J. Spader – używający mocy przemiany dla zdobycia przyziemnych, ludzkich celów – stanowiska, pieniędzy i kobiet. Dla naszego Jacka najważniejsza staje się siła, dzikość, druga młodość, kontrola nad ciałem (kapitalna scena z wyostrzonymi zmysłami:) i w efekcie oferowana przez przemianę absolutna wolność. Nie pomijając ślicznej Michelle, rzecz jasna :) 
 
"Towarzystwo wilków" – oczywiście to nie horror, lecz poetycko - metaforyczny film Neila Jordana, twórcy "Wywiadu z wampirem", absolutny klasyk w wielu dziedzinach, 10/10.  
 
"Dog Soldiers" – film postmodernistyczny do bólu,  nowoczesny, ale za to efekty specjalne NIE SĄ KOMPUTEROWE (!); do tego niewymuszony brytyjski humor ("Anglia – Niemcy 5:1", "There is no Spoon"). Co najważniejsze, zdecydowana wyższość kinematografii europejskiej nad amerykańską przejawia się wyraźnie w fakcie, że bohaterowie mogą porozmawiać o piłce nożnej, a nie o jakimś porąbanym baseballu – 9/10. 
 
"Wpływ księżyca" /Bad Moon/ – bratobójcza walka wilczura z wilkołakiem, już niemal klasyk, 7/10.
 
"Srebrna kula" – także już praktycznie klasyk według Kinga, 6,5/10.
 
"Wilczyca" średniactwo, ale polskie. 4-5/10. 
 
"Wolfen"  takie fajne pieski, 6-7/10. 
  
seria "Ginger Snaps” jedynka (8/10) ma swoje plusy i ciekawy pomysł, minusem są "łyse" wilkołaki; dwójka zdecydowanie słabsza (4-5/10); mnie osobiście ze względu na klimat przypasowała dziejąca się w XIX wieku cześć trzecia, czyli prequel (7.5/10).
 
1. "Ludzie koty" '42 z cudowną Simone Simon, rewelacyjnym nastrojem i kapitalnymi efektami światłocienia, wówczas niskobudżetowy, tandetny horrorek, dziś klasyk, 9/10,
2. "Ludzie koty" '82z Nastassią Kinski i Malcolmem McDowellem, z muzyką G. Morodera i D. Bowie, jakieś 8/10, więc zamieszczam, choć opowiada o konkurencji. 
 
"Big Bad Wolves" - sympatyczna short groteska z Czerwonym Kapturkiem w roli głownej, 9/10. 

"Amerykański wilkołak w Londynie" –  klasyk, zestarzał się niewiele, a nakręcony został porządnie i z głową, 9/10; poza tym nawet dowcipny – proszę zwrócić uwagę na nazwę karczmy na początku; otóż uważam, że żaden dobry film o wilkołaku nie obejdzie się bez paru mrugnięć okiem do widza :) 
 
"Amerykański wilkołak w Paryżu" – totalna porażka, dno, wstyd, śmiech na sali,  1/10. 

 
# Inne nieudane filmy:

"Powrót wilczycy" - tragedia, ale laski niezłe, 2/10. 
 
"Samotny wilk" 
 
"Piętno wilkołaka" - żenada, 1/10. 
 
"Grobowiec wilkołaka" - kolejne dno, po mieszać w to Elżbietę Bathory?
 
"Przeklęta" – wysokobudżetowy film Wesa Cravena z Christiną Ricci, a jednak prestiżowa porażka; dosłownie jedna w miarę dobra scena – polowania na dziewczynę na parkingu podziemnym i jeden niezły dowcip (wilkołaczyca pokazująca ludziom środkowy palec); film płaski, wtórny, przewidywalny scenariusz, brak sensownego przesłania, jak zwykle swietna Ricci, 4/10.

 
"Van Helsing" – potworna szmira, ale cyfrowe wilkołaki wyszły nawet nieźle, IMO lepiej niż w "Underworldzie", niech ma 2/10. 
 
"Underworld" – pomimo możliwości współczesnej techniki wilkołaki są misiowate i oprócz szefa jakieś powolne i głupawe, na dodatek podporządkowane wampirom (sic!), można dać 6/10 i to głównie za K. Beckinsale i sceny walk (jedna niezła akcja wilkołaków - masakra wampirów w wagonie).
"Underworld Evolution" – próbujemy dorabiać ideologię, ale jak dla mnie w nudny i wręcz głupi sposób (jakieś dziwne stroje i zbroje, nie pasujące do żadnej epoki); lepsze za to efekty i opinia o wilkołakach, 5/10. 

 
Dorzucę jeszcze całkiem udany polski film "Lokis: rękopis prof. Wittembacha" (8/10) – choć dotyczy przemiany w niedźwiedzia; jeszcze lepsze od filmu jest XIX-wieczne opowiadanie "Lokis" Prospera Merimee'go, zresztą z bardzo ciekawymi polskimi akcentami. W tym temacie można też wskazać podobno całkiem niezły, choć bardziej poetycki, rosyjsko-szwedzki film fantasy "Bear's Kiss" z Rebeccą Liljeberg.
 
Jakiś serial o wilkołakach: "Jezioro wilków" ?? 
 
Nawet Bergman nakręcił film o godzinie wilka: "Vargtimmen" :)))

 
 
Zaznaczone do obejrzenia: 
 
"Wilkołak" z Del Toro,
"Underworld: Rise of the Lycans" - brzmi sympatycznie,
"Arizona Werewolf" - widać że tragiczne efekty, ale podobno ciekawa fabuła,
 
  

# KSIĄŻKI o wilkołactwie, wilkołakach lub dotyczące tematu:

# Teoria: 

Petoia Erberto: „Wampiry i Wilkołaki: Źródła, historia, legendy od antyku do współczesności” ,
Słupecki Leszek „Wilkołactwo” ,
Strzelczyk Jerzy „Mity, podania i wierzenia dawnych Słowian” ,
Gemra Anna „Od gotycyzmu do horroru: Wilkołak, wampir i Monstrum Frankensteina w wybranych utworach” ;

# Trochę beletrystyki: 

Wiktor Pielewin „Święta księga wilkołaka” – wilkołactwo z punktu widzenia buddyzmu i budowy energetycznej człowieka, a poza tym zgrywa w sosie rosyjskim, polecam ;D
Simak Clifford D. „Zasada wilkołaka” ,
King Stephen:
-
„Talizman” ,
- „Rok wilkołaka”  >>> film „Srebrna kula”,
- częściowo cykl „Mroczna Wieża” (np. „Wilki z Calla”) ,
Martin George R. R. - cały cykl „Piesni Lodu i Ognia” – gdzie występują m. in. ogromne wilki „wilkory”. Ciekawostką jest, iż wielkie, ponad 2-metrowe wilki znane były w mitologiach europejskich jako tzw. „wilki Fenrira” (Canis lupus aesiri), jednak obecnie zostały zupełnie zapomniane. A przecież powrócą w czasach Apokalipsy / Ragnarök ;D 

I oczywiście niezapomniane wilki w „Akademii pana Kleksa” – książka i film. 

# Do przeczytania:

Patricia Cornwell „Wilkołak” ,
Brezina Thomas „Las wilkołakow”,
Dzieszyński Ryszard „Śladami wilkołaków"
 

 
Nadspodziewanie świetne kompozycje z rozszerzonego soundtracka do dziecinnego (acz i tak lepszego, niż Zmierzchy) „Blood & Chocolate”:
"The First Hunt" - szczególnie od połowy.


 
p.s. Problemem w historii likantropii jest wielka liczba pomyłek i przekłamań, dawni ludzie niemal każdy niewyjaśniony atak czegoś futrzastego przypisywali bowiem wilkołakom.

Przykładem znana XVII-wieczna historia „Wilka z Ansbach”. Po serii niewyjaśnionych, często śmiertelnych ataków jakiejś bestii w okolicy, urządzono obławę i złapano wielkiego wilka. Biednego zwierzaka postawiono przed najwyższymi władzami, które zażądały by wilk ... zamienił się w człowieka, bowiem na pewno jest wilkołakiem. Niestety wilk, jak to wilk, za cholerę człowiekiem być nie chciał. Rozsierdzeni mieszczanie ubrali go więc w ludzkie ubranie i perukę, po czym powiesili ... i ogłosili na cały świat, że zabili wilkołaka. No cóż, inteligencja i praworządność Prusaków zawsze były przysłowiowe ;)

Drugą podobną historią jest sprawa „Bestii z Gevaudan”. Wszyscy chyba wiedzą, że w XVIII wieku dochodziło tam na wielką skalę (sto kilkadziesiąt przypadków) do ataków nieznanej bestii, które zebrały kilkadziesiąt ofiar śmiertelnych, a król Francji musiał w końcu wysłać wojsko żeby rozwiązać problem.

Z dzisiejszych badań wynika jednak, że prawdopodobnie za aferą stali miejscowi wielmoże, którzy używali do swoich chorych, krwawych zabaw zarówno przebranych ludzi, jak i jakieś wielkie szkolone zwierzęta, być może egzotyczne, a być może ogromne psy ubrane dodatkowo w skórzane kostiumy. Z relacji mnóstwa świadków wynika bowiem, że wielokrotnie widziano futrzaste „coś” chodzące na dwóch nogach i zachowujące się jak przebrany człowiek, ale też obserwowano ewidentne zwierzęta, co prawda o fantazyjnym wyglądzie, ale biegnące i atakujące w sposób typowy dla psa lub wielkiego kota. Jeden ze świadków na brzuchu straszliwego zwierzęcia dostrzegł coś jakby ... guziki lub zapinki.
Sprawa przycichła po upolowaniu w obławie ogromnego wilka, którego wypchano czyniąc jeszcze większym i postawiono przed królem jako „bestię z Gevaudan”. Nie wszyscy jednak wiedzą, że po pewnym czasie ataki wystąpiły znowu, a ponadto po kilku latach w sporej liczbie pojawiły się też w sąsiednim departamencie. Przez niemal dwa pokolenia w okolicy trwała psychoza strachu.
 
 

 
 
# Wilkołacze Ciekawostki:

* Jako pierwsze dzieło o wilkołactwie wymienia się "Metamorfozy" Owidiusza - gdzie pochodzenie likantropii autor wywodzi z mitu o Likaonie, greckim królu zamienionym przez Zeusa w wilka. Z kolei Pliniusz Starszy wspomina w "Historii naturalnej" o ludziach, którzy byli wilkami w poprzednich wcieleniach (nie zapominajmy – dla starożytnych Europejczyków wędrówka dusz /metempsychoza/ była oczywistością, dopiero nadejście chrześcijaństwa wprowadziło zamieszanie w kwestiach eschatologicznych). Nawet Petroniusz w "Satyrykonie" wspomina o przemianach w wilka. 
 
* Jednak absolutnie pierwsza w dziejach ludzkości, pisana wzmianka o przemianie człowieka w wilka, znajduje się w starobabilońskim poemacie-eposie "Gilgamesz" z roku około 2000 p.n.e. 
 
* Na prymitywnego zwierzołaka, szczególnie w pierwszym pokoleniu, w znacznej mierze działają tradycyjne metody, jak srebro i częściowo miedź, a podobno nawet woda święcona(?). Prawdziwego wilkołaka, znajdującego się w fazie przemiany, zabić bardzo trudno; właściwie najlepszymi znanymi sposobami są tradycyjne ucięcie głowy, spalenie lub srebrna kula między oczy, drobniejsze zranienia wilk potrafi błyskawicznie regenerować.

* Znane (przynajmniej z tytułu;) opowiadanie Aleksieja Tołstoja „Rodzina wilkołaka” wbrew tytułowi nie traktuje o wilkołakach, lecz o ... wampirach ;D  
 
* W większości najstarszych legend jeśli zwierzołak nie jest głodny i nie ma powodów do zemsty, to NIE JEST WROGO NASTAWIONY DO LUDZI; mówi się nawet że formę zwierzęcia przyjmuje nieraz nocą by chronić własną społeczność (*werwolf, *balamowie z Jukatanu, *ludzie-tygrysy na Jawie chroniący plantacje przed dzikimi zwierzętami).
Powodem atakowania ludzi mogą być wysokie standarty moralne zmiennokształtnych ;) ponoć w krajach buddyjskich zwierzołak potrafi wędrować po świecie jako żebrzący mnich i przemieniać się nocą w tygrysa, by wywrzeć zemstę na tych, którzy odmówili mu tradycyjnej jałmużny.
W galijskiej historyjce z czasów przedchrześcijańskich, kiedy zwierzołaki miały jeszcze lepszą opinię, wojownik przyznaje się swej małżonce, że jest wilkołakiem. Wówczas ona i jej kochanek wykorzystują okazję i kiedy mężczyzna zmienia się w wilka, kradną jego ubrania. Niezdolny powrócić do ludzkiej postaci bez szat, wilk wpada w sidła i trafia na dwór władcy jako maskotka. W końcu jednak prawda wychodzi na jaw, zła żona i jej kochanek zostają wygnani, a szlachetny wilkołak opływa w łaski księcia.
 
* Inna znana wilkołacza historia też pochodzi z Francji, tylko 2000 lat późniejszej – wieśniacy widzą gnającego główną ulicą ich miejscowości wilka, który rzuca się na kawałek mięsa. Niestety, nie trafiając w mięso, zwierzę wpada do studni. A kiedy chłopstwo spogląda do środka, zamiast wilka znajduje w studni zakłopotaną nagą dziewczynę. No cóż, kobiety zawsze miały problemy z orientacją przestrzenną.

* Wilkołak przemieniony nie rozpoznaje swoich przyjaciół i rodziny, dopóki PO TRZYKROĆ nie wezwą go jego własnym imieniem. 
 
* Pierwszym znanym historycznym władcą-wilkołakiem był XI-wieczny książę połocki Wsiesław, wzmiankowany w tej roli w XII-wiecznym staroruskim eposie "Słowo o wyprawie Igora". 
 
* Pierwsze nowożytne dzieło o wilkołakach to skandynawska "Volsunga Saga" z lat 1275-1300, opowiadająca o losach ludzi, którzy zakładali wilcze skóry i przemieniali się w wilki. 
 
* Wilno zostało założone w miejscu, które we śnie żelazny wilk z litewskich legend wskazał księciu Giedyminowi (dziadkowi W. Jagiełly, założycielowi dynastii Giedyminowiczów/Jagiellonów). 
  
* W dawnej polskiej *husarii (proporcjonalnie prawdopodobnie najbardziej morderczej, a przy okazjii najdłużej niepokonanej formacji w historii świata) skóry wilcze jak u Rzymian zarezerwowane były wyłącznie dla oficerów i dowódców. Szeregowi towarzysze husarscy nosili skóry wielkich kotów, najczęściej importowane drogie futra tygrysów lub lampartów, czasem rysie i inne. Natomiast od porucznika wzwyż (a porucznik husarski odpowiadał w I Rzeczypospolitej pułkownikowi innej formacji) jako znak szarży obowiązywała skóra wilcza.
Nie wiemy na pewno, lecz najprawdopodobniej zwyczaj ten odzwierciedlał zarówno słowiański szacunek dla wilka i legend o nim, jak też stanowił nawiązanie do tradycji starożytnego Rzymu. Rzeczpospolita, jedyne w ówczesnej Europie duże państwo republikańskie, świadomie odwoływała się do Rzymu w wielu kwestiach ustrojowych i wojskowych; znajomość łaciny i historii starożytnej była wśród polskiej szlachty (inaczej niż wśród zachodniej) powszechna. 
 
* W starożytnej Grecji pies był symbolem teraźniejszości, zaś wilk – przyszłości. Ja także uważam, iż wilkołactwo ma przed sobą kolosalną przyszłość :))) 
 

 
 
Pokaż cały wpis »
26 grudnia 2008 19:48 // <pusty>
  
 
Jedna z najtrudniejszych do zaśpiewania pełnym głosem ballad ... i dwie kobiety o najlepszych w tej chwili sopranach w muzyce pop: 
 
1) Sarah Brighman 
( tu lepiej słychać – wrzuta , a wykonania Sary trzeba słuchać JAK NAJGŁOŚNIEJ! - pod względem czysto muzycznym i rozrywkowym jest to najlepsza z dotychczasowych wersji; jeszcze to samo na żywo i z tekstem po prawej)
 
2) zaś tu najważniejszy jest wokal; nawet dla takiego laika, jak ja, obłędna skala głosu (mogę się nie znać, lecz pisano o niej jako o najlepszym młodym sopranie w muzyce popularnej) – Hailey Westenra 

 
dla porównania wersja klasyczna Marianne Faithfull ( celowo nie daję Simona & Garfunkela, skoro same kobiety :) i wersja polska 
 
Pokaż cały wpis »
22 listopada 2008 12:59 // FILMY 2007-2010
Fucking Amal
Fucking Amal
Alexandra Dahlström
Alexandra Dahlström
Rebecca Liljeberg
Rebecca Liljeberg
Alexandra & Rebecca
Alexandra & Rebecca
Zobacz więcej zdjęć [52] »

 
FILMY, KTÓRE MNIE AUTENTYCZNIE (BEZ ŻADNEJ IRONII) ZACHWYCIŁY - ODKĄD UDZIELAM SIĘ NA FILMWEBIE - przy czym chodzi o wrażenie, niekoniecznie o samą jakość techniczną filmu
(czas je w końcu spisać, bo Ulubione stają się zbyt pojemne):

2007
"Fucking Amal" /Show Me Love/ - 10/10  
 
2008
"Ghost World" - 10/10   
"Burza lodowa" - 10/10  
"Dzikie trzciny" - 10/10  
"Mina Tannenbaum" - 9/10  

2009
"Kukułka" - 9/10  
"Pozwól mi wejść" /Let The Right One In/ - 10/10  
"Powrót" - 9,5/10  
"Kraina marzeń" - 9,5/10  
 
2010
"Niewinność" - 9/10  
"Niewidzialny" /Den Osynlige/ - 9/10  
"Metoda" 9/10  

 

FILMY, KTÓRE BYŁY BLISKO (i są jak najbardziej godne polecenia):

2007
"To wspaniałe życie" - 10/10
"Rebecca" - 9,5/10
"Kolekcjoner" - 9,5/10  
"Niebo" - 8,5/10
"Lulu na moście" - 9/10  
"Dziewczyna z perłą" - 9/10  
"Requiem dla snu" - 7,5/10
"Las namiętności" /Passion of Darkly Noon/ - 9/10  
 
2008  
"Art School Confidential" - 7,5/10
"Rekonstrukcja" - 9/10  
"Eternal Sunshine of the Spotless Mind" - 9/10  
"Nadzy" - 8,5/10
no, może jeszcze coś jest w "Interstate 60" - 7,5/10 - kretyna, który wymyślił polski tytuł tego filmu, zatłukłbym gołymi rękami, 
 
2009
"Pan Smith jedzie do Waszyngtonu" - 8,5/10
"Sekretarka" - 9/10  
"Nadja" - 9,5/10  
"Addiction" - 8,5  
"Naissance des pieuvres" /Water Lilies/ - 8,5  
"Sztuczki" - 9/10
"Moon" 8,5/10
"Dom zły" 9/10 
 
2010
"Prestiż" 8,5/10



I ODPOWIEDNIO OSOBY:

2007
Alexandra Dahlstrom - 10/10  
Rebecca Liljeberg - 10/10  
Samantha Eggar - 8,5/10   
Hugh Laurie - 10/10  
 
2008
Elsa Zylberstein - 10/10  
Sophia Myles - 9/10
Agnes Bruckner - 9/10  

2009  
Lina Leandersson - 10/10  
Maggie Gyllenhaal - 9,5/10  
Konstantin Ławronienko - 10/10  
Iwan Dobronrawow - 9,5/10
Lili Taylor - 10/10  






DODATEK: Klasyfikacja filmów.
Chyba wszyscy zetknęliśmy się ze zjawiskiem, że podział wszystkich filmów na obrazy klasy A (dobre?) i klasy B (kiepskie, komercyjne?) jest trochę niewystarczający i nieraz bardzo ciężko do tej klasyfikacji przyporządkować dany film.

Według mnie wszystkie dzieła adeptów X Muzy dzielą się na obrazy:

# Klasy A jak "Ambitne" – Filmy inteligentne i z ambicjami, a jednocześnie poprawnie nakręcone i dające się oglądać bez bólu zębów także na niższym, rozrywkowym poziomie.
Podgrupą jest Klasa AA (Ambitne i Atrakcyjne jednocześnie), w sumie rzadkość. Super podgrupą będzie Klasa AAA (Ambitne i Atrakcyjne Arcydzieła) - to te na 10/10! 
 
# Klasy B czyli "Bez Ambicji" – Ale w miarę udane w swoim rodzaju, poprawne technicznie i czasem nawet odnoszące sukcesy finansowe lub frekwencyjne.
Jak widać, to do tej właśnie grupy należeć będzie gros filmów popularnych. 

# Klasy C
jak "Chała" – Czyli nieudane bądź technicznie nieudolne próby stworzenia filmów typu A lub B.
Będą to więc zarówno pseudoartystyczne wypociny, którymi bez przymusu nie zainteresuje się nikt oprócz krewnych i znajomych ”artysty” oraz grona oderwanych od rzeczywistości krytyków, jak też nieudane filmy akcji, czy horrory które niezamierzenie bardziej śmieszą, niż straszą.  

# Oprócz powyższego /nie?/świętej pamięci Zygmunt Kałużyński stworzył jeszcze kiedyś klasę czwartą, mianowicie dla filmów całkowicie pod żadnym względem nieoglądywalnych wyodrębnił

# Klasę D czyli (excuse le mot) "Do Dupy".

# Ponieważ jednak pomysłowość Twórców (przez duże Tfu) jest zupełnie nieograniczona, czasem nawet to nie wystarcza do opisu wszystkich ich osiągnięć. Z tego zapewne względu mój św. p. dziadek wyróżniał ponadto # Klasę E – wydawał mianowicie przeciągły dźwięk "Eeeee...", czemu towarzyszyło charakterystyczne machnięcie ręką z góry na dół ...  
 


Można jeszcze wyróżnić # specjalną klasę K - jak „Kultowe”. Z ta grupą będzie najtrudniej, ponieważ zaliczamy tu zarówno:
1. filmy naprawdę świetne, często będące ekranizacjami równie kultowych dzieł literackich ("Faraon", „Ghost World” jako ekranizacja kultowego komiksu),
2. filmy tak naprawdę średnie lub trochę przestarzałe, lecz z jakiegoś powodu ważne, np. „Lolita” i „Dr. Strangelove” Kubricka,
3. obrazy kultowe ze względu na temat, często nowatorsko lub pierwszy raz ujęty („Noc żywych trupów” G. Romero, „Hellraiser”, z innej strony „Dziennik Bridget Jones”), albo osobę czy postać (Freddy Krueger, Predator), 
4. jak i dziełka kompletnie nieudane, często zaliczane do kultowych właśnie z powodu nieporadności twórców – np. „Plan 9 z kosmosu”,
5. bądź wreszcie filmy kiczowate już w samym zamierzeniu – z różnych powodów („Kill Bill”, „Martwica mózgu”, „Bad Taste”).

Klasa K, w przeciwieństwie do pozostałych, opierających się na jakości filmu i z tego względu wykluczających się wzajemnie, krzyżuje się z filmami innych klas. 



Dwie najlepsze wersje „Słodkiej”:
9:54, Świnoujście, 1984 rok, (płyta „Dzień w którym pękło niebo”, 1985) 
6:54, Łódź 23.05.1993r. koncert "Bez prądu" 
 
 … i nie mógł nikt oprzeć się pokusie jej włosów rozwianych"

W sieci od 18 marca 1998 roku, od 20 stycznia 2000 jako pierwszy serwis w Polsce dostępny w WAP. Pobierz logo Filmweb.
Znak filmweb jest zarejestrowanym znakiem towarowym podlegającym ochronie prawnej na mocy ustawy Prawo własności przemysłowej oraz Ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych; wyłączne prawo do używania znaku posiada
Omnigence sp. z o.o.

Created by agencja interaktywna - artegence.