Bon voyage (2003)

Bon voyage (2003)

pressbook

Od pomysłu do scenariusza

Od dawna wiedziałem, że tych kilka dni w czerwcu 1940 roku, kiedy cała klasa polityczna, cały establishment francuski, świat biznesu oraz artyści znaleźli się w Bordeaux ściśnięci w jednym czy dwóch hotelach, było tematem na film. Wszystko, co czytałem o tym okresie, świadectwa ludzi, anegdoty, utwierdzały mnie w tym przekonaniu. Paul Reynaud chlustający szklanką wody w twarz Helene de Portes, swojej kochance, na oczach całego oniemiałego Paryża w restauracji Splendide, walki o wolny pokój, a nawet o miejsce w fotelu hotelowym, za które trzeba było płacić bajońskie sumy, Louis Jouvet siedzący na schodach Teatru Wielkiego i próbujący pocieszyć Francoise Rosay zalaną łzami. Myślałem sobie, że w tym skupisku, w tym karnawałowym seraju, brakowało tylko czegoś, co porwałoby tych ludzi do tańca. Często się mówi, że "La regle du jeu" Jeana Renoira (jeden z moich ulubionych filmów), który wszedł na ekrany w 1939 roku, kilka miesięcy przed wybuchem wojny, był jak ostatni bal klasy skazanej na klęskę. Arystokraci i wielka burżuazja zebrali się podczas weekendu w zamku La Coliniere na polowanie. Wyobrażałem sobie, że w rzeczywistości nie różnili się oni od klienteli, która znalazła się kilka miesięcy później w Bordeaux w hotelu Splendide. Replika "La regle du jeu" mogłaby się znaleźć w "Bon voyage". Podczas balu maskowego w "La Coliniere", łowczy goni Carette strzelając z rewolweru. Arystokraci, z innych co prawda powodów, również na siebie polują. Markiz grany przez Dalio rzuca do swojego ochmistrza: "Skończ z tą komedią!". A ten odpowiada: "Z którą, panie markizie?" W hotelu Splendide jest tak samo. Można tam znaleźć wszystkie rodzaje komedii. Komedię władzy, komedię interesu, komedię miłości. Po nakręceniu "Huzara" pracowałem nad wieloma projektami, których nie doprowadziłem do końca, ale ciągle wracałem do pomysłu Bordeaux w 1940 roku. Jaką jednak historię mógłbym opowiedzieć? I tak, pewnego razu, wśród licznych książek poświęconych temu okresowi, znalazłem pewien szczegół: w dniach bezpośrednio poprzedzających wkroczenie Niemców do Paryża, rząd zdecydował się opróżnić więzienia. W ten sposób znalazłem początek - pewien człowiek jest w więzieniu, wychodzi z niego, Paryż jest całkowicie wyludniony, bohater jedzie więc do Bordeaux w poszukiwaniu tych, którzy go niesłusznie wsadzili do więzienia.

Miałem taki właśnie pomysł, kiedy na kolacji spotykam mojego ulubionego pisarza Patricka Modiano. Często do niego pisałem proponując mu wspólną pracę, ale nigdy nie udało mi się go przekonać, zawsze bowiem był zajęty kończeniem książki. Tego wieczora opowiedziałem mu swoją historię z Bordeaux i musiałem powiedzieć coś, co go zaintrygowało. Spotkaliśmy się nazajutrz. Modiano zna ten okres na pamięć. Kilka lat wcześniej opublikował "Interrogatoire", książkę zawierającą rozmowy z Emmanuelem Berlem, który był w Bordeaux w 1940 roku i napisał nawet Petainowi dwa pierwsze przemówienia. Zabraliśmy się do pracy.

W moim przekonaniu ten film mógł być tylko komedią. Taką mam naturę. Lubię zdanie Howarda Hawksa: "Dajcie mi dobry dramat, a zrobię dobrą komedię". Kiedy zacząłem pisać scenariusz do mego pierwszego filmu "La vie de chateau", po kilku dniach zadzwoniłem do Alaina Cavaliera, z którym wymyśliłem tę historię. Początek scenariusza miał być poważny, a mnie przychodziły do głowy same śmieszne sceny. Pytam więc, co mam robić. "Pisz dalej!" Odpowiedział Alain. "To cały ty, to twój humor".

Na samym wstępie wymyśliliśmy z Patrickiem scenę, w której w słynnej jadalni hotelu Splendide, bohater będący zbiegiem z więzienia, zostaje rozpoznany i ucieka. Po drodze wszystko wywraca, siejąc w restauracji prawdziwe spustoszenie. Zrozumieliśmy wtedy, że prawdziwa komedia jest możliwa, pod warunkiem, że w ten tłum burżujów pełnych próżności, w ten świat Całego Paryża przeniesionego na prowincję, wprowadzimy element, który zburzy zastany ład. Pozostawało jednak pytanie, na które nie znaliśmy jeszcze odpowiedzi – w jaki sposób nasz bohater znalazł się w więzieniu?

Bardzo szybko przyszedł nam do głowy pomysł, że stało się to z powodu kobiety. Wyobraziliśmy sobie młodego człowieka z prowincji. Przyjeżdża on do Paryża, gdzie mieszka jego pierwsza miłość. Modiano przywoływał powieściową postać Des Grieux, ukochanego Manon Lescaut, który odkrywa, że w Paryżu prowadzi ona coraz bardziej rozwiązłe życie. My natomiast opowiedzieliśmy sobie historię dziewczyny, która pędziła nędzne życie statystki i która się stacza. Stopniowo z tej statystki zrobiliśmy Viviane, prawdziwą gwiazdę filmową. Brakowało nam jednak ciągle powodu, dla którego bohater jedzie za nią do Bordeaux. Wymyśliliśmy więc coś w rodzaju prologu, zdarzenia, które miało miejsce podczas deszczowej nocy 1939 roku w Paryżu w dzielnicy, w której znajduje się Aleja Focha. Kiedy teraz oglądam film, scena ta wydaje mi się żywcem wyjęta z powieści Patricka Modiano.

Innym kluczowym momentem naszej pracy było powstanie pomysłu na drugą kobiecą rolę, postać młodej dziewczyny, którą nasz bohater spotyka w pociągu do Paryża. Camille, asystentka wielkiego fizyka wprowadza do naszej historii ważny wątek, na którym mi zależało, wątek związany z nauką i strategią, który miał nadać inny wymiar zwyczajnej historii naszych bohaterów.

Jeden z moich starych przyjaciół, któremu opowiedziałem o projekcie powiedział, że brakuje w nim tematu diamentowego naszyjnika, jak w "Trzech Muszkieterach". Dużo o tym myślałem i kiedy czytałem o perypetiach Joliota-Curie i jego pracownikach ukrywających w pośpiechu tajemnice College de France zanim Niemcy wkroczyli do Paryża, wiedziałem, że znalazłem mój naszyjnik. Postać szpiega to pomysł Modiano. Przed wojną w Paryżu mieszkało wielu Niemców frankofili, po trosze pisarzy, po trosze dziennikarzy. Świetnie mówili po francusku, byli częścią Paryża, kochali się w aktorkach z epoki. Kiedy przyszła wojna okazali się zagorzałymi nazistami. Oczywiście od dawna byli szpiegami. Tym sposobem w naszej historii stworzyliśmy portret osoby, całkowicie fikcyjnej, chociaż bardzo prawdopodobnej - wszystko przecież mogło mieć miejsce. Nie nakręciliśmy filmu historycznego, jednak film zawiera to, co wiemy o tych czasach, a wiemy dużo.

Po kilku tygodniach Patrick napisał na pięćdziesięciu stronach coś w rodzaju noweli, która z grubsza opowiada historię, którą wymyśliliśmy. Aby ją rozwinąć, postąpiłem tak, jak mam w zwyczaju. Głęboko wierzę w zalety scenariusza wielowarstwowego, powstającego sukcesywnie przy udziale wielu autorów, którzy wzbogacają pierwotną wersję. Jerome Tonnerre, a potem Gilles Marchand wnieśli, każdy na miarę własnej wrażliwości, nowe spojrzenie i nowe pomysły. W miarę dyskusji, jakie toczyliśmy i w miarę powstawania kolejnych wersji (było ich pięć) scenariusz stopniowo nabierał wyrazistości. Wszystkie te wersje napisałem z moim synem Julienem, który został moim wspólnikiem w pisaniu i nie potrafię się już bez niego obejść.

Projekt napotkał jednak na swojej drodze wiele przeciwności i kilka razy był zagrożony. Scenariusz pisałem prawie trzy lata. Zwykle łatwo się zniechęcam, porzucam projekty, w które do końca nie wierzę. Tego jednak nie odpuściłem, z pewnością dlatego, że bardzo mocno mnie dotyczy. Ponadto od dawna chciałem pracować z Modiano i nasza relacja przekształciła się stopniowo w prawdziwą przyjaźń. Patrick śledził z pasją całą przygodę. W stosunku do niego chciałem iść na całość. Był również Julien, mój syn, który temu filmowi poświęcił dwa lata swojego życia. Miałem więc wiele powodów, aby go doprowadzić do końca. Odmowy nie zniechęcały mnie. Mówiłem sobie tylko: "Oni mnie nie rozumieją". Aż do dnia kiedy Michele Halberstadt zadzwoniła do mnie po przeczytaniu scenariusza i powiedziała, że moja historia posiada niezwykły urok. Pierwszy raz to słyszałem. Z Michele i Laurent film wreszcie ruszył. Przeżyliśmy jeszcze kilka odmów. Jak jednak mawiał Fellini, film istnieje poza nami, kieruje nami, wie kto powinien w nim wziąć udział, a ci którzy go nie robią, nie powinni w nim być. Moi producenci zawsze szli dokładnie w tym kierunku, powtarzali mi: "Trzeba kręcić z tymi, którzy mają na film największą ochotę". I tym sposobem wybraliśmy aktorów i skompletowaliśmy ekipę.

Od samotności do działania
Patrick Modiano o filmie
Jean-Paul Rappeneau o filmie
multimedia
pozostałe
o