Film o bzykaniu

Bywają animacje lepsze i gorsze. Na takim "Shreku" śmieją się i dzieci, i dorośli, a na "Rybkach z ferajny" nie bawi się już nikt. "Film o pszczołach" w tym kontekście jest dziełem zupełnie odkrywczym, głównie – jak mniemam – za sprawą polskiego dubbingu, który tradycyjnie bryluje. Dowcip bowiem wyraźnie skierowany jest na dorosłego widza, wiedzącego już to i owo o świecie. Na sali wypełnionej dziećmi i przypadkowymi gośćmi śmieją się tylko ci drudzy (głównie brać studencka) i kilkoro rodziców obecnych w roli opiekunów swoich pociech. Większość pełnoletnich jednak milczy, zaciskając zęby, żeby nie sprowokować niczego nieświadomych dzieciaków do zadawania kłopotliwych pytań w stylu "O co tu chodzi?". Przypuszczam, że ciężko by było 7-latkowi wyjaśnić, skąd tyle radochy z pszczółki, która po skosztowaniu ciasta w euforii wyznaje, że chce jej się bzykać.

W najnowszym filmie twórcy "Księcia Egiptu", Steve’a Hicknera, pszczółki w ogóle wydają się bardzo ludzkie. Uśmiechnięte, dziarskie i wcale nie lubią żądlić – w niczym nie przypominają małych potworów, przed którymi odganiamy się w letnie południe w ogródku. Na dodatek ich życie wygląda zupełnie jak nasze: mieszkają sobie w ulu, chodzą do pracy, a po powrocie do domu zasiadają przed telewizorem. Znajome, prawda? I tak jak my, czasami mają dość tej monotonii. Zupełnie jak główny bohater tej sympatycznej opowieści, Barry, który postanawia zerwać z rutyną i wyruszyć na podbój świata, czyli Manhattanu. Tam czeka go niemały zawód, gdyż ludzie okazują się bandą pasożytów i niegodziwców zabierających miód pszczołom i sprzedających go później bez zezwolenia jego twórców! Wzburzony Barry postanawia działać i z pomocą zaprzyjaźnionej przedstawicielki człekokształtnych składa pozew przeciw ludzkości w nowojorskim sądzie.

Scenariusz współtworzył Jerry Seinfeld, satyryk, ojciec sitcomu "Seinfeld", i to się czuje. Film obfituje w kłującą ostrym żądłem ironię na amerykański show biznes i komercjalizację codzienności. Ale to tylko zgrabny dodatek do generalnie przesłodkiej opowieści. Brzmiąca poważnie fabuła jest w rzeczywistości urocza, śmieszna i maksymalnie pozytywna. A co najważniejsze, pomimo całej dawki naiwności, życzliwości i pozytywnej aury, nie ma się podczas seansu wrażenia, że "to tylko bajka". Wiarygodność treści "Filmu o pszczołach" tylko pozornie kłóci się z formą, co wyjawia prawdziwą wartość skrywanego w historii moralitetu – dbajmy o przyrodę! Wbrew panującej modzie, w tym apelu nie ma wkurzającej dawki infantylizmu, z jaką trzeba się mierzyć u konkurencji.

Pulę zalet obrazu dopełnia kapitalna animacja i wizja pszczelego świata, który w zestawieniu z naszym jest niemal idealny. Stylizowany na słodkie lata 60. ul przypomina kreowany przez amerykańską telewizję w tamtych latach kanon idealnego życia, w ramach którego mama gotuje słodkie ciastka, tata pracuje, a dzieci z uśmiechem na twarzy chodzą do szkoły. Zapewne niejednemu Amerykanowi łezka w oku się zakręciła.

63% uznało tę recenzję za pomocną (8 głosów).
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?

zobacz też:

pozostałe recenzje redakcji (1)

pozostałe recenzje użytkowników (2):

komentarze

dodaj komentarz
    WTF:false,ads:true