scena z maskami

genialna :D

125
  • uśmiałam się jak nigdy ;DD

  • na scenie z maskami to sie autentycznie poryczałem ze śmiechu. :)) Generalnie Tarantino to jeden z tych niewielu reżyserów, którzy potrafią tak zajebiście "grać" na emocjach widza, płynnie przechodząc od komizmu, do pełnego napięcia. Tym większa szkoda, że film od momentu sceny w maskach właśnie, zjeżdża w dół równią pochyłą. Zeby tak chociaż skrócić go o pół godziny, powiedzmy o wydarzenia SPOILER po śmierci Schulza i Candiego (tak, żeby strzelanina po tym następująca, była finałową).

    Podsumowując, do momentu "masek" dałbym 10/10 bez wahania, później 8/10 (do momentu finału akcji z Candiem) i powiedzmy max. 6 za ostatnie pół godziny, co daje sumę 24, ale, że końcówka odegrała dla mnie decydującą rolę w odbiorze filmu, nie mogę wystawić mu noty wyższej niż 7. To tak na wypadek, jakby to kogoś obchodziło :))

  • jedna z najlepszych,fakt;)

  • Szukałem postu w którym ktoś doceni tę scenę. Rzeczywiście dla mnie cały film bardzo dobry natomiast ta scena to istna perłeka.

  • No beka jasiu :D

  • true dat! niezly polew mialem :)

  • Mi ta scena BARDZO przypomina humor Monty Pythona.

  • ' nie musicie nic widziec, to jest wlasnie najazd ' :D hah dobre bylo na maksa fakt

  • Scena z maskami była niesamowita, można powiedzieć, że pozamiatała całą salę kinową! :)))

    https://www.youtube.com/watch?v=MbQO04amJQk

    ten, którego żona przygotowała maski, skojarzył mi się z Cartmanem i jego nieodłącznym: "screw you guys, I'm going home!" xD
    do tego Johnson i ten jego południowy akcent "Damn. I can't see f*cking shit out of this thing." :D

  • Chciałam tu taki sam temat założyć:) scena jest boska:)

  • dawno nie płakałam na filmie ze śmiechu :) świetna scena!!!

  • zenujaca scena

  • no super to było.

  • Wszyscy zapamiętali głównie tą scenę, przynajmniej takie mam wrażenie, mnie natomiast od razu rzucił się w oczy historyczny błąd.

    Akcja filmu dzieje się w roku 1858, na trzy lata przed wojną secesyjną (chociaż podczas filmu dowiedziałem się, że na "dwa lata", nie wiem, czy to tylko błąd tłumaczenia w mojej wersji). Ku Klux Klan jako organizacja oficjalnie powstał PO wojnie secesyjnej, mając za zadanie wspomóc ofiary wojny na południu. Można tu powiedzieć, że wtedy powstał "oficjalnie". Więc jakieś jego początki mogły wcześniej się pojawić. Prawda?

    Otóż nie do końca. Stroje Ku Klux Klanu, charakterystyczne białe maski, pojawiły się nie tylko PO wojnie secesyjnej, ale także jakiś czas PO utworzeniu samego Klanu. Miały one symbolizować "dusze poległych konfederatów". Tak więc nijak nie da się wcisnąć tego wątku w rok 1858.

    Cóż, jak to widzimy na "Bękartach Wojny" Quentin ma tendencje do pieprzenia historii, więc nie jest to błąd jako "BŁĄD" tylko raczej błąd, jako "błond". Ale z drugiej strony, kto wie? Kto wie, co Quentin myślał, pisząc tę scenę? Każdy wie, że Hitler nie został zastrzelony w teatrze. Przeinaczenie tego faktu było oczywiście celowe. Lecz nie każdy wie kiedy, dlaczego i w jakich okolicznościach powstał Ku Klux Klan.

    Pozdro!

    • Podobnie jak dla każdego w miarę ogarniętego Europejczyka "bękarty" są hmmm.... "na motywach" wydarzeń historycznych, tak dla każdego ogarniętego Amerykanina, historia w Django używana jest jedynie jako rekwizyt.

      Zresztą wątpię, żeby Tarantino nie wiedział jak było.W filmie nie pada chyba nazwa KKK a maski wycięte z worków trudno przyrównać do stroju tak jednoznacznie kojarzonego z KKK.

      Żeby zakończyć ten przydługi offtop - scena z maskami to wręcz podręcznikowy przykład, dlaczego takie filmy najlepiej ogląda się z oryginalną ścieżką językową. Gdy oglądałem ten film drugi raz cholernie mnie wkurzał lektor zagłuszający wymienione we wcześniejszych postach dialogi. Za to przy pierwszym seansie wręcz ryczałem ze śmiechu.

      • "a maski wycięte z worków trudno przyrównać do stroju tak jednoznacznie kojarzonego z KKK."

        Obawiam się, że dokładnie tak wyglądały pierwsze stroje KKK.

        https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/2/20/Mississi...

        https://www.google.pl/imgres?imgurl=x-raw-image:///1959e48a8...

        Te ich białe szaty i szpiczaste czapy pojawiły się znacznie później, bo dopiero po odrodzeniu klanu w wieku XX.

        Czy Quientin wie choć trochę o KKK? Czy Amerykanie coś o nim wiedzą? Poza tym, że jest organizacją skrajnie rasistowską? Mimo wszystko - wątpię. Amerykanie mają bardzo ukierunkowany system edukacyjny. Jeżeli jesteś dobry w matmie, to prawdopodobnie w wieku dwunastu lat będziesz dzielił przez zero, ale nie będziesz umiał po zdjęciu stwierdzić, czy dana postać to Hitler, czy Jan Paweł. Taki system.

        Amerykanie ogólnie przejawiają wielką ignorancję odnośnie rzeczy, których nie cierpią. Większość z nich nawet nie będzie chciała słyszeć o tym, że Południe nigdy nie żywiło nienawiści do murzynów, a przynajmniej nie było to wśród nich powszechne, bo Południe to niewolnictwo, rasizm i źli ludzie.

        • Heh, tymi rycinami które zamieściłeś tylko utwierdzasz mnie w przekonaniu, że Tarantino z pełną premedytacją użył worków (które w naszej rzeczywistości byłyby po ziemniakach;) z wyciętymi dziurami, żeby dać takim osobom jak ty znać, że w tej scenie to nie jest KKK tylko grupka na której przyszły KKK mógł się najwyżej wzorować. Nie użył (przynajmniej nie przypominam sobie) nazwy KKK. Gdyby stroje były:
          - pełne ze szpiczastą czapką - błąd historyczny
          - takie jak na rycinach - również byłby to błąd historyczny ale o kilka(naście) lat a nie o dobry wiek
          W tej scenie nie masz ani jednego ani drugiego.
          Masz rację o tyle, że większość ludzi odbierze tę scenę jednoznacznie (głowy zakryte białą "maską" = KKK). Sam mówiąc o tej scenie też pewnie użyłbym takiego skrótu myślowego. Nie da się zaprzeczyć, że Tarantino musiał mieć tego świadomość. Ale to jedna z fajniejszych scen w filmie więc szkoda by było, żeby się nie pojawiła z powodu takiej błahostki jak fakty historyczne ;) Tarantino zrobił wszystko co mógł, żeby mieć scenę z "czymś a'la KKK" nie łamiąc w absolutnie oczywisty i niepodważalny sposób faktów historycznych i efekt jest jaki jest. Przynajmniej ja tak to odbieram.

          Co do ignorancji.
          Największy sk****el w relacjach z czarnymi jest czarny, największy ich "obrońca" biały, w jednej scenie pokazane jest traktowanie czarnych jak podludzi, w drugiej czarne dziewczyny wesoło się huśtają w czystych sukniach na huśtawce, farma to raj na ziemi a na polu bawełny prawie nikt nie tyra.
          Potem zabawnie się czyta komentarze zawierające zarówno oskarżenia o poprawność polityczną jak i "obrońców" niewolnictwa, w sensie osób piszących, że "czarni nie mieli wcale tak źle". W zależności od tego, w którą stronę pcha piszącego jego własna ignorancja i na których scenach się skupia.

          Właśnie dlatego uważam Django za dobry film, bo prowokuje tak skrajne reakcje w zależności od tego, na jakiego typu widza-ignoranta akurat trafimy ;) Taki max-kolonko widzi w nim tylko poprawność polityczną, niewykształcony, biedny czarny w stanach tylko będzie się ekscytował, że stu białych padło trupem. Europejczyk doceni za humor i niejednoznaczności które dla wielu są tak oczywiście jednoznaczne :)

          • "to nie jest KKK tylko grupka na której przyszły KKK mógł się najwyżej wzorować."

            Te worki symbolizowały dusze zmarłych żołnierzy konfederacji. Tych zmarłych PO wojnie secesyjnej, gdyż przed nią nie było czegoś takiego jak "żołnierz konfederacji". Wspomniałem o tym dwa posty temu. Tak więc nie, nie można w żaden sposób wtrącić tego przed wojną. Jedynym wytłumaczeniem jest po prostu olanie historii przez Tarantino (co miało miejsce już wcześniej), albo niecelowy błąd.

            "Co do ignorancji."

            Co do ignorancji, to ja wcale nie zarzucam "Django" jakiegokolwiek rodzaju tendencji. Przedstawiłem jedynie faktyczny stal mentalny większości amerykanów. Tarantino również mógłby się wykazać tego rodzaju ignorancją, jak nie w przypadku ukazania murzynów jako biednych i ciemiężonych, to właśnie w scenie z KKK.

            • No właśnie, te worki miały coś symbolizować. W filmie masz natomiast grupkę kretynów którzy założyli na głowy worki i wycieli w nich bezmyślnie kilka dziur :)

              Rozumiem twoją argumentację, ale jest ona zasadna wyłącznie, jeśli uznamy, że ta grupa białych była KKK, a nikt nie mówi (wprost), że była. Tzn, wiadomo, że chodziło o nawiązanie do KKK. Czyli, jak wspomniałem wcześniej, Tarantino zrobił co mógł, żeby w filmie który poprzedza wojnę secesyjną użyć nawiązania do KKK a jednocześnie móc się bronić, że w filmie nie ma żadnej sceny z KKK. Tak na wszelki wypadek, żeby ktoś nie oceniał filmu jako historycznego; podobnie jak totalnym bezsensem jest ocenianie tego filmu jako western, a z tego co czytałem niektórzy mają taką tendencję.

              Generalnie to Tarantino wymyślił sobie taki styl, że nigdy nie da się jednoznacznie powiedzieć, czy dany element został wprowadzony do filmu umyślnie czy został "spartaczony" bez udziału żadnej myśli twórczej. Może sobie dopowiadam własne interpretacje, ale moim zdaniem scena z "KKK" była przemyślana w każdym szczególe.

              • To teraz zadam ci pytanie.

                Dlaczego nie jest to western?

                Bo dla mnie to western i do tego bardzo dobry.

                Zapewne w ogóle się na tym nie znam, ale dla mnie western, to film z rewolwerami i kapeluszami, którego akcja dzieje się w Ameryce dziewiętnastego wieku.

                Wyprowadź mnie z błędu ;).

                • Dla mnie, tak instynktownie, to z Django taki western jak film historyczny ;) Czyli coś tam z klasycznym westernem ma wspólnego (to co wymieniłeś) ale brakuje innych elementów. Albo są one zaprezentowane w krzywym zwierciadle.

                  Dyskusji na ten temat się nie podejmuję bo nie przepadam za tym gatunkiem, więc, co zrozumiałe, nie znam się na nim.
                  Musiałbyś przejrzeć inne wątki na forum bo ten temat z pewnością był już poruszany.

                • Że zajrzę na Wikipedię.

                  Główne cechy westernu:

                  1. Tematyka związana z wydarzeniami historycznymi na Dzikim Zachodzie w drugiej połowie XIX w. (walki z Indianami, wojna secesyjna, budowa kolei transkontynentalnej, walka z przestępczością, „gorączka złota” hodowla bydła itp.) - JEST!
                  2. Wyrazista akcja o dobitnie zarysowanym konflikcie dramatycznym (starcie sił reprezentujących wartości pozytywne z siłami zła), najczęściej powiązanym z wątkiem miłosnym - mimo wszystko, JEST!
                  3. główny bohater (kowboj, traper, szeryf, „jeździec znikąd”) odznaczający się budzącymi sympatię cechami: szlachetnością, odwagą, przedsiębiorczością, wielką sprawnością fizyczną i siłą – przedstawiony na tle uschematyzowanego zespołu postaci ubocznych (śmiała dziewczyna, prawy i odważny szeryf, bywalcy małomiasteczkowego saloonu, Indianie, złowrodzy przeciwnicy, lojalni przyjaciele) - tutaj można się kłócić.
                  4. Obowiązkowe składniki awanturnicze: strzelaniny, bójki, konne pościgi - JEST!
                  5. Operowanie efektownymi plenerami Dzikiego Zachodu (rozległe prerie, skaliste wąwozy). - JEST!

                • 1. OK.
                  2. To jest właśnie ten element który zaprezentowany jest w krzywym zwierciadle. Może i ogólnie konflikt zarysowany jest dobitnie, ale w szczegółach jednoznacznie określić kto jest tym dobrym a kto złym nie bardzo się da. Przynajmniej nie widzę jednoznacznie pozytywnych postaci. Źli są w zasadzie wszyscy, tylko w różnych momentach i w różnym stopniu.
                  3. Kolejny punkt mocno odbiegający od "klasycznego" westernu.
                  4. Strzelaniny i bójki są w co drugim filmie ;)
                  5. Jakieś tam widoczki są ale też bez szału.

                • 2. No i własnie tutaj się nie za bardzo mogę zgodzić. Owszem, film pokazuje bardziej anty-bohaterów, niżeli bohaterów, lecz po pierwsze tak samo było w tak zwanych "spaghetti westernach", a po drugie bohaterowie są i tak znacznie bardziej pozytywni, niż w innych filmach Tarantino. Właśnie dlatego "Django" nawet mi się spodobało, bo było zdecydowanie lżejsze od "Bękartów Wojny", czy "Pulp Fiction". Bohaterowie, mimo popełnianych czasem amoralnych czynów wciąż sprawiają wrażenie pozytywnych. A niemiecki doktorek dentysta to w ogóle wzbudził u mnie aż sympatię.

                • Wiecie, że uprawiacie sofistykę? :P

  • bekowa scena

  • No śmieszna ta scena:)

  • "Walcie się, moja żona robiła te maski cały dzień, ale was to nie obchodzi!"

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: