Przemyślenia na temat filmu

Obejrzałem ten film dnia wczorajszego i wciąż jestem pod jego dużym wrażeniem. Z pewnością był to jeden z lepszych filmów jakie widziałem.

Film porusza wątki, które już wcześniej wielokrotnie zajmowały moje myśli. Między innymi zastanawiam się, czy na świecie jest tak, że ktoś rodzi się albo wyjątkowy, albo "przeciętniakiem"? Np. czy gdyby nie wpływ ojca na Mozarta i bardzo intensywny trening muzyczny to czy Mozart zostałby geniuszem? Moim zdaniem - niekoniecznie.
Oczywiście, nie przeczę, że najprawdopodobniej od urodzenia Mozart był obdarzony pewnymi predyspozycjami w kierunku zdolności muzycznych, lecz nie jestem pewien, czy jego znane umiejętności wykształciłyby się bez tak bardzo intensywnej nauki. Mam tu na myśli nawet takie zdolności jak jego niezwykła pamięć i słuch muzyczny. Wszak wiadomo, że taki trening od bardzo wczesnego wieku może znacząco wpłynąć na funkcjonowanie, a nawet strukturę mózgu (patrz np.: László Polgár). Zresztą, być może te nowe zdolności zostały nabyte kosztem umiejętności społecznych, emocjonalnej kontroli itp., Mozart był przecież znany ze swojego dziwacznego, często nieprzystosowawczego zachowania. Dlatego wydaje mi się, że w słowach ojca Salieri'ego, jakoby Mozart miał zachowywać się jak "tresowana małpa" było pewne ziarnko prawdy. Ojciec Mozarta wywarł na niego ogromny wpływ i właściwie kształtował go silnie w wyznaczonym przez siebie kierunku praktycznie od urodzenia. Na ile było to dla Mozarta błogosławieństwem, a na ile przekleństwem odpowiedzieć może sobie każdy sam.

Wydaje mi się również, że gdyby Saliari'emu przypadł los Mozarta i od urodzenia byłby intensywnie trenowany by zostać muzykiem to miałby ogromne szanse, aby zostać geniuszem pokroju Mozarta. Miał przecież z pewnością pewien wrodzony muzyczny talent, czego natomiast mu zabrakło to, moim zdaniem, nauka od odpowiednio wczesnego wieku. Saliari sam w filmie wspominał, że gdy Mozart grywał na salonach on jeszcze bawił się z innymi dziećmi. W ten sposób Mozart zyskał niezwykłe umiejętności muzyczne, lecz stracił inne umiejętności potrzebne zdrowemu człowiekowi do normalnego funkcjonowania, u Saliari'ego natomiast było na odwrót.

Ogólnie rzecz biorąc, mam wrażenie, że ludzie często przeceniają talent, jako cechę wrodzoną, a nie doceniają wpływu kształtowania dziecka od bardzo wczesnego wieku.

Poza tą kwestią, zastanawiam się, czy gdyby Saliari porzucił swoją dumę i ślepą ambicję, mógłby zaprzyjaźnić się z Mozartem i co by z tej przyjaźni wyszło? :) Może nawet mógłby nauczyć się czegoś od Mozarta? Poza tym, zastanawiam się również, czy Saliari nie mógłby wykorzystać swoich niezaprzeczalnych zdolności w jakimś innym kierunku, gdyby był w stanie spojrzeć bardziej obiektywnie na swoją sytuację (brak ponadprzeciętnych umiejętności w pisaniu muzyki) i nie kierował się bezmyślnie gniewem i ambicją? Myślę, że np. w dzisiejszych czasach taka osoba jak on byłaby świetnym krytykiem muzycznym. ;)

4
  • Bardzo ciekawe przemyślenia! Aż muszę pochwalić chociaż to nie ma większego znaczenie ;)

  • użytkownik usunięty

    w "realu" to Salieri był znakomitym i popularnym kompozytorem,jednak nie miał z punktu widzenia kompozytorskiego daru melodysty jaki posiadał Mozart.Jeśli posłuchać muzyki Salieri to jest to wspaniała muzyka jak na tamte czasy-to samo można powiedzieć o L.van Beethovenie-wielu pisało podobnie a tylko on przekroczył granice tego co było przyjęte i tworzył epokowe dzieła.Talentu niestety nie można się nauczyć,ale i talent bez pracy może być zmarnowany-poza tym talent do pracy to też część bycia artystą.Salieri w tym filmie został pokazany dość okrutnie.Swoją to smutne że często filmy przerysowują sylwetki wielkich kompozytorów.

  • Prawdziwy Salieri nie miał aż takich problemów w nauce muzyki - ojciec wspierał go w nauce, ponieważ jego starszy brat był dobrym skrzypkiem, mały Antonio uczęszczał na lekcje muzyki już we wczesnym dzieciństwie. Specjalizował się w pieśniach, komponował więc partie śpiewu do oper, kantaty, msze, oratoria itp. Mozart nie był w jego karierze zawodowej specjalnym rywalem, bo zajmował się głównie muzyką instrumentalną, mniej zajmował go chór i na przykład libretta do oper (czyli tekst mówiony i śpiewany) pisali mu inni, on tylko robił do tego muzykę.

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: