Jedna z najbardziej wzruszających scen w historii

jak dla mnie pierwsze kilka/kilkanaście minut filmu i wiadoma scena to mistrzostwo świata... Dawno się tak nie wzruszyłem. Do dzisiaj "odlot" pozostaje moją ulubioną animacją.

26
  • Aż głupio się przyznać, ale popłakałam się na samym początku, jak ten starszy pan wspominał swoje życie i przez kilkanaście minut nie mogłam się uspokoić. Dobrze to zrobili :)

  • Właśnie obejrzałam te kilka minut na yt, z jakimś utworem i powiem szczerze, łzy mi poleciały. To jest takie wzruszające i takie prawdziwe.

    • Pięknę , wzruszające ale cholera niestety nieprawdziwe :( A przynajmniej dla mnie i otoczenia które znam, ale mam nadzieję że ktoś gdzieś cieszy się po prostu życiem z tą drugą osobą mimo iż mają walący się dom i pieniędzy tyle co ze sprzedaży balonów. Niestety świat w większość zpomniał co ważne i cenne na rzecz pieniądza.

      • Też uważam, że historia jest strasznie przerysowana. A już na pewno nie jest tak w Ameryce. :D Starzy ludzie w większości nie mogą już na siebie patrzeć i się nie szanują. Wszystkiego odmawiają, drą koty ze sobą oraz obwiniają się za niemalże wszystko. Tak bynajmniej ja widzę swoimi oczami.
        Dokładnie. Przez chorą pogoń za pieniądzem, poświęcanie się nałogowo pracy, a nie rodzinie mamy w Ameryce brutalne, rozwodowe statystki, które powoli Polacy gonią z roku na rok. A to, że jakaś para dożyła starości, kocha się ze szczerego serca i niemalże prowadzą takie życie jak w tej scenie, to wyjątek od reguły, a nie reguła.

  • Fakt, początek filmu był naprawdę wspaniały, omało co się nie popłakałam (a przy filmach rzadko mi się to zdarza). Jednakże potem wszystko zaczyna się walić.

    • O tak, mam dokładnie takie same odczucia. Być może wyrażenie, że "zaczyna się wszystko walić" jest nieco zbyt ostre albo surowe, ja bym to może ujął "sypać się", albo "kruszyć" (choć to nieistotne szczegóły), ale tym niemniej tak to dla mnie niestety też wyglądało. Początkowo film był zaiste i ze wszech miar wspaniały, piękny, wzruszający, ale tak mniej więcej tylko do czasu pierwszych dialogów, od kiedy to klimat absolutnie genialnego i fantastycznego Wall-E'ego zaczął się powoli acz nieubłaganie ulatniać i uciekać niczym UWAGA SPOILER ............................ dobytek naszego głównego bohatera przy końcu filmu ...........................UWAGA SPOILER. Także pomimo samego przypominającego początek przyjemnie ckliwego zakończenia czuję zdecydowanie bardziej zawód i poczucie swoistego oszukania (w końcu też oskary, też pixar, i też niezwykle zachęcający początek, o swingującej ścieżce muzycznej już nie wspominając) aniżeli tamtą trudną wręcz do opisania paletę uczuć, których wspomnienie do dnia dzisiejszego powoduje błogą i niczym niezmąconą radość.
      Szkoda.

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: