PIPA, SOPA, ACTA: Starcie cywilizacji

autor: Marcin Pietrzyk   |    |   Artykuł
PIPA, SOPA, ACTA – te akronimy zna dziś cały świat, a przynajmniej ta jego część, która posiada dostęp do Internetu. To symbole konfliktu trwającego już od wielu lat,  który w ostatnim czasie jeszcze mocniej się zaognił. Po jednej stronie stoją ci z hasłami wolności i praw obywatelskich na ustach, po drugiej broniący świętego prawa własności. Obie strony idą na noże, kompromis wydaje się wykluczony. Wszyscy próbują zawłaszczyć prawdę, choć w rzeczywistości żadna ze stron nie ma do końca racji.

Potop wirtualny

Pierwszą z formacji tegoż konfliktu stanowią "anonimowi" internauci. Jeśli dawać wiarę ich słowom, są strażnikami praw człowieka, bojownikami o zachowanie wolności i swobód obywatelskich. I często tak bywa, czego najlepszym przykładem może być Arabska Wiosna. Kiedy jednak chodzi o filmy i seriale, przed oczami mam raczej niedojrzałych bachorów, freudowskich niemowlaków, którym matczyną pierś zastąpiły monitory. Egoista dbający wyłącznie o własny komfort przysysa się do nich, ilekroć poczuje głód.

photo.title Mechanizm jest prosty: kiedy tylko taka osoba dowiaduje się o nowym tytule budzącym zainteresowanie, podąża za impulsem. Teraz, natychmiast, za darmo - cierpliwość jest cnotą zapomnianą. Prawo natychmiastowej gratyfikacji jest traktowane jak święty aksjomat, zapisany w wirtualnym dekalogu przez boga Internetu. Dla takiej osoby ściąganie filmu nie ma znamion działalności nielegalnej, a już z całą pewnością nie jest kradzieżą, lecz zwyczajnym korzystaniem z należnych mu praw. Ci jednak, którzy powołując się na powyższy argument, próbują bronić swego stanowiska, dyskredytują sami siebie. Jak bowiem uczył Freud, natychmiastowa gratyfikacja jest zachowaniem typowym dla organizmów niedojrzałych, z czego w prawidłowym procesie rozwoju wyrasta się, w wyniku czego zasada przyjemności zastępuje zasadę rzeczywistości.

Fakt, że Internet wzmacnia psychiczną niedojrzałość, to temat na odrębną dyskusję. W tej kwestii chcę tylko dodać, że przynajmniej część winy spoczywa na wytwórniach filmowych, które przez ostatnie 30 lat obniżały średnią wieku widzów blockbusterów. W rezultacie wychowali sobie wiecznych chłopców i dziewczęta, którzy w wieku 30-40 lat wciąż mogą być konsumentami infantylnych produkcji. Owo zjawisko ma już tak szeroki zakres, że samo uległo tematyzacji (Niemal wszystkie komedie kumpelskie opierają się na schemacie niedojrzałych 30-latków zachowujących się jak nastolatki). 

Wracając do tematu: zasłanianie się prawem gratyfikacji nie zmienia faktu, że mamy do czynienia z kradzieżą. Każdy internauta musi to zrozumieć i przyjąć do wiadomości. Od tego po prostu nie ma ucieczki. Oczywiście istnieją sytuacje, w których kradzież może być usprawiedliwiona jako mniejsze zło. W przypadku ściągania filmów czy seriali trudno jednak o podobne uzasadnienie.

Najczęściej powtarzanym powodem, dla którego wybierane jest nielegalne źródło filmu, jest zbyt wysoka cena biletu czy płyty. Zarzut w dużej mierze prawdziwy, ale powód to w żadnym wypadku wystarczający. Osobiście uważam, że Ferrari jest zdecydowanie za drogie, ale to wcale nie oznacza, że knuję, jak by tu sobie ściągnąć taką brykę za darmo. Zamiast tego godzę się z faktem, że być może nigdy mnie na Ferrari stać nie będzie albo też będę musiał na nie oszczędzać do późnej starości.

Tak samo jest ze sztuką, nawet tą niskich lotów. Oglądanie filmów nie jest niezbywalnym prawem. I choć osobiście chciałbym, aby jak największa liczba filmowych dzieł docierała do jak najszerszego grona odbiorców, to brutalna rzeczywistość jest taka, że kino jest przywilejem i za przywilej ten trzeba płacić.

Gdybym był krwawym kapitalistą, powiedziałbym cynicznie, że bilet do kina powinien być odpowiednio drogi. W ten sposób wszyscy kinomani motywowani byliby do cięższej pracy lub też do podnoszenia swych kwalifikacji, by znaleźć lepiej płatną posadę i pośrednio wpływać na rozwój całej gospodarki. Ponieważ jednak nie jestem, powiem tylko, że czasem wystarczy przyjrzeć się ofercie wszystkich kin, by znaleźć ten sam film o połowę tańszy, zawsze też można poczekać parę miesięcy i wypożyczyć film albo poczekać jeszcze dłużej i obejrzeć go w telewizji. W tym jednak może przeszkodzić wspomniany brak cierpliwości.

photo.title Innym powodem jest niezadowolenie z wersji, jaka jest wprowadzana do kin. W przypadku Polski chodzi przede wszystkim o dubbing w filmach aktorskich. Jako że sam jestem przeciwnikiem dubbingu w tego rodzaju produkcjach (choć rozumiem ekonomiczne podstawy decyzji dystrybutorów), mógłbym solidaryzować się z podobnymi zarzutami. Niedawne doświadczenia jednak uświadomiły mi, że jest to pic na wodę. Od jakiegoś czasu niektórzy dystrybutorzy wprowadzają filmy familijne w dwóch wersjach językowych. Przyklaskując tej inicjatywie, staram się unikać wersji dubbingowanych i wybierać wersje oryginalne, nawet jeśli oznacza to rezygnację z darmowego pokazu prasowego na rzecz wydania własnych pieniędzy na bilet. Patrząc, jak głośna i ważna jest kwestia dubbingu na forach internetowych, spodziewałem się sporego zainteresowania widzów oryginalnymi wersjami. Tymczasem przeżyłem ciężki szok, kiedy okazało się, że na "Gigantach ze stali" byłem jedyną osobą na sali (powtórzę: jedyną). Na "Przygodach Tintina" sytuacja była minimalnie lepsza, film oglądało około sześciu-ośmiu osób. Pytam więc, gdzie są ci wszyscy protestujący przeciwko dubbingowi? Przecież oczywistym jest, że jeśli seanse z oryginalnymi wersjami językowymi nie będą się sprzedawać, to ani kina, ani dystrybutorzy nie będą ich wprowadzać. I winę za to ponosić będą konsumenci. Stworzenie internetowej petycji nie jest wyrazem walki o swoje.

To tylko dwa z powodów, którymi "zaliczacze" filmów usprawiedliwiają swój postępek. Zapytani mogą zasypać nas jeszcze wieloma innymi. Niestety dla nich, większość jest fałszywa i pretekstowa. Czy zatem rację mają koncerny medialne i inni zwolennicy PIPA, SOPA, ACTA i tym podobnych inicjatyw?

Oblężeni starcy

W moich oczach ci, którzy forsują wprowadzenie w życie restrykcyjnych form PIPA, SOPA czy ACTA, kierują się logiką reakcji na zagrożenie podobną organizacjom takim jak Hezbollah czy ETA. Postawieni pod ścianą, skonfrontowani z sytuacją, która ich przerasta, sięgają po doktrynę zamachów samobójczych: wzbudzanie strachu poprzez kreowanie sytuacji nośnych medialnie, w których obok winnych są też (lub przede wszystkim) niewinne ofiary wojny. Nie mam żadnych wątpliwości, że wprowadzenie w życie powyższych akt skutkować będzie ograniczeniem praw jednostki, chociażby poprzez nadanie prerogatyw władzy sądowniczej organom niezwiązanym w żaden sposób z wymiarem sprawiedliwości oraz uznanie tożsamości podejrzenia i winy.


Moje wątpliwości budzą też tzw. obrońcy praw artystów, za których uważają się na przykład wytwórnie filmowe. To, że bronią one własnych praw, jest oczywiste. To, że bronią one twórców, już nie. Wystarczy przypomnieć sobie strajki scenarzystów i protesty aktorów sprzed paru lat, by zobaczyć, jak studia (zrzeszone w AMPTP) o nich "dbają". Zazwyczaj, kiedy mowa o twórcach i ich zarobkach, chodzi o gwiazdy, które rzeczywiście są dopieszczone na wszelkie możliwe sposoby (choć dzisiejszy system jest ledwie cieniem tego, co istniało pod koniec XX wieku). Jednak za każdą gwiazdą stoi sto osób pracujących za minimalnej gaże, które nie mogą liczyć na żadne preferencje, a czasem, zamiast zarobić, muszą jeszcze dopłacić, żeby dojechać na plan zdjęciowy. Dodatkowo, AMPTP broni się jak może przed regulacją tantiem i innych świadczeń za legalną dystrybucję filmów i seriali w tak zwanych nowych mediach (Internet, VOD, smartfony itp.). W rezultacie obecnie twórcy w większości nigdy nie otrzymują nawet centa z internetowej dystrybucji filmów. Kiedy więc studia gromkim głosem wołają, że piraci okradają twórców z pieniędzy, których w rzeczywistości studia i tak nigdy nie zamierzały twórcom wypłacić, brzmi to jak czysta demagogia.

Kolejnym problemem jest zarzut o czerpanie zysków z piractwa, często stawiany przez koncerny medialne podejrzanym o ten proceder. Ciekawe jednak, że same koncerny medialne są pomijane przy tych zarzutach. Tymczasem to, co dzieje się w sieci, jest dla wytwórni darmowym źródłem inspiracji i pokazuje aktualnie panujące trendy. To właśnie piratom w dużej mierzy zawdzięczamy popularność japońskich horrorów. To dzięki niej Hollywood  zbiło kokosy na produkcji remake'ów. A jednak ani jeden producent nie został oskarżony o to, że czerpał zyski z piractwa.

Ostatnim przykładem internetowej działalności, która przełożyła się na grube pieniądze w Hollywood, jest zamieszanie wokół Betty White. Ta skądinąd znakomita aktorka została przypomniana światu parę lat temu przez internetowych fanów. Do jej promocji wykorzystali materiały uznane w świetle PIPA, SOPA i ACTA za nielegalne. A jednak to właśnie tę internetową sławę wykorzystał producent batonów, umieszczając ją w puszczanej na całym świecie reklamie. To White stacja TV Land zawdzięcza największy sukces z serialem "Rozpalić Cleveland", a stacja NBC - największą oglądalność w ostatnich trzech latach za sprawą transmisji z ceremonii jej 90. urodzin. I znów: nikt nie został oskarżony!


I jeszcze casus Justina Biebera. Jeśli w życie wejdą PIPA i SOPA, powtórzenie jego sukcesu może okazać się niemożliwe. Bieber zawdzięcza bowiem swoją sławę filmikom wpuszczonym do sieci, w których śpiewa znane piosenki. Problem w tym, że nie miał do nich praw autorskich i w świetle proponowanych przepisów mógłby zostać aresztowany przez nadgorliwych urzędników pod zarzutem kradzieży własności intelektualnej. Jeśli więc ktoś będzie próbował pójść śladami Biebera, może zamiast na listach Billboardu znaleźć się na szczycie listy przebojów prysznicowych więzienia federalnego.

Prawdziwym problemem przemysłu filmowego, przez który piractwo kwitnie w najlepsze, jest jednak anachroniczne podejście do dystrybucji. Mamy do czynienia z kuriozalną sytuacją, w której trup jest sztucznie podtrzymywany przez respirator prawnych regulacji wymuszających zachowania sprzeczne z naturą konsumpcji. Choć za nami jest już 11 lat XXI wieku, to na świecie wciąż obowiązuje mechanizm dystrybucji wypracowany w pierwszej połowie ubiegłego stulecia. W rezultacie nie jest on w stanie w żaden sposób sprostać wymaganiom globalnego dostępu do treści. A ponieważ natura nie lubi pustki, coś ją musi wypełnić.

Przykładem tego anachronizmu jest chociażby sztywne trzymanie się podziałów regionalnych. W realiach świata połączonego Internetem nie ma to racji bytu. Efektem jest czysta fikcja w postaci regionalnych blokad płyt DVD. W rzeczywistości blokady te są w sposób całkowicie legalny obchodzone, dzięki czemu nic nie stoi na przeszkodzie, by w Polsce móc oglądać płyty wyprodukowane z myślą o rynku amerykańskim. Nieco gorzej ma się sytuacja z wersjami wirtualnymi. W Amazonie mamy do czynienia z tak przedziwną sytuacją, że wersję DVD filmu można kupić bez problemu, a dostęp do wersji online jest zablokowany. Blokady można też znaleźć na YouTubie czy Facebooku, czyli serwisach bazujących na braku granic w Internecie.

photo.title
Blokady regionalne na DVD

I tak fani danego artysty często zostają zostawieni w sytuacji podbramkowej. Z jednej strony wiedzą, że dany film powstał, z drugiej nie mają do niego legalnego dostępu. Kiedy połączymy to ze wspomnianą wcześniej niedojrzałością i brakiem cierpliwości, efekt końcowy jest oczywisty.

Zresztą czasem i cierpliwość nic nie daje. Spora część filmów do danego kraju w obecnym modelu dystrybucyjnym nigdy nie trafi. Z tej prostej przyczyny, że liczba potencjalnych odbiorców jest niewystarczająca, by sprowadzenie kopii było opłacalne. Ale gdyby istniała globalna dystrybucja, na przykład internetowa, wtedy drobne grupy widzów z każdego kraju dadzą łącznie stosunkowo dużą widownię. I tak film, który na festiwalach może zobaczyć parę tysięcy osób (jeśli w ogóle na festiwale się załapie), dzięki takiemu modelowi mógłby zwiększyć swoją widownię 10-, a nawet 100-krotnie. To jednak wymaga całkowitej zmiany filozofii dystrybucji filmowej. Nie można tylko karać. Trzeba jednocześnie wychowywać na pozytywnych wzorcach. A to możliwe będzie tylko wtedy, kiedy wielkie koncerny medialne zaakceptują rewolucję informatyczną XXI wieku. Jeśli wytwórnie filmowe nie zaproponują globalnych rozwiązań problemu z dostępnością do dzieł kultury masowej, nigdy nie opanują problemu piractwa.

Tylko legalna alternatywa dla piractwa jest w stanie zmienić obraz procederu nielegalnego ściągania filmów i nadać mu piętno przestępstwa. Obie strony konfliktu powinny zatem zarzucić makiaweliczne metody i rozpocząć sensowną dyskusję.

Wszystko wskazuje na to, że po spektakularnej rejteradzie amerykańskich polityków pojawiło się światełko nadziei. Jeśli wierzyć słowom szefującego MPAA Chrisa Dodda wypowiedzianym w poniedziałek na festiwalu Sundance,  przemysł medialny zaczyna chyba rozumieć, że sama penalizacja nie wystarczy. Czy jednak obie strony są gotowe do dialogu?


źródło: Filmweb

komentarze

Dodaj komentarz

w sumie gdyby nie bylo az tak szodliwe to acta dla krajow rozwijajacych sie (jak polska) to bylbym za acta, po prostu bylby spokoj z ta hamerykanizacja, mlodzierz wychowywala by sie inaczej 9szczegolnie w rozwijajacych sie krajach) a nie na hamerykanskiej papce... i bysmy wiecej korzystali z naszych produkcji i bardziej popularyzowali nasz rynek,

gdyby tu chodzilo tylko o te pliki to bylbym za...

ale tu nie chodzi tylko o pliki a o to co zrobic zeby hameryka dominowala w biznesie "wlasnosci intelektualnej" i zeby nie dopuscic do konkuencji za kazdym etapie i w kazdej branzy ktora kontroluje hameryka

niestety jest tu wicej negatywow jak pozytywow wiec nie w tej formie moge poprzec bronienie hamerykanskich najwiekszych i najbardziej wplywowych firm...

"Na początku XX wieku zaistniały dwie przyczyny, dla których do południowej Kalifornii przenieśli się niektórzy amerykańscy filmowcy. Pierwsza to znakomite warunki pogodowe do kręcenia filmów i dużo słońca. Druga to ucieczka przed agentami Motion Picture Patents Company Thomasa Alvy Edisona, który zarejestrował patenty na kilka kluczowych wynalazków umożliwiających kręcenie i projekcję filmów, oraz kontrolował wszystkie kina na wschodnim wybrzeżu Stanów Zjednoczonych. Kalifornia była wystarczająco daleko, aby utrudnić ściganie "pirackich" wytwórni filmowych przez agentów Edisona. Ponadto "piraci" zorganizowali tu system "wczesnego ostrzegania", który umożliwiał im szybkie zwijanie nielegalnej produkcji gdy tylko jakiś agent Edisona pojawiał się na horyzoncie."
Tyle jest warta "moralność" zachodnia, którą mierzy sie pieniądzem.

Widać naród mądrzeje. Bo kto by chciał oglądać tak naiwny film "Gigantów ze stali" czyli film o robocikach walczących w ringu?

stosowanie wyrobów które są poparte patentami zarejestrowanymi w wielkich korporacjach zachodu (czytaj USA). A dlaczego bo nie mamy własnych które mogłyby konkurować z tamtymi. To od razu eliminuje konkurencje krajów rozwijających się takich jak Polska. Nie będziemy mogli niczego wyprodukować bez kupna licencji od korporacji zachodnich inaczej będziemy odpowiadać za podrabianie, czyli będziemy biedni ponieważ licencje są tak drogie że nie sprzedamy niczego taniej od nich. To będzie miało wpływ na wiele gałęzi przemysłu jak na przykład przemysł około-samochodowy. Nie znajdziemy tanich części zamiennych. To samo dotyczy przemysłu IT. Nie mamy żadnych patentów z tej dziedziny. Nawet przemysł rolniczy ucierpi ponieważ licencje na żywność modyfikowaną genetycznie mają tylko amerykanie. Jednym słowem spowolni to lub nawet zatrzyma wzrost gospodarczy. Dlatego takie kraje jak Chiny Rosja czy Indie nie podpisały tego dokumentu. Tam gospodarka idzie do przodu i będzie szła. To oni będą konkurencją dla zachodu. Jak ratyfikujemy ACTA stracimy również całkowitą kontrole nad wydobyciem gazu łupkowego ponieważ licencje na technologie wydobycia mają tylko amerykanie. Czyli
nie zrobimy nic bez amerykanów nawet jak się na nich obrazimy. Jak dotkniemy tych złóż bez nich to za to odpowiemy. Jeżeli nie podpiszemy ACTA to możemy dyktować
jakieś warunki bo ponoć mamy jedne z największych złóż na świecie. Biorąc pod uwagę krzywą wzrostu zapotrzebowania na jakieś 300 do 400 lat. ACTA jest dobre dla takich krajów jak USA ponieważ to oni mają wszystkie patenty a takie kraje jak nasz doprowadzi do pozycji "wyrobników" dla zapewnienia ich dobrobytu.
Ratyfikowanie ACTA będzie jednym z największych przekrętów w dziejach
polski. " kopiuj / wklej dalej -to nie moje słowa tylko innego użytkownika Proszę
wasz o kopiowanie i wklejanie tego na inne strony

znalazłem w necie i zgodnie z prośbą autora wklejam bo mądre :)

stosowanie wyrobów które są poparte patentami zarejestrowanymi w wielkich korporacjach zachodu (czytaj USA). A dlaczego bo nie mamy własnych które mogłyby konkurować z tamtymi. To od razu eliminuje konkurencje krajów rozwijających się takich jak Polska. Nie będziemy mogli niczego wyprodukować bez kupna licencji od korporacji zachodnich inaczej będziemy odpowiadać za podrabianie, czyli będziemy biedni ponieważ licencje są tak drogie że nie sprzedamy niczego taniej od nich. To będzie miało wpływ na wiele gałęzi przemysłu jak na przykład przemysł około-samochodowy. Nie znajdziemy tanich części zamiennych. To samo dotyczy przemysłu IT. Nie mamy żadnych patentów z tej dziedziny. Nawet przemysł rolniczy ucierpi ponieważ licencje na żywność modyfikowaną genetycznie mają tylko amerykanie. Jednym słowem spowolni to lub nawet zatrzyma wzrost gospodarczy. Dlatego takie kraje jak Chiny Rosja czy Indie nie podpisały tego dokumentu. Tam gospodarka idzie do przodu i będzie szła. To oni będą konkurencją dla zachodu. Jak ratyfikujemy ACTA stracimy również całkowitą kontrole nad wydobyciem gazu łupkowego ponieważ licencje na technologie wydobycia mają tylko amerykanie. Czyli
nie zrobimy nic bez amerykanów nawet jak się na nich obrazimy. Jak dotkniemy tych złóż bez nich to za to odpowiemy. Jeżeli nie podpiszemy ACTA to możemy dyktować
jakieś warunki bo ponoć mamy jedne z największych złóż na świecie. Biorąc pod uwagę krzywą wzrostu zapotrzebowania na jakieś 300 do 400 lat. ACTA jest dobre dla takich krajów jak USA ponieważ to oni mają wszystkie patenty a takie kraje jak nasz doprowadzi do pozycji "wyrobników" dla zapewnienia ich dobrobytu.
Ratyfikowanie ACTA będzie jednym z największych przekrętów w dziejach
polski. " kopiuj / wklej dalej -to nie moje słowa tylko innego użytkownika Proszę
wasz o kopiowanie i wklejanie tego na inne strony

OK Vitorius, zasadniczo zgadzam się z Tobą. Sorki, nie miałem zamiaru najeżdżać na Ciebie. Też uważam, że jak ktoś ma kasę, a ściąga tylko dlatego, że można, to jest kanalia i tyle. A z tymi samochodami to jest tak, jak swego czasu było z antenami satelitarnymi. Widziałem je niekiedy na takich barakach, że strach. Ludzie nie potrafili zadbać o podstawy egzystencji, ale satelitkę zakładali, no i brykę też jakąś tam mieli. A w domu syf był. Hehe :) Ale do tematu.
Jestem właśnie świeżo po obejrzeniu Lisa na dwójce. Cały program poświęcony był naturalnie ACTA. To co było najbardziej uderzające, to właściwe wszyscy są przeciw temu bublowi prawnemu, i internauci, i twórcy, i naukowcy, młodzi i starzy (oczywiście oprócz ministra Boniego, który był zaproszony, ale to chyba zrozumiałe, chociaż i tak był sceptyczny). To chyba o czymś świadczy. I to są przeciwko, nie dlatego, że piractwo i takie tam ble ble ble, chodzi o sprawy znacznie poważniejsze, takie np. jak patenty naukowe. Nie jestem zwolennikiem teorii spiskowych, ale zakrawa mi to jednak na poważny lobbing wielkich korporacji.
Druga sprawa to to, że usłyszałem o pojawiajcych się systemach dystrybucji np. utworów muzycznych, typu płacenie 100 zł miesięcznie i ściąganie do woli. W takie coś sam bym wszedł z chęcią. Nie jest to koszmarnie wielki pieniądz, a sumienie ma się spokojne. Zachodzi jednak pytanie, a co jeśli oferta nie jest pełna? Co z utworami, których nijak nie idzie zdobyć legalnie? A bardzo mi na nich zależy. Zawsze będą takie sytuacje i dlatego między innymi jestem przeciw ACTA.
I jeszcze jako podsumowanie, piszmy i udzielajmy się w tym temacie jak najwięcej póki możemy ;p

Wszystko u nas mogłoby inaczej wyglądać gdyby ceny filmów były normalne jak w normalnych krajach. Kogo u nas stać na wydanie np. na sagę Gwiezdnych Wojen 350zł, dla porównania w Anglii
po przeliczeniu 160zł, paranoja!!!! Sam chętnie stworzyłbym swoją własną kolekcję, w super jakości obrazu i dżwięku, a tak pozostają tylko marzenia, no i internet.

Chemas też jestem przeciwnikiem ACTA jak wyraźnie podkreśliłem a w swojej poprzedniej wypowiedzi zwracałem się do pseudo biednych ciągle narzekających polaczków którzy nie mogą kupić biletu do kina bo paliwo TRZEBA kupić... Nauczcie się że posiadanie samochodu nieważne jakiego skreśla was z listy biednych ludzi... takie osoby dla mnie wcale nie są lepsze od tych "biednych artystów i filmowców" jak to kociapl napisała. Artyści faktycznie nie są biedni w stosunku do przeciętnego polaczka, ale taki polaczek z autkiem [posiadam auto ale nigdy nie powiedziałem że jestem biedny bo wstyd by mi było mówić to przy części moich znajomych gdzie faktycznie wiedzą co to bieda] jest dokładnie taki sam jak ten artysta patrząc z perspektywy faktycznie biednych ludzi. I niezależnie od tego co myślę o ACTA piractwo jest kradzieżą w jednej sytuacji moralnie uzasadniona (chęć dostępu do różnych materiałów kulturowych które ze względu na faktycznie zawyżoną cenę uniemożliwia niektórym jakikolwiek dostęp), a z drugiej strony moralnie chore podejście "po co mam płacić skoro jest za darmo". I co do biednych artystów... jest grupa szeroko znanych gwiazd która jest bogata i nie upadnie... ale skończcie gadać o piractwie tak jakby naprawdę nigdy żaden artysta z niższym budżetem który zainwestował swój czas i pieniądze nie upadł przez to że piractwo zbyt uderzyło w jego sprzedaż... w przypadku materiałów takich jak gry programy można kontrolować to kiedy będzie wydany crack do gry itp więc gdy słychać że firmie grozi upadek crackerzy się wstrzymają ale w branży muzycznej która w dzisiejszych czasach jest coraz trudniejsza (pojawia się masa pseudoartystów którzy czasem robią taki szum że zakrywają tych naprawdę utalentowanych) nie można nagle sprawić że mp3 się nie pojawi na sieci aż artysta nie uzyska wystarczającego dochodu żeby sfinansować kolejną płytę. Więc tak Artyści to nie tylko bogaci ludzie kryjący się za korporacjami ale też często biedni ludzie którzy nie wydadzą żadnej płyty bo na rozgłos nie będzie ich stać a mało znanej płyty nikt nie kupi tylko sobie ściągnie album. Więc biedni niech sobie ściągają bo dostęp do kultury rzecz ważna, ale niech skończą pierd*** ci którzy faktycznie biedni nie są a żal im zapłacić artyście bo mają ważniejsze wydatki, a artysta nie zbiednieje. Podoba ci się album? stać cię? To go KUP! A inna sprawa jak ktoś musi słuchać każdego badziewia i oglądać każdy film... te osoby mają chyba za dużo czasu i może gdyby znalazły prace to byłoby ich stać na kupno. Przepraszam za negatywny wydźwięk moich komentarzy ale mam alergie na ludzi którzy mówią o biedzie jeżdżąc samochodami.

Ten_Iwan:
Nie zgrywaj się z notatkami, dobrze wiesz, że chodziło mi o książki. Nie wiem jak tam jest u ciebie na twoich obu kierunkach, ale ja ze studiów pamiętam ustawiczną trudność w dorwaniu w bibliotece wydziałowej potrzebnych do egzaminu książek (z reguły był jeden lub niewiele więcej egzemplarzy na kilkadziesiąt osób). Kupowanie każdej nie wchodziło w grę, więc bez kserówek (czyli formalnie rzecz biorąc - złodziejstwa), ani rusz.

Po drugie: Owszem, uważam, że każdy powinien mieć możliwie ułatwiony dostęp do dóbr kultury, tym bardziej, że nie mówimy o jakiejś hermetycznej sztuce, przeznaczonej dla wąskiego grona odbiorców, tylko o czymś, co z definicji jest masowe. Nie godzę się na sytuację, w której całe rzesze są wykluczone z uczestnictwa w życiu kulturalnym tylko dlatego, że po prostu nie stać ich na bandyckie ceny dyktowane przez ludzi, którzy sami nawet tej kultury nie tworzą, a do kieszeni których trafiają największe zyski z jej udostępniania. Może według ciebie egzystencja ludzka może się śmiało ograniczyć do zaspokajania potrzeb fizjologicznych, ale dziwny byłby to pogląd, jak na osobę wykształconą... Zauważ też, że nigdzie nie postuluję, by kultura była za darmo, więc mi tu z żadnym socjalizmem nie wyjeżdżaj. Jasne, że każdy powinien zarabiać na swojej pracy, ale obecny system jest chory, bo prawdziwą kasę zarabiają nie ci, którzy faktycznie tą pracę wykonali. Ponadto tak restrykcyjna i długotrwała ochrona praw autorskich kłóci się w ogóle z samą ideą kultury - przecież każdy twórca chce, by jego dzieło zostało zauważone, trafiło do ludzi, by o nim dyskutowano, by stanowiło inspirację dla innych itd. Słowem, by żyło w świadomości odbiorców, bo bez tego po prostu nie istnieje. Stawianie barier dla swobodnego rozpowszechniania tego dzieła, jest więc także w jakimś sensie działaniem na szkodę artysty.

Przykłady jak to niby bezpośrednia dystrybucja się nie sprawdza nie są do końca trafione. Jeśli chodzi o nasze podwórko, to oczywiście potrzeba czasu, ale także woli i wysiłku samych twórców i branży muzycznej, by stworzyć i wypromować legalny system dystrybucji przez internet, który będzie atrakcyjną alternatywą dla piractwa. Ludzie są przyzwyczajeni do tego, że jak coś jest za darmo, to chętnie po to sięgają - nie ma się co zżymać, bo taka nasza natura. Tym bardziej, że w tym przypadku ściąganie z sieci było w pełni legalne. Oczywiście można też powiedzieć - "patrzcie, spróbowaliśmy raz i się nie udało, wracamy do starych rozwiązań". Ale w końcu o odbiorcę, jak o każdego klienta trzeba się postarać. Moim zdaniem warto iść w kierunku internetowej dystrybucji, bo jest to tańsze, prostsze i bardziej uczciwe. I na pewno bardziej przyszłościowe niż zaostrzanie przepisów. Przykład Radiohead pokazuje, że można na tym zarobić, co udowodnił ci już toporminator. Ja dopowiem tylko, że nie wiesz jaka część z tych 65%, która nie zapłaciła za ściągnięcie albumu, poszła później do sklepu i kupiła płytę, traktując legalne pobranie jako możliwość darmowego zapoznania się z najnowszym dziełem zespołu przed wydaniem kasy. Skoro Radiohead w ostatecznym rachunku zarobili i to niemało, to najwidoczniej ściągnie za free nie wyklucza zysków.

Jak wygląda świat pod rządami korporacji, to mieliśmy okazję zobaczyć w paru filmach z gatunku s-f oraz poczytać o nich w książkach. Niestety dziwnym trafem te obrazy wielkich wizjonerów nigdy nie były dla nas, szarych ludzi zbyt optymistyczne. I teraz niestety, jeszcze nigdy nie ludzkość nie była tak blisko ich spełnienia. Korporacje już stają się silniejsze od państw. Lobbing możnych tego świata staje się zagrożeniem dla cywilizacji. ACTA jest tylko jednym z tysięcy kroków prowadzących do realizacji ich celów. Strzeżcie się, bo pewnego dnia może być już za późno... o ile już nie jest.

Vitorius, powiem Ci tak, samochodu nie posiadam, bo mnie na niego nie stać. Na kupowanie filmów na dvd też, o płytach cd muzycznych już nie wspomnę (zbyt wiele lubię i słucham). Czy mam ograniczyć swoje gusta muzyczne tylko dlatego, że mnie na nie niestać.. Do kina pewnie raz na jakiś czas bym się udał, i to z wielką chęcią, grosz bym wyskrobał, ale w mojej pipidówie puszczają takie badziewie, że chyba na Polsacie w megahitach znajdę lepszy wybór. Do dużego miasta z porządnymi kinami i repertuarem mam za daleko i nie mam na to czasu.
Porównanie piractwa do kradzieży samochodu Porsche to już wogóle nieporozumienie. Zgadzam sie z wieloma, którzy zabrali tu głos przede mną, że straty dla wytwórni czy producentów są ostro przesadzone, a i Ci artyści, którzy już zaistnieli na rynku filmowym lub muzycznym też z głodu nie umrą. Zastanów się nad tym, co napisał saper83 o kledze, który przeniósł się z Polski do Anglii. Piractwo jest w Polsce problemem, bo okazuje się, że twórczość jest za droga. Kultura jest za droga ! I pomyśleć, że kiedyś walczono o to by "księgi trafiły pod strzechy".
Poza tym, jak już wielu zauważyło, tu nie chodzi tylko o piractwo twórczości artystycznej,ale wiele innych aspektów funkcjonowania w internecie, w zasadzie chyba wszystkie.
Jestem przeciw ACTA i innym sposobom kontrolowania internetu. Nie mam zamiaru przy każdym kliknięciu, wpisaniu, czy wrzuceniu czegokolwiek, zastanawiać się, czy pójdę za to do więzienia, czy to groźne, czy nie. Pier***lę to. Na tym świecie już tak jest, że jak pojawia się jakaś wolna sfera życia, jestestwa, to zaraz znajdują się tacy, których kole to w oczy i denerwuje i nie spoczną póki nie wymyślą czegoś, aby nad tą sferą zapanować. Myślę jednak, że tak się nigdy nie stanie. Pozdrawiam wszystkich :)

a jak np. film leciał w TV, ale nie zdążyłem go nagrać, żeby obejrzeć tylko pobrałem go z netu to jestem złodziejem czy nie? Jaka to różnica co? Ech... za 11 dni idę do kina na Mroczne widmo 3D. Mam pirata, 2 część kupiłem oryginalną a teraz po raz kolejny pójdę do kina na ten sam film bo kino to kino! Na te same fily wydałem już mnóstwo kasy! Jestem złodziejem czy nie jestem? Zastanówmy się na szerszym przesłaniem tej ustawy a nie zajmujemy się pierdołami! Założęsię że 90% ściagających gry i programy filmy i muzyke to nastolatkowie którzy i tak nie wydali by kasy na oryginał bo nie zarabiają! Dorosną, beda mieli kase, to beda chodzić do kina, kupowac co jakis czas oryginalna muzykę bo zrozumieją, że fajnie jest mieć coś dobrej jakości, z fajną okładką itd...

hahah jak by aplikacja była po 8,99 to bym sobie du...y nie zawracał z nielegalnym ściaganiem!!! Ale nie w tym rzecz! ACTA to żeczywiście tylko fragment jeśli chodzi o piractwo, a tak naprawde to przyzwolenie dla wielkich korporacji żeby decydowały co mamy jeść co ubierac i jakie części do aut np. kupowac!

Na początek żeby było jasne, jestem PRZECIWNIKIEM ACTA. Ale nie dlatego że mamy biedny naród i nie będzie można "piracić" a na kino nie stać. Do wszystkich tych którzy płaczą że nie stać was na kino a jeździcie samochodami: Was chyba poje**! Licząc że co 2 tygodnie pojawia się tytuł który MUSIMY zobaczyć a za bilet muszę dać 20zł (a w tej cenie jeszcze nigdy biletu nie kupiłem 13-18zł ceny się wahają) to rocznie kosztuje mnie to 480zł. Samochód to "odrobinę" większy wydatek i mam na myśli samo ubezpieczenie+przegląd(naprawy). Z takimi "biednymi" dyskusji nie prowadzę. Teraz "krótko" czemu jestem przeciwnikiem ACTA: Dobrymi chęciami piekło wybrukowane... cel akta to nie tylko walka z piractwem ale głównie z podróbkami różnych produktów. Nie będę się rozpisywał i tłumaczył czemu uważam to za słuszny cel bo to nie ma znaczenia... problem pojawia się właśnie w temacie nadużyć i narzędzi jakie zostaną zastosowane aby egzekwować to prawo. Koniec wolnego internetu to odrobinę paranoiczne podejście choć nie zaprzeczam że z mentalnością naszych polityków (wszystkich partii bez wyjątku) jest na to maleńki procent szansy. Mnie martwi raczej że narzędzia powstałe w celu wyłapywania "piractwa" posłużą do wielu innych celów bo wiadomo odpowiednie pieniądze dadzą ci dostęp do wszystkich dostępnych narzędzi niezależnie od tego jak chcesz je wykorzystać. A co do podróbek pojawia się problem tego że coraz częściej na rynku jest tak że podróbka jest lepszej jakości i w lepszej cenie niż oryginał. A co do "piractwa" którego bym nie zaliczył do złodziejstwa to sytuacja gdzie film/gra nie pojawi się na polskim rynku lub ze względu na treści jest momentami cenzurowana (akurat na polskim rynku jeszcze mi się nie zdarzyło z tą cenzurą ale takie sytuacje są u naszych zachodnich sąsiadów) No i w przypadku gier sprawdzenie wydajności przed kupnem gdy mamy wątpliwości czy ruszy na naszym sprzęcie (z założeniem że po pozytywnym sprawdzeniu kupi się oryginał)

A ja powiem tak. Mam kolegę, kiedy mieszkał w PL lekko nie było, w domu dziesiątki pirackich filmów, gier, programów + przerobione PS2. Od kilku lat mieszka i pracuje w GB. Miałem okazję go odwiedzić, w domu dziesiątki oryginalnych filmów, gier, programów + nieprzerobione PS3.

Mhm.

Calineczka7 - ...a co to wszystko ma wspólnego z "ciemnogrodem"? Brzmi to tak, jakbyś mówiła: "...a poza tym uważam, że Kartagina zasługuje na zniszczenie".

Writer pisałem o tym samym, a oni ciągle o filmach gadają szkoda słów na takie osoby im nie przetłumaczysz.

Dokładnie, ACTA to również nasiona, leki itp. co może mieć wpływ na ceny jedzenia, dostęp do tańszych zamienników leków lub części zamiennych do aut. To może wpłynąć na nasze życie bardziej niż niektórym się wydaje, a pewnie niektórzy ludzie widzą w TV że chodzi o piractwo i myślą sobie że to ich nie dotyczy.

Redaktorzy Filmwebu chyba nie zdają sobie sprawy, że połowa wypowiedzi tutaj to osoby ściągające filmy z netu. I ruch jak wprowadzą Acta spadnie wam o połowę.

Pamietajmy ze ACTA ma malo wspolnego z internetem tak naprawde chodzi o nasze realne zycie ACTa to nie tylko internet ale leki nasiona i inne produkty.

I niedługo będziemy mieli w Polsce CIEMNOGRÓD !!!

Kociapl ! Podpisuję się pod tym, obiema rękami. Bardzo dobrze, i dosadnie. To wszystko, to zwykła inwigilacja. Autor tego artykułu, nie zdaje sobie sprawy, że niedługo ,nie napisze już nic. Popieram,bo to same brednie. Nie zna, w ogóle realiów i żyje w swoim świecie.Sama wychowuję 2 nastolatków,nie stać mnie na kino.Rząd robi z nami co chce. To wszystko jest chore.

O mój falusie HAHAHA jaaa DOBRE TO DOBRE HAHAA!!!!!!!!! Powiem tak nawet człowiek to piszący w to nie wierzy chyba, że ma tu miejsce jakaś choroba psychiczna na to rady nie ma :] Rozumiem, że artyści, filmowcy itd. są bardzo BIEDNI bo głupi Polacy "piratują" z neta piosenki czy filmy OJ OJ, ale to złe trzeba DO**BAĆ złego Polaczka, bo za mało go wszyscy w tym kraju RŻNĄ w DU*Ę. Dostajesz człowieku 35% tego co naprawdę zarobiłeś wszystkie produkty mają w sobie następny milionowy podatek i tak trzeba za PIER**LONĄ najniższą krajową czyli trochę ponad 1000zł kupić tak paliwo, jedzenie zapłacić za prąd, wodę, gaz, ścieki za podatek od deszczu. Tak Polaczku czekaj, czekaj do os**nej śmierci bo musisz na wszystko czekać. Ta piosenka będzie do pobrania za darmo już za dwa lata a ten film za 4lata pojawi się w telewizji. Dużo ludzi w naszym kraju ma problemy finansowe bo jak do jasnej kur*y ich nie mieć za tak ku**wskie pensje ci wszyscy, którzy popierają chory system ACTA są bogaci i prawda jest taka, że tylko ich z pełnym LAJCIKIEM stać na to wszystko. Dziwi mnie jedna rzecz, dlaczego ci, którzy mają pieniądze na wygodne życie, robią jakiś tam biznes dajmy na to są filmowcami chcą się tak nachapać tym hajsem żeby nimi rzygać, srać, i kąpać się w nim i wyje*ane mają, że dzieje się to kosztem przeciętnych ludzi to jest chore.
Reasumując chodzi mi o to, nie może być tak, że bogatsi wpływowi ludzie będą rządzić nakazywać, zakazywać, dodawać, odejmować, mieszać, srać i to wszystko będzie SPADAĆ na zwykłych ludzi bo im jest za mało mieć na koncie 5mln zł. Ja się tak czuje, nic nie osiągnę w tym kraju nie ma tu żadnych perspektyw na dobre życie normalnego "przeciętniaka" nigdy nie będzie w tym kraju lepiej jeśli będą nasi kochani politycy dbać o dobro wszystkich tylko nie o dobro swojego narodu, skąd się ulęgliście po*ebańcy czy was do reszty popie*doliło.

A dlaczego mialby stracic prace? Jest dziennikarzem i publicysta. Stoi na czele wolnosci prasy i wolnej Polski.

Czy to prawda, że Marcin Pietrzyk straci pracę ?

Tak ale nie udowodnisz tego że ci ludzie kupili by oryginał gdyby nie było piractwa rozumiesz? Brak zysku nie jest stratą.

PROSTY PRZYKLAD ILUSTRUJACY ZE SCIAGANIE JEST ZLODZIEJSTWEM

Tworzysz jakas aplikacje na telefon. Nie pisze juz o grze ani piosence zeby latwiej trafilo.

Wyceniasz ja po kilku miesiacach pracy i setkach godzin na 8,99 PLN

Wstawiasz na jakis market i:

... rozwiń całośćLEGALNIE sciaga ja ze 100 osob z czego oczywiscie zarabiasz mniej niz 100x8,99 ale zarabiasz

NIELEGALNIE sciaga ja sobie 5000 osob z ktorych przynajmniej 20% mogloby ja kupic ale wolalo wejsc na jakies forum

I dalej gadasz farmazony o tym ze nie narazisz nikogo na straty nie kupujac biletu do kina albo filmu nawet za te 30 zlotych?

BZDURA

Autor tej pożal się Boże recenzji sprawia wrażenie niebywale oczytanego, świadomego, oświeconego, wszech obecnego, wszech wiedzącego człowieka który patrzy na nas ,,Innych" przez pryzmat niewyobrażalnej wiedzy na temat w którym słyszał już chyba Każdy czyli cenzura a co za tym idzie ACTA itd... Jak dla mnie fakt że MegaUpload jako pierwszy został zamknięty a zaraz po nim FileSonici i FileServe są to dla niektórych wystarczające argumenty aby strajkować i ogłosić swój sprzeciw w tej sprawie. Jest to sygnał dla wielu z nas że jeśli teraz nie wyznaczymy granicy patykiem na piasku i nie powiemy dotąd i ani centymetra dalej to być może będzie to początek naszego e-końca. Na koniec może krótki cytat podsumowujący : ,,Demokracja: mówisz, co chcesz, robisz, co ci każą" Geoffrey Berry. Aktualnie drugi człon tego cytatu jest w Polsce edytowany.

Świetny artykuł. Naprawdę jestem pod wrażeniem.
Funkcjonalne przykłady i bardzo ciekawe spostrzeżenie odnośnie wpływu internetu na nasze społeczeństwo. Kawał dobrej roboty.

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: