SLABY

Ocena 8.5,to chyba jakis żart.Sztampowe klimaty przez pół filmu,syn idealista,ojciec tyran po traumach,romans z telenoweli, jest to tak przedstawione że juz wiedzialem ze ledwo dokończe seans..Sceny batalistyczne niby ok ale czułem jakby to bylo nagrywane w studio a nie w plenerze.Japońce atakuja bez ładu i składu,Vincent z jakimś karabinkiem wyglądającym na wode rozwala gosci sunąc po kocu :D Kompania czeka aż główny bohater zdecyduje czy walczy czy nie bo jak nie to oni nie idą:),no i scena na noszach..dajcie spokoj.. Nie podobało mi sie to wszystko.Szeregowiec Rayan lata świetlne lepszy.Sztampa,patetyzm i tyle.

78
  • Każdy ma prawo do własnej oceny, ale nie wydaje Ci się, że oceniasz ten film bardzo surowo? Ja osobiście dawno, dawno temu oglądałam Szeregowca Ryana, jednakże moim zdaniem pod wieloma względami te filmy są do siebie podobne. Na chwilę obecną oceniałabym je podobnie, chociaż pewnie co do Szeregowca to powinnam sobie najpierw odświeżyć pamięć. Może rzeczywiście masz rację, ale żeby od razu 3?

  • W końcu ktoś kto widzi te idiotyzmy

  • Mam w zwyczaju odpowiadać merytorycznie, ale jak czytam takie komentarze... Kurde no jak można być takim cebulakiem to mi się w głowie nie mieści. Najlepszy zarzut, ze "syn idealista" o ja nie mogę.... a jak go inaczej nazwać?

  • Filmu nie dało się oglądać, jestem głęboko zawiedziony bo liczyłem na Gibson. Poza tym dziwi mnie że ludzie tak zawyżają oceny w dużej mierze tylko dlatego że to historia oparta na faktach.

  • zgadzam się w 100%, naprawdę ciężko było przebrnąć przez tą lawinę kiczu. mam wrażenie, że oceny są wystawiane bardziej dla samej autentycznej historii, niż sposobu jej przedstawienia poprzez ten film.

  • patrzac na te wpisy nie dziwie sie ze w tym kraju PIS wygral wybory :D Gust niby jest jak dupa, kazdy ma swoj ale najpierw gimbusy poczytajcie o szeregowym Doss a potem pieprzcie te swoje farmazony

    • a mi się by wydawało, że zwolennicy wyżej wymienionej partii właśnie polubiliby taki wymuszony patriotyzm, bezmyślną wiarę i patos męczennika. Ale nie ma co mieszać poglądów i gustów. W każdym razie, zastanawia mnie dlaczego czyny i życie szeregowego miałyby jakkolwiek wpłynąć na moją ocenę filmu? Ciesze się, że się dowiedziałem o jego istnieniu ale nie zmienia to faktu, że obraz kompletnie mi się nie podobał.

      • jak sie oglada film o WWII i bohaterze tamtych czasow ciezko oczekiwac braku patosu i bohaterstwa tudziez meczennictwa... chcesz czego innego ogladaj Bidget Jones Baby - dobry film nomen omen ;)

        • w "Pacyfiku" czy "Kompani Braci" nie przeszkadzał mi żaden patos ani męczeństwo. A oglądam wszystkie filmy nominowane. W innym wypadku być może, masz rację, pominąłbym ten tytuł, ale skoro go obejrzałem to i oceniam.

          • ale ten film jest taki jak historia ktora opowiedzial Gibson... Czepic sie mozna wyboru tematu a nie realizacji. To jakby miec pretensje do garbatego ze dzieci mu sie proste urodzily...

            • Temat mógł być świetnie wykorzystany i nawet trochę patosu nie przeszkadza w tego typu filmach (patrz Szeregowiec Rayan), ale Mel Gibson stworzył po prostu film kiepski.
              Pierwsza część filmu, czyli okres dojrzewania i pierwsza miłość, była kiczowata i nudna.
              Druga część czyli trening wojskowy to po prostu śmiech na sali. Vince Vaughn jako sierżant ich szkolący był żenujący i od kiedy ktoś taki jedzie ze swoimi rekrutami na wojnę?
              Trzecia część czyli sama wojna też wywoływała moje salwy śmiechu. Żołnierz chwytający martwego kadłubka i biegnący z nim jak z tarczą w stronę wroga strzelając z biodra to jeden z wielu przykładów,.
              CGI było okropne, przedstawienie Japończyków jak oszalałe zwierzęta to też przesada, a o ostatniej scenie na noszach wolę nawet nie zaczynać...

              • wiesz ale nie jest dla mnie autorytetem ktos kto anime ocenia na 10 :P byc moze wine moge klasc na prawdopodobnie dwukrotnosc mojego wieku wzgledem Twojego, chociaz nie jestem przekonany ze mojemu doroslemu juz synowi podobala by sie ksieznika monoke czy ja ja tam zwa ;) Tak jak napisalem wysoka ocena filmu nie wziela sie z powietrza, a gust jak wspomnialem jest jak dupa, kazdy ma swoj

                • Czy kiedykolwiek widziałeś coś z tych anime ocenionych przeze mnie na 10? Mają one w sobie znacznie więcej głębi niż większość obecnie tworzonych produkcji Hollywood. Może nie wszyscy dali by tak wysoką ocenę jak ja ale dla mnie mają wartość emocjonalną. Wieku też bym nie rzucała na twoim miejscu zbyt pochopnie.
                  Ale nie zmienia to faktu że nie skomentowałeś w żaden sposób moich argumentów na temat tego filmu. Zamiast tego rzuciłeś się na czepianie się czegoś co kompletnie nie jest tu tematem.

                • napisalem o guscie i z niego nie zamierzam sie tlumaczyc. Mnie film sie bardzo podobal tak jak wiekszoci widzow, a to jest w swiecie piekne, ze nie wszyscy jestesmy tacy sami bo jakze wtedy byloby ku rewsko nudno. Dla mnie EOT :D Spokojnej nocy zycze

                • Dwukrotność wieku może i tak, ale zdecydowanie dwukrotność tendencyjnego absurdu. Czepiać się anime zaraz po tym, jak czepiało się niezrozumienia dla patosu. Chyba właśnie zrobiłeś to samo, postawiłeś X na anime, inni stawiają X na ultrapatosie. Dla mnie film wizualnie fenomenalny. Jedyny minus i to spory - niejaki Garfield odgrywający protagonistę, nazwisko zobowiązuje i widziałabym go prędzej w roli kota taplającego się w lasaniii. Jego przerysowana mimika i twarz tak mnie irytowały, że filmu nie zserduszkuje. Choć ja tam lubię ten patosik, w Iladzie też był to nie wymysł Holiłudu.

              • Hmmm moge sie mylic ale sierżant ktory szkoli swoj batalion zawsze leci z nimi na front ;)

              • WhyDaQ Jeżeli dla Ciebie wyjazd sierżanta ze swoimi ludźmi na wojnę jest czymś zaskakującym to polecam zostać przy swoich bajkach które oceniasz na 10 ;) wmawiaj światu że te bajeczki są głębokie jak studnia bez dna ale sam siebie nie upokarzaj wypowiadając się na temat WOJNY :) bo Ty to chyba nawet służby wojskowej nie odbyłeś jeżeli tak poleciałeś z tym sierżantem...
                Co do filmu to jednak jego ocena jak i opinie recenzentów mówią jedno że warto dlatego Twoje poglądy na szczęście nic nie zmienią w odbiorze tego obrazu :)

              • Zauważ tylko, że film M.Gibsona miał stosunkowo mały budżet 40 mln dol.,
                a i tak był dobry pod względem technicznym. A ty czepiasz się efektów CGI.
                A ile filmów z budżetami 200-250mln, a CGI kłuje po oczach na kilometr.

                • Tutaj CGI było stosowane niepotrzebnie w pewnych momentach, dlatego mnie tak bardzo kłuje w oczy.
                  Np. Jedna z pierwszych scen gdy dwójka dzieciaków wspina się na skałę i staje na jej szczycie patrząc w dal, są wyraźnie i nieudolnie wklejeni w tło. Czy było to potrzebne, nie można było tego zrobić efektami praktycznymi? The Thing z 2011 roku ze stertą CGI nie dorasta do pięt The Thing z 1982 roku pomimo ponad dwukrotnie większego budżetu.
                  Nie chcę też żebyś myślał że CGI jest czymś co przeważyło nad moją oceną. To raczej jedna z małych rzeczy które można było zrobić inaczej.
                  Sama atmosfera filmu mi osobiście nie odpowiadała, bardziej umiejętne zastosowanie efektów specjalnych by mało zmieniło.

              • Nie znasz historii. Żółtki były jeszcze bardziej nafukane fetą niż szkopy. Nie spali przez to po 4 dni z rzędu. Mózg ich był gwałcony przez obłęd gościu od kreskówek anime

              • Ok skoro tamten kretyn nie potrafił podać jakichkolwiek kontrargumentów, to ja

                spróbuję :)
                Widzisz, bo dla mnie też zaleciało troszkę patosem i kiczem, ale biorę poprawkę na

                to, że jest to opis tamtych czasów. Kiedy Doss mówi do dziewczyny per Pani, kiedy

                dostaje w twarz, kiedy zabiera ją do kina itp. Tak było, tak właśnie to wyglądało. I

                z naszego punktu widzenia to strasznie śmierdzi kiczem, ale cóż.
                Sierżant był żenujący to prawda, ale ten schemat nie wziął się znikąd :) Ta postać

                mogła Ci się nie spodobać, ale to część filmu, w którym odgrywa swoją rolę i takich

                ludzi na froncie było na pęczki.
                Tak samo postać tej sieroty - żołnierza wzorowego. Pierwszorzędna maszyna do

                zabijania z kiepskim charakterem chwyta zwłoki i osłania się nimi. Chcesz mi

                powiedzieć, że takich ludzi nie było? Szczerze wątpię. Ale owszem, strzelanie z

                biodra z tak długiej broni to już trochę przesada :)
                Tak, było dużo przerysowania, ale to film. Trochę efekty kiepskie czasami, ale

                dopiero w późniejszych minutach filmu mnie zaczął razić, wcześniej było spoko.
                Japońce faktycznie trochę tak przedstawieni, ale czy tacy nie byli? Pokazani zostali

                jako świetni żołnierze, broniący terenu długo i nieustępliwie. Te tunele to przecież

                świetna rzecz. No i ich kultura, zabijanie się pod koniec itd.
                No, a teraz amerykańce. Pobili swojego chcąc wydalić z woja. Jeden jak dzieciak

                rzucił drugiemu w stopę. Inny to narcyz latający z gołym dupskiem w koszarach.

                Kolesie nie stroniący od hazardu no i przez Ciebie wymieniony sierżancik.
                A co z akcją bombardowania własnych ludzi? Przecież to jeden z najgorszych błędów

                ludzkich.
                Myślę, że równowaga została raczej zachowana.

                Odniosę się jeszcze do tego co inni pisali np o całym tym "boziu kochana uratuj".
                No cóż, taki wydźwięk trochę ma ten film, ale takiego mamy bohatera. Był mocno

                wierzący i to mu chyba faktycznie pomogło. Myślę, że Mel lubi poruszać ten motyw w

                filmach, bo jest to psychologicznie interesujące. Ludzie bardzo mocnej wiary, którym

                udało się dokonać jakichś rzeczy warci są choćby pochylenia się nad sprawą.

                Do tego wydaje mi się, że Mel starał się pokazać wojnę z trochę brzydszej strony.
                No powiedzmy, że mu się trochę udało.
                Zapijaczony ojciec stracił 3 swoich przyjaciół na wojnie i chciał wyperswadować

                wojaczkę synom. Nie udało mu się, propaganda w kinie zadziałała. Kobieta, którą

                bohater ledwo co poznał - na wieść, że chce jechać na wojnę rozpłakała się, ale

                przyjęła to na klatę, bo "co miała zrobić?". Widać tutaj wielką machinę, która

                pochłonęła i nadal pochłania miliony ludzkich istnień i ludzie się na to nabierają

                albo zwyczajnie akceptują z pochyloną głową.
                Ja widzę głównego bohatera jako naiwnego młodzika o dobrym sercu, który omamiony

                wiarą i propagandą wojenną postanowił podszkolić się nieco z medycyny (choć jak sam

                twierdził w szkole nie miał za dobrych stopni) i wyruszyć na pole walki by leczyć

                rannych. Do tego postanowił nie tykać broni, bo tak to sobie obmyślił, jako że wiara

                mu tego zabrania, ale będzie tam biegać i ratować kolegów nie tykając gnata, więc

                spoko. Już prawie go wywalili z woja, ale jakoś mu się udało dotrzeć w sam środek

                piekła i jeszcze przeżyć. Jak tego dokonał? Czy wiara mu rzeczywiście pomogła? Może

                po prostu miał szczęście? Obudziły się w nim jakieś instynkty przetrwania czy ki

                czort? Nie wiem, ale jak dla mnie historia nieźle przedstawiona.

    • 1. A co ma wynik wyborów do oceny filmu? Ja na przykład oceniłem go nisko, a jestem lata świetlne od głosowania na PiS. Nie mieszaj polityki tam, gdzie to niepotrzebne i gdzie nie przynosi ci to chluby.

      2. Nie jestem również gimbusem. Ocenianie ludzi o odmiennych od twoich opiniach w sposób, który może być dla nich obraźliwy również nie przynosi ci chluby.

      3. Szeregowy Doss był, dokonał czynów bohaterskich, większość oglądających ten film wie o tym i zna jego historię. koniec, kropka. A potem Mel G. postanowił to nakręcić. Jeśli nie rozumiesz tego, że można nawet fajną historię nakręcić w sposób zły i koronnym argumentem w obronie filmu jest dla ciebie "Bo to na faktach autentycznych", to taka argumentacja również nie przynosi ci chluby.

    • Ściśnij pajacu.

  • Śmieszni jesteście wszyscy. To film, a nie symulator wojny ćwierćinteligenci.

    • daj spokoj przeciez ich racja jest ponad Twoja, moja i jakakolwiek inna niezgodna z ich wlasna :D Szkoda klawiatury i linni papilarnych...

      • a jaką ty racje przedstawiłeś w swoich postach oprócz wyzywania od kretynów i prostackich określeń "jesteś z pisu"? Nie masz kompletnie nic do napisania, żadnych argumentów tylko wyładowujesz swoją frustracje bo ktoś ocenia film inaczej od ciebie i na dodatek ma solidne do tego solidne podstaw.

        Ja również jestem mocno zawiedziony filmem, ponieważ bardzo cenie Mela Gibsona zarówno jako aktora jak i rezysera. Gibson stworzył jeden z najbardziej sztucznych i nierealistycznych filmów wojennych jaki widziałem. Abstrahując od pierwszej godziny, która miała służyć jako wstęp, druga połowe można pochwalić tylko za sceny batalistyczne oraz udźwiękowienie. Największy problem mam z ogromnym cukierkowym patosem, gdzie każdy żołnierz jest przedstawiony jako prawdziwy bohater, z dobrym sercem. Rozmowy między żołnierzami przypominały balet. Z początku próbowali gościa kocic, a potem wszyscy dostali nagłej transformacji. Podczas walki zbliżenia sceny z indywidualnymi żołnierzami były tak sztuczne, że patrzyłem tylko na zegarek kiedy koniec filmu. Jak Vince Vaughn w środku chaosu próbuje nakłonić innego jankesa do pozostania na polu bitwy ogarnął mnie śmiech.

        Potrafie jeszcze wybaczyć niedokładność jeśli chodzi o pewne techniczne aspekty wojny, ale styl w jaki Mel Gibson pokazał jankesów oraz ich relacje, rozmowy to jest kpina z widza. Oczywiście żółtki zostali przedstawieni jako totalne zło. Film został stworzony dla radykalnych amerykanów "patriotów". Każdy widz z rozumem doskonale zdaje sobie sprawe, że tak nie wygląda wojna, nie ma jednostek przepełnionych samymi bohaterami o dobrym sercu. Wojna to brud, zniszczenie, śmierć, a nie teatr i sam heroizm.

        • Odpowiem Ci tak, kazdy ma swoj gust i nie zamierzam o swoim guscie i z niego tlumaczyc sie nikomu. Mnie subiektywnie film sie podobal, nawet bardzo i kropka! Istotnie moze pospieszylem sie z ocena malkontentow nisko oceniajacych ten film przypinajac im latke zwolennikow PIS nie zmienia to faktu, ze zachowujecie sie jak weganie napadajacy na miesozercow. Bo w tym kraju nie wystarczy miec wlasne zdanie i gust, trzeba jeszcze na sile do niego przekonac innych. Chcesz sobie piane pobic bij ja z kims w Twoim wieku, moge Ci podeslac namiary na syna ktory jest w podobnym jak Ty wieku ja na takie pier doly jestem za stary :D

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: