Na filmwebie od:
14 sierpnia 2010
1738
409
41978
38

katedra

nie podano imienia i nazwiska

Rankingi

dodający:
- lipiec -
1148 pkt. #1657 wszech czasów [-54]

Podobieństwo

? %
Poziom Waszego podobieństwa nie jest znany. Zaloguj się.

blog (Odrobinę bliżej nieba)

RSS
  • Obejrzane kwecień/maj 2017






    The Founder
    (2016)

    Konkretniej: Kroc Imperium, ponieważ historia mogła równie dobrze dotyczyć KFC albo Burger Kinga. Po pierwszych zajawkach spodziewałem się obdzierania z mitu molocha i ukazywanie "od kuchni" katorżniczej pracy w piekielnej gastronomii. Ostatecznie to raczej poradnik "jak zarobić pierwszy milion", połączony z kursem zarządzania i przedsiębiorczości z dodatkiem ciekawostek na temat najpopularniejszej sieci "restauracji" na świecie.
    Ogląda się to o tyle zajmująco, że fajnie po prostu śledzi się perypetie kogoś, kto wszelkimi sposobami chce zarobić mnóstwo forsy. Nawet jeśli ten ktoś ma przetrącony kręgosłup moralny, to całkiem przyjemnie słucha się jego pomysłów na frytkowo-hamburgerowy biznes. To taki Joy dla facetów - z odpowiednio szorstkim morałem. I tak jak w biografii laski od mopów - wszystko zwyczajne, normalne, zero jedynkowe. Founder aż prosił się o szarże aktorskie, rękoczyny, totalny odpał reżyserski np. przy sklejce montażowej dotyczącej robienia zestawów na przestrzeni dekad.
    Ostatecznie The Founder to spełnianie american dream w wersji nie biorącej jeńców z poprawną rolą Keatona, poprawnym drugim planem, przezroczystą reżyserią i całkiem zwyczajną oprawą muzyczną. Takie filmowe two4you - na zapchanie się, ale nie do syta.

    5/10




    Uciekaj!
    (2017)

    Jestem pod wrażeniem, że nareszcie jakiś film (i to gatunkowy!) biorący na tapetę rasizm nie opowiada o nim bezpośrednio,ba, nawet nie stosuje rasizmu jako środka np. szokującego do osiągnięcia zamierzonego celu.
    Uciekaj to przede wszystkim zgrabny i przemyślany thriller, w którym w opowieści o tajemniczej organizacji piorącej mózgi przegląda się widmo Ameryki. Równie dobrze osią fabuły mógł być biały chłopak, który jedzie na spotkanie do czarnej rodziny swojej dziewczyny. Imponuje jednak przede wszystkim jak powściągliwa wydaje się tu intryga i sposób dawkowania informacji o otoczeniu. Wszystko utrzymane jest wręcz w autorskim, niszowym klimacie i nawet finalne konfrontacja z koagulaty-masonerią jest dość kameralne i stonowane.
    Scenariusz śmierdzi nieco taniochą przy tłumaczeniu czym jest elemeledutkowa koagulacyjna zamiana osobowości i ciał, ale ostatecznie sam motyw szalonego neurologa na emeryturze dodaje filmowi jedynie pikanterii i pięknie wpasowuje się w inscenizacyjne petardy m.in. scena z konającym danielem - zwiastun nachodzącego koszmaru.
    Nowe, świeże rozdanie w Hollywood. A najlepsze jest to, że ten film pozostaje tak bardzo poprawny politycznie, a przy tym wyrywa się z najgorszych schematów black movie. Bohaterski murzyn walczy z białymi, którzy chcą przenieść swoje wypaczone i chore umysły w ciała czarnych....bo tak! I to się udało!

    7/10





    Split
    (2016)

    Cloverfield Lane 10? Pff! Goodman w roli psychopaty? Nie, ja wybieram McAvoya! Przede wszystkim dlatego, że Split nie opiera się jedynie na samej tajemnicy porwania i tego, co tak naprawdę za nim stoi. Film Nighta wgryza się nie tylko w tkankę thrillera, ale również penetruje rejony kreatywnego filmu psychologicznego (hierarchia osobowości w głowie Kevina, zderzenie traumy Casey i Kevina, przedstawienie problemu osobowości mnogiej przez Fletcher), nietypowego kina superbohaterskiego (herosi jako skrzywieni przez geny,środowisko i innych ludzie, którzy wcale nie mają zamiaru zbawiać świata) czy w końcu w dramat (leczenie traumy). Duża w tym zasługa szarżującego McAvoya - jego postać nareszcie interesuje swoją osobowością (dosłownie!) i nie jest do końca wbita w szufladę z napisem "czarny charakter". Jest prawdziwy, ba, można wręcz przejąć się jego losem i tym, co robi z nim jego własny umysł. Ostatni raz tak bardzo kibicowałem Gastonowi z Pięknej i bestii - tu tak samo czekałem na kolejne wcielenia McAvoya i wpatrywałem się jak aktor, który raczej nie jest znany z pierwszoplanowych występów, wyrasta na pierwszoligowego dona kina.
    Gdybym miał narzekać przyczepiłbym się do raczej małego rozrzutu w osobowościach (chociaż też ciężko oczekiwać nazisty, zwyrola i mohera w jednym ciele i ma to zabieg czysto formalny i robiony pod kątem scenariusza) oraz irytujące wejście Casey - emo laski, która wie więcej niż inni, ale nie powie, bo "nie są godni, kss!".

    PS: Łącznik z Niezniszczalnym bardzo fajny, tylko czy po tylu latach ktoś jeszcze w ogóle kojarzy o co chodzi i czeka na ewentualne plany w "uniwersum". 

    7/10




    Sing
    (2016)

    Motivation Talent Show - zwierzaki muszą uwierzyć we własne siły, a widzowie mają się dobrze bawić. Ni mniej, ni więcej. Niby wszystko na swoim miejscu, ale...znowu na swoim miejscu. Bohaterowie opier_dzielają kolejne przeciwności losu o tak *pstryk, pstryk*, przeskakują kolejne bariery i dają wielki koncert, który ma być furtką do świetlanej przyszłości.
    Stereotypowi bohaterowie, przewidywalne zwroty akcji i pretekstowa fabuła, która ma służyć przeniesieniu najpopularniejszego talent show do świata quasi Zootopii.
    Nie powiem, galeria sympatycznych postaci i ich mikro światów robi ten film, ale bez całej reszty są oni jedynie figurkami w przewidywalnej grze studia Iluminatów, których animacje odstają od stawki, zwłaszcza od Pixara i Disneya. Niby to samo, bo animacja ble,ble,ble, kreatywnie,ble, ble, ble, z przytupem, ble, ble, ble, ale siłą filmów facetów od Minionków jest przede wszystkim humor i wręcz epatowanie nim. Niekoniecznie fabuła musi być składna, ważne żeby ilość gagów się zgadzała. I taka jest nieco ta animacja: coś się dzieje, jest głośno, w tle słychać muzyczne szlagiery, te sprzed kilku dekad, jak i te zupełnie świeżutkie, co chwila coś wybucha, eksploduje, ktoś dostaje po mordzie, ale jakie to nieangażujące, jak wszystko tym bohaterom łatwo przychodzi, jaki ten świat pusty i składający się jedynie z "ważnych fabularnie lokacji".
    To samo, co w przypadku Petsów - nie czekałem, nie miałem nadziei, ba, nawet się za bardzo nie interesowałem i nie wyczuwałem potencjału - dostałem animację z powyższymi ambicjami. Bo hajs musi się zgadzać, bo impreza musi trwać, bo zwierzaki są fajne i popularne. 

    5/10





    Autopsja Jane Doe (2016)

    W jakimś stopniu film poszerza szeroko pojęte uniwersum opętań i dokłada cegiełkę do tego podgatunku. Co by nie mówi, opętany nieboszczyk to coś nowego, na dodatek denatem okazuje się nie kto inny jak XVII-wieczna wiedźma. Wszystko ujęte w bardzo sensualnej reżyserii, w której pojawiają się tak ciekawie zainscenizowane sceny jak np. wędrówka zadymionym korytarzem wśród zmarłych (zadymienie wynika z awarii maszyny do spalania zwłok!) czy sam proces autopsji, swoistego rodzaju śledztwa, które ma na celu rozwiązanie nietypowej zagadki kryminalnej. Na dodatek, takie rzeczy jak np. wątki dramatyczne (rodzinne), które zwykle irytują w tego typu produkcjach i są zbędnym balastem i przerywnikiem, tutaj miały sens, interesowały, pogłębiały, w słabym stopniu, ale za to jakimś, postacie ojca i syna patologów. N Szczególnie znamienna jest tu scena rozmowy w windzie, genialnie zainscenizowana i oświetlona. Szkoda jedynie, że kończy się absurdalnym twistem, który wywraca film do góry nogami i pozostawia widza z niewygodnymi dla skryptu pytaniami już do końca seansu (jak Emma weszła do zakładu?). Nawet przyjęcie do wiadomości przez bohaterów, że paranormalne zjawiska istnieją i właśnie ingerują w ich życie oraz wzięcie na klatę odpowiedzialności za losy świata nie wzbudziło mojego śmiechu. Powiem więcej, spodobało mi się, że bohaterowie w jakimś stopniu myśleli, probowali walczyć i stworzyli sobie w głowie swój własny obraz mścicieli, którzy za wszelką cenę muszą rozwikłać zagadkę denatki. To świetnie nakręcało emocje i było dobrym wyjaśnieniem, dlaczego po prostu stamtąd nie spierdzielili (nie ma się co oszukiwać, gałęzie blokujące wyjście na dach to małe piwo przy Szatanie szalejącym w prosektorium).
    Niemniej to nadal oryginalny horror z widocznym autorskim sznytem (te piękne jazdy kamerą po poszczególnych pokojach i wystroju wnętrz określających miejsce akcji i będące zapowiedzią nadchodzących zdarzeń), który dokopuje się do dna podgatunku i próbuje przebić szpadlem jeszcze jeden metr sześcienny gruntu. Brawa za chęci, brawa za talent. Andre i jego nieszablonowe i pokręcone horrory zaimponowały mi. Czekam na więcej filmów od tego pana!

    PS: Mało narzekałem, więc... duchy to jednak marny festiwal charakteryzacji i komputera, w ogóle efekty specjalne są jakieś takie sterylne (pożar, który w ogóle nie ingeruje w otoczenie i spopiela wybrane kawałki pomieszczenia), wątek rodzinny, który nie ma dalszego rozwoju, absurdalna reakcja bohaterów po śmierci Emmy.

    6/10




    Milczenie (2016)

    Kariera Martina Scorsese'a zatacza krąg, wszechstronnie uzdolniony reżyser, który czuje praktycznie każdy gatunek, na starość postanawia po raz kolejny porozmawiać z Bogiem. Kiedyś miał być księdzem, jednak przewrotne życie zadecydowało, że musi on pokazać światu wściekłego De Niro, chłopców z półświatka przestępczego Nowego Jorku i wilczy klan Leonardo Di Caprio na Wall Street. Po wielu latach Martin przyklęka, aby już jako starzec po raz kolejny zadumać się nad istotą boską. Już nie zadaje tak przewrotnych pytań jak w Ostatnim kuszeniu, raczej w milczeniu cierpi.
    I to cierpienie, wręcz wielkopostne widać w samej nawet formie filmu. Milczenie to trzygodzinna przypowieść o ludziach cierpiących w imię wiary, formalnie ascetyczna i pozbawiona wszelkiej witalności, która w przeciwieństwie do Wilka z Wall Street pokazuje nieco stetryczałe oblicze Scorsese'a. Głównym problemem filmu nie jest jednak forma, która podwaja efekt monotonni i jednolitej treści, lecz właśnie owa treść. Wiara w Boga sprowadzona została tutaj do deptania tabliczki - symbol apostazji, a dywagacje na temat Boga do semantycznych sporów. Oczywiście, pojawiają się obiektywne wątki dyskusyjne jak brak szacunku europejskich kolonizatorów do świata dalekiego wschodu, kwestia wiary w cokolwiek przynoszącej ukojenie. Jednak ostatecznie film polega na sporze turbo katolickiego jezuity, który operuje wiarą polegającą na cytowaniu pisma świętego, nie na jego znajomości, z buddystami hipokrytami, którzy tak wielbią i miłują człowieka, że pozwalają mu cierpieć i ginąć, naśladując paradoksalnie chrześcijańską inkwizycję albo dowolny fanatyczny odłam każdej religii. Spłyca do film do notki historycznej i ujmuje jego uniwersalizmowi. W połączeniu z giga metrażem i totalnym nastawieniu filmu jedynie na motywy religijne daje to mieszankę wręcz postną, ascetyczną i przypominającą kazanie po łacinie w średniowieczu, połączone z samobiczowaniem. Jeśli już gdzieś widać starego, dobrego Martina to w scenach kiczowatych np. scena z wizją wizerunku Chrystusa w lustrze wody i iście komiksową reakcją szalonego Garfielda. Brakuje temu dziełu przewrotności Ostatniego kuszenia, dydaktyzmu uniwersalnego, powiedzenia czegoś nowego. Zwątpienie w Boga i to w tak konserwatywnym stylu jest już passe nawet w kręgach żarliwych fundamentalistów.
    A film miał potencjał na aktorskie role życia, dialogi niczym w Sunset Limited, totalne przewartościowanie wszelkich wartości i wzniecenie dysputy w wielu kręgach, w końcu na przekazanie krynicy treści. Przy tak dużym metrażu mogli pokusić się choćby o wątek kulturowy, nawet dialog z filmami Kurosawy.
    Martin bawi się w wypiekanie podpłomyków. Czy smaczne to danie w jego filmowej kuchni? Nie wiem, ale odpowiem bezpiecznie: na pewno inne. Ja więcej nie spróbuję.

    5/10





    Element zbrodni (1984)

    Pora stanąć w szranki z uosobieniem kontrowersyjności i "wielkim artystą". Trier debiutuje jak wielu młodych, ambitnych - po studencku, z masą notatek z wykładów, teorią warsztatową w małym palcu i z brakiem scenariusza. 
    No i to po prostu widać w jego filmie, który stoi przede wszystkim formą. Post apokaliptyczna wizja świata, w którym wszędobylska woda i brud wdziera się do mieszkań i głęboko w duszę ludzi, ujęta została w sepii. Dobry zabieg, maskuje wiele niedoróbek, a sama wizja dekadenckiej i zniszczonej Europy daje możliwość kręcenia filmu w byle rupieciarni - i tak będzie klimatycznie. Mimo to Trier ujmuje warsztatem. Krata umieszczona tuż przed nosem widza drży, wprawiona ruchem z drugiego planu, wiatr odgarnia zasłony, a truchło konia powoli zanurza się w odmętach ścieku. Nawet jeśli większość inscenizacji nie ma żadnego umiejscowienia w czasie rzeczywistym i nie posiada wpływu na fabułę, wygląda fajnie. Amatorski sznyt jedynie podwaja wrażenia wizualne.
    Reszta to typowe, artystyczne bzdury z filmówki. Eksperymentalna oś fabularna, opierająca się o łatwy i do niczego nieobligujący zabieg hipnozy oraz surrealistyczny charakter - w ten sposób można bawić się nie tylko narracją, ale samym ciągiem przyczynowo-skutkowym i wciskać w fabułę coraz większe bzdury. Dialog z kinem noir, który polega na pokazywaniu samotnego detektywa w strugach deszczu, z prostytutką w jednej ręce i flaszką alkoholu w drugiej. Samo śledztwo czy też jakiekolwiek popychanie wydarzeń do przodu nie istnieje. Właściwie po co, skoro można pokazać jeszcze kilka wnętrz zalanych wodą. Aktorskie mielizny, naturszczyki deklamujące dialogi. Brzmią świetnie, dzięki swoim naturalnym talentom, takim jaki np. barwa głosu, ale prędko stawiają widoczną ścianę między widzem a filmem: "Uwaga, oni nie istnieją, to wytwory umysłu Triera". 
    Ciężko w to wszystko wsiąknąć, a początkowa fascynacja nienagannym warsztatem, który rokował bardzo dobrze, ustąpiła frustracji, że to kolejny freak-debiut. Tym filmem się nie oddycha, nie chłonie się go, raczej dusi i chce prędko wypłukać z żołądka. Oczywiście nie przez atmosferę dekadencji i zepsucia, lecz przez snucie i festiwalowe aspiracje.Trier nie wiedział, co chce powiedzieć, ale wiedział, że jak zabawi się z kolorami i zacznie od klasyków przez wielkie K - ktoś go zauważy. Opłaciło się, zauważono go, ale jakim kosztem...

    3/10




    Vaiana (2016)

    Gdy zobaczyłem prolog, pomyślałem: O jezu, to już było. Jakaś tam sztampowa legenda na bazie Prometeusza, znowu silna księżniczka, której nikt nie chce puścić na podbój świata, gdzieś w tle po raz kolejny jakaś starowinka plecie piąte przez dziesiąte i jest ostatecznym bodźcem do wielkiej podróży/jest łącznikiem ze światem duchów, powtórnie zwierzak-przydupas jest katalizatorem śmiechowych akcji. W skrócie: Disney zaczyna zjadać własny ogon i zwraca pod siebie i na siebie historie z morałami wręcz w hektolitrach.
    Ale potem znowu następuje magia. Znowu zaczynają się oskarowe piosenki, znowu inscenizacja zamiata (piraci z Mad Maxa, śpiewający krab, Te Fiti - matka natura pozbawiona serca zamienia się w Te Ka - demona ognia i zniszczenia), a Disney rozlicza się z własną legendą ("Nie jestem księżniczką, tylko córką wodza!", brak czarnych charakterów, tylko mniej lub bardziej poturbowani życiem i przypadkiem, zejście z poziomu epickiego do kameralno-przygodowego). To jeden z niewielu filmów Disneya, który przypominał mi anime, przede wszystkim przez te ludzkie podejście do bohaterów, którym nie zawsze wszystko się udaje i przychodzi z łatwością, mniejszą skalę wydarzeń, jednak niepozbawioną pazura rozmachu oraz rezygnacja z typowych złych postaci.
    Mimo wyraźnego kroku w nowym kierunku, dużo w tym wszystkim powtórki ze schematów.

    7/10



    Powtórki



    Drogówka (2013)

    Od czasu premiery działa tak samo - depresja w pigułce. Podczas powtórki dało się odczuć reżyserskie ułomności, zwłaszcza w natłoku scen kręconych telefonami, kamerami monitoringu i innymi nośnikami "z ręki", mimo iż miały one całkowite usprawiedliwienie fabularne. Ponadto, sam początek z kalejdoskopem scen i wątków mocno utrudnia osadzenie filmu na jakiejś osi czasowej i fabularnej, lecz w połowie seansu nawet zatęskniłem za scenkami rodzajowymi z polskich ulic.
    A cała reszta to już tylko nasza Polska. Nie ta znana z galerii handlowych, głównych ulic czy zabytków. To chora, brudna rzeczywistość, w którą wsiąkasz już po odejściu z głównej uliczki i wejściu do night clubu lub dowolnego przybytku, w którym na bramce stoją faceci równie dobrze mogący po godzinach chować zwłoki do chłodni na zapleczu. Może i wszystko jest aż nazbyt wyolbrzymione, jednak oparcie w prawdziwych sytuacjach, prawdziwej rzeczywistości i prawdziwej patoli dnia codziennego sprawiło, że uwierzyłem i przyznałem rację, iż tak po prostu jest. 
    Hollywoodzkie standardy przekute na naszą rzeczywistość, kino gatunkowe nie smakowało nigdy lepiej w Polsce. Może i w kontekście filmografii Smarzowskiego film nie wyróżnia się praktycznie niczym i jest kolejną cegiełka w portrecie zdegenerowanego narodu, jednak to nadal kawał kina sensacyjnego, którego w Polsce nie potrafi się tworzyć. Świetna intryga, śmietanka aktorstwa, realia dobijające namacalnością i tematyka policyjna (czyli prawdopodobnie najciekawsza z zakresu wykonywania obowiązków państwowych). Dycha, no po prostu dycha, bo znowu zaniemówiłem na turbo pesymistycznym finale.

    10/10




    Atlas chmur (2012)

    Wielowątkowa epopeja Wachowskich to podróż przez epoki i gatunki, zrobiona niezwykle kunsztownie, ambitnie, z zaangażowaniem pereł aktorskich oraz utrzymaniem stosownej nici powiązań między kolejnymi opowieściami.
    I właśnie element spajający wypada w tym zestawieniu najgorzej. O ile poszczególne historie są na tyle nieskomplikowane, że widz nie ma problemu z odnalezieniem się w ich natłoku i rozpoznaniem kolejnych postaci,łączników światów, o tyle motyw przewodni, który kreśli zależności pomiędzy kolejnymi epizodami brzmi dość pseudointelektualnie. Wynosi to film na poziom miejscami ideowy (socjalizm w segmencie Sonmi i Neo-Seulu), miejscami metafizyczny (wędrówka po śmierci - reinkarnacja). Niestety, podane jest to w dość pompatycznej i quasi-intelektualnej otoczce - postaci po prostu rzucają komunałami o więzi dusz na przestrzeni pokoleń, a odzwierciedlenie tego na ekranie ma raczej letnią temperaturę. Dużo lepiej film sprawdza się jako hołd podobnych wartości na przestrzeni wieków: walka z opresyjnym systemem, miłość i przyjaźń ponad podziałami i sztucznymi ramami przyjętymi przez społeczeństwo, stawianie pomnika za życia - pozostawienie po sobie śladu. W tych kwestiach Atlas chmur nie trąci fałszem i pięknie komponuje w kolejne gatunki wyżej wymienione wątki. Niemniej metraż i natłok historii robi swoje i film po jakimś czasie naprawdę ciągnie się w nieskończoność, nawet przy takim nagromadzeniu napięcia, akcji i emocji.
    Co by jednak nie powiedzieć złego o Atlasie to jego wykonanie zasługuje na przymiotnik: "epicki". Już same aktorskie przemiany zasługują na owacje na stojąco. To jak znani aktorzy zmieniają swoje emploi na przestrzeni całego filmu (Hanks i Grant!) i zrywają z wizerunkiem, którego byli niewolnikami jest niesamowite. Do tego dochodzi mariaż gatunkowy z zachowaniem najważniejszych i najlepszych myśli każdego z nich: marynarska opowieść o podziałach społecznych, biografia muzyka o zakazanej miłości i pięknie tworzenia, pięknie istnienia, czarny kryminał ze sprawą większą niż życie, tetryczna komedyjka z domem starców, wielką ucieczką i Brytolami, aty systemowy akcyjniak saj faj, kino zadumy, będące hybrydą pomiędzy światem post apo w konwencji jaskiniowej a high saj faj i ucieczką z zagrożonej Ziemi. A ile w tym inscenizacyjnej precyzji (dźwięk zaciskanych pięści w skórzanych rękawicach, szalony lot kamery wraz ze spadającym w rzeczną toń samochodem, wizja konsumpcyjnej przyszłości jako gra z serii "klikaj i gotuj", personifikacja złą - stary Georgie kapelusznik), ile w tym treści (krytyka konsumpcyjnego stylu życia, zakazana homo miłość, satyra na środowiska literackie, transcendencyjne pytania: co tu robimy, gdzie zmierzamy, co po nas zostanie, domy opieki w krzywym zwierciadle). 
    Owszem, prawdopodobnie pochwały należą się książce jako materiałowi wyjściowemu, ale Wachowscy stworzyli dzieło tak złożone, potencjalnie nienadające się do przerobienia w formie kinematograficznej, tak naznaczone ich stylem (brutalnie, efektownie, twórczo) i tak świadome i wielkie. W ten sposób można zrzucić przerost ambicji na stronę autora literackiego pierwowzoru, który sam zakopał się pod stertą banałów i suchych, intelektualnych frazesów komentujących nas jako ludzi oraz mnogą ilością wątków.
    Film na pewno niebywały, ambitny, fantastycznie zrealizowany. Po prostu: większy niż życie. Jedna z najciekawszych propozycji w dorobku znanego i kontrowersyjnego rodzeństwa.

    7/10




    Maska (1994)
    Niestarzejący się symbol dzieciństwa i synonim dobrej zabawy. Film z czasów, w których Carrey był moim wiernym, ekranowym druhem, a sztampowa fabuła miała w sobie pokłady mega funu.
    Po latach dostrzegłem jak świadomy jest to film. Jasne, dno rzeki przepływające przez Edge City upstrzone jest fauną i florą niczym akwarium, a każdy zaułek cuchnącego miasta wypełniony jest szmelcem do potęg n-tej, ale ile to ma w sobie uroku. Ile ciepła, ile klimatu ma w sobie ta scenografia, ile klasy mają w sobie czarne charaktery, mimo karykaturalnej ekspozycji w zadymionych i przyciemnionych pomieszczeniach. Nawet napad na bank z pistoletami w ręku i z workiem pełnym pieniędzy idealnie wpisuje się w uroczą konwencję kreskówki. I to jest wytrych w tym filmie - konwencja kreskówki sprawia, że wszelkie przerysowania i bzdury można zrzucić na jej karb, czy to w formie dowcipu, czy to w formie tworzenia świata przedstawionego rodem z kolejnego odcinka Looney Tunes (obok Królika Rogera to drugi film, w którym kreskówkowe animacje aka efekty specjalne nie budziły mojego zażenowania). Jasne, zdarzają się rzeczy suche (policjanci gadający szyfrem), a nawet debilne (plan wysadzenia kasyno w celu obalenia aktualnego bossa przestępczego półświatka?), jednak to produkcja robiona z wielkim serduchem. Duża w tym zasługa fenomenalnego Jima w podwójnej roli, który ujmuje szczerością i prostotą jako Stanley i rozpierdziela ekran energią i charyzmą jako Maska. Wtóruje mu Diaz, który nigdy później nie była tak seksowna jak w tym filmie (obiekt dziecięcych westchnień). 
    Stawiam film obok żelaznych klasyków, takich jak: Jumanji czy RoboCop, które nie zestarzały się nawet o rok. Super rozrywka z czasów, do których chciałbym się teleportować. 

    PS: Ponarzekać też można, zwłaszcza na brak obecności Maski pod koniec filmu na rzecz Stanleya albo na podejście od "dupy strony" (charakteryzującej marne scenariopisarstwo rodem z komiksów) do wielu rzeczy - twisty pisane na kolanie, romans z kosmosu, kretyńska intryga, happy end na bazie jakiejś chorej niedorzeczności, zaaplikowanie myśli "od zera do bohatera" za pomocą..no wlaśnie, czego? Ale hej! To film, w którym bohater zastanawia się nad otrzymanymi mocami i zbawianiem świata po czym... idzie na największa imprezę w mieście!

    7/10




    Infiltracja (2006)

    Po powtórce wiele stracił. Zapamiętałem go jako nienagannie warsztatowo sensacyjniaka, w którym policjanci i bandyci bawią się w kotka i myszkę + szałowa obsada gwiazd. No i niestety tym jest film, a cała reszta, łącznie z drugoplanowymi historiami, psychologicznymi rozterkami życia pod przykrywką oraz pulsującym soundtrackiem nie istnieje. Ba, nawet Martin jest jakiś nieswój - ogłusza i zagłusza niepotrzebną muzyką, robi teledyskowe cięcia, narracyjnie gubi miota się w ekspozycji bohaterów, kompletnie nie panuje nad wypluwanymi dialogami (większość albo napędza tytułową infiltrację, albo jest zwyczajnym mierzeniem fajfusów twardzieli),  mnogą ilością postaci (po co w ogóle była żona Franka? A Ellerby?) i zbędnymi wątkami (co dalej z tą sprzedażą elektroniki Azjatom? rozwiązanie trójkąta miłosnego?). Infiltracja pod względem reżyserskim to bardzo ciężki kawał chleba do przełknięcia. Dużo tu nieukierunkowanej energii, która nie została spożytkowana przez żadnego z aktorów (no może z wyjątkiem genialnego Wahlberga) ani nie znalazła odzwierciedlenia w samej akcji - soczysta strzelanina dużo by temu filmowi dała.
    Scorsese nieźle natomiast panuje nad scenariuszem. Potrafi pokazać różnice pomiędzy bohaterami, pobieżnie, aczkolwiek wystarczająco ich przedstawia, a nawet nie gubi wątku i nie każe widzowi samemu go szukać w nawale materiału filmowego (nawet trójkąt miłosny - niewykorzystany, aczkolwiek zjadliwy).
    Cały ten policyjny rozgardiasz kończy się niezamierzenie śmiesznie - strzelaniną rodem z filmów Guya R. - slapstickowe każdy na każdego. Czekałem tylko aż ktoś wypali w kamerę, prosto w czoło widza.

    7/10




    Wywiad z wampirem (1994)

    Film z czasów, gdy kino wampiryczne nie potrzebowało efekciarstwa (Underworld, Blade), a trójkąty miłosne nie żenowały, zamiast tego miało klasę.
    Wywiad to film nawiązujący do estetyki kina wampirycznego z czasów, gdy nurt kojarzył się z rumuńskim idolem zimnokrwistych -  Draculą.  Piękne wnętrza, krew arystokratów ściekająca między palcami, spanie w trumnach, zaduma nad nieśmiertelnością, kruchością życia i mocą pozbawiania oraz dawania go. 
    To co najlepsze to właśnie to transcendencyjne drugie dno - cierpienia młodego wampira/Pitta, który po śmierci żony szukał śmierci, a znalazł życie wieczne. Klątwa wypaczonej biblijnej wieczności, wampiryczny teatr, w którym do danse macabre wampiry zapraszają nieświadomych ludzi, przewrotny motyw dziecka wampira - kobiety, która po wsze czasy miała utknąć w ciele dziecka. Przez te elementy film zyskuje klasę, gotycki romantyzm idzie tu pod rękę z genialnie zainscenizowanymi i przede wszystkim kanonicznymi scenami ugryzień, mordów, przemian i śmierci wampirów w promieniach słonecznych. 
    Główny problem filmu to rozmydlająca wszystko i poniekąd niepotrzebna narracja, która wprowadza element zapętlenia historii (czy na pewno powrót Lestata był potrzebny temu filmowi? Celowali w rozwój franczyzy?). W połączeniu z pierwszymi czterdziestoma minutami, podczas których Pitt miota się, rzuca i na przemian jest złaknioną krwi bestią i zagubionym młodzieńcem, który poznaje swoje "moce" początek seansu jest mocno chaotyczny. Nie da się za pomocą tego zbudować porządnej mitologii (wampiry MUSZĄ spać w trumnach - ale po co?), a historia do czasu przemiany w wampira Dunst nie ma sensu. Louis i Lestat podróżują po świecie, taplając się w krwi, ten pierwszy cierpi, ten drugi ma z niego bekę. Dopiero wejście młodziutkiej Kirsten daje porządnego kopa, bo cierpienie jej bohaterki nareszcie jest namacalne (scena ze stosem, które dostawała w każde urodziny!) i nareszcie między bohaterami zaczyna iskrzyć. 
    Film w gatunku może i awangardy nie stanowi, ale był jednym z ostatnich, w którym obok wykonanych z pietyzmem scenografii i kostiumów, pojawiły się prawdziwe wampiry - dumni, samozwańczy arystokraci, którzy rozmyślają nad swym darem/przekleństwem. 

    PS: Scena, w której Louis odkrywa co stało się z Claudią i jej "matką" - ta muzyka, te rozpadające się spopielone ciała!

    6/10
  • Zobacz całego bloga

recenzje (38)

Uwaga! Recenzja zawiera śladowe ilości spojlerów. Jeśli nie chcesz psuć sobie zabawy, odpuść akapit oznaczony - SPOJLER ALERT! Wigilia Bożego Narodze ... więcej

wszystkie recenzje

najwyżej oceniane

  • { t:1493510319 ,eId:631979 ,uId:1456248 ,r:10 ,f: 1 ,c:'Hollywoodzkie standardy,autorski sznyt,polskie realia,śmietanka aktorska. Działa jak na premierze-depresja gwarantowana. Wstrząsnął mną, bo widziałem ten świat.' ,d:{ y:2017 ,m:4 ,d:30 } ,lc:13 ,cc:3 , lu: [ 1061474 , 1304729 , 1924710 , 2432730 , 3489565 , 3022963 , 2968575 , 2768028 , 503964 , 2697771 , 1196339 , 3248992 , 2640182 ] , a: 0 }
  • { t:1487286194 ,eId:500891 ,uId:1456248 ,r:10 ,c:'"Powróćmy, aby znów być młodzi!". Surrealizm został uporządkowany. Spektakularnie, z masą emocji, z klasą. Nolan wie jak robić blockbustery.' ,d:{ y:2016 ,m:9 ,d:2 } ,lc:22 ,cc:36 , lu: [ 2728817 , 3305620 , 3248992 , 2968575 , 2758380 , 1282056 , 2366419 , 658170 , 3489565 , 3022963 , 1400524 , 2215891 , 2795741 , 1358046 , 2741608 , 1770179 , 3718399 , 2092566 , 3793880 , 3600093 , 1231194 , 1057002 ] , a: 0 }
  • { t:1468068712 ,eId:156466 ,uId:1456248 ,r:10 ,f: 1 ,c:'Ma jeden minus:ciężko skupić się równocześnie na niesamowicie plastycznej animacji i genialnie napisanej historii. Chciałbym nakręcić kiedyś właśnie taki film' ,d:{ y:2016 ,m:7 ,d:9 } ,lc:13 ,cc:7 , lu: [ 2570957 , 2538292 , 3010870 , 1440863 , 2758380 , 1240833 , 2366419 , 3305620 , 3248992 , 3279737 , 3718399 , 2968575 , 2032117 ] , a: 0 }
  • { t:1487286321 ,eId:236351 ,uId:1456248 ,r:10 ,f: 1 ,c:'Babole scenariusza zmyślnie zamaskowane. To nie jest superbohater, to milczący strażnik, Mroczny Rycerz. Marvel nigdy taki nie będzie.' ,d:{ y:2016 ,m:2 ,d:29 } ,lc:34 ,cc:5 , lu: [ 2545749 , 1770179 , 2519557 , 2538292 , 2276088 , 2877311 , 2758380 , 3489565 , 1240833 , 942511 , 2968575 , 1654583 , 2583391 , 3305620 , 503964 , 2615696 , 2495447 , 1282056 , 2675745 , 3022963 , 2371236 , 2179080 , 2615140 , 2195456 , 2146162 , 1954489 , 1044636 , 1924710 , 2553650 , 2795741 , 2728817 , 2073211 , 1400524 , 2074228 ] , a: 0 }
  • { t:1454456325 ,eId:11841 ,uId:1456248 ,r:10 ,f: 1 ,c:'Epickie zakończenie jednej z najlepszych trylogii w historii kina. Kino rozrywkowe na nieosiągalnym dla wielu poziomie i fantasy ostateczne' ,d:{ y:2016 ,m:2 ,d:3 } ,lc:20 , lu: [ 2758380 , 1924710 , 2519557 , 1240833 , 2187398 , 1136669 , 309357 , 2073211 , 658170 , 942511 , 2583391 , 3305620 , 2741608 , 2795741 , 1954489 , 1770179 , 1944572 , 2092566 , 2032117 , 2903212 ] , a: 0 }
  • { t:1454363776 ,eId:31451 ,uId:1456248 ,r:10 ,f: 1 ,c:'Przygoda ustępuje nieco miejsca polityce i epickim bitwom, jednak film nadal potrafi sobie poradzić z podniosłością, dojrzałością i mnogą ilością wątków' ,d:{ y:2016 ,m:2 ,d:1 } ,lc:17 , lu: [ 2758380 , 1924710 , 2519557 , 2615696 , 1240833 , 2187398 , 658170 , 309357 , 2583391 , 1770179 , 1283476 , 2741608 , 2795741 , 1954489 , 2032117 , 2092566 , 2903212 ] , a: 0 }
  • { t:1454489969 ,eId:1065 ,uId:1456248 ,r:10 ,f: 1 ,c:'Postarzał się, ale to nadal najlepsze fantasy i kino drogi jakie kiedykolwiek powstało.Ta część najbardziej podkreśla przygodowy charakter serii.' ,d:{ y:2016 ,m:2 ,d:1 } ,lc:22 ,cc:4 , lu: [ 1358046 , 1116336 , 2758380 , 3022963 , 1240833 , 2741608 , 1402159 , 2918061 , 2371236 , 2187398 , 309357 , 658170 , 2519557 , 2583391 , 3305620 , 2795741 , 1954489 , 3489565 , 2092566 , 2032117 , 2903212 , 1686213 ] , a: 0 }
  • { t:1436567560 ,eId:682170 ,uId:1456248 ,r:10 ,f: 1 ,c:'Niesamowicie kreatywny i mądry. Posiada wszystko, czego oczekuję w animacjach. Czekam na sequel, najlepiej w 3 godzinnej wersji' ,d:{ y:2015 ,m:7 ,d:11 } ,lc:34 ,cc:22 , lu: [ 112591 , 2918061 , 1674467 , 2056883 , 2371236 , 429916 , 1259328 , 1984189 , 2354106 , 1143979 , 2690959 , 1440863 , 2760820 , 2900622 , 1355113 , 2758380 , 2697742 , 2741608 , 1240833 , 2495447 , 2538292 , 2187398 , 2968575 , 3010870 , 2021259 , 2545749 , 2274609 , 3248992 , 1044636 , 2490936 , 1400524 , 2185960 , 3718399 , 2146162 ] , a: 0 }

ostatnio oglądane

  • Geneza planety małp
    • 2011
    • Rise of the Planet of the Apes
    { t:1501157914 ,eId:558709 ,uId:1456248 ,r:7 ,f: 1 ,c:'Świetne odkurzenie archaicznej serii. Podoba mi się z jak skromnego pułapu startuje i jak nie robi z widza debila. Nieco za dużo ekspozycji i skrótów myślowych' ,d:{ y:2017 ,m:7 ,d:27 } ,lc:12 , lu: [ 120445 , 942511 , 1013895 , 1924710 , 2275991 , 1954489 , 2366419 , 2819778 , 2741608 , 2062304 , 1103817 , 2338883 ] , a: 0 }
  • Wielkie żarcie
    • 1973
    • La grande bouffe
    { t:1500802356 ,eId:35184 ,uId:1456248 ,r:4 ,c:'Dekadencka uczta - żarcie na śmierć. Nie wiadomo, dlaczego, ale oni rzeczywiście jedli. Przez 2 godziny. Cały czas.' ,d:{ y:2017 ,m:7 ,d:22 } ,cc:2 , a: 0 }
  • Zabójcy
    • 1995
    • Assassins
    { t:1500233627 ,eId:11903 ,uId:1456248 ,r:4 ,c:'Zbieranie pieniędzy dla kota, przerysowany Mariacci od Banderasa, dylematy moralne Sylwka, końcowy twist - :D Ale na strzelaninie Richard Kebab się zna!' ,d:{ y:2017 ,m:7 ,d:16 } ,lc:1 , lu: [ 3248992 ] , a: 0 }
  • { t:1500158738 ,eId:730553 ,uId:1456248 ,r:5 ,c:'Strzelają się, czołgają i obrzucają ripostami. Ciężko mu utrzymać dynamikę i za mało bohaterowie wykorzystywali otoczenie. Quentin pewnie zrobiły to lepiej.' ,d:{ y:2017 ,m:7 ,d:14 } ,lc:1 , lu: [ 3248992 ] , a: 0 }
  • Power Rangers
    • 2017
    • Power Rangers
    { t:1498384538 ,eId:714387 ,uId:1456248 ,r:5 ,c:'Kolejne punkty węzłowe filmu to kosmiczne bzdury i film nie ma nic wspólnego z Mighty Morphin, ale o dziwo to się dobrze ogląda!' ,d:{ y:2017 ,m:6 ,d:25 } ,lc:5 , lu: [ 2742796 , 3248992 , 468773 , 1180926 , 1041675 ] , a: 0 }
  • { t:1497780435 ,eId:713552 ,uId:1456248 ,r:6 ,c:'Za bardzo oderwany od czegokolwiek, co znam i operujący na zbyt wielkich abstrakcjach (milczące klony, córka Logana) oraz kliszach.' ,d:{ y:2017 ,m:6 ,d:17 } ,lc:5 ,cc:5 , lu: [ 2742796 , 2418611 , 3248992 , 2062304 , 2741608 ] , a: 0 }
  • Wolverine
    • 2013
    • The Wolverine
    { t:1497653726 ,eId:515048 ,uId:1456248 ,r:6 ,c:'Konkretna wizja Logana, dość sensowne umiejscowienie w uniwersum, porządna akcja z eRką. Rozwój postaci dość niski, ale ile radochy! Mangold wie o co caman!' ,d:{ y:2017 ,m:6 ,d:17 } ,lc:10 ,cc:4 , lu: [ 942511 , 2055961 , 1924710 , 1654583 , 2100161 , 1954489 , 2455653 , 2742796 , 3248992 , 2032117 ] , a: 0 }
  • X-Men Geneza: Wolverine
    • 2009
    • X-Men Origins: Wolverine
    { t:1497632759 ,eId:214307 ,uId:1456248 ,r:3 ,c:'Środkowy palec w kierunku całej marki. Nic tu się kupy nie trzyma, ani to uniwersum, ani to origin.' ,d:{ y:2017 ,m:6 ,d:16 } ,lc:1 , lu: [ 2741608 ] , a: 0 }
zobacz więcej

chcę obejrzeć

gry

  • { t:1501163846 ,eId:620533 ,uId:1456248 ,r:0 ,c:'Chyba zajmę się wpierw fabułą, bo ten suchy i kwadratowy świat odrzuca, a zbieranie zielska i strzelanie do niezniszczalnych budynków się mi nie uśmiecha' ,d:{ y:2017 ,m:7 ,d:9 } ,cc:7 , a: 0 }
  • { t:1498826345 ,eId:685065 ,uId:1456248 ,r:6 ,c:'Siermiężna łupanina próbująca spajać całą serię. BJ jako maniak zabijania nazistów, powracająca Caroline, budowa poziomów jak w Wolfie3D - wtf?' ,d:{ y:2017 ,m:6 ,d:22 } ,lc:2 , lu: [ 3234524 , 3248992 ] , a: 0 }
  • { t:1499289385 ,eId:682119 ,uId:1456248 ,r:7 ,c:'Ilość kart przytłacza i nie zawsze wchodzi mi konwencja modern fantasy, ale wciąga jak cholera i na planszach można klikać w co się chce, omomomomo!' ,d:{ y:2017 ,m:5 ,d:14 } ,lc:1 ,cc:14 , lu: [ 3279737 ] , a: 0 }
  • { t:1497980943 ,eId:705298 ,uId:1456248 ,r:8 ,f: 1 ,c:'Technicznie nienaganny, ale powiela błędy poprzedników i stawia po raz kolejny na te same postacie. Przepięknie czerpie z filmów i seriali.' ,d:{ y:2017 ,m:4 ,d:14 } ,lc:1 ,cc:10 , lu: [ 3248992 ] , a: 0 }
zobacz więcej
katedra Online
Na filmwebie od:
14 sierpnia 2010
Boże, użycz mi po­gody ducha, abym godził się z tym, cze­go nie mogę zmienić, od­wa­gi, abym zmieniał to, co mogę zmienić, i szczęścia, aby mi się jed­no z dru­gim nie po­piep­rzyło