Ten film ma jedną zaletę.

Brak wad.

84
  • Nie będę zakładał nowego tematu, więc napiszę tutaj.

    Jak wiadomo Pesci gra tutaj role życia. Kradnie każdą scenę ze swoim udziałem. Liotta również świetny. Szkoda, że nie utrzymał podobnego poziomu w późniejszej fazie swojej kariery tylko zaczął grać byle jak i w byle czym. Najsłabiej (najmniej doskonale) zaprezentował się De Niro. Nie był to jego najwyższy poziom. Dla mnie błysnął jedynie w tej scenie - http://www.youtube.com/watch?v=z49xZ7VcfqE
    Papieros w gębie, ironiczny i delikatny uśmieszek, drobny ruch brwią -> (Co mi tam! Zabije sukin*yna! To moja forsa!) Świetnie Bob to pokazał. Dziwi mnie ta nagroda NYFCC dla PIERWSZOPLANOWEGO aktora. Conway był wyraźnie postacią drugoplanową.
    Podsumowując: Kapitalne aktorstwo Pesci'ego, Liotty. De Niro nieco z tyłu.

    • Po części zgadzam się, ale de Niro jest na takim poziomie aktorskim, że jeżeli nawet zagra nieco gorzej, to i tak zachwyca. Co do sceny, której podałeś link, to jest świetna, ale mi jeszcze bardzo podoba się ta, w której Jimmy dowiaduje się, że Tommy nie żyje.

    • Ten film ma jedną wadę: trudno o nim zapomnieć. Faktycznie, Pesci to sama energia, tykająca bomba. Chyba wszyscy się zgodzimy, że po postaci Michaela Corleone, szczególnie cz. 2, jest to najlepsza postać gangstera w historii kina. Oczywiście scena "funny how" to moja ulubiona.

      • Ta wada to tak naprawdę zaleta. Filmy o których się szybko zapomina nie można nazwać wybitnymi. Gdzieś czytałem, że scena 'funny how" powstała z inicjatywy samego Pesci'ego. Nie było jej w scenariuszu i Joe postanowił dodać coś od siebie. Właściwie identyczną postać gra w "Kasynie' , ale tam już lekko przeszarżował moim zdaniem.

        • Kasyno już nie ma tego nerwu, dynamiki co Chłopcy. I Pesci nie przeszarżował, tylko nie dostał roli wariata, tylko agresywnego, ale nie psychopatycznego gangstera. Dlatego to chyba to już nie ten Pesci-Tommy.

          • Kłóciłbym się. W Kasynie również nie wiemy co Pesci wymyśli za sekundę, a to wbije komuś pióro w szyję, a to wsadzi komuś głowę w imadło, a to wyrzuci Ginger na bruk. Dalej był niezrównoważony. Dla mnie narracja w Kasynie była o wiele dynamiczniejsza. Ogląda się to właściwie jednym tchem. Po obejrzeniu myślałem, że to ten sam poziom co Goodfellas, ale po pewnym czasie stwierdziłem że Casino nie ma już tej siły przebicia.

            • Dobra, ale zwróć uwagę, że Tommy był mimo wszytko bardziej szalony: jednocześnie zabawny, towarzyski, ale i zakompleksiony i tylko jedno rzucone półserio słówko wystarczyło, że był gotów kogoś zabić. Jego postać była bardziej złożona i ciekawsza. Miał swoje świetne teksty i mocne dialogi. Na tym w dużej części polegał urok Chłopców. W Kasynie tego nie ma, a postać grana przez Pesciego nie jest już tak intrygująca.

              • Z tym się zgadzam. Tommy DeVito był ciekawszą postacią, ale Santoro też był gotów zamordować za byle obelgę rzuconą w stronę Sama. Siłą kreacji Pesci'ego w Goodfellas jest też to, że gra postać drugoplanową. W związku z czym nie mamy go dość, wręcz chłoniemy kolejne sceny z jego udziałem. W Kasynie momentami odczuwałem przesyt jego grą. Wszędzie było go i jego cholerycznego charakteru pełno. Co by jednak nie pisać to do roli wybuchowego gangstera Joe pasuje idealnie.

                • Pomyślałem nad tym, ale nie zgadzam się, że chodzi o drugoplanową rolę. Po prostu Tommy'ego lubiliśmy- pomimo wszystko - bo miał w sobie coś zabawnego, jego głupie teksty śmieszyły, jego zachowanie było prostackie, ale nigdy pewnej granicy przyzwoitości nie przekroczył. A poza tym nie uważał się za boga, jak Nicki, czuł np. respekt przed szefem Jimmym, miał serce dla matki itp. A ten jego Nicki nie ma w sobie nic oprócz agresji do wszystkiego i wszystkich, chce rządzić każdym, wykłócał się tylko z każdym o wszystko. Jego JEDYNY zabawny tekst, po którym przypomniał mi się stary dobry Tommy, to był ten, gdy rozmawiał z tym bankierem u Jimmiego, który go ponoć oskubał. To mnie rozwaliło, ale nic więcej. I dlatego właśnie Pesci wychodzi w Kasynie gorzej: jego postać była źle rozrysowana, ale on grał wg mnie świetnie, znacznie lepiej od de Niro, który już mnie irytował z tą swoją ciągle niezadowoloną zmarszczoną gębą.

                • Zależy co rozumiemy przez granicę przyzwoitości. Zamordowanie niewinnego kelnera jest przekroczeniem wszelkich granic (uwielbiam tą scenę i jak Tommy mówi do Conwaya: Skąd mam wiedzieć kiedy żartujesz?). Rzeczywiście postać Santoro była gorzej nakreślona. Trudniej było go polubić i nie był już tak zabawny, ale i tak moim zdaniem było go za dużo. Bob rozczarował już w Chłopcach, a następne jego role to już równia pochyła. Spadł bardzo nisko. Zaczął grać na jednej minie.

                • Ale zabicie kelnera nie wchodzi pod kryteria "przyzwoitości", którą definiujemy zgodnie z def.
                  1. «postępujący zgodnie z normami moralnymi i obyczajami; też: świadczący o takim postępowaniu »
                  2. «taki jak należy»
                  http://sjp.pwn.pl/slownik/2512925/przyzwoity

                  Jako gangster Tommy miał swój honor, swoje zasady moralne, których nie przekroczył - o to mi chodziło.

                  Poza tym, kelnera tego nie zabił tak po prostu, żeby mieć ubaw (bo wtedy byłoby przekroczenie zasad), on to zrobił pod wpływem Jimmiego, który go podpuścił. Ja bronię Tommy'ego w tej sytuacji, bo on był psychopatą (czyli był chory) i na dodatek miał jakieś kompleksy na punkcie swojej osoby. To była wina Jimmy'ego, bo jako szef i jego kumpel od wielu lat znał dobrze Tommy'ego i powinien wiedzieć, że musi sam uważać ze słowami, bo tego gościa zbyt łatwo ponosi i nie wiadomo co mu strzeli. I jeszcze jedno: zauważ jaka była reakcja Jimmy'ego na to morderstwo - lekka złość, którą kończy zdanie: "A teraz ty wykopiesz grób". I to wszystko. Tommy nigdy tak naprawdę nie wywyższał się przed innymi (w przeciwieństwie do Nickiego), on jedynie bronił swojego honoru. Choć oczywiście brzmi to groteskowo, ale to powodowało, że widz zachowywał sympatię do niego.

                • Jesteś pewien, że Tommy nie zastrzelił by kelnera gdyby Jimmy go nie sprowokował? Zobaczmy - http://www.youtube.com/watch?v=v8wJt59Q6So

                  Sytuacja o której mówimy zaczyna się od 2:40. Tommy od razu po słowach Spidera wycisza się (gest rękoma). Złość stopniowo w nim narasta, siedzi spokojnie ale to właśnie jest oznaką gniewu. Jimmy go prowokuje " You let this f*cking punk get away with that?!?" Tommy strzela. Faktycznie chyba masz rację. Gdyby nie prowokację Conwaya prawdopodobne jest to, że Spider dostałby "jedynie" wpie*dol. Czy DeVito był chory psychicznie? Powiedziałbym raczej, że był niezrównoważonym zakompleksionym cholerykiem, nie psychopatą. Osoby chore psychicznie, nawet mordercy izolują się społecznie. Nie zawierają znajomości. Tommy natomiast był wręcz duszą towarzystwa i brylował w dużej grupie ludzi.

                • A jeśli chodzi o samo Kasyno, to ciągle nie wystawiłem mu oceny z jednego powodu. Nie pasował mi w ogóle wątek z Sharon Stone - ćpunką, był jakiś taki sztuczny. Mam wrażenie, jakby Scorsese specjalnie tylko wrzucił kobietę na siłę, żeby nie było że sami faceci. W dodatku tak jakby naśladował u de Palmy wątek z Michel Pfeifer też w roli ćpunki w Scarface. Tyle że o ile Michel miała wdzięk i jej wątek miał sens w fabule, gdyż później sam Montana popadł w narkomanię, gdy ona odeszła, o tyle w Kasynie jest to raczej mało sensowne. A gra Stone mnie denerwuje i jej bycie bardziej przeszkadza niż pomaga. Dlatego cały film jest trochę popsuty i dzisiejsza ocena waha się pomiędzy 7 a 8+.

                • Też odniosłem podobne wrażenie. Scorsese uznał za potrzebną postać kobiecą. Sama Stone jednak wywiązała się bardzo solidnie ze swej roli. Ja nie mam nic do zarzucenia. Pusta i naiwna Ginger w wykonaniu Sharon była chyba szczytem jej możliwości aktorskich. Bardziej drażniła mnie właśnie Pfeifer w Scarface. Była mało wyrazista.
                  Daj 8. Mało jest tak świetnych "czystych" gangsterskich filmów. Dodatkowo u Scorsese warstwa techniczna i dźwiękowa jak zwykle nienaganna.

                • Wydaje mi się, że nie doceniasz trochę Pheifer. Na mnie zrobiła bardzo duże wrażenie w scenie w rastauracji:

                  http://vimeo.com/27285048

                  Jest znakomita. Wcześniej była zdystansowana i zimna, bo tego rola wymagała, ale mnie to nie przeszkadzało, w przeciwieństwie do ciągle wrzeszczącej i nerwowej Stone.

                • Być może. Bardzo lubię Pfeiffer, ale w Scarface nic wybitnego nie pokazała. Zresztą cały Człowiek z blizną mnie rozczarował.

      • użytkownik usunięty

        "Funny how" to rzeczywiście świetna scena, kultowa już, ale w "Goodfellas" roi się od pamiętnych scen. Ja osobiście uwielbiam kolację u mamy Tommy'ego i komentarz Jimmy'iego "Podobny do naszego znajomego". Niezapomniane arcydzieło małego, wielkiego Martiego.

      • Genialna scena, ale dobry był jeszcze żart z kawą u Stacksa.

    • No co ty gadasz - a scena z futrem?

  • Chłopcy z ferajny- zajebisty film fajny ;)

  • Jeden z najbardziej przecenianych filmów wszech czasów. Ale co kto lubi :)

  • Nie zgodzę się...Film jest GENIALNY - kocham go, uwielbiam, znam na pamięć - byłem w kinie wieki temu, zdarłem parę VHS, ostatnio kupilem i obejrzałem Blu Ray - ALE - szczerze nie znoszę ostatniej, narkotykowej części filmu w której wiecznie naćpany i upocony Ray Lyotta kursuje samochodem po mieście...i tak dałem 9/10, choć dałbym dychę...

  • Wybitne dzieło. Takich filmów już niestety nie ma..

  • trudno się nie zgodzić ...

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: