Dlaczego czarno-białe starocie są nadal tak intrygujące?
|
4 zdjęcia
|
Zresztą może tu nie chodzi o czerń i biel, ale o ludzi, scenariusze, reżyserów nie z tej epoki? Przecież nadal powstają znakomite filmy o miłości, choć Love Story powstała raz i nie da się jej już powtórzyć, nadal produkuje się świetne mroczne kryminały, choć Ojciec chrzestny już dawno nie trzymał do chrztu żadnego dziecka, niemal codziennie rozśmieszają nas do bólu brzucha nowe komedyjki, choć Charlie Chaplin już nigdy nie założy swojego melonika... No to o co właściwie mi chodzi? Ponieważ sam sobie zadałem to pytanie, to spróbuję na nie odpowiedzieć, mając nadzieję, że kiedyś ktoś się z moimi przemyśleniami zgodzi.
Otóż światowe kino uległo (bo musiało) globalnej komercjalizacji i dzisiaj większość aktorów i ludzi kina stała się przedsiębiorcami, graczami giełdowymi, właścicielami winnic i hoteli, co z kolei musiało wpłynąć na ich podejście do sztuki filmowej. Kino przestało być świątynią i stało się przybytkiem taniej rozrywki. Może dramatyzuję, ale szkoda mi tego czasu, tej epoki, kiedy aktorzy z najwyższej półki byli gwiazdami kina, teatru i nie rozmieniali się na drobne, kiedy scenarzyści spisywali genialne pomysły na film oparci o bar tonący w oparach alkoholu i dymie z cygar, kiedy reżyserzy czy producenci byli postrzelonymi dziwakami o fantazji wyprzedzającej kilka epok... Tak, to nie tylko czerń i biel, to kino traktowane jak sztuka, to niepowtarzalny klimat starych filmów budowany wspólnymi siłami przez aktorów, reżyserów, operatorów, scenografów i proste techniki sceny. Taaaak, brakuje mi tych ludzi... Dobre w tym wszystkim jest to, że zostały filmy, genialne filmy, do których w każdej chwili możemy wrócić. I tylko za to jestem wdzięczny współczesności.
Chyba jeszcze będę wracał do tego tematu, bo zbyt głęboko siedzi we mnie żal i tęsknota za złotą epoką kina.