ambiwalentna ambiwalentna
ocena: 3

Film jest tak okropnie zły, że nie wiem od czego zacząć. Sama historia, a właściwie parę jej elementów mają ogromny potencjał. Potencjał jednak został żywcem doszczętnie pogrzebany irytującą rolą Ruth Wilson II i rolą genialnego Davida Walliams'a, którego nie sposób (jeśli się oglądało) nie kojarzyć z Małą Brytanią. Tak więc bardzo gryzie się jego przekomiczna postać z rolą bardzo tajemniczego, pewnego siebie gościa.

Film opowiada historię młodej i bardzo zdolnej pisareczki, która z racji swojej sławy zostaje zapraszana na solny. Historię opowiada Maggie Smith, jednak ma się wrażenie, że to co mówi, bardzo kłóci się z tym, co jest nam pokazywane. Bo nie widzimy kontrowersyjnej, elokwentnej pisarki a szarą, nieśmiałą, niezbyt bystrą dziewczynę, której podoba się pewien tajemniczy facet, lecz kiedy ten facet opowiada jej parę makabrycznych historii dziewczyna nagle ucieka, nagle się boi, nagle nie potrafi się wysłowić. Nagle gościu niszczy jej życie, a ona nadal nie potrafi się wysłowić. Absurd nad absurdem. Bo mimo, że ma na niego ogromnego haka, mimo, że ponoć jest pisarką, mimo, że była na tyle odważna by wprost mówić o tym, że w kinie za mało jest seksu, mimo tego wszystkiego ona nie robi nic. Jest beznadziejna, nijaka. Tak więc historia się ciągnie i ciągnie, a kiedy wreszcie coś się zaczyna dziać, coś intryguje.. i coś może nas zaskoczyć: film kończy się równie nijako jak kreacja młodej Mary.

Gra aktorska, ujęcia, montaż, muzyka: wszystko było okropne. Ale to tylko moje zdanie, i mam świadomość, że to po prostu nie jest kino dla mnie. Takie bardzo emocjonalne, delikatnie jedynie poruszające, lekko nudne, dramatycznie zwykłe. Z góry uprzedzam, że: Absolutnie nie twierdzę, że komu film się podobał ten idiota, i nie mam też czasu na idiotyczne kłótnie kto się zna a kto nie, których jest tu coraz więcej. :)

  • ditta_2 ditta_2

    ja uważam, że aż tak strasznie nie było. muzyka świetna, niezła gra aktorska (perełeczka Gemma Arterton) i znakomite oddanie detali epok (ach te lata 50.). ale fatalne dialogi, dziwaczne zakończenie i ogólne poczucie przytłoczenia każą mi ten film mocno skrytykować. szkoda, bo początek i pierwsze spotkanie dawało nadzieję.

  • SaoSin SaoSin

    heh skoro oceniasz go tak źle to już sam opis chyba powinien cię zniechęcić mnie ten film zaciekawił lecz niestety nie mogę powiedzieć że uwiódł bo do tego jak sam przyznałeś czegoś zabrakło

  • Georgiana_ Georgiana_
    ocena: 1

    Ten film jest dla mnie tak absurdalny, że nie wiem zupełnie jaki był sens jego powstania. Sama historia jest nudna, nie ma żadnej wartości, ani logicznego wywodu.
    Spojler
    Z mojej strony wygląda to tak, że głównej bohaterce się nudziło, więc wymyśliła sobie pana-psychopatę i twierdziła, że to na pewno przez niego nie może znaleźć pracy, bo on ma znajomości i żyła w tym przekonaniu przez 40 lat oczywiście o nic go nie pytając, nawet na niego nie wrzeszcząc. Wolała go sobie wyobrażać jako staruszka w parku, sięgając przy tym po piersiówkę.
    Wprost genialne!

  • Piotrek4 Piotrek4
    ocena: 3

    Ja tam się zgadzam. Ten film próbuje uchodzić za jakąś sztuke na wyższym poziomie, a jest bełkotem. Na pierwszy rzut oka jest to film ambitny, ale tak naprawdę to trudno nawet powiedzieć o co tu tak naprawde chodzi. Moim zdaniem o nic. Nie ma głebi, nie ma przekazu.

    W takim wypadku można by było powiedzieć, że to opowieść o ludziach. Ale nic z tych rzeczy, bo postacie są przerysowane, a aktorzy słabi jak nigdy. Ruth Wilson rzeczywiście jest irytująca, ale nie zgodzę się z Twoją opinią na temat Davida Walliamsa. Trudno mi powiedzieć co w jego postaci jest takiego intrygującego czy przyciągającego? Pewność siebie? Tajemniczość? Phi! Taką postać jak on zagrałby każdy aktorzyna. To co zaprezentował w poszczególnych scenach to zwykły warsztat każdego aktora, natomiast z szerszej perspektywy trudno powiedzieć co w jego roli jest takiego fajnego. To nie żadna wielka, ani nawet dobra kreacja. Ta postać nie robi wrażenia, a tajemnicza jest dlatego, ze taka jest w scenariuszu. Zrestzą popatrzyłem na jego filmografię. Kto to jest David Walliams?

    Najgorsze jest jednak to, że to film bez wartości, bez celu. Nie ma mozliwości własnej interpretacji, zadania sobie pytań itp. Ten film za taki oczywiście uchodzi, nawet może próbuje być, ale nabiorą się na to ci, którzy nie są jeszcze doświadczonymi kinomaniakami.

  • MissLis MissLis

    Oglądałam go trzy razy. Za pierwszym mi się nie podobał, za drugim było lepiej, za trzecim - myślę, że potrafię z niego wyciągnąć wnioski. Historia kobiety, która niepowodzenia życiowe i złe decyzje młodości zwala na coś/kogoś innego. Nie jest pewna, czy Walliams faktycznie jej zaszkodził, czy to tylko jej własne urojenia i usprawiedliwienie na dobrze zapowiadającą się, a kiepsko kończącą przyszłość. Niezły, tak bym powiedziała.

wczytuję Ladowanie

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: