Film antywojenny?

Jako, że mam nick, którego wszyscy się czepiają pewnie podobnie będzie w tym przypadku i nikt nie odpisze mi nic mądrego, ale spróbuję. Rozumiem, że przesłanie tego jest antywojenne i antymilitarne?

Najpierw mamy krytykę szkolenia. Hartman ukazany jest w sposób niemal karykaturalny, a samo szkolenie doprowadza do śmierci dwóch osób, w tym szkoleniowca.

Jak się okazuje generalnie ono .uja daje, bo w Wietnamie co chwila ktoś ginie. Żołnierze natomiast przedstawiani są jako niewyżyte zwierzęta (dziwki, bezsensowna przemoc, masturbacja), którzy nawet nie wiedzą o co walczą. Jeden nie może zrozumieć dlaczego Wietnamczycy im nie dziękują, inny mówi, że wcale nie chodzi o wolność itp.

Warto zauważyć, że film nie kończy się ani zakończeniem wojny, ani śmiercią głównego bohatera.

Tak ja ten film odbieram, nie wiem czy dobrze, ale nie wygląda mi to na typową wojenną produkcję.

  • Cała masa wydarzeń czy to w formie irracjonalnych dialogów czy niemal komicznych sytuacji ma podkreślać absurd wojny i wszystkiego co z nią związane. Czy to w FMJ czy w Ścieżkach chwały Kubrick pokazuje to najlepiej, bez zbędnego patosu, moralizatorstwa czy większego dramatyzowania. Jest to po prostu bardzo trafna analiza wojny z perspektywy tego reżysera, czyli zdefiniowania jej jako działania kompletnie niepotrzebnego, złego, kretyńskiego, niszczącego ludzi od wewnątrz, skłaniającego do czynów niemoralnych itd. itd.

  • Tym razem zgadzam się z tobą. A nick jak nick. Ja się go nie czepiam. ;)

  • " Żołnierze natomiast przedstawiani są jako niewyżyte zwierzęta (dziwki, bezsensowna przemoc, masturbacja)"

    Właśnie opisałeś przeciętny dzień przeciętnego faceta ;) nie koniecznie wszytko naraz ale jednak ;)

    "Warto zauważyć, że film nie kończy się ani zakończeniem wojny, ani śmiercią głównego bohatera."

    Jak chyba wszystkie filmy o wojnie w Wietnamie.

  • Dla mnie film jest typowy. Tzn. jest typowym dramatem wojennym. Wszystkie filmy tego typu skupiają się na psychice samych bohaterów, a nie na scenach batalistycznych (np. Pluton, Czas Apokalipsy, Pianista itd). A że w tle widzimy jak się strzelają... W końcu jest wojna:)
    Mówiąc że nie jest to typowy film wojenny zapewne porównywałeś go do filmów "czysto" wojennych - batalistycznych (np. O jeden most za daleko, Tora Tora Tora itd). W tego typu produkcjach celem jest przybliżenie (możliwie jak najbliższe rzeczywistości) historycznych działań wojennych.
    Najczęściej jednak mamy do czynienia z miksem tych dwóch gatunków (np. Okręt, Pacyfik, Szeregowiec Ryan).

    • Nie. Chodzi mi o to, że zazwyczaj żołnierze przedstawiani są jako bohaterowie. Zwłaszcza w filmach hollywoodzkich. Sama wojna natomiast często przedstawiona jest jak najbardziej realnie.
      Tutaj mamy wiele bezsensownych, przerysowanych, śmiesznych scen. Jeżeli to było zamierzeniem reżysera to świetnie mu się to udało.

      • "Chodzi mi o to, że zazwyczaj żołnierze przedstawiani są jako bohaterowie" No właśnie nie. Czy w Plutonie albo Czasie Apokalipsy żołnierze są przedstawiani jako bohaterowie? Wręcz odwrotnie. Szczególnie Pluton skupia się na zezwierzęceniu żołnierzy poddanych nieustannemu i niezwykle intensywnemu strasowi. Zresztą Pluton to według mnie najlepszy dramat wojenny i obok Okrętu najlepszy film wojenny w ogóle.
        Nie znalazłem ani jednej bezsensownej sceny w FMJ. Są groteskowe - fakt. Był to celowy zabieg mający na celu, dzięki kontrastowi, jeszcze większe oddziaływanie na widza. Mówisz śmieszne. Ale z czym ten śmiech jest zestawiony. Znowu kontrast. Pamiętaj że szybciej dostrzeżesz muchę na białym tle niż na czarnym.

  • Moim zdaniem to jest raczej film anty-wojskowy niż anty-wojenny.

    Połowa filmu nie dzieje się na wojnie.
    Nie widać żołnierzy wietnamskich.
    Nawet ekipa filmowa kręci materiał o żołnierzach (a nie o wojnie).

    Joker ma pacyfkę w klapie i napis: born to kill - na hełmie, co jest oczywiście absurdalne. W przedostatniej sekwencji, gdzie jest umierająca dziewczyna-żołnierz, Joker działa zgodnie ze swoimi dwoma zasadami: działa humanitarnie i zabija. Moim zdaniem to jest genialne. Dla mnie to jest raczej film w stylu: Paragrafu 22 niż Czasu apokalipsy albo Łowcy Jeleni.

    • Obydwie strony maja rację. Z pewnością film bardziej skupia się na samej armii niż na wojnie. Tylko powiedz co jest strasznego w wojsku? Właśnie wojna. Do do czego oni są szkoleni, jaki los ich w konsekwencji czeka. Bez wojny wojsko byłoby takim samym zakładem pracy jak fabryka konserw.

      • Chodzi mi o to, że wojsko jest instytucją totalną - tak jak szpital psychiatryczny albo więzienie.
        Wojsko nie potrzebuje nawet wojny, żeby zrobić piekło żołnierzom (patrz pierwsza połowa filmu).

        • A Twoim zdanie dlaczego w pierwszej części filmu ci żołnierze tak byli traktowani? Właśnie dlatego aby przygotować ich na wojnę. W taki właśnie sposób szkoli się żołnierzy mających później stawić czoło grozie wojny. Ma to na celu oswojenie ich z przytłaczającym stresem. Poza tym po takim szkoleniu sama wojna nie wydaje się już taka straszna. Gdyby nie było wojny, nie byłoby również takich szkoleń.

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: