Rose_Arianna_McGowan offline

  • ostatnio zalogował(a) się o 19:33, 9 lutego 2010
  • (Lukow, Siedlce, Polska)
  • dodaj do ulubionych

    konto od 17.11.08

    <--- avatar: Rose McGowan
liczba punktów: 0 ( 0 ),  jak zdobyć?
Pokaż cały wpis »
20 stycznia 2010 20:44 // Saga Zmierzch
Wczoraj właśnie się dowiedziałam że ma powstać 5 część oto fragment z wikipedii:Meyer rozpoczęła pisanie piątej części sagi Zmierzch, mającej być pierwszym tomem widzianym z perspektywy Edwarda. Na skutek wycieku do internetu dwunastu rozdziałów nieedytowanej części powieści, początkowo zawiesiła pracę nad owym projektem. Następnie jednak zdecydowała się kontynuować prace nad powieścią, nieznana jest jednak data oficjalnej publikacji.
Ja bym się cieszyła z 5 części tyle że z perspektywy Edwarda? Jakoś nie podoba mi się ten pomysł. O ile mi wiadomo tom ma nosić tytuł "Midnight Sun" czyli coś w stylu "Słońce o północy". Po przeczytaniu kilku rozdziałów stwierdzam że mi się nawet podoba. Szczególnie moment jak Edward rozmyśla plan zabicia Belli. ;P

OTO PIERWSZY ROZDZIAŁ:
" PIERWSZE SPOTKANIE"

To była ta cześć dnia, którą najchętniej bym przespał.
Liceum.
Ale chyba lepszym określeniem tego miejsca byłby czyściec. Jeśli był
jakikolwiek sposób, bym odpokutował swoje grzechy, to co miało nadejść było
pewną miarą pokuty. Ta nuda nie była czymś, do czego mógłbym kiedykolwiek
przywyknąć. Każdy dzień stawał się bardziej niewyobrażalnie monotonny niż
poprzedni.
Przypuszczałem, ze to była forma snu, jeśli sen można definiować jako
bezładny stan między okresami aktywności.
Szybko przeszedłem przez pomieszczenie do najbardziej oddalonego kąta
kafeterii, wyobrażając sobie wzory na ścianach których tak naprawdę tam nie
było. Był to jedyny sposób, by zagłuszyć głosy, które gaworzyły niczym szum
rzeki w mojej głowie.
Setki tych głosów ignorowałem ze znudzenia.
Kiedy jakaś myśl przychodziła do ludzkiego umysłu, mimowolnie ją
słyszałem. Dzisiaj wszystko kręciło się wokół błahego 'dramatu’ wszystkich
uczniów. To śmieszne. Wystarczyło tak niewiele by wszystkie myśli skupiły się
wokół jednej osoby. Zwyczajnej dziewczyny, która była nową twarzą w tym
mieście. Ta ekscytacja, towarzysząca jej przybyciu była łatwa do przewidzenia.
To tak, jakby podarować błyszczący przedmiot dziecku. Część uczniów płci
męskiej wyobrażało sobie, ze są zakochani w tej dziewczynie tylko dlatego, że
była czymś nowym na co mogli popatrzeć. Tym usilniej starałem się zagłuszyć
ich myśli.
Były tylko cztery głosy, które zagłuszałem raczej z grzeczności, niż odrazy;
mojej rodziny - moich dwóch braci i dwóch sióstr. Nie mogłem dopuścić, by w
mojej obecności nie posiadali choć odrobiny prywatności. Dawałem im jej tyle,
ile byłem w stanie. Starałem się nie słuchać jeśli to miałoby im pomóc.
Robiłem wszystko co w mojej mocy, ale ciągle słyszałem…
Rosalie jak zwykle myślała o sobie. Lubiła przyglądać się odbiciom swojego
profilu w szklankach uczniów, oraz rozprawiać na temat swojej doskonałości.
Rosalie była płytka jak sadzawka z kilkoma niespodziankami.
Emett wściekał się o mecz, który przegrał zeszłej nocy z Jasperem. Zbierał całą
swoja energię na rewanż, który mieli rozegrać dziś po szkole. Nigdy nie miałem
wyrzutów sumienia podsłuchując jego myśli, bo nie było rzeczy, której nie
powiedziałby głośno lub nie sprawił by stała się rzeczywistością. Jedynie czułem
się winny czytając umysły innych, ponieważ wiedziałem, że są rzeczy, o których
woleliby żebym nie wiedział. Jeśli umysł Rosalie był płytką sadzawką, to ten,
Emetta można określić jako przejrzyste jezioro wolne od tajemnic.
A Jasper był… cierpiący. Stłumiłem westchnienie.
Edward – Alice wypowiedziała moje imię w swojej głowie, co zwróciło moją
uwagę. Było zupełnie tak samo, jakby wypowiedziała je na głos. Cieszyłem się,
że moje imię już dawno wyszło z mody – to byłoby wkurzające, gdy
kiedykolwiek i ktokolwiek myślałby o jakimś Edwardzie moja głowa
odwracałaby się automatycznie.
W tej chwili moja głowa się nie odwróciła. Byliśmy już wprawieni w tego
typu poufnych rozmowach. To taki kamuflaż, by nikt nas nie przyłapał. Cały
czas patrzyłem na brzeg naszego stolika.
Jak on się trzyma? spytała mnie.
Podniosłem jedynie kącik ust. Nic co mogłoby zaciekawić innych. To z
łatwością mogło być oznaką znudzenia.
Mentalny ton Alice zaalarmował mnie. Zobaczyłem w jej umyśle, że
obserwuje Jaspera w swojej wizji Czy istnieje jakieś niebezpieczeństwo?
Przeszukała najbliższą przyszłość ślizgając się przez wizje monotonii, do źródła
mojego znudzenia.
Powoli odwróciłem głowę w lewo w stronę ściany, potem w prawo w stronę
stolików, przy których siedzieli uczniowie. Tylko Alice wiedziała czemu to
robię. Po prostu to było znakiem zaprzeczenia.
Rozluźniła się. Daj mi znać, jak będzie z nim gorzej.
Poruszyłem tylko oczami w tą i z powrotem.
Dziękuję, że to robisz.
Byłem wdzięczny, że nie musiałem głośno udzielić jej odpowiedzi. Niby co
miałbym rzec? ‘Cała przyjemność po mojej stronie’? Było by to trudne. Nie
lubiłem słuchać zmagań Jaspera. Czy naprawdę było konieczne, by sprawdzać go
w ten sposób? Czy nie było bezpieczniejszego sposobu, by uświadomić sobie, że
on nigdy nie będzie na tyle silny by zagłuszyć swoje pragnienie? Nie
powinniśmy narażać go na takie pokusy jak stołówka pełna dzieciaków…
Czemu pozwalaliśmy balansować mu na granicy katastrofy?
Minęły dwa tygodnie od ostatniego polowania. To był trudny czas dla nas
wszystkich, ale potrafiliśmy sobie z tym radzić. Uczucie niewygody pojawiało
się tylko wtedy, gdy jakiś człowiek przechodził zbyt blisko, a wiatr wiał w złą
stronę. Jednak ludzie rzadko kiedy podchodzili zbyt blisko. Instynkt
podpowiadał im to, czego ich umysły mogłyby nigdy nie zrozumieć: byliśmy
niebezpieczni.
A Jasper był obecnie bardzo niebezpieczny…
W tej chwili mała dziewczynka zatrzymała się przy sąsiednim stoliku i
przestała rozmawiać z przyjaciółką. Zarzuciła swoje piaskowe włosy
przebierając z nich palcami. Jej zapach tak silnie przez nas odczuwalny poleciał
dokładnie w naszym kierunku. Przywyknąłem już do sposobu, w jaki
oddziałują na mnie takie zapachy. Poczułem suchość w gardle, puste
westchnienie w żołądku… Odruchowo moje mięśnie napięły się, a w ustach
poczułem nadmierny przypływ jadu.
To było całkiem normalne, dlatego łatwo to ignorowałem. Obecnie było po
prostu trudniej, ponieważ uczucia były silniejsze, podwojone, gdy
obserwowałem reakcję Jaspera… Podwójne pragnienie było dużo bardziej
uciążliwe.
Jasper odpłynął pogrążony w swoich fantazjach.. Wyobrażał sobie siebie
stojącego obok tej małej dziewczynki. Myślał o tym, że schyla się, tak jakby
chciał jej szepnąć do ucha, a zamiast tego pozwolił, by jego usta dotknęły jej
gardła. Rozkoszował się tym szalonym tętnem, które mógł czuć na swoich
wargach przez cienką warstwę skóry.
Kopnąłem jego krzesło.
Przez jakąś minutę siłował się ze mną na spojrzenie, a potem spuścił wzrok.
Słyszałem wstyd i buntowniczą walkę w jego głowie.
- Przepraszam – mruknął Jasper.
Wzruszyłem ramionami.
- Nie zamierzałeś nic zrobić – Alice szepnęła do niego z przekonaniem. –
zobaczyłabym to.
Na mojej twarzy pojawił się specyficzny grymas. Wiedziałem, ze to, co
mówiła było kłamstwem. Musieliśmy trzymać się razem. Alice i ja. Nie było
łatwo słyszeć głosy w głowie, czy mieć wizje przyszłości. Wiedziałem, ze nikt nie
powinien nam tego zazdrościć… Nie było czego… Dwa świry pomiędzy tymi, co
już od dawna byli szaleńcami. Starannie chroniliśmy nasze sekrety.
- Będzie ci łatwiej, jeśli pomyślisz o nich jak o ludziach – zasugerowała Alice.
Jej wysoki, melodyjny głos był zbyt szybki, by ludzkie ucho mogło go
zrozumieć. Jeśli ktoś byłby wystarczająco blisko, by go usłyszeć.
- Nazywa się Whitney. Ma malutką siostrę, którą uwielbia. Jej mama zaprosiła
Esme na to przyjęcie w ogrodzie, pamiętasz?
- Wiem, kim ona jest – powiedział szorstko Jasper. Następnie wyjrzał przez
okno. Jego ton był znakiem, że ta rozmowa dobiegła końca.
Powinien dzisiaj zapolować. To było niedorzeczne, że ryzykował w ten
sposób, próbując sprawdzić swoją wytrzymałość i zbudować silną wolę. Jasper
powinien zaakceptować swoje potrzeby i żyć z nimi, a nie przeciwko nim. Jego
dawne nawyki powinny odejść na drugi plan. Teraz jego życie wygląda inaczej.
On nie powinien katować się w ten sposób.
Alice w ciszy wstała i odeszła zabierając tacę z nietkniętym jedzeniem. Zostawiła
go samego. Wiedziała, kiedy ma dość jej towarzystwa. Chociaż Rosalie i
Emett mieli bardziej zabiegający stosunek o swój związek to Alice i Jasper,
którzy znali każdy kaprys swojego partnera jak swój własny, zupełnie tak, jakby
potrafili czytać swoje umysły…
Edward Cullen.
Natychmiastowa reakcja. Odwróciłem się do źródła dźwięku. Po chwili
zrozumiałem, że to nie było wołanie, tylko czyjaś myśl.
Spojrzałem dyskretnie - blada cera, zaokrąglona twarz i czekoladowe oczy…
Słyszałem już jej myśli, ale osobiście nigdy się w nich nie pojawiłem. Dzisiaj
wszystkie myśli były strasznie monotematyczne. Pewna dziewczyna zawładnęła
umysłami wszystkich uczniów. Nowa uczennica Isabella Swan. Córka
miejscowego szeryfa przeprowadziła się do Forks z powodów rodzinnych.
Bella… Poprawiała każdego, kto zwrócił się do niej jej pełnym imieniem.
Spojrzałem w przestrzeń znudzony. Zajęło mi chwilę, by uświadomić sobie,
że to nie ona o mnie myślała.
Oczywiście już zabujała się w Cullenach. Usłyszałem.
Teraz rozpoznałem ten 'głos'. Jessica Stanley – już od dawna nie zanudzała
mnie swoim wewnętrznym gadaniem. Jaka to była ulga, kiedy dała sobie
wreszcie spokój z tym gorącym uczuciem, którym do mnie pałała. Te dni jej
ciągłego rozmarzenia były dla mnie prawie nie do zniesienia. Wtedy miałem
ochotę powiedzieć jej, co właściwie może się stać, kiedy moje usta, a raczej zęby
znajdą się zbyt blisko niej. To może uciszyłoby te wkurzające fantazje. Jej myśli
czasami niemal mnie bawiły.
Trochę tłuszczu dobrze by jej zrobiło. Rozmyślała Jessica. Ona nie jest nawet
ładna. Nie rozumiem czemu Eric i Mike tak do niej startują., 'Powiedziała' z
naciskiem na drugie imię. Jej nowym obiektem westchnień był Mike Newton,
który zupełnie nie zwracał na nią uwagi. Najwyraźniej miał zupełnie inne
podejście do tej nowej dziewczyny. On był już kolejną osobą, która
zachowywała się całkowicie irracjonalnie. Daj dziecku cukierka, to się będzie
cieszyło. Tylko ja wiedziałem, co tak naprawdę chodziło jej po głowie. Pozornie
była bardzo ciepła dla tej nowo przybyłej. W tej chwili opowiadała historię
mojej rodziny. Nowa uczennica musiała o nas zapytać…
Dzisiaj każdy też się na mnie patrzy. pomyślała Jessica z satysfakcją. Ale ze
mnie szczęściara. Bella ma aż dwie lekcje ze mną. Mogę się założyć, że Mike
zapyta mnie, kim ona jest…
Próbowałem zagłuszyć tą bezmyślną paplaninę, zanim jej błahe i mało ważne
sprawy doprowadzą mnie do obłędu.
- Jessica Stanley pierze wszystkie nasze brudy. Opowiada tej nowej Swan
historię klanu Cullenów – bąknąłem do Emetta w roztargnieniu.
Zachichotał na wdechu. Mam nadzieję, że robi to dobrze.- pomyślał.
- Prawdę mówiąc, raczej bez wyobraźni. Tylko gołe wzmianki skandali.
Żadnej uncji dramaturgii. Jestem trochę rozczarowany….
A ta nowa? Czy tak samo jest rozczarowana tymi plotkami…?
Wsłuchałem się, by wyłapać reakcję tej nowej na historię Jess.
Co sobie myślała, kiedy patrzyła na tę dziwną, niezdrowo bladą rodzinę
generalnie stroniącą od ludzi?
Czułem się w pewnym stopniu odpowiedzialny, by znać jej reakcję.
Wiedziałem, że nie usłyszę ani jednego pochlebnego słowa na temat mojej
rodziny. To była taka forma ochrony. Jeśli ktoś stawał się nadmiernie
podejrzliwy, mogłem ostrzec wszystkich tak, żebyśmy w razie potrzeby mogli
się łatwo wycofać. To miało miejsce naprawdę okazjonalnie - jakiś człowiek z
naprawdę wybujałą wyobraźnią mógł dostrzec w nas bohaterów z książki czy
filmu. Zwykle ich rozumowanie było błędne, ale lepiej było przenieść się w
nowe miejsce, niż niepotrzebnie ryzykować. Bardzo, bardzo rzadko ktoś
domyślał się prawdy. Nie dawaliśmy im szansy sprawdzenia swoich
przypuszczeń. Po prostu znikaliśmy, by stać się tylko przerażającym
wspomnieniem…
Nic nie słyszałem, mimo, że bzdurny monolog Jessici był tak wyraźny, a ona
siedziała tak blisko. Wszystko przeradzało się w szum. Tak, jakby nikt nie
siedział koło niej. Jakie to osobliwe… Czy ta dziewczyna ruszyła się? Nie tylko
mnie się tak wydawało, bo Jessica cały czas do niej szczebiotała. Podniosłem
głowę, by lepiej nasłuchiwać. Sprawdzając, co mój 'super słuch' może mi
powiedzieć. Nigdy wcześniej nie musiałem tak robić.
Mój wzrok znowu spoczął na tych samych brązowych oczach. Siedziała tam,
gdzie wcześniej i patrzyła na nas zupełnie naturalnie. Przypuszczałem, że Jessica
cały czas opowiada jej lokalne plotki dotyczące Cullenów.
Też o nas myśli. To przecież naturalne.
Ale nie słyszałem nawet szeptu.
W chwili gdy przyłapałem ją na na gapieniu się na obcego, spojrzała w dół, a
jej policzki były zapraszająco rumiane. To dobrze, że Jasper cały czas patrzył
przez okno. Nie chciałem sobie wyobrażać, jak łatwo ten przypływ gorącej krwi
mógł sprawić, że straci nad sobą kontrolę.
Emocje były tak wyraźne na jej twarzy, zupełnie jakby zostały wypowiedziane
na głos lub wypisane na jej czole. Zaskoczenie – jakby była pochłonięta
doszukiwaniem się subtelnych różnic między nią a mną. Ciekawość, gdy
słuchała opowieści Jessici. A może to coś więcej…. Fascynacja? To nie był
pierwszy raz. Byliśmy dla nich tak piękni. Nasza zamierzona ofiara. I w końcu
zażenowanie, gdy przyłapałem ją na gapieniu się na mnie.
Jak na razie najwyraźniej myśli… jej myśli, były tak wyraźne w jej
dziwacznych oczach – dziwacznych, ponieważ w ich głębi, w brązowych
tęczówkach, często można się dopatrzeć tylko ciemności. Nic nie słyszałem.
Tylko cisza dochodziła z miejsca, gdzie ona siedziała. Zupełnie nic.
Przez chwilę ogarnął mną niepokój.
Jeszcze nigdy nie doświadczyłem czegoś podobnego. Czy coś było ze mną nie
tak? Czułem się jak zwykle. Zmartwiony, starałem się intensywniej nasłuchiwać.
Wszystkie te głosy, które starałem się zagłuszać dosłownie krzyczały w mojej
głowie.
….zastanawiam się jakiej muzyki ona lubi słuchać. Może powinienem jej
pożyczyć to nowe CD… zastanawiał się Mike Newton dwa stoliki dalej. – jego
wzrok zawieszony był na Belli.
Spójrzcie jak się na nią gapi. Czy mu nie wystarczy, że polowa dziewczyn z tej
szkoły czeka aż je… zastanawiał się Eric Yorkie. Jego myśli też krążyły wokół
dziewczyny.
…ale ohyda. Jeszcze sobie pomyśli, ze jest gwiazdą czy kimś takim. Nawet
Edward Cullen się gapi… Lauren Mallory była tak zazdrosna, że jej twarz
powinna mieć odcień purpury. …A Jessica upatrzyła ją sobie na nową najlepszą
przyjaciółkę. Tu chyba jakiś żart... Dokończyła swój jadowity wywód na temat
dziewczyny.
…Mogę się założyć, że ktoś ją o to spyta… Ale chciałabym z nią pomówić.
Pomyślę nad bardziej oryginalnym pytaniem… zastanawiała się Angela Dowling.
…może będzie chodziła ze mną na hiszpański… Miała nadzieję June
Richardson.
…muszę popracować nad akcentem. Jutro jest test z angielskiego, Mam
nadzieję, że moja mama… Angela Weber, spokojna dziewczyna, której myśli
były zwykle tego rodzaju, była jedyną osobą przy tym stoliku, która nie miała
obsesji na punkcie Belli…
Mogłem słyszeć ich wszystkich. Każdą nawet najbardziej błahą myśl, a oni
zupełnie nie byli tego świadomi. Jednak nie byłem w stanie usłyszeć nic, co
pochodziło od tej nowej uczennicy. Nawet, gdy miałem z nią kontakt wzrokowy.
Oczywiście słyszałem wszystko, co powiedziała, gdy rozmawiała z Jessicą.
Nie musiałem czytać w umysłach, by słyszeć jej wyraźny niski głos, nawet na
drugim końcu sali.
- Ten z rudawymi włosami, to który? – usłyszałem jej pytanie. Spojrzała na mnie
kątem oka, ale szybko odwróciła wzrok, gdy zdała sobie sprawę, że się ciągle na
nią patrzę.
Jeśli miałem nadzieje, że ton głosu pomoże mi wyłapać jej myśli, szybko ją
straciłem. Okazało się, że nic to nie zmieniło. Byłem całkowicie rozczarowany.
Zazwyczaj, gdy myśli pojawiały się w ludzkich umysłach, ja w tej samej chwili
słyszałem ich wewnętrzne glosy. Ale tym razem ten nieśmiały głos był zupełnie
nie podobny do żadnej z setki innych myśli, które huczały w tym
pomieszczeniu. Byłem tego pewien. Zupełnie coś nowego...
O, powodzenia idiotko! Pomyślała Jessica, zanim odpowiedziała na pytanie
dziewczyny.
- To Edward. Wiem, że wygląda zabójczo, ale nie zawracaj sobie nim głowy.
Nie chodzi na randki. Najwyraźniej żadna z miejscowych dziewczyn nie jest dla
niego dostatecznie ładna. – wywęszyła.
Odwróciłem głowę, by ukryć uśmiech. Jessica i jej koledzy z klasy nie mieli
pojęcia, jakimi są szczęściarzami, że nie musieli się uciekać do osobistego
kontaktu z moja osobą.
Pod tym przelotnym rozbawieniem poczułem silny impuls, którego do końca
nie rozumiałem. Musiałem coś zrobić z tymi złośliwymi myślami Jessici, których
ta nowa dziewczyna nie była świadoma. Miałem wielką ochotę stanąć między
nimi i osłonić Bellę Swan przed tymi mrocznymi myślami jej towarzyszki. To
było naprawdę dziwne uczucie… Próbując wywnioskować co mną kierowało,
spojrzałem na nią jeszcze raz.
Być może to był długo pogrzebany instynkt zapobiegliwości – siła dla
słabeuszy. Dziewczyna wyglądała na bardziej kruchą niż reszta jej nowych
znajomych. Jej skóra była tak przeźroczysta, że aż trudno było uwierzyć, iż
dawała jej ochronę przed światem zewnętrznym. Dosłownie widziałem
rytmiczny puls krwi przepływających przez żyły pod cienką błoną. Ale nie
powinienem się na tym koncentrować. Byłem dobry w tym życiu, które
wybrałem. Po prostu męczyło mnie pragnienie, zupełnie jak w przypadku
Jaspera, nie było możliwości by poddać się pokusie.
Pomiędzy jej brwiami pojawiła się prawie niewidoczna zmarszczka, kiedy
dziewczyna nieświadomie się skrzywiła.
To było niewiarygodnie frustrujące! Wyraźnie widziałem, ze rozmowa z obcymi
i bycie w centrum uwagi jest ponad jej siły. Wyczułem jej nieśmiałość po wątło
wyglądających ramionach, lekko zgarbionych, jakby w każdej chwili
spodziewała się odrzucenia. I teraz mogłem tylko przeczuwać… Mogłem tylko
zobaczyć… Mogłem tylko sobie wyobrazić…Nie było nic prócz ciszy
dochodzącej od tej bardzo zwykłej ludzkiej dziewczyny. Dlaczego niczego nie
słyszałem…?
- Możemy? – spytała Rosalie rujnując moje skupienie.
Spojrzałem w bok z wyraźną ulgą. Nie chciałem dalej w to brnąć. Narastała
we mnie irytacja. Nie mogłem stać się nadmiernie zainteresowany jej
skrywanymi myślami. Właśnie dlatego, ze ich nie słyszałem. Bez żartów.
Gdybym tylko chciał, na pewno znalazł bym sposób by usłyszeć jej wewnętrzny
głos. Tylko niby po co miałbym sobie zawracać nią głowę, skoro jej myśli byłyby
takie same jak reszty śmiertelników…? Błahe i mało znaczące. Na pewno nie
były warte mojego wysiłku.
- Więc czy ta nowa już się nas boi? – Zapytał Emett ciągle czekając aż
odpowiem mu na poprzednie pytanie.
Wzruszyłem ramionami. Nie wydawał się wystarczająco zainteresowany tymi
informacjami.
Mnie też to nie powinno interesować.
Wstaliśmy od stolika i wyszliśmy ze stołówki.
Emett Rosalie i Jasper, którzy udawali starsze rodzeństwo rozeszli się po
swoich klasach. Ja udawałem, że jestem od nich młodszy. Poszedłem do klasy, w
której za chwilę miała się odbyć lekcja biologii. Przygotowywałem się
psychicznie na niesamowitą nudę. Nauczycielem był pan Banner – mężczyzna
posiadający jedynie przeciętny intelekt. Swoje lekcje opierał jedynie na
podręczniku. Nie mógł niczym zaskoczyć kogoś, kto posiadał drugi stopień
wykształcenia medycznego.
W klasie podszedłem do mojego krzesła i wyciągnąłem książki. Byłem
całkowicie pewny, że nie znajdę w nich niczego, o czym do tej pory bym nie
wiedział. Rozłożyłem się na ławce. Byłem jedynym uczniem, który miał ją tylko
dla siebie. Ludzie nie byli wystarczająco inteligentni, by wiedzieć, że się mnie
boją, ale ich instynkt podpowiadał im, by trzymali się ode mnie z daleka.
Pomieszczenie powoli zapełniało się ludźmi wracającymi z drugiego
śniadania. Oparłem się o krzesło i czekałem na upływ czasu. Ponownie dałbym
wiele, by móc to przespać.
Ponieważ cały czas moje myśli krążyły wokół jednej osoby, gdy Angela
Weber wprowadziła ją przez drzwi, jej imię przykuło moją uwagę.
Bella wydaje się być równie nieśmiała jak ja. Mogę się założyć, że to naprawdę
dla niej trudny dzień... Gdybym mógł cokolwiek powiedzieć by ją trochę pocieszyć
Prawdopodobnie zabrzmiało by to głupio… Tak!
Myślał Mike Newton śledząc jej nadejście. Cały czas nic nie słyszałem z
miejsca, w którym stała Bella. Ta pusta przestrzeń, w której powinny pojawić się
jej myśli… Irytowała i załamywała mnie jednocześnie.
Podeszła trochę bliżej kierując się do biurka nauczyciela. Biedaczka… Jedyne
wolne miejsce w tej klasie było obok mnie. Odruchowo posprzątałam jej część
ławki, spychając moje książki na brzeg. Byłem prawie pewien, że poczuje się
swobodnie. Czekał nas długi semestr – w tej klasie to na początek. Być może gdy
usiądzie tak blisko, będę mógł poznać jej sekrety. Nigdy wcześniej nie
potrzebowałem tak małej odległości. Nie żeby było coś wartego
podsłuchiwania…
Bella zmieniła przepływ powietrza, które poleciało prosto na mnie.
Jej zapach uderzył mnie niczym rozpędzona piłka. Niewyobrażalnie dużo
przemocy narodziło się we mnie w tej jednej chwili.
Nigdy wcześniej nie byłem tak blisko człowieka, jak w tym momencie. Raz
byłem: nie został ani jeden strzępek ludzkości gdy dałem ponieść się
zapomnieniu.
Ja byłem drapieżnikiem, a ona moją ofiarą. Tylko taka prawda liczyła się na
całym świecie.
Nie było pomieszczenia pełnego świadków – wszyscy zniknęli w mojej
głowie. Tajemniczość jej myśli odeszła w niepamięć. Jej myśli nic nie znaczyły…
Już nigdy więcej nie będą mi potrzebne.
Ja byłem wampirem, a ona posiadała najsłodszą krew, której nie mogłem
wywąchać przez osiemdziesiąt lat.
Nie miałem pojęcia, że może istnieć tak wspaniały zapach. Gdybym tylko
wiedział, szukałbym go od dawna. Przemierzył bym dla niej cały świat. Mogłem
sobie wyobrazić jak będzie smakować…
Pragnienie wybuchło w moim gardle niczym ogień. Wargi piekły mnie z
wysuszenia. Nawet świeży przypływ jadu nie rozwiał tego uczucia. Mój żołądek
skręcał się z głodu. Było to echem mojego pragnienia. Moje mięśnie
przygotowywały się do ataku.
Nie minęła nawet sekunda. Ona cały czas zmierzała w moim kierunku.
Gdy jej stopy dotykały podłoża jej oczy sunęły po mnie. Każdy ich ruch był
bardzo subtelny i skrywany. Jej lustrujące spojrzenie spotkało się z moim.
Widziałem moje odbicie w jej oczach.
Przez kilka chwil chciałem uratować jej życie, ale ona mi tego nie ułatwiała.
Kiedy zobaczyła to wrażenie na mojej twarzy, krew dopłynęła do jej policzków,
a one znowu stały się rumiane. Jej skóra przybrała najbardziej przepyszny kolor
jaki w kiedykolwiek widziałem. Gęsta mgła zamroczyła mój mózg. Nie mogłem
przez to racjonalnie myśleć. Moje myśli bezwładne. Traciłem nad nimi kontrolę.
Teraz szła szybciej, jakby zrozumiała, że powinna uciekać. Jej pośpiech
uczynił ją niezdarną – potknęła się i żeby nie upaść musiała podeprzeć się o
ławkę dziewczyn, które siedziały przede mną. Podatna na zranienie i słaba….
Dużo bardziej niż każdy zwyczajny człowiek.
Próbowałem się skupić na jej twarzy. W jej oczach zobaczyłem twarz, którą
rozpoznałem ze wstrętem. Twarz potwora we mnie – twarz, którą ukrywałem
niezwykle zdyscyplinowany. Jak łatwo byłoby mi się teraz zdemaskować!
Zapach znowu zawirował wokół mnie. Moje myśli były tak bliskie do
urzeczywistnienia. Już niemal podnosiłem się z miejsca.
Nie
Moja ręka powędrowała pod ławkę i starałem się ją trzymać na krześle.
Drewno nie wykonało swojego zadania. Moja ręka przebiła podpórkę na wylot.
Na krześle został odbity kształt mojej dłoni.
Zniszczyć dowód. To była najistotniejsza sprawa. Szybko sproszkowałem
brzeg krzesła nie zostało nic prócz wielkiej dziury. Pył rozdeptałem butami.
Zniszczyć dowód… Dodatkowa szkoda….
Wiedziałem, co za chwilę musi się stać. Dziewczyna podejdzie, usiądzie obok
mnie, a ja prawdopodobnie ją zabiję.
Niewinne osoby w tej klasie, osiemnastolatkowie, inne dzieci i jeden
mężczyzna mogli nie mieć szansy opuszczenia tego pomieszczenia. Po tym, co
mieli niebawem zobaczyć.
Skupiłem się na tym co będę musiał zrobić. Nawet w moich najgorszych
koszmarach nigdy nie zabijałem niewinnych ludzi, tym bardziej
osiemnastolatków. A teraz planowałem uśmiercić dwadzieścioro z nich za
jednym razem.
Odbicie twarzy potwora kpiło ze mnie.
Nawet jeśli udało mi się poskromić pewną część potwora, to i tak reszta
wszystko dokładnie planowała.
Jeśli zabiłbym tą dziewczynę jako pierwszą miałbym jakieś piętnaście,
dwadzieścia sekund do reakcji reszty grupy. Może trochę więcej, jeśli nie
uświadomiliby sobie od razu co się dzieje. Nie miałaby czasu krzyczeć czy
poczuć bólu: nie zabiłbym jej okrutnie. Tylko tyle mogłem dać tej nieznajomej z
niewyobrażalnie kuszącą krwią.
Ale potem musiałbym powstrzymać ich od ucieczki. Nie musiałbym martwic
się o okna – były zbyt małe i zbyt wysoko osadzone by ktokolwiek z nich mógł
przez nie uciec. Tylko drzwi wystarczyło by zablokować i byliby w pułapce.
Mogłoby być trudniej i dłużej gdybym próbował ściągnąć ich wszystkich
oszołomionych i miotających się w panice. Niemożliwe. Z pewnością byłoby
dużo hałasu. Mnóstwo czasu na krzyki. Ktoś mógłby usłyszeć… I musiałbym
zabić dużo więcej niewinnych w tą czarną godzinę.
Jej krew mogłaby wystygnąć, gdy zabijałbym innych.
Ten zapach mnie karał zamykając moje gardło, suche i zbolałe.
Więc potem świadkowie…
Ułożyłem wszystko w swojej głowie. Byłem w samym środku sali. Najpierw
zaatakowałbym prawą stronę. Mógłbym zasmakować czterech czy pięciu z
uczniów przez jakąś sekundę. Obmyślałem. Nie byłoby tak głośno. Prawa strona
byłaby tą szczęśliwą stroną, ponieważ nie widzieliby jak się zbliżam. Ruszając
się dookoła do przodu i do tyłu. Lewa strona w najgorszym wypadku powinna
zabrać mi jakieś pięć sekund by odebrać życie wszystkim śmiertelnikom
znajdującym się na tej sali…
Wystarczająco długo, by Bella Swan zrozumiała co ją czeka. Wystarczająco
długo, by zaczęła się bać. Zdziwiłbym się gdyby ten strach jej nie sparaliżował i
zaczęłaby krzyczeć. Ale i tak jeden miękki krzyk nikogo by nie zaniepokoił…
Wziąłem głęboki wdech… Ten zapach był ogniem płonącym w moich
suchych żyłach... wybuchającym w klatce piersiowej i trawiącym z premedytacją
każdy mój organ... To było nie do zniesienia.
Odwróciła się. Przez kilka sekund nie siedziała już tak blisko mnie.
Potwór w mojej głowie uśmiechnął się z oczekiwaniem.
Ktoś zamknął z trzaskiem segregator po lewej stronie. Nie podniosłem
wzroku, by sprawdzić kto to. Jakaś fala zwyczajnego zapachu przeleciała obok
mojej twarzy.
Przez krótką chwilę byłem w stanie trzeźwo myśleć. Przez tą sekundę
widziałem dwie twarze obok siebie w mojej głowie. Jedna była moja, a raczej jej
wyobrażenie – czerwonooki potwór, który zabił w swoim życiu tyle ludzi, że już
nawet przestał ich liczyć. Bezwzględne, planowane morderstwa.... Zabójca
zabójców. Bez wliczania potężnych drapieżników. Decydowałem kto zasługuje
na śmierć, a kto jest wystarczająco dobry by żyć. To był taki mój wewnętrzny
kompromis. Żywiłem się ludzką krwią, ale przynajmniej we właściwy sposób.
Moje ofiary były okrutne, bezwzględne… Tylko odrobinę bardziej ludzkie ode
mnie.
Tą drugą była twarz Carlisle’a.
Nie było żadnego podobieństwa miedzy nimi dwoma. Były jak bezchmurny
dzień i najczarniejsza noc. Carlisle nie był moim ojcem z biologicznego punktu
widzenia. Nie mieliśmy żadnych wspólnych cech wyglądu zewnętrznego.
Podobieństwo opierało się tylko na tym, kim naprawdę jesteśmy. Każdy wampir
ma taki sam odcień skóry. Kolor oczu miał zupełnie inne znaczenie. To było
odbicie naszych potrzeb, nastroju i samopoczucia.
I również nie mieliśmy wspólnego pochodzenia. Zacząłem sobie wyobrażać,
że moja twarz stała się jego odbiciem, aż do zupełnego podobieństwa. Przez te
siedemdziesiąt dziwnych lat, kiedy to podążałem za jego krokami, moje cechy
się nie zmieniły, a nawet wydaje mi się, że zostały wyostrzone. Jednak po tylu
latach wspólnego życia, przejąłem po nim pewne rzeczy bardzo dla niego
charakterystyczne. Ułożenie ust, cierpliwość i wytrwałość były już w pewien
sposób we mnie zakodowane.
Wszystkie te niewielkie ulepszenia ginęły na twarzy potwora. Przez jedną
krótką chwilę mogłem zniszczyć wszystkie lata, które spędziłem z moim
stwórcą, moim nauczycielem moim ojcem…. Moje oczy mogłyby błyszczeć
czerwienią zupełnie jak u diabła. Całe to podobieństwo mogłem stracić już na
zawsze.
W mojej głowie Carlisle nie patrzył na mnie wzrokiem pełnym oskarżenia.
Wiedziałem, że wybaczyłby mi ten straszliwy atak, który niedługo miałem
urzeczywistnić. Bo mnie kochał. Bo uważał mnie za lepszego, niż naprawdę
jestem. On ciągle by mnie kochał, nawet gdybym zrobił coś złego.
Bella Swan znowu usiadła na krześle tuż obok mnie. Jej ruchy były
skrępowane i odrętwiałe… Można było wyczuć w nich strach…? Poczułem silny
aromat jej krwi.
Mogłem udowodnić mojemu ojcu, że źle mnie postrzegał. Konsekwencje tego
działania raniły niemal tak samo jak palący ogień w moim gardle.
Odwróciłem się od niej ze wstrętem kuszony przez potwora, który marzył by nią
zawładnąć…
Kim było to stworzenie? Czemu tutaj przyjechała? Dlaczego ja, dlaczego
teraz…? Dlaczego miałbym stracić wszystko tylko dlatego, że ona wybrała to
małe miasteczko..?
Dlaczego musiała tu przyjechać!
Nie chciałem być potworem! Nie chciałem mordować w tym pomieszczeniu
pełnym uroczych dzieci. Nie chciałem wszystkiego stracić… Nie po całym życiu
poświęcenia i odmawiania sobie przyjemności…
Nie mogłem… Ona nie mogła sprawić, bym się nim stał.
Największym problemem był zapach. Niewyobrażalnie apetyczna woń jej krwi.
Jeśli tylko była jakaś droga wyjścia z tej sytuacji… Jeśli tylko kolejny powiew
świeżego powietrza mógłby oczyścić mój umysł.
Bella Swan odrzuciła swoje długie cienkie, mahoniowe włosy w moim
kierunku.
Czy ona zwariowała? Czy ona nie rozumiała że dopingowała potwora… Kpiąc
z niego?
Nieprzyjemna bryza poleciała na mnie. Niebawem wszyscy mieli być straceni.
Ten powiew powietrza już nie dolatywał do moich płuc.
To nie był pomocny wietrzyk, ale przecież nie musiałem oddychać.
Ulga była natychmiastowa, ale nie całkowita. Cały czas w mojej pamięci
miałem ten zapach i pewien smak pojawił się na moim języku.. wiedziałem, ze
nie wytrzymam zbyt długo, ale może mógłbym powstrzymać się przez ta krótką
godzinę… Tylko godzinę… wystarczająco dużo czasu, bym mógł uśmiercić
wszystkie moje ofiary… potencjalne ofiary, które tak naprawdę nie musiały się
nimi stać. Jeśli tylko będę w stanie powstrzymać się przez najbliższą godzinę.
Naprawdę dziwne uczucie, ten brak oddechu. Moje ciało nie potrzebowało
tlenu, ale to było wbrew mojemu instynktowi. Polegałem na węchu, nawet gdy
byłem mocno zdenerwowany. Bardzo przydawał mi się na polowaniu, od razu
mogłem zlokalizować niebezpieczeństwo. Rzadko kiedy spotykałem się z czyś
równie niebezpiecznym jak ja, ale zapobiegliwość była u mnie tak silna jak u
normalnego człowieka.
Dziwne, ale wykonalne. Było mniej groźne niż wąchanie jej i pozwalanie
sobie marzyć patrząc przez jej cienką skórę o gorącym, wilgotnym pulsie.
Godzina… Tylko jedna godzina. Muszę przestać myśleć o zapachu i smaku.
Pewna cicha dziewczyna przesunęła jej włosy miedzy nas, bo przeszkadzały jej
w przeglądaniu notatek. Nie widziałem już jej twarzy by spróbować rozpoznać
uczucia w jej czystych, jasnych i głębokich oczach. Może ona poprosiła tą
dziewczynę żeby tak zrobiła..? By ukryć te oczy przede mną ? Ze strachu..?
Nieśmiałości…? Po to by ukryć przede mną jej sekrety ?
Moja dawna irytacja spowodowana tym, że nie słyszę jej myśli była niczym w
porównaniu do tej potrzeby – i nienawiści – w tej chwili to mną opętało.
Nienawidziłem tej lekkomyślnej kobietki siedzącej koło mnie. Nie nawiedziłem
jej z całą gorliwością. Lgnąłem do mojego dawnego nastawienia do miłości do
mojej rodziny, do marzeń do bycia kimś lepszym niż tym czym się stałem.
Nienawiść do niej… Nienawiść do tego jak przy niej się czułem trochę
pomagała. Tak ta irytacja…Wcześniej była słaba, ale teraz się wzmocniła i tez
przynosiła ulgę. Lgnąłem do uczucia jakie mogła by wzbudzić jej krew w moich
ustach... Jej smak…
Nienawiść, irytacja i zniecierpliwienie. Czy ta godzina nigdy nie minie?!
Kiedy ta lekcja się skończy ona wyjdzie z sali. A co ja zrobię?
Mógłbym się tak przedstawić: Cześć, nazywam się Edward Cullen, czy
mógłbym cię odprowadzić pod następną klasę..?
Z grzeczności zgodziłaby się. Nawet jeśli teraz się mnie boi jak,
przypuszczam. Szła by koło mnie Łatwo byłoby zaprowadzić ją w złym
kierunku w stronę lasu lub na tyły parkingu. Mógłbym jej powiedzieć, że
zapomniałem książki z samochodu.
Czy ktoś by zauważyłby, że byłem ostatnią osobą, z którą by była? Jak zwykle
padało. Dwie osoby ubrane w kurtki przeciwdeszczowe idące w złym kierunku
nie powinny wzbudzić zainteresowania.
Tym bardziej, że nie byłem jedynym uczniem świadomym jej obecności. – ich
myśli to potwierdzały. Ona dla wszystkich była prawdziwą atrakcja… Nawet dla
mnie. Mike Newton śledził każdy jej ruch, nie spuszczał z niej wzroku tym
bardziej, że dzieliła ze mną ławkę. Czuła się niezręcznie z pewnością jak każdy
kto znalazłby się na jej miejscu…. Newton zauważyłby gdyby oddaliła się ze
mną z klasy…
Skoro mogłem się powstrzymać przez godzinę to może druga też nie będzie
problemem?
Zignorowałem palący ból….
Wróciłaby do pustego domu. Jej ojciec pracuje całymi dniami. Znałem jego
dom tak jak wszystkie w tym niewielkim miasteczku. Jego dom znajdował się na
przedmieściach… Nawet jeśli miała by czas by krzyknąć w co wątpię i tak nikt
by jej nie usłyszał…
To był rozsądny sposób by wstrzymać atak. Wytrzymałem siedem dekad bez
ludzkiej krwi. Jeśli wstrzymam oddech mogę poczekać te dwie godziny i jeśli
spotkam się z nią sam na sam nikt inny nie ucierpi.
I nie byłoby powodu by cię o to oskarżyć Potwór w mojej głowie przyznał mi
rację.
To było zgubne myślenie. To, że oszczędzę dziewiętnaście osób, a zabiję
jedna niewinną dziewczynę, wcale nie uczyni mnie mniejszym potworem..
Przez to jej nienawidziłem, mimo że wiedziałam jakie to jest strasznie
krzywdzące. Tak naprawdę widziałem, ze nienawidziłem siebie nie jej. Ale
znienawidziłbym nas oboje o wiele bardziej gdy ona byłaby martwa…
Przez tą godzinę szukałem najlepszego sposobu by pozbawić jej życia.
Próbowałem sobie wyobrazić ostateczny atak. To było zbyt wiele jak dla mnie.
Musiałem przegrać tą bitwę, miałem ochotę pozabijać wszystkich znajdujących
się w zasięgu mojego wzroku. Nie było odwrotu przez ten czas wszystko
dokładnie obmyślałem.
Raz, spojrzała na mnie spod kurtyny włosów. Poczułem wzrastającą we mnie
nienawiść. Napotkałem na jej spojrzenie. Zobaczyłem własne odbicie w jej
przerażonych oczach. Gorąca krew rozszalała się w jej szyi zanim zdążyła ukryć
się za włosami… Była prawie niespełniona… Jakby mnie wołała….
Ale zadzwonił dzwonek. Uratowana przez dzwonek… W czepku urodzona…
Oboje byliśmy ocaleni. Ona uchroniona przed śmiercią, natomiast ja w ostatniej
chwili uratowałem się przed byciem kreaturą jak z koszmaru – przerażającą i
wstrętną.
Nie mogłem iść tak wolno jak powinienem… Jak wszedłem do tego
pomieszczenia. Przemknąłem przez salę. Jeśli ktoś na mnie patrzył mógł
zauważyć, że coś było nie tak ze sposobem, jakim się poruszałem. Jednak nikt
nie zwracał na mnie uwagi. Wszystkie myśli
nadal krążyły wokół dziewczyny, która przez ostatnią godzinę była narażona na
śmiertelne niebezpieczeństwo.
Schowałem się w moim samochodzie.
Nigdy nie lubiłem myśleć, że muszę się gdzieś ukryć. Jak tchórzliwie to
brzmiało. Jednak tym razem nie miałem wyjścia.
Nie miałem w sobie wystarczająco dużo samodyscypliny, by w tej chwili
krążyć wśród ludzi. Cały czas myślałem o zabiciu jednego śmiertelnika, ale
jednocześnie nie powinienem narażać też innych. Jaka to byłaby strata. Jeśli
zmieniłbym się w potwora równie dobrze mógłbym zapaść się pod ziemię.
Włączyłem płytę z muzyką która mnie uspokajała, ale tym razem niewiele to
pomogło. Teraz najbardziej pomogło mi świeże wilgotne, chłodne powietrze
wpadające przez moje okno. Cały czas czułem jej zapach, a wdychanie świeżego
powietrza było oczyszczeniem mojego ciała z infekcji.
Znowu byłem świadomy. Mogłem rozsądnie myśleć. Mogłem znowu walczyć…
Walczyć z tym, czym nie chciałem się stać.
Nie musiałem jechać do jej domu. Wcale nie musiałem jej zabijać. Miałem
świadomość, że ta decyzja należy do mnie, miałem wybór. Zawsze jest jakiś
wybór.
W klasie nie rozumowałem w ten sposób. Jednak teraz byłem z dala od niej.
Być może, jeśli będę potrafił obchodzić się z nią bardzo, bardzo, bardzo
ostrożnie nie będzie takiej potrzeby by zaczynać wszystko od nowa w zupełnie
innym miejscu. Lubiłem mój styl życia. Nie chciałem niczego zmieniać. Dlaczego
miałbym pozwolić jakiejś pustej i mało znaczącej dziewczynie zrujnować moje
życie…?!
Wcale nie musiałem rozczarować mojego ojca. Nie musiałem dawać mojej
matce powodów do nerwów, zmartwień i cierpienia. Tak, również zraniłbym
moja adoptowaną matkę. A Esme była taka delikatna, uczuciowa i wrażliwa.
Dawanie takim ludziom jak ona powodów do zmartwień było po prostu
niewybaczalne.
Cóż za ironia. Chciałem chronić Bellę przez złośliwymi myślami Jessici. Ona
nie miała tak ostrych zębów. Byłem ostatnią osobą, która powinna stanąć w jej
obronie. Oby Isabella Swan nigdy nie potrzebowała ochrony przed czymś takim
jak ja… a tym bardziej by nigdy nie potrzebowała ochrony przede mną.
Zastanawiałem się gdzie była Alice… Ciekawe czy widziała co zamierzałem
zrobić. Dlaczego nie przyszła mi pomóc – powstrzymać mnie, albo chociaż
pomóc mi pozbyć się dowodów. Czy była tak, zajęta obserwowaniem poczynań
Jaspera, że moje plany po prostu jej umknęły? Czemu okazałem się silniejszy
niż myślałem, ze jestem? Czy naprawdę nic nie zrobiłbym tej dziewczynie.?
Nie, wiedziałem, że to nieprawda. Alice musiała naprawdę koncentrować się
na Jasperze.
Spojrzałem w kierunku, z którego miała nadejść. Znajdował się tam niewielki
budynek, w którym odbywały się lekcje języka angielskiego. Nie zajęło mi wiele
czasu by zlokalizować jej wewnętrzny ‘głos’. Miałem racje. Jej każda myśl była
poświęcona Jasperowi.
Chciałem ją zapytać o moje dzisiejsze posunięcia, ale byłem zadowolony, że
nie miała pojęcia, co było na rzeczy. Była zupełnie nieświadoma tej masakry
jakiej mogłem się dopuścić w ciągu ostatniej godziny.
Poczułem nowy wybuch w moim ciele – wybuch wstydu. Nie chciałem by
którekolwiek z nich wiedziało…
Gdybym tylko mógł unikać Bellę Swan, by nie stać się przyczyną jej śmierci.
Wiedziałem, że mój wewnętrzny potwór skręca się z frustracji i tylko czeka na
chwilę słabości, by móc obnażyć swoje zęby… Nikt nie musiał się o tym
dowiedzieć jeśli tylko będę trzymał się z dala od jej woni…
Nie było powodu żebym nie miał próbować. Podjąłem dobry wybór.
Próbowałem być tym, kim Carlisle myślał, że jestem…
Ostatnia godzina w szkole prawie dobiegła końca. Postanowiłem spróbować
zmienić mój plan zajęć. To było lepsze niż siedzenie w samochodzie. Nie daj
Bóg jeszcze bym się na nią natknął… Znowu poczułem wzrastającą nienawiść do
tej dziewczyny. Nie nawiedziłem tego, że ona ma nade mną władzę. Tylko ona
mogła sprawić, bym stał się czymś, czego się wypierałem…
Wszedłem błyskawicznie. Może trochę zbyt szybko, ale w okolicy nie było
żadnych świadków. Przeszedłem przez sekretariat. Nie było powodu by Bella tez
tu się pojawiła. Ona unikała takich miejsc jak plagi szarańczy.
Biuro było puste z wyjątkiem sekretarki, jedynej osoby, którą chciałem widzieć.
Nie zauważyła mojego bezszelestnego przybycia.
- Pani Cope…?
Kobieta z nienaturalnie czerwonymi włosami spojrzała w górę, mrugając oczami.
Na jej twarzy malowało się zdziwienie. Nie ważne ile razy wcześniej nas
widziała.
- Oo... – westchnęła odrobinę zaskoczona. Poprawiła sobie koszulę. Głupia -
pomyślała. On mógłby być twoim synem. Jest za młody byś myślała o nim w ten
sposób.
- Witaj Edwardzie. W czym mogę pomóc? – jej rzęsy poruszyły się zalotnie za
jej okularami.
Zakłopotanie. Jednak wiedziałem jak być czarującym, kiedy chciałem nim
być. To było łatwe od kiedy nauczyłem się skąd wziąć ten miękki ton głosu.
Stałem naprzeciwko napotykając jej spojrzenie. Gdybym stał bliżej jej
bezdennych małych brązowych oczu, mógłbym z nich utonąć. Jej myśli były
strasznie rozemocjonowane. To powinno być łatwe…
- Zastanawiałem się, czy pani mogłaby mi pomóc z moim planem zajęć… -
powiedziałem miękkim głosem zarezerwowanym dla nie przestraszonych ludzi.
Jej serce bilo szybciej.
- Oczywiście Edwardzie. Jak mogę pomóc? - zbyt młody, zbyt młody…
powtarzała sobie w myślach.
Oczywiście to było złe rozumowanie, byłem starszy od jej dziadka, ale
nawiązując do mojego prawa jazdy – miała rację.
- Zastanawiałem się, czy mógłbym się przenieść z biologii do starszej klasy o
profilu naukowym. Przypuśćmy na fizykę.
- Masz jakieś problemy z panem Bannerem, Edwardzie…?
- Nie, nie mam wcale, tylko problem w tym, że już przerobiłem cały ten
materiał.
- Pewnie wszyscy byliście w szkole na Alasce z bardzo wysokim poziomem. –
jej cienkie usta pulsowały, gdy to mówiła. Oni wszyscy powinni być na
studiach… Słyszałam opowieści nauczycieli. Żadnego zawahania przy
odpowiedzi. Żadnej złej odpowiedzi na sprawdzianie – zupełnie jakby znaleźli
sposób by ściągać na każdym przedmiocie. Pan Varner wolał zapierać się, że
ściągali niż przyznać, że uczniowie są mądrzejsi od niego… Mogę się założyć, że
matka ich uczyła.
- Prawdę mówiąc, Edwardzie, fizyka jest w tej chwili bardzo oblegana. A pan
Banner nie znosi mieć więcej niż dwadzieścia pięć uczniów na lekcji
- Ja nie byłbym problemem.
Oczywiście, że nie. Nie doskonały Cullen.
- Rozumiem to, ale w klasie nie ma wystarczająco dużo miejsc.
- W takim razie, czy mógłbym porzucić ten przedmiot? Mógłbym wykorzystać
ten czas przygotowując się na studia.
- Porzucić biologię?! – jej usta otworzyły się ze zdumienia. To szaleństwo. Czy
tak trudno jest mu wysiedzieć na przedmiocie, który ma już opanowany?! On
chyba jednak ma jakiś problem z panem Bannerem Zastanawiam się, czy
powinnam porozmawiać o tym z Bobem.
- Nie masz pozaliczanych wszystkich semestrów, byś mógł rzucić przedmiot.
- Pozaliczam je w przyszłym roku.
- Może powinieneś porozmawiać o tym ze swoimi rodzicami?
Drzwi otworzyły się. Ktokolwiek się pojawił nie myślał o mnie, więc
zignorowałem jego przybycie koncentrując się na pani Cope. Podszedłem trochę
bliżej i patrzyłem na nią przenikliwym wzrokiem. Działało to lepiej gdy moje
oczy były złote. Czerń przerażała ludzi tak jak powinna.
- Proszę pani Cope - uczyniłem mój głos tak przekonującym i delikatnym jak
to tylko było możliwe. – Czy nie ma jakiejś innej grupy do której mógłbym
dołączyć? Jestem pewien, że powinno się znaleźć jakieś wolne miejsce. Podobno
w tej szkole jest aż sześć godzin biologii.
Uśmiechnąłem się do niej delikatnie nie z mocno, bo moje zęby mogłyby ją
przestraszyć. Dzięki temu nawet moja twarz stała się bardziej przyjazna.
Jej serce zabiło szybciej. Zbyt młody, przypomniała sobie.
- Może mogłabym porozmawiać z Bobem tzn panem Bannerem… Zobaczę to
da się zrobić
Jedna sekunda wszystko zmieniła. Przestrzeń w tym pokoju. Moje zadanie...
powód, dla którego tu przyszedłem do tej kobiety z nienaturalnie czerwonymi
włosami…. Nawet maja intencja. Teraz wszystko się zmieniło.
Samatha Wells szybko otworzyła drzwi sekretariatu i wybiegła jak oparzona
byle być jak najdalej od szkoły. Silny powiew wiatru zderzył się ze mną. Teraz
zrozumiałem czemu nie słyszałem myśli osoby, która weszła tu przed chwilą.
Odwróciłem się chociaż tak naprawdę nie musiałem nawet sprawdzać.
Odwracałem się wolno walcząc ze swoim pragnieniem. Próbowałem zachować
kontrole nad tą częścią siebie, która zbuntowała się przeciwko mnie…
Bella Swan stała oparta plecami o ścianę niedaleko drzwi, trzymając jakiś
kawałek papieru w dłoni. Jej oczy były większe niż zwykle, gdy pojawiała się w
moich dzikich, nieludzkich fantazjach.
Zapach jej gorącej krwi wypełniał każdą cząstkę tego małego, ciepłego
pomieszczenia.
Moje gardło płonęło żywym ogniem.
Ponownie zobaczyłem odbicie potwora w jej oczach. Maskę zła.
Gdyby tylko dało się oczyścić jakoś to powietrze. Wiedziałem, że biurko nie
stanowi żadnej przeszkody do zabicia pani Cope. Dwa życia to o wiele mniej niż
dwadzieścia…
Potwór czekał spragniony, złakniony krwi. Cierpliwie czekał na to co miałem
za chwile uczynić.
Ale zawsze jest jakiś wybór – musi być jakiś wybór.
Robiłem wszystko żeby ten nieziemski zapach nie dolatywał do moich płuc.
Przed oczami znowu miałem twarz Carlisle’a. Odwróciłem się znowu w stronę
pani Cope. I usłyszałem jej wyraźne zdziwienie spowodowane moim
nienaturalnym zachowaniem. Odskoczyła ode mnie jednak nie ubrała swojego
przerażenia w słowa.
Użyłem całej mojej kontroli i samozaparcia. Mój głos uczyniłem jeszcze
bardziej miękkim i subtelnym. Miałem w płucach wystarczająco dużo powietrza
by jeszcze raz się odezwać, odpowiednio dobierając słowa.
- Trudno Widzę, że rzeczywiście nic nie da się zrobić. Dziękuję za fatygę.
Wyskoczyłem z gabinetu starając się nie czuć tych ciepłych uderzeń krwi w
ciele dziewczyny.
Zatrzymałem się dopiero przy samochodzie. Znowu poruszałem się nie tak, jak
powinienem.
Większość uczniów pojechało do domu, więc nie było wielu świadków.
Tylko D.J. Garrett o mnie rozmyślał:
Skąd wracał Cullen? – wyglądało to tak, jakby zmaterializował się z
powietrza. Ta chora wyobraźnia. Moja mama zawsze mówiła….
Kiedy wskoczyłem do Volvo moje rodzeństwo już na mnie czekało. Starałem
się kontrolować oddychanie. Jednak byłem pozbawiony czystego powietrza,
zupełnie jakbym był wypompowany.
- Edward…? – usłyszałem zaniepokojony głos Alice
Tylko oparłem głowę o jej ramie.
- Co ci się do cholery stało? – dopytywał się Emett, zapominając na chwile o
tym, że Jasper nie był w nastroju na rewanż.
Unikając odpowiedzi, odpaliłem silnik. Chciałem szybko odjechać, zanim
pojawi się tu Bella Swan byle tylko nie przyszło mi do głowy, by ją śledzić.
Zwodził mnie mój osobisty demon. Okrążyłem parking i docisnąłem gaz. Na
ulicy miałem już na liczniku siedemdziesiąt km/h zanim wyjechałem za róg.
Nie musiałem patrzeć, by wiedzieć, że Emett Jasper i Rosalie gapią się na
Alice. Ona tylko wzruszyła ramionami. Przecież nie mogła mieć wizji
przeszłości…
Spojrzała na mnie uważnie. Oboje wiedzieliśmy, co widziała w swojej wizji i
oboje byliśmy równie zaskoczeni.
- Wyjeżdżasz ? – wyszeptała.
Teraz wszyscy gapili się na mnie.
- Naprawdę ? – burknąłem przez zęby.
Miałem wrażenie, ze mój kolejny wybór skieruje moje życie w kierunku
ciemności.
- Oo.
Bella Swan nieżywa. Moje oczy niewiarygodnie błyszczące od porcji świeżej
krwi. Śledziłem ją. Zaprzepaściłem wszystko, o co moja rodzina tak wytrwale
walczyła – choć odrobinę normalności. Znowu będziemy musieli zaczynać
wszystko od nowa.
- Oo – powiedziała znowu. Obrazy stały się bardziej wyraziste. Pierwszy raz
widziałem Bellę w małej kuchni w domu szeryfa. Stała odwrócona do mnie
plecami. Zupełnie jak jej cień śledziłem każdy jej ruch, by w końcu móc się na
nią rzucić….
- Wystarczy! – wrzasnąłem nie będąc w stanie więcej sobie uzmysłowić.
- Przepraszam – szepnęła skruszona.
Potwor się ujawnił.
Alice miała kolejną wizję. Pusta droga nocą. Drzewa otulone śniegiem….
Samochód jadący dwieście kilometrów na godzinę.
- Będę tęsknić – powiedziała. Nieważne na ile pojedziesz…
Emett i Rosalie puścili mi nieodgadnione spojrzenie.
Jeszcze tylko jedna prosta dzieliła nas od domu.
- Zostaw nas tutaj – zarządziła Alice – Jednak powinieneś sam powiedzieć
Carslisle’owi.
Tak, tego mi jeszcze brakowało. Zatrzymałem samochód.
Emett Roslie i Jasper wysiedli w ciszy. Na pewno będą dopytywać się Alice,
czemu wyjechałem.
Alice dotknęła mojego ramienia.
- Dobrze robisz – szepnęła. Nie miała żadnej wizji tym razem. – Ona jest
jedyną rodziną Charliego, gdybyś ją zabił to tak jakbyś zabił i jego…
- Tak. – zgodziłem się tylko z ostatnią częścią jej wypowiedzi.
Dołączyła do reszty.
Zawróciłem na główną ulicę. Nie wiedząc dokąd zmierzam. Może chciałem
pożegnać się z ojcem, albo pokonać potwora, którym nie chciałem się stać. Droga
znikała pod oponami mojego samochodu.

Notka miała być o całej sadze ale niestety za dużo by to wszystko wyniosło ;P
Tak więc jest tylko o 5 części
Pozdrawiam
Pokaż cały wpis »
6 stycznia 2010 17:44 // śmieszne obrazki
Nie wiem dlaczego obrazki poznikały :/












jak znikną ponownie to się wkurzę :/
nie dodawałam wszystkich bo nie chciało mi się szukać xD
Pokaż cały wpis »
20 grudnia 2009 11:46 // Idą święta...
Notka miała być we wtorek ale za namową kilku osób jest dzisiaj. Przygotowałam dwa odcinki mojego nowego serialu. Postanowiłam że napisze je razem ponieważ mają troche smutne i zarazem tragiczne. Druga część notki to kolędy w wykonaniu Edyty Górniak
Trzecia część notki to różne wierszyki które można powysyłaś znajomym np. tym z filmwebu :) i 4 i 5 część to zobaczycie sami :)

Pierwsza część notki: 2 odcinek serialu "Nieoczekiwany zwrot akcji"

Jest noc, dziś ostatni dzień do szkoły przed świętami. I oczywiście dziś porażka na scenia. Odwróciłam się z jednego boku na drugi. Blask światełek z choinki tak mnie raził w oczy że postanowiłam wrócić do poprzedniej pozycji. Rozległ się hałas, zerwałam się z łużka i ostrożnie podeszłam do drzwi przykładając ucho. Drzwi gwałtownie się otworzyły, później czułam tylko ból no bo jak pech to pech i musiałam sobie nabić guza na czole. Kiedy otworzyłam oczy okazało się że to moja siostra wbiegła do pokoju bo myślała że mikołaj przyniósł prezenty. Wytłumaczyłam jej że to jeszcze nie ta noc i  razem zeszłyśmy na dół. Ku mojemu zdziwieniu przy stoliku siedział załamany tata.
- Co się stało? - zapytałam z ciekawości
 Paty szybko podreptała ze smutną miną na górę.
- Zostaliśmy sami. - odpowiedział tata
Nie wiedziałam o co mu chodzi więc siadałam obok niego i kazałam mu wszystko na spokojnie wytłumaczyć.
- A więc o co chodzi?
- Mama nas zostawiła. - odpowiedział
- W jakim sensie? Coś się stało? Tato powiedz coś!
- Mama wyjechała. Z dyrktorem. Miała z nim romans!
Zamarłam. Niedowierzając w to co mówi tata, zapytałam:
- Że co?
Nic innego nie mogłam wymyślić. Jak to możliwe? Przecież? Tata po kilku sekundach powiedział ponownie:
- Mama odeszła. Powiedziała że czas na zmiany.
- A ja? A Paty?
- Idź spać. Porozmawiamy jutro.
Założyłam kapcie i  poszłam na górę. Nie wytrzymałam. łza poleciała mi po poliku. Zgasiłam lampki na choince i położyłam się spać. Jednak nie dane jest mi się wyspać bo usłyszałam tłuczące się szkło i krzyk taty. Szybko zbiegłam na dół krzycząc.
- Tato!!!
Tata siedział na krześle z zakrwawioną ręką. Kiedy spojrzałam w kąt zauważyłam przewróconą choinkę i pobite bombki.
- Nie będzie choinki. - krzyknął zdenerwowany
- Tato! Będzie dobrze. Jutro pojedziemy po nowe.
- Wyjeżdżamy.
- Co? Gdzie?
- Do babci.
- A jasełka? Jutro występuję.
- Zadzwoniłem do twojej nauczycielki. Zastąpią cię. Miałaś mało do mówienia więc nie było problemu. A teraz idź i się spakuj.
- Już teraz?
- Tak. Czeka nas długa droga.
Nie pozostało mi nic innego jak pójść i zrobić to co kazał.
- I obudź też Paty.
- Dobrze. - odpowiedziałam
Nie będę opisywała całej drogi. Jechaliśmy cały noc, cały dzień, kolejną całą noc i troszkę dnia. Byliśmy w samą porę. Była gdzieś godzina 16.00, już po wyjściu z samochodu rozpiełam kurtkę.
- Tu zawsze są takie święta? - zapytałam tatę
- Tak. Choć pamiętam też że spadł kiedyś śnieg.
Podeszliśmy pod drzwi. Nie widziałam babci spory kawał czasu, tak naprawdę to po raz ostatni jak miałam 7 lat. Babcia wyjechała wtedy tu gdzie kiedyś spędzała dzieciństwo. Mój tata też się tutaj wychowywał a później wraz z babcią i dziadkiem wyjechali do naszego miasteczka. Kiedy dziadek zmarł babcia wróciła tutaj. W mojej rodzinie jest taki zwyczaj że cały dom jest ustrojony w lampi choinkowe, jednak dom babci nie był. Zdziwiło nas to bardzo. Tata wreszcie zadzwonił dzwonkiem. Otworzyła nam kobieta w blond włosach, była młoda i nawet ładna. Zastawiało mnie tylko jedno. Dlaczego jest w stroju lekarki?
- Dzień dobry. - powiedziała
- Kim pani jest? - zapytał tata
- A pan?
- Ja jestem synem tej pani co tu mieszka.
- Ach tak! Proszę wejdźcie!
Weszliśmy do domu. Tata zaczął rozmawiać z panią doktor a ja poszłam do salonu. Obok okna stała choinka a na ścianie wisiały setki zdjęć rodzinnych. Pod tą samą ścianą stała sofa a leżała na niej babcia. Podeszłam i siadałam obok niej.
- Cześć babciu! Coś się stało?
- Witaj Rose. Troszkę źle się poczułam ale jest już lepiej. Ależ ty wyrosłaś!
Uśmiechnełam się i złapałam jej rękę. Tata nadal rozmawiał z lekarką. W pewnym momencie tata spuścił głowę a doktorka położyła rękę na jego ramieniu. Przez następne kilka godzin tata milczał jak grób. Wybiła dwudziesta. Położyłam ostatni tależ na stole i  zawołałam tatę, babcię i Paty na kolację. Prze godzinę panowała cisza. Tata wyjął z torby płytę i włożył do magnetofonu. Usłyszeliśmy miłą kolędę. Paty śpiewała, ale tate jednak coś trapiło. Poszłam z nim do kuchni i zaczęłam:
- A więc co mi chciałeś powiedzieć?
- To ostatnia wigilia babci.
Usiadłam na krzesło.
CIA DALSZY NASTĄPI...

druga część notki: Kolędy w wykonani Edyty Górniak i jedna Maryli Rodowicz

"Cicha noc"

Edyta Górniak

Maryla Rodowicz

"Jezus Malusieńki"

Edyta Górnika

"Lulajże Jezuniu"


Kilka piosenkek zagranicznych w wykonaniu Edyty.

"White Christmas"


"Let It Snow"


"Santa Clause is coming to town"


część 3 notki: wierszyki (życzenia) na święta

Prószy śnieg czysty, jak Twe serce,
gdziekolwiek spojrzę tam śnieżne kobierce,
cichutko rozbrzmiewa wesoła kolęda
- niech piękne będą dla Ciebie Te Święta...

Z okazji Bożego Narodzenia
miłości pragnienia.
Karpia smacznego
opłatka wigilijnego.
Moc prezentów
i uśmiechów.

Gdy pierwsza gwiazdke ujrzysz na niebie,
Wspomnij tych, co kochaja Ciebie,
Gdy pierwsza zagasnie, a druga zablysnie,
niech Cie aniolek ode mnie uscisnie !!!
I zlozy serdeczne zyczenia z okazji
Swiat Bozego Narodzenia!!!

W ten Wigilijny dzień zaśnieżony
kiedy w Kościele uderzą dzwony
przyjmij życzenia radości
a w Nowym Roku
zdrowia, szczęścia i pomyślności!

czwarta część notki: takie coś :))
1.

``````````{\
````````{\{*\
````````{*\~\_______
```````{```\`<:<:<:>:>
``````{~`*`\((((((^^^)
`````{`*`~((((((( `●`●
````{`*`~`)))))))). _ ' )
````{*```*`((((((('\ ~
`````{~`*``*)))))`.`\
``````{.*~``*((((`\`\))_.♥-.
````````{``~* ))) `\_.-'``
``````````{.__ ((`-*.*
````````````.*```~``*.
``````````.*.``*```~`*.
`````````.*````.````.`*.
````````.*``~`````*````*.
```````.*``````*`````~``*.
`````.*````~``````.`````*.
```.*```*```.``~```*``~ *.
..*``~```````````~`````*.
~~* ~~* ~~* ~~* ~~*.*

2.

♥»________$$
♥»_______$__$
♥»______$____$
♥»_____$__♥♥__$
♥»______$_♥♥_$__________$$
♥»________♥♥___________$__$
♥»_____$$$$$$$$$______$____$
♥»_____$_______$_____$__♥♥__$
♥»_____$_______$$_____$_♥♥_$
♥»_____$______$__$______♥♥
♥»_____$_____$____$__$$$$$$$
♥»_____$____$__♥♥__$_$_____$
♥»_____$_____$_♥♥_$__$_____$
♥»_____$_______♥♥____$_____$
♥»_____$___$$$$$$$$$_$_____$
♥»___§§$___$_______$_$_____$$§§
♥»§§§§§$___$_______$_$_____$§§§§
♥»_§§§§$___$_______$_$$$$$$§§§
♥»___§§$$$$$_______$§§§§§§§§§
♥»_____§§§§$_______$§§§§§§§§
♥»___§§§§§§$$$$$$$$$§§§§§§§§§
♥»_§§§§§§§§§§§§§§§§§§§§§§§§§§§§
♥»§§§§§§§§§§§§§§§§§§§§§§§§§§§§§§
♥»_________§§§§§§§§§§§§
♥»___________§§§§§§§§
♥»_____________§§§§§
♥»______________§§§
♥»_______________§

3.
_________________________')
__________________________('))
_________________________(((')))
________________________(((('))))
_________________________(((')))
_¶¶_____________________•×.│.ו
___¶¶____¶¶____________*•.¸_¸..•*
___¶¶¶¶_¶¶_____________*•.¸_¸..•*
_____¶¶___¶¶___________*•.¸_¸..•*
_¶¶¶__¶¶_¶¶__¶¶¶_______*•.¸_¸..•*
__¶¶¶¶¶¶_¶¶__¶¶¶_______*•.¸_¸..•*
_____¶¶¶¶¶¶___¶¶¶¶¶__¶¶*•.¸_¸..•*
___¶¶¶__¶_¶¶_¶¶¶¶¶__¶¶_*•.¸_¸..•*
________¶¶¶¶__¶¶_¶¶¶¶__*•.¸_¸..•*
______¶¶¶_¶¶__¶¶_¶¶_¶¶¶*•.¸_¸..•*
_________¶___¶¶¶¶___¶¶¶*•.¸_¸..•*¶¶
__________¶¶¶¶¶¶¶¶¶¶___¶¶¶¶¶¶¶¶¶¶
_____¶¶¶_____¶¶¶____¶¶¶¶___¶__¶¶
_______¶¶¶¶¶___¶_¶¶¶¶¶_¶__¶¶__¶
_¶¶¶¶¶¶___¶¶¶__¶¶_¶¶¶_¶¶¶¶_¶_|
____¶¶¶¶¶¶__¶¶¶¶__¶¶_¶¶¶¶¶___|
¶¶¶¶¶¶¶¶¶_¶¶__¶¶_¶¶____| _____|
________¶¶¶¶__¶¶_¶¶____| _____|
¶¶¶¶¶¶__¶_¶¶_¶¶¶¶¶_____| ___i۝۝
_____¶¶¶¶¶¶___¶¶¶¶_____| __i۝۝۝
__¶¶¶¶¶¶_¶¶__¶¶¶_______| ___i۝۝
_¶¶¶__¶¶_¶¶__¶¶¶_____i۝۝
______¶¶_¶¶___|_____i۝۝۝
_____¶¶___¶¶__|______i۝۝
______________|
______________|
____________i۝۝
___________i۝۝۝
____________i۝۝

4.
______________')
______________('))
_____________(((')))
____________(((('))))
_____________(((')))
____________•×.│.ו
___________*•.¸_¸..•*
___________*•.¸_¸..•*____¶___¶
___________*•.¸_¸..•*____¶¶¶¶¶¶¶¶
¶_¶¶_______*•.¸_¸..•*_¶_¶¶¶¶¶_¶¶
¶_¶¶_¶_____*•.¸_¸..•*¶¶¶¶¶¶¶_¶¶
¶¶_¶¶¶¶¶___*•.¸_¸..•*¶¶¶¶¶¶_¶¶¶¶
¶¶¶_¶¶¶¶¶__*•.¸_¸..•*¶¶¶¶¶_¶¶¶¶¶¶¶
¶¶¶_¶¶¶¶¶__*•.¸_¸..•*¶¶¶¶_¶¶¶¶¶
_¶¶¶_¶¶¶¶¶¶*•.¸_¸..•*¶¶__¶¶¶¶¶
¶¶¶¶¶¶_¶¶¶¶*•.¸_¸..•*_¶¶¶¶¶¶¶¶¶
_¶¶¶¶¶¶¶_¶¶*•.¸_¸..•*¶¶¶¶¶¶¶¶
___¶¶¶¶¶¶¶_¶¶¶¶¶i۝i¶_¶¶¶¶¶¶¶¶¶¶
__¶¶¶¶¶¶¶¶¶_¶¶¶i۝۝i¶¶¶¶¶¶¶
________¶¶¶¶¶¶¶_¶¶¶¶¶¶¶¶

5.
_______________/\______________
____________< ♥♥♥ >____________
_____________¯¯\/¯¯____________
_______________█________________
______________X✿X_______________
______________X♥X_______________
__________O__X(Ѽ)X__O___________
__________█_X*X✿X*X_█___________
__________XX♥X(Ѽ)X♥XX__________
______O__XX♥X✿X*XX♥X*__O_______
______█_XX(Ѽ)X*X♥XX✿XX_█_______
______X*XX♥XX✿X(Ѽ)XXX*XXX_______
___O__♥XXX✿XX♥XXXX✿XXX*XXX__O___
___█_XX(Ѽ)♥X✿X(Ѽ)XX♥X✿X*XX_█___
___XX✿XXX*XXXX✿XXXX(Ѽ)XX✿XX___
___XX(Ѽ)XX✿X♥X(Ѽ)XXXX✿X(Ѽ)XX___
_____________XXXXX______________
_____________XXXXX______________
_____________XXXXX______________
_________XXXXXXXXXXXXX__________
******************WESOŁYCH ŚWIĄT ********

6.


*.*_+__/\_._*_._*_._+_*_._*
*+._*_), _(_._*_._+_*_+._+
..........{_ }
....... *}, {*
......./_____\......
....{`______`}....*..*
...././..o. ...o..\\....._/\_
...(....(__O__)....)..>*<
...{.........u....`-"}...*-\/-*
.....{..................}...*..*
.......{........ ......}.....*
.........{............}....*
............{......}....*
............•.¸_¸.•
...................... ,!, .............. ,!,
................... ~ 6 ~ ........... ~ 6 ~
............. , .... ´ i `.. ,- ^ -, ....´.i.`
..........._,|,_ ... |'''|../ , -'' - , \ .. |"'|
............ '|`.... ,|_|, |.( - `. ).|., |_|,
............/.\. ___)_'(_|__`-´__|__)_(___
.........../`,\)______________________]
.... ....../__\[___]___[___]___[___[__[_]
........./ . o \[_]___[___]___[___]_[__]_]
......../_ , *_\_]……………………………[_[_]
......../ `, .* \_]……………………………['__ ]
......./ … `~ . \] ……… ; ( …( ;……….[_[_]
....../_ . * ., _.\ ……( (. )( ; ( . ; …….[___]
....../ … o .. ~ ' \ … / \. / \ ./ \ / \……[_[_]
...../ . * .... . o.\… | |_| |_| |_| |……[___]
..../_ ,,~~ '. * ' _\_'| |_| |_| |_| |___[_[_]
..../`~,, .. o.......\:::::::::::::::::::::::::\
.../ .* ...`' * … ,',..\ ::::::::: __ :::::::::::\
../_.....o ..~~,, , _\=====\_/======]
./ .. * ......... ,, ~ ' \........._|_.,-_--,
/* .... o ..._~`'*...o \........... (.(_)..)
`-,,~'`' ...* ... _ ,-´.............. `----´
........":-------:"
.........\_____/

piąta i ostatnia część notki: odcinek trzeci " Jak to było po świętach i tragiczny koniec na deser"

Biały śnieg sypał całą drogę powrotną. Niestety nie wracaliśmy z tatą samochodem, tylko autobusem. Tata został u babci a nami ma się opiekować jakaś tam ciotka, ale mniejsza oto. Wresczie po długiej i męczącej podróży zajechaliśmy na przystanek. Kierowca wyjął nam bagaże i razem z Paty poszłyśmy w stronę domu. Ku mojemu zdziwieniu ( i Paty ) drzwi otworzyła nam ciocia, ale jaka ciocia. Myślałam że będzie to jakaś starsza babka około sześćdziesiątki w wielkich ciapach i jeszcze większych okularach. To nie była taka ciocia. To napewno nie była taka ciocia! Miała blond włosy, białą sukienke i srebrny naszyjnik na szyi. Na moje oko to może miała z 24 lata. Nie wiedziałam co powiedzieć więc po dłuższym milczeniu ciocia powiedziała:
- Wejdzcie do środka. - powiedziała miłym głosem, choć wydaje mi się że wcale nie chce tas wpuścić do środka.
- Cześć. Jestem Rose, a to jest moja Paty - no wypadałoby się przestawić prawda?
- Cześć. - odpowiedziała poczym ciągneła dalej - jest mi bardzo miło, ale wydaje mi się ze twoja młodsza siostra sama już się umie przedstawić - powiedziała z uśmiechem.
Ona mi się nie podoba. Od początku sachodzi mi za skórę choć znamy się zaledwie kilka minut. Położyłam torby na podłodze, zdjełam kurtkęi buty a później ponownie podniosłam torbę i pobiegłam do swojego pokoju. Przedemną jeszcze cały tydzeń laby!!! Jupi! Moje radowanie się wolnym przerwało wołanie ciotki. Zeszłam na dół i pytam się o co chodi a ona na to:
- Musimy podzielić się obowiązkami. Ja będę wynosiła śmieci, ty Rose będziesz gotować i sprzątać a Paty mój słodki cukiereczek będzie się bawiła.
- Dlaczego ja mam sprzątać i gotować? - zapytałam
- No przepraszam bardzo! A kto ma to robić? Ja? A teraz zabiera się do gotowania a ja z Paty idziemy na spacer. - powiedziała złośliwie i obydwie wyszły
- No to ugotuję ci taki obiad że ci się odechce zaganiać mnie do obowiązków.
Pierwsze co zrobiłam to wyciagnełam dwa garnki. Jeden dla mnie i dla Paty drugi oczywiście dla naszej ciotki jak jej tam było na imię? Kiedy całe jedzenie było gotowe przyszła pora na doprawienia całości. Wyjełam z szafki podełko z przyprawami i zaczełam szukać coś od soli do papryczki chili(nie wiem jak sie pisze "czili" ala ja tak bym napisała). Całe jedzenie było gotowe. Drzwi otwierają się i wchodzi Paty i ciotka.
- W samą porę! Ciociu ile chcesz?
- Jaka najwięcej! A i jeszcze jedno! Proszę! Nie mów mi ciociu! Jestem Tatum.
- A więc siadajcie do stołu. - powiedziałam z uśmiechem.
  Paty nie! Dla ciebie jest to! Tam jest więcej nałożone!
Tatum siadła do stołu ale zanim zaczeła jeść zapytała:
- Dlaczego nie posprzątałaś?
-Przepraszam bardzo ale nie zdążyłam! Zjedzcie same. Ja wychodzę! Wyszłam. Zasatawiam się co teraz robi biedna Tatum. Napewno wypiła już kilka butelek wody. Nie dziwię się temu. Wkońcu w zupie znalzało się cała torebka pieprzu i 4 papryczki. Z uśmiechem poszłam do mojej koleżanki Natalie. Jej jeszcze chyba nie przedstawiłam. A więc zadzwoniłam do drzwi.
- O! Cześć! - zawołała Nat gdy mnie zobaczyła
  A nie wyjechałaś przypadkiem?
- Właśnie kilka godzin temu wróciłam.
- Świetnie! Właź!
Przez następne dwie godziny bawiłyśmy się i śmiałyśmy do łez. Było wspaniale ale niestety trzeba się pożegnać bo zostawienie Paty z Tatum było wielkim ryzykiem.
- Do jutra! - powiedziałam  Natalie i poszłam w kierunku domu.
Z daleka było widać karetkę na podwórku sąsziadów państwa Hackly. Szybciej popędziłam by zobaczyć co się stało. Stanełam wryta! Jak się później okzało to nie u sąsiadów a u nas stało pogotowie. Szybko się otrząsnełam i pobiegłam do domu.
- Proszę pana! Czy coś się stało?
- Tak. Mała dziewczynka spadła ze schodów. - odpowiedział
- Paty? Paty?
- Znasz ją?
- To moja siostra! Paty!
Nie mogłam uwieżyć w to co się stało. Musiałam wszystko opowiedziać policji i jak sie później okzazło Tatum zostawiła Paty bez opieki. Jeden z policjantów był bardzo uprzejmy i zawiózł mnie do szpitala. Paty naszczęście nic groźnego się nie stało. Wyszłam na korytarz i zobaczyłam Tatum.
- Jak mogłaś ją zostawić bez opieki?
- Spała! Więc wyskoczyłam na małe zakupy! A kiedy wróciłam...
- Idź sobie! Słyszysz!
- Tylko proszę cię! Nie dzwoń do Michaela! - tak miał na imię mój tata.
- Już to zrobiłam.
Tatum odwróciła się i wyszła. Już sama nie wiem co otym myśleć. Same nieszczęścia! Odejście mamy, choroba babci, a teraz jeszcze to. Nagle moje mysli przewywa widok Tatum.
- Co to jeszcze robisz?
- Chciałam ci powiedzieć że zupa była pyszna, troszkę zasłaona.
- Troszkę? - zdziwiłam się
- Wiedziałam że coś zrobiłaś z tą zupą i wziełam troszę na łyżkę. Była okropna, ale gdy zobaczyłam jak Paty ją je ze smakiem... Wziełam twój talerz i zjadłam.
- Może już sobie pójdziesz?
- Tak. Niedozobaczenia! - krzykneła i znikneła z rogiem korytarza.
Wróciłam do sali Paty.
CIĄG DALSZY NASTĄPI...

o jejku ale długo to wszystko wyszło :)
i mam wielką prośbę :) jak będziecie słuchać tych kolęd co podałam to jak będzie słabo słychać albo nie będzie działać to piszczie bo ja nie mam na chil obecną głośników i kolędy brałam na gape

pozdrawiam i życzę WESOŁYCH ŚWIĄT BOŻEGO NARODZENIA!!!
Kolejny zwykły dzień w szkole. Jeśli chcecie wiedzieć jak mi poszło na teście to lepiej nie pytajcie. Uczyłam się dniami i nocami i jak przyszło co do czego to nic nie umiałam. Co ja tu będę tak gadać! Po pierwsze to zapomnialam sie przedstawić, a wiec jestem Rose. Mam 17 lat, moja mama jest prezenterką pogody a tata jest serialowy producentem. Szczerze? Wcale mi się to nie podoba, z tatą praktycznie wcale się nie widuję a mama wraca poźno w nocy i zawsze mówi: Zamów pizze. Nie to że nie lubie pizzy ale jak się codziennie wieczorem ją je to wieżcie mi, po jakim czasie ma się jej dosyć! Nie będę się dużo rozgadywać bo...  Jezu to ten nowy chłopak z 3b. Podejść, niepodejść, podejść? Podejść! Ruszyłam przed siebie. Odgarnełam włosy do tyłu i gotowa na wszystko, stanełam wryta. Świetnie, jak zwykle każdego chłopaka musi mi zabrać z przed nosa Willow! Nienawidze jej. Odwróciłam się i poszłam do domu. Śnieg pruszył mi w oczy. Dziwne bo od kąd mieszkam w Kallyvi nigdy nie padało. Podeszłam do bramy podwórka, tata właśnie wrócił z choinką, uwielbiam ubierać choinkę, a jeszcze bardziej wyczekiwać świąt! Jutro idziemy poraz ostatni do szkoły. Niestety ten dzień jutro będzie dla mnie okropy ponieważ biorę udział w akademii bożonarodzeniowej. Może nie wydaje się to takie strasznie ale ja kompletnie nie umiem grać. Patrzyłam z podwórka jak moja młodsza siostra Paty zakłada lampki choinkowe na okna. Otworzyłam furtkę i weszłam na plac.
- Cześć córeczko.
Żadko tatę widzę więc odrazu pobiegłam go usciskać.
- Hej tato! Pomóc ci w czymś?
- Tak. Weź te pudła.
Tata wziął choinkę i szybko pobiegł do domu. Podniosłam podło i także poszłam do domu. Kiedy weszłam poczułam falę gorącego powietrza. Nareszcie ciepło! Położyłam karton z bąbkami na stoliku i poszłam zdjąć kurtkę. Tata postawił choinkę w kącie. Włączyłam telewizor.
- No nie!
W telewizj oczywiście leciała pogoda. I jak zwykle słowa mojej mamy " Tu jest chmurka, a tu jest słoneczko, tu będzie padał śnieg, a tu deszcz. Taka jest prawda proszę panstwa!" lub częściej " Takie jest życie proszę państwa" ten dwa zdania są rozpozawnczym tekstem mamy. Kiedy powiem ten tekst odracu słychać imię mamy. W pewnym momencie naszła mnie ochota na zjedzenie czegoś. Poszłam do kuchni by ukraść trochę smakołyków na święta. Otworzyłam lodówkę i...
- Tatooo!!! Gdzie jest jedzenie?
- Jeszcze nie kupiłem.
- Kupiłem? Przecież zawsze mama robiła kolację wigilijną!
- W tym roku nie ma czasu na takie pierdoły.
- A na co ona wogule ma czas?
Trzasnełam drzwiczkami lodówki i poszłam na górę. Już po chwili można było usłyszeć.
- Wracaj! Masz posprzątać jajka które zbiłaś.
Świetnie. Bardzo kocham tatę i nieche żeby było mu smutno, więc wstałam z fotela i poszłam posprzątać.
- Te święta będą najgorsze w moim życiu.
CIĄG DALSZY NASTĄPI...

KRÓTKI ALE NASTĘPNY BĘDZIE DŁUŻSZY :)
KOLEJNY ODCINEK W ŚWIĄTECZNEJ NOTCE :)
BO AKCJA BĘDZIE SIĘ DZIAŁA W ŚWIĘTA :)

POZDRAWIAM WSZYSTKICH ZNAJOMYCH :)
                                           TRAGEDIA TITANICA
                                              CZĘŚĆ DRUGA

John wstaje. Ze łzami w oczach mówi:
- Na co się patrzycie? Wynocha! Zabierajcie się z tąd i to już! Shane kochanie!
- Musimy pana aresztować. - powiedział jeden z mężczyzn.
- Jest pan oskarżony o morderstwo.
- Ale? - zaczął jąkać się John.
Tymczasem Kate:
- Wybacz mi ale nie mogę. - wyksztusiła
- Dlaczego? - zapytał Dan, bo tak miał na imię.
- Poznaliśmy się 2 godziny temu i...
- Nic nie mów. Dobrze. Zaczekamy. Chcesz możę wina?
- Jak możesz? Chcesz mnie upić? - krzykneła Kate
  Wychodzę!
Kate trzaska drzwiami.
- Ale przecież? Ta dziewczyna jest dziwna.
Kate spacerowała po pokładzie.
- Zabierzcie łapska! - krzyczał John.
- Chciało ci się uciekać? To teraz będziesz siedział jeszcze...
Kate nie usłyszała co mówili dalej bo akurat zauważyła panią Judith.
- Masz szczęście że Matt zdążył spiasać testament.
- A więc pani chodziło tylko o pieniądze? Max nieżyję prawda?
- Masz rację. Okłamałam cię co do Maxa, no ale się nie udało.
- Jak pani może tak własnemu synowi?
- Przecież on nieżyje! Ta rozmowa nie ma sensu. Dobranoc.
Pani Judith oddala się od Kate.
- Niech pani lepiej uda się do pokoju. Noc jest bardzo zimna.
- Ach, tak, już idę.
- To dobrze.
Kate weszła do pokoju. Było zimno bo nie było napalone w kominku. Kate wzieła dwa kawałki drzewa i zaczeła rozpalać. Wchodzi służąca.
- Niech pani to zostawi. Ja rozpalę. Naprawde. Niech się już pani położy spać.
- Dobrze. Dobranoc.
- Dobranoc. - opowiedziała służąca, Margaret.
Kate nie mogła zasnąć. Cały czas myślała o tym co się wydarzyło dzisiejszego wieczoru. Mineła noc. Kate udała się na śniadanie. Po zjedzeniu udała się na przechadzkę po pokładzie.
- Witam panie Andrews.
- Witaj Kate.
Do Kate podbiega Dan.
- Dan co ty tu robisz?
- O co ci wczoraj chodziło? - spytał
- Poniosło mnie, przepraszam.
- A więc wszystko po staremu?
- Słucham? Przecież my nawet nie jesteśmy razem. Wtedy byłam zrospaczona nie wiedziałam co robić.
- Aha. Więc uważasz że powinniśmy zostać przyjaciółmi?
- Tak, tak uważam. - odpowiedziała Kate
- Dobrze. Jak chcesz. Co ja sobie wyobrażałem? Przecież znamy sie tylko od kilku godzin. To dozobaczenia.Dan odchodzi.
- Dan? Zaczekaj, Dan.
- Tak?
- Nie chcę żeby to tak wyglądało.
- Czyli jak?
- Że odchodzisz jakby nigdy nic.
- A coś się stało że jakby nigdy nic?
- Może wejdziemy do środka. Strasznie zimny wieje wiatr.
- Dobrze. Ale co to zmieni?
- Porozmawiamy w cztery oczy.
- Dobrze.
Ta rozmowa była długa i wyczerpująca. Nie będę jej opisywać bo zadużo by czasu zajeła. Z tego co można stwierdzić to nie była łatwa rozmowa. Czasami Kate aż krzyczała a czasami mówiła ze łzami w oczach.
Widzimy Titanica. Widzimy także przepiękny zachód słońca i ludzi chodzących po pokładzie. Zbliżamy sie powoli do jednych z drzwi. Kate i John wychodzą.
- Dozobaczenia jutro.
- Dobranoc.
Kate podchodzi do barierki.
- Teraz nie mam nikogo.
Widać łzę cieknącą po policzku Kate. Słyszymy pewny głos:
- Coś się stało?
Kate szybko wyciera łzę i odwraca się.
- Już wporządku.
- Jestem Laura.
Kate odpowiedziała:
- Jestem Kate. Miło cię poznać. - ciągnęła dalej
- Ciebie też.
Przez jakieś pół minuty panowała cisza.
- Będziesz moją przyjaciółką prawda? - zapytała Laura
Kate nie wiedząc co odpowiedzieć zaczeła mówić:
- Tak. Będę.
- Ale powiedz że będziesz moją przyjaciółką.
- Będę.
- Ale powiedz że...
Kate jej przerwała:
- Będą twoją przyjaciółką. Dlaczego tak bardzo twgo chcesz.
- Moja siostra. Shane. Wczoraj została postrzelona. Była moją jedyną przyjaciółką, a teraz zostałam sama.
- Laura. To mój...
- Wiem. Nie tłumacz się. Wiem że nie miałaś z tym nic wspólnego.
- Miałam.
- Co?
- On strzelał do mnie.
- Oj. Pójdę już.
- Nie poczekaj. Też jestem sama. Nie zostawiaj mnie slyszysz. Nieodchodź! Nie chce być tu sama! Laura!
Dlaczego ja?
Kate poszła do pokoju.
Tymczasem:
- Witam kapitanie.
- Wszystko wpożądku? - zapytał
- Tak. Nie ma żadnych fal.
- Pódę do siebie. - powiedział Kapitan i oddalił się.
Areszt:
- Wypuść mnie!
- Nie. Nie mam zamiaru.
- Dlaczego?
- Nie teraz. Zaraz przyjdę. - odpowiedział
John był bardzo wkórzony.
Rozległy się bicia dzwonów.
- Płyniemy na górę lodową! Płyniemy na górę lodową! Co oni tam robią.
- Boże. Ster w lewo! Nie! Nie! Cofnąć sie udeży!
Statek udeża.
- Zamknąć grocie wodoszczelne.
- Wszystkie zamknięte.
- W co uderzyliśmy? - zapytał Kapitan
- W górę lodową. - odpowiedział
- Grocie wodo...
- Zamknięte. Dostaliśmy wiadomość że kotłownie zalazne.
- Czy możemy coś zrobić?
Panuję cisza.
- Rozpocząć ewakuacje. - rozkazał Kapitan
Areszt:
- Wypuść mnie! Nie widzisz. Statek tonie. Będziesz mnie miał na sumieniu.
- Dobrze. - odpowiedział
Facet wyjmuje kluczyk i rozpina kajdanki.
- Dzięki! Muszę znaleść Kate.
John wybiega.
Ponownie widzimy statek z daleka. Jest on już lekko pod wodą. Kate wychodzi ze swojego pokoju.
- Przeprasza. - zaczepiła jednego z mężczyzn.
  Czy coś się stało. Poczułam wstrząs.
- Proszę założyć pasy. - odpowiedział.
- Ale poco?
Nieusłyszała odpowiedzi bo mężczyzna oddalił się dalej roznosząc pasy. Kate zobaczyła z daleka Laure.
- Laura! Laura!
- Tak?
- Wiesz może co się stało?
- Podobno udeżyliśmy w górę lodową.
- Co takiego? - zdziwiła się Kate.
 Ale nie utoniemy prawda?
- Gdybyśmy mieli nieutonąć to poco mamy wsiadać do szalup.
John wybiega z drzwi i wpada na Kate.
- Kate! Statek utonie musimy uciekać.
-  Z tobą?
- Kate! Wybacz mi. Błagam. Kate. Kate?
- Już dobrze! - odpowiedziała.
John żucił się na Kate by ją przytulić.
- Zaraz wrócę.
- Dobrze.
Kate oddala się.
- Dan! Zaczekaj. Oco ci chodzi? Przecież ustaliliśmy co jest między nami.
- Zakochałem się w tobie. Słyszysz?
- A ja w tobie nie.
Kate całuję Dana i odchodzi.
- Musimy znaleś szalupe. - zaczeła Kate
- Biorą tylko kobiety.
- Chodź sprawdzimy po drugiej  stronie.
- Kate! nie tędy! Szybciej będzie środkiem a nie na około.
- No dobrze.
Kate i John bięgną. Po schodach na dół, następnie otwierają drzwi i wbiegają do korytarza. Wchodzą do windy i zjeżdżają na sam dół by później  półjść przez kotłownie.
- Uda się Kate! Nie martw się.
Do windy wlewa się woda.
- Zawrcaj! Zawracaj! I co teraz? Kotłownia już zalana.
- Pójdziemy przez piętro wyżej.
Gaśnie światło.
- John!
Światło ponownie się zapala.
- Dobra! Wyskakuj!
- Którędy.
Słychać krzyk.
- Pomocy!
- Słyszałeś? To Laura.
  Co robisz na pokładzie 2 klasy?
- Przyszłam po ciuchy. Nie jestem bogata jak ty.
  Drzwi się zacieły! Pomóż.
John bierze siekierę i mówi:
- Odsuń się!
Laura wybiega na korytarz.
- Co on tu robi?
- To mój mąż.
- On zabił moją siostre! Nie idę z wami. Żegnaj Kate!
- Laura! Zaczekaj!
- Kate! Musimy uciekać! Woda sięga już kolan. Zostaw ją! Jak nie chce to nie.
John i Kate wybiegają na pokład.
- Nie ma! Nie ma już łodzi ratunkowych!
- Chodź dalej!
Woda zaczyna wlewać się na pokład. Statek nabiera wody. Tył statku zaczyna się podnosić.
- Kate! Kate!
- Tak?
- Kocham cię.
- Ja ciebie też.
- Musimy dostać się na samą górę.
- Woda!
- Co?
- Moje nogi są w wodzie.
- Jezu. To się dzieje zbyt szybko! Dawaj! Musimy dostać się na samą górę.
- Nie dam rady! Mam za śliskie buty! Nie dam rady!
- Zdejmij je!
Ludzie w popłochu uciekają na górę. Łamię się jeden z kominów. Tył statku wynóża się jeszcze bardziej. Kate i John wkońcu dochodzą na tylną część.
- Kate! Złap się za barierkę i nie puszczaj!
- Dobrze!
- Kate! Kate! Posłuchaj mnie! Przeżyjemy!
- Nie dam rady! Jest coraz bardziej stromo.
Dan:
- Przepraszam! Gdzie tu jest wyjście?
Szklany dach pęka. Woda wlewa się do środka.
- Prosze za mną!
- Aaaaa....
- Panie Dan!
- Nie dam rady! Proszę uciekać!
Dan poślizguje się w wodzie i udeża głową o schodek.
- Panie Dan!
Woda w mgieniu oka zalała całą sale.
Laura:
- Proszę pana!
  Pomoże mi pan? Proszę pomóżcie mi! Zaplątała sie w liny!
Woda zalewa Laure.
Widzimy pod wodą jak Laura próbuję rozplątać sznurki, Udaję jej się. Wynuża się z wody  biegnie na górę.
- Niech się pani złapie obręczy!
  Nie wbiegnie pani dalej! Jest za stromo!
Laura łapie się barierki.
- Jestem Laura!
- Wes. Miło mi!
Statek zaczyna pękać. Swiatła gasną. Los tak akurat sprawił że Laura znalazła się w tym miejscu gdzie statek pękał.
- Aaa...
- Niech sie pani odsunie!
Laura wpada w w dziurę. Trzyma sie jedną ręką.
- Wycijągnę panią!
Kate i John:
- John! Nie wytrzymam!
Kate puszcza się i w tym samym czasie statek sie łamie.
- Daj mi rękę! Kate!
  Właź na górę.
Kate wchodzi na poręcz.
Statek znowu staje w pionie.
- Co się dzieje? John?
- Nie wiem!
Statek zaczyna tonąć.
- To już koniec!
- John! właź na poręcz!
- Teraz nie dam rady! Wytrzymam! Nie martw się!
- John! John!!! John!!!!!!!!!!! Aaaaaaa....
Statek tonie. Tysiące ludzi woła o pomoc. Jedna ta pomoc nie nadeszła...
- Kate? Płynie łódź.
- Niech płynie. Zimno mi.
- Złap mnie za rękę.
  Złap mnie za rękę. Złap mnie za zza rękę. Złłaaaapp mnie zza...
John umiera. Kate przez chwilę woła łódź lecz gdy łódź dopływa Kate już nie żyje. Wszystko ucichło. Ludzie przestali wołać. Słyszymy smutną muzykę. Coraz bardziej oddalamy się od nieżyjących już Johna i Kate. Obraz robi się czarny.
POMYSŁ I SCENARIUSZ: MARTA
WYSTĄPILI:
ALYSSA MILANO JAKO KATE
IWAN SERGI JAKO JOHN
MATTHEW FOX JAKO DAN
EMILIE DE RAVIN JAKO LAURA
KOBIETA Z CASTINGU JAKO PANI JUDITH
I INNI

                                                         TITANIC


Mam nadzieję że ta część się bardziej podobała.
Pozdrawiam wszystkich znajomych.

Jest piękny słoneczny dzień, para młoda John Cellwer i jego żona Kate wsiadają na pokład Titanica...
Wszystkiemu towarzyszy piękna muzyka...
- Kochanie pomuż mi zawiesić ten obraz.
- Niech pani zabierze to świństwo... - wskazuje na bukiet kwiatów
- ależ one są piękne, proszę pana!
- prosze je zabrać! - John zrobił się czerowny.
- Mąż ma uczulenie na pyłek z tych kwiatów. - odezwała się Kate, próbując załagodzić sprawe.
- Już je zabieram.
- Dziękujemy, prawda John?
- Ah tak! tak.
- Co się z tobą dzieje John?
- Kate, poprostu jak widze te kwiaty to przypominam sobie jak braliśmy ślub a ty miałaś bukiet z tych kwiatów! I ja...
- Nie dokanczaj bo robi mi się nie dobrze. Ide się przejść
Statek wyrusza w podróż, z tyłu widać jeszcze ląd, ale przed nami jest tylko ocean...
                              TITANIC
Pierwszy dzień minął bardzo szybko, Kate nawet nie zauważyła że trzeba już iść na kolacje. Szybko się ubrała i pobiegła za Johnem. Była ubrana w czerwoną sukienkę, na rękach miała białe rękawice, perły na szyi idealnie pasowały do sukienki.
- Życzy sobie pani czegoś pann Kate?
- Nie, dziękuję. - powiedziała Kate
- Panowie chodźmy na brendy. - zaproponował John - Przepraszamy panie bardzo.
John i reszta panów oddalili sie znikając w drzwiach.
- Ja już pójde. - powiedziała Kate.
- Chodź tu moja droga! - odezwała się starsza pani z końca stolika.
- Ja? - zdziwiła się Kate.
- Tak, ty.
- Słucham?
- Nie jestem tu z byle powodu. Pamiętasz może Maxa Donweya?
- Tak. Zmarł jak miał 14 lat, byłam w nim szaleńczo zakochana, no ale...
- Jestem jego matką.
- Pani Judith Donwey?
- Tak, to ja. Otóż Max żyje i chce się z tobą spotkać.
- Co? Ale jak to możliwe? Ja wyszłam za mąż. Nie mogę się z nim teraz z potkać. Muszę to przemyśleć...
Pójdę do siebie.
Kate położyła się na łużku. Nie wiedziała co o tym myśleć. Tymczasem...
- Jak to przyjeła? - zapytał się mąż Judith, Matt.
- Wyszła. - odparła Judith.
- Spójrz tam kochanie... Czy to przypadkiem nie ona?
- Tak, to ona! Kate! Kate! Tu jesteśmy!
- Witam ponownie. Kiedy się będę mogła z nim spotkać?- zapytała
- Właśnie do niego płyniemy...
- Ale co z moim mężem. To jego kocham! Przecież nie mogę go zostawić...
- Dajemy ci czas do jutra. Jutro nam powiesz z kim chcesz wysiąść czy z nami i zobaczyć Maxa czy z Johnem i nigdy się już nie zobaczyć z miłością swojego życia.
- Dobranoc.
- Dobranoc. - odpowiedzieli równocześnie Judith i Matt.
Minęła noc. Pierwsze promienie słońca dotarły do pokoju Kate i Johna. Kate otworzyła oczy.
- John? Śpisz? John?
- Już nie.
- Musimy porozmawiać.
- Oczym?
- Pamiętasz może jak ci opowiadałam o Maxsie Downey?
- Tak, pamiętam.
- On żyje.
- Co? - John zerwał sie z łużka.
  I co teraz?
- Nie wiem.
- Zostajesz ze mną. Prawda?
- Sama już nie wiem!
- Kate! Jesteś moją żoną! Chyba mnie nie zostawisz po 4 dniach naszego małżeństwa!
- Muszę nad tym pomyśleć!!!
- Co tu jest do myślenia! Kate! Kocham cię! Rozumiesz? Kocham cię!
- Ja też cię kocham. Ale...
- Ale? No właśnie co ale!
John wychodzi z pokoju i trzaska drzwiami.
Widać Titanica z odleglości. Światła w pokojach zaczynają się zapalać. Po kilkunastu minutach robi się już ciemno. Kate wchodzi do sali. Nie wygląda już niestety tak pięknie jak ostatnio.
- Dobrywieczór.  - przywitała się Kate.
- Dobrywieczór. - odpowiedział Matt.
- Witaj. - powiedziała Judith. - Więc co wybrałaś moja droga? - była najwyraźniej zdenerwowana bo strasznie drżał jej głos.
- To znaczy????? yyyy? Zostaje z Johnem!
- Źle postępujesz!
Dobra pani Judith nie była już taka miła jak kiedyś...
- Jak mogłaś wybrać tego hama za przeproszeniem!
- Niech się pani liczy ze słowami!
- Naprawde? Jeszcze ci nie powiedział? Oj to przykre? Po waszej kłótni...
Przerywa jej.
-Podłuchuje nas pani!? - krzyczyła oburzona Kate.
Wszyscy ludzie się odwrócili i patrzyli na nich.
- Daj mi dokończyć! Po waszej kłótni ropaczał w ramionach pewnej Shane! Chyba wiesz co sie później stało? Prawda? Zdradził cię!
- Co? Ty s**o! Wiedziałam że kłamiesz.
- Kochanie! - Matt próbował coś powiedzieć ale nie mógł dojść do głosu.
- Jak mnie nazwałaś?
- Kochanie! - próbował dojśc do głosu
- A wiesz kim ty jesteś?
- Kochanie!!!
- No kim?
Pan Matt pada na ziemię.
- Kochanie co ci jest! Ludzie lekarza! On ma zawał! On ma zawał! To wszystko przez ciebie Kate! Będziesz się smażyła w piekle!
Kate odwraca się i biegnie w stronę drzwi. Wpada na Johna.
- Kochanie co ci jest?
- Kochanie?
John łapie ją za rękę.
- Zostaw mnie! Nie dotykaj mnie! Pomocy!!!
- Kate co ci jest?
- Zdradziłeś mnie? Powiedz że to nie prawda! Powiedz że to nie prawda!
Prze 20 sekund panuje cisza.
- Dobranoc John. Odchodze!
- Zaczekaj! Kate! Zaczekaj!
- Trzymaj się odemnie z daleka! Pomocy! On mnie atakuje.
Do Johna podchodzi dwóch facetów.
- Czy wszystko w pożądku?
- Ta... Nie nie jest w porządku!
Wyciąga pistolet i strzela do Kate.
Zdołał strzelić tylko dwa razy bo potem zabrali mu bron. Niestety dla kogoś te strzały byly śmiertelne. Shane pada na ziemię.
- Shane nie! Shane!
Faceci puszczają go a John podbiega do Shane.
- Shane kochanie!
- Chciałam ciii... chciałam ci po po powiedzić że chce wysiąć razem z tobą...ą i że się w...w...w...
- Co Shane? Shane nie odchodź! Nie! Nie! Nieeeee!
Tymczasem Kate:
- Panienko czy wszystko w pożądku? Panienko?
- Słucham? Ah tak! Ale muszę się wypłakać!
Kate żuca się w ramiona mężczyzny.
- Dlaczego! Dlaczego on mi to zrobił! Dlaczego!
                                          KONIEC CZĘŚCI PIERWSZEJ
WYSTĄPILI:
KATE - ALYSSA MILANO
JOHN - IWAN SERGI
JUDITH - BABKA Z CASTINGU
MATT- FACET Z CASTINGU
SHANE - SHANNEN DOHERTY

mam nadzieję że się podobało :)
pozdrawiam
Buffy
Buffy
wszyscy :)
wszyscy :)
zjawo! wyjdź z kryjówki!
zjawo! wyjdź z kryjówki!
trzeba się zakraść! no nie znowu złamałam obcasa!
trzeba się zakraść! no nie znowu złamałam obcasa!
Zobacz więcej zdjęć [8] »

Buffy to szesnastolatka, która została "wybrana". Jej przeznaczeniem jest zabijanie wampirów. W swojej byłej szkole Buffy miała bardzo złą reputację, gdyż spaliła salę gimnastyczną. Teraz Buffy stara sie wyjaśnić, że sala była pełna wampirów!!! Po przeprowadzce do Kalifornii, bohaterka razem z mama chcę rozpocząć nowe życie. W nowej szkole spotyka ekscentrycznego bibliotekarza, który wie o misj, kórą ma do wykonania. Na początku człowiek ten bardzo ją przeraża, jednak gdy pokazuje jej księgę o wampirach, Buffy zaczyna mu ufać i wie, że będzie mógł jej pomóc w walce z wampirami i innymi zjawiskami.
Losy Buffy poznajemy w serialu kręconym w latach 1997-2003. W roli tytułowej wystąpiła Sarah Michelle Gellar.

W ROLACH GŁÓWNYCH:

Sarah Michelle Gellar jako Buffy
Nicholas Brendon jako Aleksander 'Xander'
Alyson Hannigan jako Willow
Charisma Carpenter jako Cordelia
Anthony Head jako Rupert
David Boreanaz jako Angel
Seth Green jako Daniel
James Marsters jako Spike
Marc Blucas jako Riley
i innie

Ogólnie to nie lubie seriali o wampirach! Ale ten naprawde mi się spodobał! Kiedy w walce serial zabiliśmy ten serial myślałam że dobrze bo to pewnie jakiś głupawy serial dla nastolatków. Owszem jest dla nastolatków ale nie głupawy. Wczoraj ściągnełam jeden odcinek i okazał się świetny! Jest bardzo zaskakujący od pierwszej sceny! Naprawde wart obejżenia. Jeśli ktoś by chciał to podaje linki do odcinków 1 sezonu z napisami pl:

http://rapidshare.com/files/199388271/BTWS_S01E01.r00
http://rapidshare.com/files/199391928/BTWS_S01E01.r01
http://rapidshare.com/files/199395249/BTWS_S01E01.r02
http://rapidshare.com/files/199395521/BTWS_S01E01.r03
http://rapidshare.com/files/199398603/BTWS_S01E01.rar

http://rapidshare.com/files/199401534/BTWS_S01E02.r00
http://rapidshare.com/files/199404406/BTWS_S01E02.r01
http://rapidshare.com/files/199407153/BTWS_S01E02.r02
http://rapidshare.com/files/199407372/BTWS_S01E02.r03
http://rapidshare.com/files/199410282/BTWS_S01E02.rar

http://rapidshare.com/files/199413192/BTWS_S01E03.r00
http://rapidshare.com/files/199434778/BTWS_S01E03.r01
http://rapidshare.com/files/199437029/BTWS_S01E03.r02
http://rapidshare.com/files/199418863/BTWS_S01E03.r03
http://rapidshare.com/files/199421368/BTWS_S01E03.rar

http://rapidshare.com/files/199423889/BTWS_S01E04.r00
http://rapidshare.com/files/199653998/BTWS_S01E04.r01
http://rapidshare.com/files/199663119/BTWS_S01E04.r02
http://rapidshare.com/files/199430422/BTWS_S01E04.r03
http://rapidshare.com/files/199673248/BTWS_S01E04.rar

http://rapidshare.com/files/199682596/BTWS_S01E05.r00
http://rapidshare.com/files/199691976/BTWS_S01E05.r01
http://rapidshare.com/files/199701708/BTWS_S01E05.r02
http://rapidshare.com/files/199702630/BTWS_S01E05.r03
http://rapidshare.com/files/199712130/BTWS_S01E05.rar

http://rapidshare.com/files/199721770/BTWS_S01E06.r00
http://rapidshare.com/files/199731210/BTWS_S01E06.r01
http://rapidshare.com/files/199739597/BTWS_S01E06.r02
http://rapidshare.com/files/199740339/BTWS_S01E06.r03
http://rapidshare.com/files/199748509/BTWS_S01E06.rar

http://rapidshare.com/files/199757085/BTWS_S01E07.r00
http://rapidshare.com/files/199772686/BTWS_S01E07.r01
http://rapidshare.com/files/199779476/BTWS_S01E07.r02
http://rapidshare.com/files/199780084/BTWS_S01E07.r03
http://rapidshare.com/files/199786883/BTWS_S01E07.rar

http://rapidshare.com/files/199793641/BTWS_S01E08.r00
http://rapidshare.com/files/199799894/BTWS_S01E08.r01
http://rapidshare.com/files/199805736/BTWS_S01E08.r02
http://rapidshare.com/files/199806241/BTWS_S01E08.r03
http://rapidshare.com/files/199811609/BTWS_S01E08.rar

http://rapidshare.com/files/199817025/BTWS_S01E09.r00
http://rapidshare.com/files/199822305/BTWS_S01E09.r01
http://rapidshare.com/files/199827502/BTWS_S01E09.r02
http://rapidshare.com/files/199828010/BTWS_S01E09.r03
http://rapidshare.com/files/199833002/BTWS_S01E09.rar

http://rapidshare.com/files/199837736/BTWS_S01E10.r00
http://rapidshare.com/files/199842597/BTWS_S01E10.r01
http://rapidshare.com/files/199847087/BTWS_S01E10.r02
http://rapidshare.com/files/199384802/BTWS_S01E10.r03
http://rapidshare.com/files/199851745/BTWS_S01E10.rar

http://rapidshare.com/files/199856798/BTWS_S01E11.r00
http://rapidshare.com/files/199862279/BTWS_S01E11.r01
http://rapidshare.com/files/199868095/BTWS_S01E11.r02
http://rapidshare.com/files/199868591/BTWS_S01E11.r03
http://rapidshare.com/files/199874575/BTWS_S01E11.rar

http://rapidshare.com/files/199880497/BTWS_S01E12.r00
http://rapidshare.com/files/199886793/BTWS_S01E12.r01
http://rapidshare.com/files/199892969/BTWS_S01E12.r02
http://rapidshare.com/files/199893870/BTWS_S01E12.r03
http://rapidshare.com/files/199900537/BTWS_S01E12.rar

pozdrawiam: Evelyn1000, Kate_Elizabeth_Winslet i Magic_Hour a także Brian_Krause!
i wszystkich znajomych!

Koniec świata
Koniec świata
Góra Dantego
Góra Dantego
2012
2012
Titanic
Titanic
Zobacz więcej zdjęć [7] »

17.11.2008 to dzień kiedy ruszłam z kontem na filmwebie. Od dawna planowałam notke ale nie miałam pomysłów. Wkońcu wymyśliłam że będzie to notka o filmach katastroficznych. Wpadałm na ten pomysł bo wczoraj oglądałam "Pojutrze" (po raz 4 :D). Kto z was oglądał "2012"? Film świetny! Jeszcze jak w kinie się ogląda to efekty specjalne wyglądają bosko!
ZAPRASZAM DO KOMENTOWANIA...

TRAGEDIA POSEJDONA
MOJA OCENA: 8.01/10


Gene Hackman Wielebny Frank Scott
  Fred Sadoff Linarcos
Sheila Allen Nurse
  Eric Shea Robin Shelby
Arthur O'Connell Chaplain John
Pamela Sue Martin Susan Shelby
Jack Albertson Manny Rosen
Ernest Borgnine Mike Rogo
Red Buttons James Martin
Carol Lynley Nonnie Parry
Roddy McDowall Acres
Stella Stevens Linda Rogo
Shelley Winters Belle Rosen
Leslie Nielsen Kapitan Harrison

2012
MOJA OCENA: 9.50/10


John Cusack Jackson Curtis
Amanda Peet Kate
Chiwetel Ejiofor Adrian Helmsley
Thandie Newton Laura Wilson
Oliver Platt Carl Anheuser
Thomas McCarthy Gordon Silberman
Woody Harrelson Charlie Frost
Danny Glover Prezydent Thomas Wilson
Liam James Noah Curtis
Morgan Lily Lilly Curtis
Zlatko Buric Yuri Karpov
Beatrice Rosen Tamara
  Alexandre Haussmann Alec
  Philippe Haussmann Oleg
Johann Urb Sasha
TITANIC
MOJA OCENA: 9.55/10


Leonardo DiCaprio Jack Dawson
Kate Winslet Rose DeWitt Bukater
Billy Zane Cal Hockley
Kathy Bates Niezatapialna Molly Brown
Frances Fisher Ruth DeWitt Bukater
Gloria Stuart Rose Dawson Calvert
Bill Paxton Brock Lovett
Bernard Hill Kapitan Edward J. Smith
David Warner Spicer Lovejoy
Victor Garber Thomas Andrews
Jonathan Hyde J. Bruce Ismay
Suzy Amis Lizzy Calvert
Lewis Abernathy Lewis Bodine
Nicholas Cascone Bobby Buell
Dr. Anatoly M. Sagalevitch Anatoly Milkailavich
POJUTRZE
MOJA OCENA: 8.23/10


Dennis Quaid Jack Hall
Jake Gyllenhaal Sam Hall
Emmy Rossum Laura Chapman
Dash Mihok Jason Evans
Jay O. Sanders Frank Harris
Sela Ward Dr. Lucy Hall
Austin Nichols J.D.
Arjay Smith Brian Parks
Tamlyn Tomita Janet Tokada
Sasha Roiz Parker
Ian Holm Terry Rapson
Nestor Serrano Gomez
Kenneth Moskow Bob
Richard McMillan Dennis
Adrian Lester Simon
TWISTET
MOJA OCENA: 7.45/10


Helen Hunt Jo Harding
Bill Paxton Bill Harding
Cary Elwes Dr. Jonas Miller
Jami Gertz Dr. Melissa Reeves
Lois Smith Aunt Meg
Philip Seymour Hoffman Dusty
Jeremy Davies Laurence
Todd Field Tim Lewis
Joey Slotnick Joey
Sean Whalen Allan Sanders
Alan Ruck Robert 'Rabbit' Nurick
Wendle Josepher Haynes
Alexa Vega Jo (5 lat)
Taylor Gilbert Bryce, naukowiec NSSL
Abraham Benrubi Bubba

GÓRA DANTEGO
MOJA OCENA: 8.00


Pierce Brosnan Harry Dalton
Linda Hamilton Rachel Wando
Jamie Renée Smith Lauren Wando
Jeremy Foley Graham Wando
Elizabeth Hoffman Ruth
Charles Hallahan Paul Dreyfus
Grant Heslov Greg
Kirk Trutner Terry Furlong
Arabella Field Nancy
Tzi Ma Stan
  Brian Reddy Les Worrell
Lee Garlington Dr. Jane Fox
  Bill Bolender Sheriff Turner
  Carole Androsky Mary Kelly
Peter Jason Norman Gates
KONIEC ŚWIATA CATEGORY 7: THE END OF THE WORLD
MOJA OCENA: 7.99

Gina Gershon Judith Carr 
Lindy Booth
Nicholas Lea Monty 
Andrea Lui Melody 
Noam Jenkins Evan - rzecznik prasowy Białego Domu 
  Jodi Terhoch Sandra 
James Brolin Donny 
  Michał Grajewski Dan 
Suki Kaiser Gayle 
Kristen Harris Nurse 
James Kirk Stuart Carr 
  Peter Mooney Peter 
Swoosie Kurtz Penny 
  Devin McCracken Hippie 
Randy Quaid Tommy Tornado 
Rachel Skarsten Lyra Duffy 
Tom Skerritt Pułkownik Mike Davis 
  Miriam Smith Frances 
Shannen Doherty Faith Clavell 
Sebastian Spence Gavin Carr agent fps 


SEZON 8 / odcinek 15: The Last Temptation of Christy
[Ostatnie kuszenie Christy]
OFICJALNY OPIS: Paige zaczyna dostrzegać trudności w spotykaniu się ze śmiertelnikiem, kiedy Henry próbuje zagłębiać się w świecie magii. Sytuacja komplikuje się jeszcze bardziej, gdy na horyzoncie pojawia się zalotnik, Sir Simon Marks, zdesperowany do nakłonienia Paige by została jego żoną. Staliby się wówczas najpotężniejszą magiczną parą.

Piper także zmaga się z sercowymi problemami, przypadkiem wpada na swojego byłego chłopaka Greg'a i zastanawia się czy spotykając się z nim byłaby w porządku wobec Leo.

Tymczasem Christy, która była trzymana w zamknięciu przez wiele lat nie może się odnaleźć w nowej sytuacji. Billie i Phoebe próbują jej pomóc...
GOŚCIE:

Ivan Sergei .... Henry
Jason Shaw .... Greg
Marne Patterson .... Christy
Warren Derosa .... Sir Simon Marks

1. Imię
2. Wiek
3. Ulubiony serial
4. Ulubiony film
5. Ulubiny aktor
6. Ulubina aktorka
7. Znienawidzona aktorka
8. Znienawidzony aktor
9. Najgorszy serial wg ciebie
10. Najgorszy film wg ciebie
11. Serial w którym chciał/chciała byś zagrać choć role epizodyczną
12. Ulubiony dzień tygodnia
13. Ulubione święta
14. Ulubiony miesiąc
15. Ulubiona pora roku
16. Ulubiony przedmiot w szkole:)
17. Czy podoba wam się ankieta?
 
Wyniki sondy na 3 ulubione seriale dam w następnej notce:)

Gdzieś pod koniec sierpnia zaczełam pisać swojego Titanica wyszło mi tego naprawde sporo ;P W okolicach świąt napisze go na blogu. Tylko potrzebna mi obsada:
potrzebuje aktorów do ról głównnych: kobiety, mężczyzny, kobiety, starszej pani około 50 lat, i kapitana. Dzięki za odpowiedzi...
SEZON 8 / odcinek 14: 12 Angry Zen [12 gniewnych mistrzów Zen]
OFICJALNY OPIS: W poszukiwaniu informacji o Leo, Piper znajduje wiadomość od Lo Pan, mnicha i strażnika świętej buddyjskiej laski, zawierającej moc oddziaływania na innych. Lo Pan uczy Billie jak przy pomocy swojej mocy projekcji mogłaby odnaleźć swoją siostrę Christy...

Phoebe chcąc uczcić swoją nowo zdobytą niezależność, urządza przyjęcie powitalne na które zaprasza swoich sąsiadów. Niestety wszystko wymyka się spod kontroli.

Paige przedstawia Henryemu świat magii teleportując go z sobą tu i ówdzie...
GOŚCIE:
Iwan Sergei .... Henry
Clyde Kusatsu .... Lo Pan

SONDA NA ULUBIONY SERIAL NADAL TRWA

PAMIĘTAJCIE! SONDA NADAL TRWA

Ja niestety niemiałam okazji zobaczyć tego odcinka z lektorem ale ściągnełam sobie niestety z napisami:)


Charmed:czar odziejki
Charmed:czar odziejki
Beverly Hills 90210
Beverly Hills 90210
90210
90210
90210
90210
Zobacz więcej zdjęć [6] »

dzięki za głosy w głosowaniu na ulubiony sezon Charmed
a to podsumowanie:
1. sezon 3 - 6 głosów
2. sezon 1 - 5 głosów
3. sezon 2 - 4 głosy
3. sezon 8 - 4 głosy
4. sezon 7 - 2 głosy
4. sezon 6 - 2 głosy
5. sezon 5 - 1 głos
6. sezon 4 - 0 głosów


nowa sonda:)
możecie wytypować 3 ulubionne seriale np. Charmed, BH90210, Dexter

a i jeszcze kilka fotek moich ulubionych seriali:)

głosujcie;D



W sieci od 18 marca 1998 roku, od 20 stycznia 2000 jako pierwszy serwis w Polsce dostępny w WAP. Pobierz logo Filmweb.
Znak filmweb jest zarejestrowanym znakiem towarowym podlegającym ochronie prawnej na mocy ustawy Prawo własności przemysłowej oraz Ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych; wyłączne prawo do używania znaku posiada
Omnigence sp. z o.o.

Created by agencja interaktywna - artegence.