"Stajesz się odpowiedzialny na zawsze za to, co oswoiłeś"

ostatnia wypowiedź: jagamiga1
judge_holden judge_holden
ocena: 8

"Mały Książę poszedł zobaczyć się z różami.
- Nie jesteście podobne do mojej róży, nie macie jeszcze żadnej wartości - powiedział różom. - Nikt was nie oswoił i wy nie oswoiłyście nikogo. Jesteście takie, jakim był dawniej lis. Był zwykłym lisem, podobnym do stu tysięcy innych lisów. Lecz zrobiłem go swoim przyjacielem i teraz jest dla mnie jedyny na świecie.
Róże bardzo się zawstydziły.
- Jesteście piękne, lecz próżne - powiedział im jeszcze.
- Nie można dla was poświęcić życia. Oczywiście moja róża wydawałaby się zwykłemu przechodniowi podobna do was. Lecz dla mnie ona jedna ma większe znaczenie niż wy wszystkie razem, ponieważ ją właśnie podlewałem. Ponieważ ją przykrywałem kloszem. Ponieważ ją właśnie osłaniałem. Ponieważ właśnie dla jej bezpieczeństwa zabijałem gąsienice (z wyjątkiem dwóch czy trzech, z których chciałem mieć motyle). Ponieważ słuchałem jej skarg, jej wychwalania się, a czasem jej milczenia. Ponieważ... jest moją różą.
Powrócił do lisa.
- Żegnaj - powiedział.
- Żegnaj - odpowiedział lis. - A oto mój sekret. Jest bardzo prosty: dobrze widzi się tylko sercem. Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu.
- Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu.- powtórzył Mały Książę, aby zapamiętać.
- Twoja róża ma dla ciebie tak wielkie znaczenie, ponieważ poświęciłeś jej wiele czasu.
- Ponieważ poświęciłem jej wiele czasu... - powtórzył Mały Książę, aby zapamiętać.
- Ludzie zapomnieli o tej prawdzie - rzekł lis. - Lecz tobie nie wolno zapomnieć. Stajesz się odpowiedzialny na zawsze za to, co oswoiłeś. Jesteś odpowiedzialny za twoją różę.
- Jestem odpowiedzialny za moją różę... - powtórzył Mały Książę, aby zapamiętać."

Ale kto dzisiaj czyta "Małego Księcia"? Książkę wypaczoną i obrzydzoną przez jałowe szkolne interpretacje? Kto dziś robi takie obrazy jak "Koronczarka" i kto takie rzeczy ogląda? Film kompletnie "nie na czasie", staroświecki, zmurszały, paskudnie ckliwy. Że się ktoś tam w kimś zakochał, że ktoś tam się kimś rozczarował, bo zaufał, niepotrzebnie, za bardzo, może za szybko? Nuda, panie jak cholera. I żeby z tego powodu zaraz w depresję, żeby się od razu od świata i ludzi odwracać, żeby w fantazję uciekać? Żeby z nikim nigdy więcej potem? Niepojęte, nie dla współczesnych. Dzisiaj Beatrice (ta zawsze przeurocza Isabelle Huppert!) zostałaby niechybnie obśmiana za swoją nieprzystojną wstydliwość, fałszywą skromność, karygodną łatwowierność, tani romantyzm, brak asertywności i woli walki. Zahukana dziewczyna, bez ambicji, bez planów na przyszłość, która uwierzyła w jakiś ideał i boleśnie się sparzyła. Do tego nie wie, co to dialektyka i co gorsza naiwnie się do tej ignorancji przyznaje, zamiast inteligentnie kluczyć i zwodzić, jak to robi jej cwany przyjaciel. I nad czym tu ubolewać? Normalka, było minęło. Alleluja i do przodu!

Film niepozorny, ale elektryzujący, gorzko refleksyjny, psychologicznie precyzyjny i cudownie anachroniczny! Takich już nie robią. Pozbawiony dźwięków finał i to oskarżycielskie spojrzenie osamotnionej koronczarki przywodzą na myśl milczące zakończenie fenomenalnej "Pianistki" Hanekego. Podobna zdrada, podobny ból, podobna bezradność i ta sama, choć o dwadzieścia kilka lat starsza, Erica Kohut! Największe tragedie rozgrywają się w ciszy. Film tylko dla obłąkanych.

  • _Garret_Reza_ _Garret_Reza_
    ocena: 2

    Z czego wnosisz, że bohaterka uwierzyła w jakiś ideał?

    • judge_holden judge_holden
      ocena: 8

      Głównie z zachowania Beatrice po odejściu Yvesa. Tu widać drastyczny regres stanu ducha dziewczyny, jest znacznie gorzej niż było zanim poznała chłopaka. Czarna sukienka, żałobnie-karykaturalnie pomalowana twarz, niczym smutny Pierrot. Czytaj spojrzenia, analizuj niedomówienia, bo one współtworzą opowieść koronczarki. Jednocześnie widać, że Beatrice po odejściu Yvesa nauczyła się bronić i już nie wystawia się tak łatwo na ostrzał. Nałożyła na siebie kolejną warstwę pancerza. Świadczy o tym scena, kiedy na ławce w parku opowiada bajkę o swej podróży do Grecji, do Mykonos, gdzie są białe wiatraki. Identyczne jak na ścianie w świetlicy w sanatorium…

      Beatrice to osoba niezwykle wrażliwa, smutna, milcząca i uważnie słuchająca drugiego człowieka. Rzadka zaleta, nieprawdaż. Zmienia się pod wpływem Yvesa, choć jej przemiana jest powolna i subtelna. Kiełkuje w niej radość życia - maskowana, nieśmiała, strachliwa; pojawia się głupia i niewinna wiara w miłość (jakże to banalne, prawda?), która wcześniej jest regularnie tłumiona w zarodku. Przypomnijmy choćby zachowanie dziewczyny na imprezie w klubie, kiedy jej koleżanka rozpaczliwie szuka towarzysza na noc. Przy Yvesie bohaterka zaczyna, coraz bardziej świadomie, wyznawać ideał normalnego życia u boku godnej zaufania osoby, dla której można się poświecić, od której można się uczyć i którą można też zarazić swoją wrażliwością i prostotą. Koronczarka uosabia zawierzenie (takie staroświeckie słowo).

      To nieprawda, że Beatrice nie przejawia żadnej chęci kształtowania swojej osobowości. Ona po prostu nie pasuje do modelu rozwoju personalnego, w którym widziałby ją Yves, jego rodzina i przyjaciele. Deklaruje, że chce uczyć się od chłopaka, przebywając z nim, obserwując go, może w pewnym momencie nabierając także jego zwyczajów i kształtując w ten sposób własne. Fakt, nie jest wyrafinowaną intelektualistką, odstaje od reszty towarzystwa, nie używa mądrych wyrazów, ale można się naprawdę zastanawiać, czy w tej bełkotliwej, chaotycznej debacie postmarksistowskich wykształciuchów to właśnie ona nie prezentuje się najrozsądniej - nie wymądrza się, ale milcząco i z pewną pokorą słucha. Słucha i analizuje, i próbuje coś zrozumieć, o czym świadczy choćby jej późniejsze pytanie do Yvesa, czym jest dialektyka. Prosty, niekształcony człowiek indaguje z zainteresowaniem aspirującego intelektualistę o jedną z ważniejszych kategorii filozoficznych i nie dostaje odpowiedzi! Trudno nie wyczuć w tej scenie kąśliwej ironii. W filmie są wyraźne sygnały wskazujące na to, że ostateczna decyzja Yvesa nie była jego do końca autonomicznym wyborem. Niewątpliwie do odrzucenia przez niego koronczarki przyczyniła się rodzina i koledzy.

      To nieprawda, że dalszy związek Beatrice i Yvesa musiałby być transakcją jednostronną, w której tylko dziewczyna czerpałaby korzyści, natomiast chłopak wyszedłby na frajera. Yves może zazdrościć dziewczynie jej wrażliwości, ufności i prostoty, ale nie przejawia chęci, żeby pod wpływem Beatrice kształtować własną wrażliwość. Film poddaje pod rozwagę kwestię odpowiedzialności człowieka za drugą osobę. Jeśli świadomie bierzesz na siebie trud i ryzyko formowania bliźniego niemal od zera, nie możesz ot tak nagle odwrócić się i odejść. To jest też sprawa duchowej i emocjonalnej dojrzałości. Zwróćmy jeszcze uwagę na fragment motta: "Była jedną z tych dusz, które nawet nie dają znaku, a które trzeba cierpliwie pytać i uważnie się im przyglądać". Dodajmy: I które rozkwitną powoli i pięknie, jeśli dostaną szansę i nie zostaną zgaszone. Na to właśnie wskazuje film.

      Nie rozkładaj filmu na czynniki pierwsze i nie badaj matematycznie jego poszczególnych elementów w oderwaniu od pozostałych, bo to wiedzie na manowce sądów pustych i jałowych. Mamy tutaj prostą, spójną historię skromnej, zakopanej w sobie głęboko dziewczyny, którą ktoś przywrócił życiu, wyciągnął na chwilę z mrocznego dołu, by potem pozostawić ją powoli staczającą się tam z powrotem. Przeczytaj "Małego Księcia", obejrzyj jeszcze raz "Koronczarkę", z większą uwagą i większą wyobraźnią. Zbyt wiele rzeczy ci umknęło. Albo wprost przeciwnie - nawet nie próbuj, i upewnij się, czy wiesz, co to dialektyka!

      • judge_holden judge_holden
        ocena: 8

        Zamiast Yvesa powinno być François, pierwsze to imię aktora.

      • Toshiro Mifune ToshiroMifune
        ocena: 10

        Świetnie napisane. Zgadzam się z każdym Twoim słowem. To bardzo smutna prawda, że "Koronczarka" wydaje się być filmem "nie na czasie". Ale z drugiej strony film jest bardzo mało znany. Może gdyby go trochę zareklamować na filmwebie, to znalazłby jeszcze uznanie u wielu osób ? Sądzę, że takie świetne interpretacje tego filmu jak ta Twoja, mogą się okazać bardzo pomocne dla "dzisiejszych" młodych ludzi, mających cyniczną maskę na twarzy i chaos w głowie, ale w gruncie rzeczy czujących podobnie jak młodzież lat 60-tych czy 70-tych. Pozdrawiam :)

  • None200 None200
    ocena: 9

    Tym cytatem przypomniałeś mi wielkość tej książki którą już tak dawno czytałem.Ponadczasowa. Dzięki !

  • Cadavera Cadavera
    brak oceny

    Niektórzy twierdzą że związek osoby wykształconej z niewykształconą nie ma sensu-właśnie ze względu na przepaść intelektualną. Oczywiście w bardzo wielu przypadkach jest to totalna bzdura i wykształcenie nie musi mieć wiele wspólnego z inteligencją czy zaradnością. Jeśli jednak wyobrazimy sobie relacje osoby pokroju polska klasy C (same wulgaryzmy,zero zainteresowań, perspektyw na życie,prymitywism w postrzeganiu świata) i osobę czarującą, inteligentną, wygadaną to nie za bardzo to się klei

    • jagamiga1 jagamiga1
      ocena: 9

      Zły przykład, Beatrice nie jest prymitywna w postrzeganiu świata, ani nie jest prostacka.

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: