huo_sanchez huo_sanchez
ocena: 6

No to po kolei...
Nie rozumiem po co Sigourney się tak siłowała z tym samochodem, zupełnie niepotrzebna scena. Drobna babka niemal dosłownie wrzuca samochód do wody niczym Arnold Schwarzeneger za najlepszych lat i również z taką samą miną wraca do swojego domu. Następnie ta przedłużająca się i przedłużająca i przedłużająca gadka na werandzie ze swoim ciotowatym mężem. I w ogóle jak na swoje zacięcie to sie dziewczyna z tym faszystą za delikatnie obchodziło, ale to już można akurat zrozumieć. Ten Szubert na końcu też zupełnie niepotrzebny.
Przedobrzone, łatwy i sztuczny jest ten film, ale co tu się dziwić skoro to nie Roman pisał scenariusz, a jedynie reżyserował zlecony materiał z gotowym scenariuszem. W zasadzie ciężko tu nawet dać 7-kę, bo jak się człowiek zastanowi głębiej to tak naprawdę nie wiadomo o co tej dziewczynie w tym filmie chodzi – ona sama nie wie i co gorsza nie wygląda to na celowość scenariusza a jego słabość. Cały rozwój sytuacji jest bez sensu o ile w ogóle można mówić o jakimś rozwoju sytuacji – tyle sie człowiek nasiedział żeby nic z tej chryi nie wynikało. Przyznanie się tego faszysty na tle tej wzruszającej muzyczki miało być jakimś zwrotem akcji? Wstrząsającym przełomem filmu? Wzruszającym wyznaniem? Sory, ale nie wyszło to i uważam że film sie zakończył na niczym, a szkoda. I jeszcze jedno – na pewno w tym filmie nie było klimatu ani smaczku, zawiódł też Ben Kingsley, bo zagrał na miętko, jakby mu się nie chciało wysilać.

  • Su_albo_Andy Su_albo_Andy

    Akurat odpowiedź na pierwsze pytanie jest prosta - siłowanie z samochodem przedłużyło i zaakcentowało scenę zrzucania go do morza, dzięki temu nawet nieuważny widz wyłapał w następnej sekwencji kłamstwo głównej bohaterki (która w rozmowie w cztery oczy z mężem powiedziała, że samochód stoi zaparkowany za zakrętem, a historię o zrzuceniu wymyśliła dla więźnia). Scena z kłamstwem o samochodzie pokazuje zaś, że bohaterka prowadzi grę również z mężem - wątek ten jest potem ładnie zamknięty wyznaniem, że okłamywała go, żeby wiedzieć, czy więzień przyznaje się do swoich zbrodni czy powtarza zarzuty, które usłyszał podczas "procesu".

  • chemas
    ocena: 9

    Film genialny. Klimat był, a jakże. Jednakże film jest ciężki w odbiorze i jest trochę jak spektakl teatralny (scenariusz w końcu oparto na sztuce Ariela Dorfmana) i nie każdemu się może podobać (statyczny, kameralny). Myślę, że dobrze, że Polański nie przerabiał za bardzo sztuki. Poza tym jest to kolejny film Polańskiego, w którym potwierdza, że ma on nosa w dobieraniu aktorów do ról (przede wszystkim mam na myśli Sigourney Weaver).
    Natomiast wydaje mi się, że zamiast krytykować pomysły reżysera, można samemu wziąść się za tworzenie filmów, według własnej wizji. ;) to oczywiście żart

wczytuję Ladowanie

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: