opowieść o dziewczynie, która nie potrafiła: m ó w i ć

Ocena? Uznaję ostatnio tylko jedynki i dziesiątki, nie to jest zresztą najważniejsze. Film oglądałam 4 dni. Serio. To zasługa poziomu zażenowania jakie mnie dopadało na tyle by robić przerwy.

Przez absolutnie cały seans a szczególnie na końcu jednym z odczuć jakie szczególnie górowało nad innymi stanowiło to by: zdrowo p r z y p i e * d o l i ć czymś tej gówniarze, która najwyraźniej ma cholernie duże problemy z komunikowaniem się, myśleniem i ogólnie życiem - by coś wreszcie powiedziała.

Podczas każdej tej przerwy zastanawiałam się czy nie taki miał być zamysł scenariusza. By tak maksymalnie zażenować i w ostateczności wkur*ić widza.

I ostatecznie skłaniam się ku temu, że owszem, faktycznie. Nie widzę tu żadnej głębi. Ja się jej jedynie mogę domyślić znając życie i świat a więc to, że naszą gówniarę w dzieciństwie najwyraźniej bili, molestowali i przywiązywali do kaloryfera w piwnicy. Pozbyli się jej po tym gdy matka ułożyła sobie nowe życie z nowym facetem do którego niepełnosprawna umysłowo córka już nie pasowała.

Z kolei nasz cudowny fotograf, który mógłby tworzyć niezwykle barwne relacje/związki bo takie mają w zwyczaju tworzyć ludzie niezwykli czy jego pokroju woli spółkowanie z intelektualnymi amebami, które jedyne co potrafią: to milczeć. Domyślam się, że łóżkowe umiejętności dorównywały tym interpersonalnym więc wychodzi na to, że fotograf był masochistą (przypuszczam w związku z porażką matki jego dziecka).

I gdyby pokazać właśnie to, co być może i zmyśliłam - film traktujący o tym, że totalnie bezmyślna gówniara kompletnie nie radzi sobie z dorosłym światem w jaki wkroczyła miałby choć krztę sensu. Ale on jej nie ma. Trailer tworzy iluzję obrazu o współczesnym świecie pełnym seksu, intryg i wszechpanującego hedonizmu a tymczasem stanowi opowieść o zaburzonej dziewczynie, która po prostu nie potrafiła mówić. Taki powinien być tytuł. Taki opis. Przepis jak przegrać życie nie potrafiąc myśleć i komunikować się z ludźmi. W kinie chyba powiesiłabym się na sznurówce.

Ani odrobiny w tym pasji, wyobraźni, kreatywności, ani jednego ciekawego czy głębokiego dialogu. Zero chemii, pożądania, zero pie*dolonego uśmiechu nawet! Po prostu szarość. Bród, smród, malaria, niesmak i zaniedbane dziewczyny, z których piękno trzeba wydobyć jedynie makijażem. Intelektualne dno o zombie bez pasji.. o ludziach pustych i nieszczęśliwych. Nie polecam w absolutnie żadnym stanie emocjonalnym.

I pytanie do tych, którzy postawili 10tki. Poproszę o przykład głębi w tej produkcji. Krótko, zwięźle i na temat bez trollowania i gównoburz. Nie podobało się - mój problem, jestem gupia, niedorosła etc. Ale oświećcie mnie, proszę. Na przyzwoitym poziomie.

25
  • Wydaje mi się, że właśnie taki był zamysł reżysera, chodź nie wiem czy w pełni spełnił jego oczekiwania. Obraz bowiem przedstawia kobietę, piękną niczym porcelanowa lalka, ale niestety to jedynie powłoka tej kobiety, ponieważ jest ona jedynie pustą skorupą, niezdolną do samodzielnego istnienia. Często tak bywa, że piękne z wierzchu opakowania, skrywają zepsuty środek. Tak właśnie było z Emmą, która nie potrafiła nie tyle że mówić, ale komunikować światu swych uczuć. Jeśli jednak chodzi o jej profil psychologiczny to był on nad wyraz ciekawy. Cechowała ją bowiem głównie apatia, rozumiana jako stan znacznie zmniejszonej wrażliwości na bodźce emocjonalne i fizyczne. Częste zaburzenie psychiczne, a w tym o podłożu depresyjnym. Natomiast jeśli ktoś zapytałby mnie czy poleciłabym komukolwiek ten film, to odpowiedź brzmi nie. Film niestety nudny, wręcz niezwykle nużący. Szkoda, bo zapowiadał się na ciekawy dramat.

  • Twój komentarz przeczytałam na cztery raty. Serio. Z takim poziomem wqurwionego, nienawistnego bełkotu spotkałam sie chyba tylko w środowiskach ultrakatolickich i nacjonalistycznych. Ocenia się FILM, a nie to, że bohaterka jest opóźnioną amebą (bo może taka miała być), a bohater masohistą. Skoro miałaś ochotę jej przypier* to najwyraźniej udała jej sie ta rola, bo nie pozostawiła cię obojętną. Dla ciebie wszystko jest czarne albo białe. 1 albo 10. Według ciebie filmy powinno się robić tylko o superinteligentnych i niezaburzonych ludziach? Film nie zasługuje na 10, ale tym bardziej nie na 1. Dziewczyno, lecz się z tej agresji u specjalisty, a nie na portalu filmowym...

    • To tylko mój prywatny system oceny a nie próba wyładowania agresji. Równie dobrze specjalistę mogę polecić ze względu na taką nadinterpretację. Ba, takie systemy ocen funkcjonują już od dawna. Raczej nie burzą średniej. Raczej służą czemuś innemu i wynikają z zupełnie innych czynników.

      • Twoje zarzuty po pierwsze odnoszą się do bohaterki. Film jest zły bo nie lubię bohaterki. Po drugie odnoszą się do tego, że trailer, opis etc. Czyli pomijasz taką dość istotną kwestię: błędny mógł być opis, nie film.
        Gdy dochodzimy wreszcie do tego, dlaczego sam film Ci się nie podoba, to:
        "Ani odrobiny w tym pasji, wyobraźni, kreatywności, ani jednego ciekawego czy głębokiego dialogu. Zero chemii, pożądania, zero pie*dolonego uśmiechu nawet! Po prostu szarość. Bród, smród, malaria, niesmak i zaniedbane dziewczyny, z których piękno trzeba wydobyć jedynie makijażem. Intelektualne dno o zombie bez pasji.. o ludziach pustych i nieszczęśliwych. "
        Oczywiście tu też odsiewamy Twoje nielubienie. Zostaje ocena 1 dlatego, że film o nastolatce nie ma głębszych dialogów (u Ciebie w postach też głębokich myśli nie ma), wydziwiania (pozwoliłem sobie zmienić słowo "kreatywność", żeby było widać, jak ta sama cecha jest zaletą lub wadą zależnie od tego, co się chce wystawić, 1 czy 10), chemii (przy tym "chemia" jest największym, największym, największym możliwym banałem; nie tylko widzowi przedstawiamy temat, punkty widzenia, zjawiska, możliwe interpretacje, nie tylko dajemy mu szanse na namysł, ale jeszcze niech sobie chemię poogląda. W ludziach uczęszczających akurat do szkoły poprzedzającej liceum na pewno hormony grają i chemia skutecznie zbliża do oceny 10 nawet Łowcę czarownic).

        Trudno zatem oprzeć się wrażeniu, że w bohaterkę chciałabyś się wczuć lub choć ją polubić, pooglądać sobie w dowolnym filmie to samo (nawiasem, opowiedz mi kiedyś o głębi dialogów w Zjawie czy Łowcy czarownic, może być w Mad Maxie lub Blair Witch), intelektualnie niewymagające filmowe klisze. Zmylona opisami, że będzie "o współczesnym świecie pełnym seksu, intryg i wszechpanującego hedonizmu" (tu naprawdę ziewam, nie dla kpiny) oceniasz na 1. Prosiłbym przynajmniej o przemyślenie tego, jaki sobie mit tworzysz, bo skrytykowałaś "Modelkę" z perspektywy naprawdę dalekiej od głębi.

        Nie dałem 10, ale pozwolę sobie odpowiedzieć na Twoje pytanie. Otóż nie znalazłem w tym filmie górnolotnych banałów, jakby wyjętych z przemówień filmowych prezydentów USA. Tylko nie nazwałbym ich głębią. Już spostrzeżenie, że nastolatka wypowiada się raczej jak Ty, a nie jak jakiś wyobrażony schemat nastolatki, nie jest takie oczywiste. Ty na przykład do tego spostrzeżenia nie dochodzisz mimo kontaktu z nastolatką co lustro (nawet jeśli jakimś cudem Ci 20 skoczyło, wtedy potraktuj wypowiedź metaforycznie).
        Niepotrzebnie użyję tu słowa "dekonstrukcja", bo film się w jakieś filozoficzne nurty nie wpisuje, ale zdecydowanie to, na co narzekasz, jest w tym filmie właśnie dojściem do pewnej psychologicznej prawdy, a zerwaniem z konwencjami i kliszami (-> chemia). O ile kino psychologicznej prawdy to nie jest żadna nowość, o tyle nie widzę, żebyś je lubiła. Może gdyby mi było dane przejrzeć więcej Twoich ocen.
        Teraz kolejne spostrzeżenie - nie ma chemii. Przynajmniej ja nie czuję, gdy Ci odpowiadam. Twoje oczekiwania musiałyby się radośnie rozmijać z psychologiczną rzeczywistością, żebyś dramat (nie groteskowe SF z elementami horroru i musicalu) doceniła. Czy to nie absurd, który do głębi ma naprawdę daleko?

        Temat pracy modelki podjęty został nie ze skrajnie banalnej perspektywy "ogólnie o seksie, ogólnie o intrygach, ogólnie o hedonizmie", bo o tym opowieści znajdują się między Małą Syrenką a Czerwonym Kapturkiem (nie kpię, rozważ). Ogólnie moralizatorskie ogólniki to najmniej ambitna i głęboka rzecz, jaką w kinie można znaleźć, chyba że Vin Diesel jest rzeczą. "Modelka" nie daje ani bohaterki ulepionej tak, byśmy ją uwielbiali (nawet, jak to lubią dzisiejsze seriale, byśmy ją uwielbiali mimo tego, jaka jest okropna i krzywdzi otoczenie). Zerwanie z łatwością oddziaływania na gimbazę, czy nie uznamy tego za plus? Jednocześnie jednak nie miałem aż tak negatywnych uczuć jak Ty, gdy zobaczyłaś dziewczynę do siebie podobną (oceniam pod względem jakości wypowiedzi, bo tylko to mam na forum). Jestem zapewne w większym stopniu docelową widownią, bo zakończenie było dla mnie niejednoznaczne nie tylko dlatego, że nie wiedziałem, co bohaterka wybierze, ale nie było tez jednoznaczne dlatego, że nie wiedziałem, do czego bym ją zachęcał. Filmowi udało się zatem mnie-widza włączyć w konflikt między marzeniami a kiepską emocjonalnie sytuacją. Znów zaleta.

        Z tych powodów zarzut, że ktoś nie myśli albo nie odpowiada na przyzwoitym poziomie, pozwolę sobie przypisać temu, że jak to nastolatki - nie umiesz rozmawiać.

  • Świetna wypowiedź :)
    Zaoszczędziłaś mi czasu oglądania, dziękuję.
    Pozdrawiam

  • Szkoda, że przeczytałam dopiero po seansie. Zgadzam się w 100%. Daaawno nie zdażyło się, żeby główna bohaterka tak mnie irytowała. Miałam ochotę walnąć ją kilkoma słowami, głównie "dziękuję" i "proszę"...

  • Irytująca główna bohaterka. Ciężko mi się na nią patrzyło, ale sam film nienajgorszy.

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: