Bez szału

A mnie zastanawia jakie właściwie było zamierzenie reżysera. Czy ten film ma być satyrą na ludzi kurczowo trzymających się młodości? I robiących to w sposób stereotypowy, sitcomowy (palenie "trawki", chodzenie na dyskoteki dla starszych)? Czy może ta stereotypowość wkradła się przypadkiem, a film poważnie próbuje podejść do przedstawienia tej grupy społecznej (samotnych ludzi w jesieni swojego życia)? Którakolwiek odpowiedź byłaby prawidłowa, twórcy nie pociągnęli swojej wizji do końca, błądząc po różnych opcjach, przez co film jest nierówny. Zbędna i trywialna wydaje się scena, gdy bohaterka zobaczyła siebie w tańczącym kościotrupie. Męczące są powtarzające się sceny samotnego śpiewania i wkraplania kropli do oczu (po co pojawiły się w filmie w takiej ilości?). Przygarnięcie kota w chwili, gdy jej związek okazał się farsą, i pokazywanie jak śpi z nim w łóżku, to kolejne odwołanie do typowego obrazu starej panny. Niezbyt odkrywcze.

Bohaterka sprawia wrażenie, jakby naczytała się poradników, według których sekretem dla udanego życia towarzyskiego jest bycie wiecznie uśmiechniętym. I taką widzimy ją w towarzystwie innych - tryskającą przesadną energią, gotowa wybuchnąć perlistym śmiechem w chwili, gdy tylko ktoś się do niej odezwie. Wygląda to jak groteskowa maska. Jeśli takie było zamierzenie, brawa należą się odtwórczyni głównej roli. Wyszło to bardzo realistycznie, ale już ukazywanie kontrastu między wesołą Glorią na imprezie i smutną Glorią w mieszkaniu było nachalne.

1

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: