BUNCH BUNCH

i granic dobrego smaku, jeśli W OGÓLE te rzeczy mają granice "dobrego smaku".
Szczególnie pierwsze dwie z wymienionych.

Obejrzałem film i doprawdy zastanawia mnie jak reżyser tak doskonałych filmów jak np. "Lilja 4-ever" mógł zrobić film właśnie taki. Nie czuć jego stylu, nie czuć niczego.

W filmach stylizowanych na tzw. mongo movies przyświeca przynajmniej (chory) sens - to kino adresowane do chorego człowieka, do człowieka wypaczonego, chorego na umyśle, sadysty. Który czerpie przyjemność z oglądania takich obrazów i one go zaspokajają.
Słynna seria "Guinea Pig" czy inne produkcje rangi "Cannibal Holocaust".

Natomiast w przypadku "Dziury w sercu" nie wiem co powiedzieć. Nie wiem co autor chce powiedzieć nam. Nie wiem o co chodzi w tym filmie. A może film tym właśnie jest?
Przedstawieniem nam zapisu wydarzeń w formie jakby reportażowej (sposób filmowania, wywiady, złamanie przeźroczystości - patrzenie w kamerę, cenzurowanie znaków towarowych firm, gdzie przecież można byłoby swobodnie zamienić rekwizyty na te pozbawione widocznego logo marki...) i zostawieniem nas z tym. Z odpychającą wizją świata.

W cyklu "Królika doświadczalnego" reżyser znęca się nad bohaterami filmu. W przypadku "Dziury w sercu" reżyser znęca się nad jego widzami.

Kino jednak widziało już wiele podobnych wypaczających dziwactw, czy to we wspomnianej "Guinea Pig" czy w "Człowieku, który pogryzł psa".

Ja akceptuję taką formę przekazu, dobitną, mocną, kontrowersyjną, życiową ale pod warunkiem, że przyświeca jej jakiś sens, tutaj sensu nie odnalazłem. I być może to jest motywem przewodnim filmu. Sztuka jednak ma to do siebie, że zawsze znajdzie zarówno grymaśnych malkonentów jak i melancholików pełnych zachwytu. Którzy będą rozpływać się nad pięknem sztafażu, który skrywa za sobą ujście ścieków.

  • ewa_stusinska ewa_stusinska
    ocena: 8

    Obejrzałam ten film przed chwilą. Znajdował się na pierwszym miejscu zestawienia zrobionego na 10-lecie ENH przez Kletowskiego. Jak to wytłumaczył? "(...) filmowy skowyt za ludzką godnością i miłością w świecie, w którym człowiek zdegradowany jest do rangi przedmiotu"

    Co o tym myśleć? Film zupełnie wybija z komfortu, intelektualnego oglądu, chłodnego dystansu, poczucia bezpieczeństwa. Trudno mi zachwalać takie uczucia, ale w tym obrzydlistwie kryje się coś - myśl, że degeneracja, dehumanizacja, uprzedmiotowienie nie musi być efektem działania innego człowieka, systemu, przemocy, choroby, ale że tkwi w każdym i ziszcza się w dobrowolnych wyborach, spazmach ciała, totalnej swobodzie własnych afektów... Co jakiś czas każdy musi doznać stanu upojenia aż do zatrucia (alkoholem, seksem, innymi używkami). Potem ma kaca (fizycznego/moralnego), ale stanowi to negatywne wspomnienie aż do czasu. Tu ten stan destrukcji trwa przez cały film, a tęsknota za czymś normalnym, pięknym i prostym pojawia się tylko czasami.

  • latajacy_pies latajacy_pies
    ocena: 10

    "Nie wiem o co chodzi w tym filmie."

    Najprościej mówiąc - to film o samotności...

  • schiz schiz

    CO TO JEST "pafariila"?! lol

    • max_38

      to jest coś o co nie powinieneś pytać

    • BUNCH BUNCH

      Pafarilla jest anagramem od "parafilii", która to została zapisana tutaj w postaci czegoś zwanego "literówką".

  • Davus Davus

    Film jest rzeczywiście dość kiepski. Dogmowata w formie opowieść o mężczyźnie, który nie potrafi znaleźć drogi porozumienia z synem, bo jego własny ojciec go zgwałcił w dzieciństwie. O jego wyalienowanym synu. I o innym mężczyźnie i kobiecie, również nieszczęśliwych aktorach porno. No, ale niestety nie ma w tym filmie nic odkrywczego. :P No i jeszcze ten jednak dość nieprzekonujący happy-end. Syn poznaje historię ojca i nagle się z nim godzi. Więcej - wychodzi z pokoju dalej niż do kuchni, bo nawet bawi się w pralni z aktorką porno (nie, nie uprawiają seksu :P ).
    Największe rozczarowanie: zero (jak dla mnie) skandalu. A przecież cała reputacja tego filmu opiera się na nim. :P Trochę seksu, masturbacji i zbliżeń operacji warg sromowych. Jedynie scena wymiotowania do ust ma jakiś potencjał wywołania szoku, ale jest na tyle krótka - że nie robi żadnego wrażenia. :P Najgorsze w filmie są robaki hodowane przez syna. :P
    Nie, żebym był fanem Moodyssona. "Mamut" czy "Lilja 4-ever" to też kino trochę zbyt łatwych tez i zbyt banalnych wniosków.
    Właściwie do tej pory to z jego filmów tylko "Fu*king Amal" mi się podobało.

    • BUNCH BUNCH

      Film jak najbardziej może być "banalnych wniosków", ale sposób jego wykonania, przedstawienia historii może być tym co uczyni go fenomenalnym.

      • Davus Davus

        No tak, to prawda, ale "Lilja 4-ever", choć przyznaję, dość angażująca emocjonalnie, nie jest "fenomenalna" w najmniejszym stopniu. Historia jest tak napisana, że nie daje bohaterce absolutnie żadnych szans na wyjście z sytuacji: bieda, nie interesująca się nią matka, irytująca ciotka, koleżanka, która wymyśla, że ma pieniądze, bo główna bohaterka się puszcza (doprawdy, trudno wymyślić bardziej idiotyczne wyjaśnienie), co psuje jej reputację, potem jej naiwność, spotęgowana tym, że nie wie, gdzie leży Szwecja (!), w końcu - handel żywym towarem. Wszystko jest w tym filmie nieuniknione, jak gdyby bieda musiała iść w parze z Fatum. Cóż, nie trzeba być geniuszem, żeby wiedzieć, że takie stawianie sprawy to bzdura i pójście przez Moodyssona na łatwiznę.
        No i te aniołki grające w niebie w koszykówkę -> dosyć tanie spojrzenie na psychikę bohaterki, która próbuje uciec od rzeczywistości w świat imaginacji. Niestety, ale nie dla mnie coś takiego. :P

        • Davus Davus

          "Mamut" miał przynajmniej większy rozmach realizacyjny i może trochę mniej "wciskania" widzom tezy, niż "Lilja 4-ever".
          Natomiast obejrzałem dzisiaj "Tylko razem" i podobało mi się bardzo. Szkoda, że Moodysson zaprzestał takich "feel-good-movies" po "Fu*king Amal" i "Tylko razem", bo z tego, co widzę - właśnie one wychodziły mu najlepiej. :P

wczytuję Ladowanie

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: