Japonia, Imperium, Łomot

Japonia chciała być imperium w Azji i na pacyfiku dostali łomot od jankesów. A co do filmu dobry polecam równierz drugi film o tej bitwie i nie tylko "Sztandar chwały".

  • Wg mnie, 'Sztandar chwały' do pięt nie dorasta 'Listom z Iwo Jimy'. Wiadomo, ciężko porównać te dwa filmy, skoro mówią tak naprawdę o innych rzeczach, mimo że w kontekście jednego rozdziału z historii - jednak 'Sztandar...' jest wg mnie po prostu słabszy technicznie, może też mniej dopracowany aktorsko, nie wiem. Strasznie mi się dłużył mimo ciekawego tematu, skakania ze sceny w scenę i bardziej współczesnych ujęć, co przy 'Listach...' rozgrywających się w ponurej scenerii przez 2,5h ani przez chwilę nie było odczuwalne. Niemniej jednak, wiadomo, trzeba obejrzeć oba filmy, najlepiej w krótkim odstępie czasu, bo też i taki był zamysł reżysera.

  • Może i dostała, ale Japonia walczyła dzielnie i mieli lepszych żołnierzy, bo amerykańska armia to śmiech, Japonia się poddała, bo bomby zrzucili, , honor, rodzina i ojczyzna dla nich ponad wszystko.

    • Czy mieli lepszych żołnierzy? nie do końca, chociaż nie zgodzić się nie mogę

    • użytkownik usunięty

      jakby miała lepszych to by wygrała.....

      • technologia.

        • użytkownik usunięty

          na początku wojny to technologicznie raczej słabsi nie byli jeśli chodzi marynarkę i lotnictwo, w lotnictwie to przyznam że mieli lepszych pilotów(ale chyba tylko do bitwy o Midway.....) ale chyba słabszych dowódców(a oni też są żołnierzami) szczególnie tych niższego szczebla
          a na lądzie zwyczajnie fanatyzmem nie można zastąpić lepszego wyszkolenia szczególnie jeśli ten lepiej wyszkolony żołnierz ma lepszy sprzęt(no ruscy mogli tyle że oni mieli więcej ludności od Niemców a Japonia mniej od jankesów)

          • Japończycy mieli faktycznie lepszych żołnierzy ale głównie w siłach lądowych, potem we flocie. Ich świetni piloci (zarówno floty jak i armii) zbyt szybko się wykruszyli (Midway, Guadalcanal, Nowa Gwinea) ale nie o tym.

            Bardzo morderczy trening i indoktrynacja (od połowy lat 30-stych, wcześniej japońcy żołnierz przypominali ich brytyjskich czy niemieckich kolegów), połączona z tradycją zrodziła lojalnych, posłusznych, bardzo wytrzymałych żołnierzy. Oczywiście patrząc i porównując z aliantami całościowo, nie jedynie przez pryzmat poszczególnych formacji (jak chindits). Warto poczytać o kampanii na Malajach czy Filipinach, gdzie o wiele słabsi liczebnie, często chorzy i wygłodniali... względnie podobni technologicznie Japończycy gnali przed sobą całe armie upasionych alianckich żołnierzy. Sam upadek Singapuru to wielka hańba dla Brytyjskiej Armii po kres jej istnienia.

            Dowódców obie strony miały podobnych (zdarzali się geniusze i imbecyle), choć nie bez znaczenia dla japońskich był kodeks bushido w ramach którego cesarskie naczelne dowództwo nie informowało generałów niższego szczebla o swych klęskach (więc dowódcy nie mieli pełnego obrazu sytuacji).

            Amerykanie swym przemysłem, technologią i ilością zatłukli doborowego japońskiego żołnierza. Przy każdym desancie było ich o wiele więcej, mieli zdecydowaną przewagę ogniową, mogli liczyć na świeże uzupełnienia, a nawet na zluzowanie i urlopy. Japończycy mogli temu przeciwstawić jedynie wyszkolenie i żelazną wolę, a także odwagę z którą np. samobójczo atakowali alianckie czołgi. Jednak jako, że to alianci wygrali wojnę trudno takiego obrazu się doszukiwać (np. "Pacyfic"), nie podkreśla się tego aby nie umniejszać swego zwycięstwa. "Listy" to chlubny wyjątek.

            • Doskonały komentarz, napisałbym to samo. Podzielam zdanie w 1200%

            • Moim zdaniem argumenty nietrafione - na Filipinach i Malajach Japończycy mieli zdecydowaną przewagę w powietrzu i na morzu. Mogli wybierać czas i miejsce ataku na tysiące wysp. Siły amerykańskie nie były liczne ani zbyt dobrze uzbrojone. A armia filipińska nie dość, że nieliczna to jeszcze fatalnie niedoinwestowana. Malaje tak samo - japońska supremacja na morzu i w powietrzu - Brytyjczycy wysłali naprawdę niewielkie siły powietrzne i zero czołgów, choć nie żałowali Australijczyków i Nowozelandczyków z karabinami. Dowódców też nie wysyłano pierwszorzędnych.
              Gdy na Guadancanal Japończycy zmierzyli się z piechotą morską w równorzędnej walce, to w trakcie ich działań ofensywnych straty były zabójcze dla Japończyków, A to były dokładnie te same oddziały, które pół roku wcześniej szturmowały Malaje czy Filipiny. Przy czym trudno doszukiwać się jakiejś wyraźnej przewagi w technice jeśli chodzi o stronę amerykańską - to jeszcze był rok 1942. A więc Stuarty nie górowały nad japońskimi czołgami, piechota morska strzelała z karabinów powtarzalnych, flota dopiero uczyła się radaru, a lotnictwo wciąż latało na tych samych Wildcatach, na których zaczynało wojnę - choć wywalczyło na nich panowanie w powietrzu nad Guadancanal i zadało lotnictwu japońskiemu druzgocące straty.

              Amerykańskie ataki na wyspy Pacyfiku - oczywiście, że strona atakująca musi mieć przewagę co najmniej 3 krotną, aby w ogóle rozpatrywać sens desantu. Za to Japończycy siedzieli okopani, zaszyci w setkach schronów i bunkrów, nierzadko w terenie gdzie nie można było wykorzystywać techniki - np. czołgów. Gdzie trudno było ze wsparciem artyleryjskim i lotniczym (możliwe porażenie swoich oddziałów), a więc dochodziło do walki ludzi przeciwko ludziom. Gdzie przewaga liczebna była iluzoryczna - nawet wzmocniona dywizja piechoty morskiej - 19 tysięcy ludzi, to zaledwie 5-6 tysięcy w oddziałach szturmowych. Reszta to formacje tyłowe. W tej sytuacji japońskie pozycje wcale nie były zalewane falą ludzką. A mimo to efekty tych starć były dla japońskiej armii druzgocące - ginęło 20 - 30 tysięcy ludzi. A Amerykanie mieli 3-6 tysięcy rannych i zabitych. Nawet w najkrwawszych kampaniach - Okinawa, Peleliu czy Iwo Jima - stosunek strat był kilkakrotny na rzecz sił USA. Na mniejszych wyspach ten wskaźnik był jeszcze bardziej kompromitujący - w jednym bezsensownym ataku ginęło 2-3 tysiące ludzi kosztem życia kilkudziesięciu GI.
              Z walk na wyspach pacyficznych obraz żołnierza japońskiego jaki się wyłania jest smutny. Wyraźnie widać, że stanowił on bezrozumną i bezwolna masę, którą poświęcano w bezsensownych atakach, lub w działaniach defensywnych nie mających szans na sukces - a czasami większego sensu. W armii japońskiej dominowało zero inicjatywy czy elastyczności w wykonaniu żołnierzy i niższych oficerów - czegoś co stanowiło siłę np. armii niemieckiej w walkach na wschodnim i zachodnim froncie. A jedyna inicjatywa wyższych szarsz, to bezsensowne posłanie swych podwładnych na masową rzeź z okrzykiem "banzai", a potem własne samobójstwo.

              • Nie miałem czasu odpowiedzieć wcześniej, póki co skupię się nad jedną kwestią.

                M3 Stuarty górowały i to sporo nad każdym japońskim czołgiem w roku '41 i '42 aż do pojawienia się Type 97 Shinhoto Chi-Ha dysponującym na swoim uzbrojeniu działem Type 1 kal. 47mm.

                Był znakomitym czołgiem jak na ten czas, jego 37mm działo ppanc. L/57 na dystansie 450 metrów przebijało 53mm płytę pancerną. 3-4 Karabiny maszynowe, opancerzenie 44-25mm, czteroosobowa załoga, mało awaryjny choć o krótkim zasięgu.

                Po drugiej stronie za przeciwnika miał Type 97 Chi-Ha (z 57mm krótkim działem, nie był wstanie zagrozić Stuartowi) oraz Type 95 Ha-Go. Ten drugi miał 12-6mm pancerz i działo 37mm jakie mogło skrzywdzić Stuarta na dystansie poniżej 300m. Dodatkowo jednoosobowa wieża powodowała te same trudności z jakimi borykali się czołgiści francuscy w '40. Karabin maszynowy w wieży nie został sprzężony z działem lecz umiejscowiony z tyłu na modłę archaiczną.

                Stuart mógł bez większych problemów zniszczyć japońskie czołgi samemu będąc stosunkowo bezpiecznym (ciekawostką jest fakt użycia w Birmie płyt pancernych ze zniszczonych Stuartów w celu dopancerzenia Type 97). Dlatego też był on ochoczo wcielany do armii japońskiej i pośpiesznie użyty np. na Jawie gdzie to Holendrzy ze swoimi austriackimi Bohlerami 47mm nie mogli im zrobić krzywdy.

                To czego nie miały Stuarty to dobrze wyszkolonej załogi ale nawet członkom Gwardii Narodowej udawało się w sprzyjających okolicznościach rozbić podczas jednego starcia 8 Type 95. Równorzędnym przeciwnikiem dla niego był dopiero nowy Type 97 ale gdy tenże zawitał się w większych ilościach na polach bitew musiał się zmagać już z dwukrotnie cięższym Shermanem.


                • Przeciwko którym w kolejnych latach wojny nawet nie próbowano stawać w klasycznych pojedynkach czołgów lecz okopywano Type 97 i z zasadzki, strzelając w boczne pancerze, usiłowano zniszczyć owe Shermany. Skuteczniejszym wrogiem amerykańskich czołgów stał się sprytny, zdeterminowany do szaleństwa piechur japoński nadrabiający niedostatki swej broni ppanc. fortelami (np. Stuarty unieruchamiano za pomocą wbijanych w ich układ jezdny stalowych prętów po czym wykańczano je koktajlami mołotowa, minami magnetycznymi i improwizowanymi pociskami).

                • Masz racje - Stuarty na Pacyfiku w 1941-1942 były w miarę dobre - choć nie rewelacyjne. Ale prawda jest taka, że nie było ich tam wiele. Zresztą czołgi nie były rozstrzygającym elementem uzbrojenia na tym froncie.
                  Z drugiej strony zabrakło ich na Malajach (a choćby Brytyjczycy wysłali tam Matyldy - świetnie spisujące się na Nowej Gwinei i to jeszcze w 1945 roku). Tak więc przewaga sprzętowa była po stronie japońskiej. Japończycy wybierali czas i miejsce ataku, mieli siły pancerne, zdecydowaną przewagę w lotnictwie, przewagę na morzu - po zatopieniu dwóch brytyjskich okrętów liniowych - wręcz supremację. W dodatku, znaczna część sił brytyjskich to były oddziały kolonialne.
                  Brytyjczycy niewątpliwie zaliczyli niezłą wtopę z Singapurem, ale nie na skalę jaką im się potocznie przypisuje.
                  Podobnie było na Filipinach - kilka tysięcy wysp i już pierwszego dnia wyłączone lotnictwo amerykańskie przez pech. Dzięki Pearl Harbor udało się Japończykom jeszcze izolować archipelag. A mimo to Amerykanie po wycofaniu się na półwysep Baatan świetnie się bronili. Na tyle, że byli w stanie wybić do nogi cały desantowany batalion japoński przy minimalnych stratach własnych. A także wytrwać kilka miesięcy. Nowa Gwinea - chyba zgodzisz się, że Australijczycy stawili naprawdę zdeterminowany opór - i to przeważającym siłom. W życiu nie zgodziłbym się, żeby zakwalifikować oddziały australijskie, a zwłaszcza żołnierzy australijskich - jako gorszych od Japończyków.
                  Na Guadancanal zmierzyły się siły Japońskie już z głównym rozgrywającym na tym teatrze działań - amerykańską piechotą morską. Japończycy oprócz zwykłych wojsk lądowych, użyli też elitarnych jednostek - efekt tych starć był żenujący dla sił Nipponu. Walka trwała pół roku, bo niczym tow Stalin, dosyłali tam świeże mięso, a Amerykanie długo nie mogli wywalczyć przewagi na morzu. Tarawa, Saipan i wiele innych wysp - amerykańscy marines atakowali niezwykle umocnione pozycje, ponosząc ciężkie straty (według amerykańskiej miary), ale też niszcząc wielotysięczne garnizony. Na szczególne podkreślenie zasługuje Tarawa - siła obrony atolu była chyba nawet większa niż na Omaha Beach szturmowanej przez 1 i 29 dywizje, które to jednostki przygotowywały się do ataku od wielu miesięcy. A mimo to marines na Tarawie wygrali niezwykłą determinacją i umiejętnością błyskawicznego dostosowania się do sytuacji taktycznej, ponosząc przy tym jak na niewielki teatr działań - olbrzymie straty - tysiąc zabitych. Wielotysięczny japoński garnizon został wybity prawie co do nogi.
                  I wreszcie Okinawa - gdzie Japończycy odpuścili sobie obronę całej wyspy umacniając się na obszarze górskim. Tu też, przewaga sprzętowa nie miała aż takiego znaczenia. Tu Shermany wybijano jak muchy, zresztą nie za bardzo miały okazję do popisu ze względu na topografię. Zresztą Japończycy w kulminacyjnym momencie pomogli atakującym przeprowadzając tradycyjny atak banzai.
                  Strasznie mnie korci porównanie żołnierzy japońskich do radzieckich. Szczególnie jak się czyta opisy falowych ataków, praktykowanych w obu armiach - przeprowadzanych czołowo na umocnione pozycje obronne. Z tym że żołnierzy Nipponu wysyłano zazwyczaj nocą. Za to podwładnych tow Stalina było zdecydowanie więcej i mieli więcej sprzętu.

                • Ja się do reszty kwestii jeszcze odniosę w przyszłości, póki co skupię się na tych Stuartach.

                  Amerykanie mieli ich na Filipinach 108 szt. zgrupowanych w jednym związku szybkim (jako rezerwa). Do tego dochodzi ok. 50 szt. działa samobieżnego T-12 (uzbrojonego w 75mm armatę zabójczą dla dowolnego czołgu japońskiego) oraz przynajmniej 20-ścia tankietek Universal Carrier.

                  Dla porównania Japończycy wystawili raptem 160 czołgów (4 i 7 Pułk Czołgów, kompanie czołgów rozpoznawczych). Były to Type 97, Type 95, skrajnie przestarzałe Type 89, tankietki Type 97 z marnym działem oraz Type 94 bez takowego.

                  W tej kwestii przewaga jakościowa (jedyną wadą Stuarta na Pacyficznym teatrze działań było działo strzelające zbyt słabymi pociskami odłamkowymi) leżała po stronie Amerykanów, którzy jej nie wykorzystali choćby ze względu na wyszkolenie i morale ich czołgistów porzucających swe wozy, które następnie przejmowali Japończycy aby jeszcze w tej samej kampanii użyć ich w boju.

    • (" honor, rodzina i ojczyzna dla nich ponad wszystko") honor co robili w Chinach ,masakra w Nankinie , Koreji to było honorowe

    • Dla Japończyków mówisz "honor, rodzina i ojczyzna"?
      Chyba cie poje..... Nanking kolego, Nanking.
      Japońcy jak mało który naród jest tak pokręcony, że w czasie wojny wrzucali żywe dzieci do ognia, kobietom w ciąży wbijano bagnet w brzuch, gwałcąc, mordując wszystkich bez wyjątku!
      Nawet teraz każdy kraj ma limity połowu ryb zagrożonych wyginięciem, wszyscy prócz Japonii, której kasa liczy się najbardziej!
      Molestowanie w tramwajach, pedofilia, itp. Japonia to chorzy ludzie, zdegenerowani i powaleni.

      • Kasa się liczy? Gdy tsunami nawiedziło kraj i wiele sejfów po prostu sobie pływało to ludzie oddawali bankom, później ludzie stali normalnie w kolejkach w Polsce by rozkradli, Yakuza przekazała ofiarom pieniądze, jeden z najinteligentniejszy naród na świecie popatrz na edukację, zdegenerowani i powaleni ludzie? to co powiesz o amerykanach? gdzie co 2 dzień poyeb z bronią morduje dzieci? w kraju kwitnącej wiśni kolego jest jeden z najmniejszych odsetek przestępczości, Nie każda japonka zna kamasutrę i nie każdy jest tam zboczony Tam rząd robi swoje i dba o swoich obywateli a nie o imigrantów, nie wpuszczają muzułmanów bo wiedzą co ich czeka,

    • Wbrew powszechnemu mitowi, Japonia się nie poddała ponieważ zrzucono bomby atomowe. Poczytaj sobie o tym - po zrzuceniu drugiej bomby, Japonia wciąż chciała walczyć. To odezwa Cesarza do narodu nakłoniła Japończyków do kapitulacji. Na YouTube można nawet jeszcze znaleźć nagranie z tej przemowy.

  • Straty w bitwach na Pacyfiku były bardzo podobne po obu stronach, a często i większe po stronie amerykanów.
    A w dniu łomotu (mam namyśli kapitulacje) mieli podobną ilość terenu co Niemiecka Rzesza w swoich najlepszych momentach

    • Taa, jasne podobne straty? Na chociażby Guamie na jednego zabitego Amerykanina, przypadało 11 zwłok japońskich.

      • Pearl Harbor na jednego zabitego Japończyka przypadało 35-36 zwłok Amerykańskich

        • To ten jedyny raz, potem Amerykanie robili z Japończyków mielonkę.

          • "Bitwa o filipiny" straty Japońskie około 9 000 zabitych, 13 000 rannych, 500 zaginionych.
            A po drugiej stronie 25 000 zabitych, 21 000 rannych, 100 000 pojmanych

            • A siły początkowe to 151 000 (alianci) i 47 000 (japonia)

              • Dobra, ale to w większości byli Filipińczycy a nie Amerykanie.

                • A tak na marginesie, to znasz statystyki ilu bezbronnych cywilów i jeńców wymordowali Japończycy?

                • Znam

                • Słyszałeś coś o jednostce 731?

                • Japonia miała mądrzejszych dowódców i często amerykanie ponosili porządne straty, bo Amerykanie ich lekceważyli, myśleli , że bez problemu wygrają bo mają przewagę liczebną , prawda jest taka , że amerykanie uważali ich gorszych od siebie. Nie znam się bardzo na wojnie Japonia Stany. Niemcy oprócz elitarnych jednostkach , mieli słabych żołnierzy, ale mądrych oficerów. Rafman, ale przyznaj , że większość filmów o bohaterstwie USA to śmiech i kłamstwa.

                • A czy ja mówię że te filmy to w 100% prawda, bardzo ci polecam obejrzeć film Me-i Wa-i ( po angielsku My Way )
                  I czemu twierdzisz że poza elitarnymi jednostkami Niemcy mieli słabeuszy?

                • Zwykli żołnierze Wehrmachtu ( czyli żadne SS czy co ) byli lepiej wyszkoleniu niż zwykli żołnierze aliantów, bo o ZSRR szkoda mi słów marnować. Sytuacja się zmieniła pod koniec 44 i do końca 45roku czyli służby Hitlerjugend, a mimo to taki 15 latek z Panzerfaustem potrafił zrobić naprawdę dużo zamieszania.

                • Panzerfaust trudny do obsługi nie był, w późniejszych latach wojny brali wszystkich, nawet tych co broni nie umieli trzymać , dla mnie to oni nie byli dobrymi żołnierzami, tylko najlepsza technologia im pomagała, jakby Francja się nie poddała po miesiącu to kto wie czy by ją zdobyli, woleli żeby im miast nie zniszczyli niż walczyc .

                • Czyli podsumowując jest tak jak mówiłem gorszych żołnierzy mieli pod koniec 44. Lepsza technologia nie do końca im pomagała, oczywiście nie mówię że była do dupy tylko gdy Niemcy wyprodukowali 10 zaawansowanych, skomplikowanych w produkcji i kosztownych Panter, Rosja wypuściła 100 T-34 a USA drugie tyle M4, dlatego ta technologia raczej ich zgubiła. Moim zdaniem powinni się skupić na produkcji jakiejś super prymitywnej Pantery którą można by było produkować na skalę masową. A Francja uchodziła w tamtym czasie za najlepszą armię świata, ale była żałosna, budowali ogromne fortyfikacje mające powstrzymać Niemców na wypadek ataku z ich strony. Zużyli na to kosmiczne ilości ilości budulcu i pieniędzy a Niemcy po prostu je ominęli i dobrze zrobili zmuszając Francję do kapitulacji nie niszcząc ich miast i oszczędzając tym wielu żołnierzy, a gdyby się Francja nie poddała to wkroczyli by w końcu do tych miast i zrobili porządną rozpierduchę

                • Z tego co czytałem to 3 armia na świecie , ale może masz rację, na pewno mieli lepszą od USA, Kampania francuska która trwała miesiąc, a Polacy, którzy w niej uczestniczyli, to dostali prawdziwy cios w plecy, a gdy przekroczyli zagłębie Saary , to zamiast iść dalej to się zatrzymali.. wojna na siedząco i nie sprawdzona linia maginota, nie uznaj tego, że cie pouczam, bo w tej dziedzinie to z pewnością wiesz więcej ode mnie, ale to żałosne, co wtedy Francja zrobiła.

                • A wracając do tematu Niemców to z początku wojny, a nawet do 42 roku mieli takie same i gorsze czołgi, czy broń ( chodzi mi o wartości bojowe ) a mimo to odnosili ogromne sukcesy, dzięki właśnie wyszkoleniu i głównie taktyce Blitzkriegu, później ich straty w sprzęcie nie mogły pozwolić na dalsze prowadzenie walk w ten sposób, a na stratę 100 czołgów Pz III, Pz IV bądź dział Stug III dostali hociażby 5 Tygrysów, 15 Panter i 10 Pz IV czołgi o wiele lepsze ale w o wiele mniejszej liczbie. Co więcej im wojna trwała dłużej tym paliwa było mniej od 44 roku Niemcy mieli ogromne problemy z paliwem a wprowadzano czołgi które paliły po 500, 700 a nie które nawet 1000 litrów paliwa na 100 km. Były setki jak nie więcej przypadków że gdy w czołgu kończyło się paliwo, a nie było zapasów, ustawiano czołgi w kierunku jakiegoś bagna, wrzucano bieg i czołg się w nim topił. Chodziło oto że Niemcy którzy mieli mało sprzętu nie chcieli by Rosjanie czy Amerykanie dodatkowo wykorzystywali niemieckie czołgi przeciwko Niemcom.

                • użytkownik usunięty

                  to że szli w jakość nie było błędem a odpowiedziom na przewagę ilościową aliantów, to była dobra droga tyle że Niemcy nie mogli tej wojny wygrać gdyż ich nie było stać na popełnianie błędów a alianci mogli sobie na to pozwolić(szczególnie Rosjanie)
                  no i jeszcze jest taka kwestia że Hitler był uparty jak osioł a jak któryś generał podważał jego zdanie to szedł w odstawkę

                • Czy na pewno była dobra? tak, ale jak się okazało nie najlepsza. Naprzykład jakość niemiecki pancerzy (chodzi mi o twardość) była za DUŻA w wyniku czego były kruche, bardzo ciekawe są testy w których strzelano z amerykańskiego działa 76mm w przedni pancerz pantery, nie uzyskano żadnego przebicia, natomiast płaty bocznego pancerza były całe popękane, co więcej nawet jeśli pancerz nie pękał to przy rykoszecie odrywały się od niego mikroskopijne kawałki pancerza i raniły załogę w środku. Oraz bardzo znany Konig Tiger który pod względem pancerza okazał się porażką, nałożyło się na to wiele czynników jak chociażby braki w surowcach, można powiedzieć że to co przebiło jego poprzednika, przebiło też jego.

                • użytkownik usunięty

                  od 44 to jakość stali u Niemców spadała właśnie w związku z tym brakiem surowców, a ta taktyka to nie wiem jak się miała okazać najlepsza skoro walczyli z dwoma największymi potęgami gospodarczymi, sam ZSRR miał przed wojną więcej czołgów niż wszystkie pozostałe kraje razem wzięte a i zasoby ludzkie Niemic również były bardzo ograniczone w porównaniu z ZSRR czy USA dodatkowo musieli walczyć na kilku frontach(już nie chodzi mi nawet o Normandię bo to było później czy Afrykę ale bardziej o wojnę na morzu)
                  ale gdyby pójście w jakość było złą filozofią to obecnie kraje zachodu nie poszły by ta drogą
                  zapominasz też że niemieckie wojska musiały walczyć pod powietrzną dominacją aliantów
                  a kolejna sprawa to generałowie panzerwaffe krytykowali reorganizację dywizji pancernych wprowadzoną na rozkaz Hitlera, przed atakiem na ZSRR zwiększono liczbę dywizji pancernych zmniejszając ich jakość bo zmniejszono liczbę czołgów w nich z aby tworzyć nowe dywizje a zastępowano je pułkami piechoty
                  ps oczywiście że ilość po przekroczeniu pewnej granicy pokona jakość tyle że Niemcy nawet jakby poszli w ilość to i tak by przegrali bo ich przemysł był zbyt słaby na rywalizację z aliantami

      • To z powodu japońskiej doktryny wojennej która zresztą nie powstała podczas drugiej wojny światowej ale dużo przed, nawet przed pierwszą. I na tej to taktyce ciągłych zmasowanych ataków na linie obronne wroga z wojny rosyjsko-japońskiej zbudowano taktyczną myśl europejską podczas I wojna światowej owocowało to milionami niepotrzebnych zgonów przy bezsensownym szturmowaniu umocnień. Należy też oceniać cały konflikt amerykańsko-japoński nie od strony broniących Iwo-Jimy patryiotów tylko agresywnego państwa które zostało zepchnięte do defensywy. Szanuję i podziwiaj Japonię przez praktycznie całą jej historię ale prawdę trzeba oddać.

  • jedno jest pewne japończyk nie moze sie równać z polakiem który będzie bronił kraju do końca nawet bez butów w lesie

  • użytkownik usunięty

    nie chciała a była :)
    tyle że imperium które upadło na skutek starcia z najpotężniejszym krajem ostatnich 200 lat

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu:
o