Większość negatywnych opinii jest argumentowanych propagandowym charakterem filmu i demonizacją narkotyków

Skąd ten pomysł? Czy oglądając film o alkoholikach stwierdzicie, że niesłusznie przedstawia alkohol jako zło podczas, gdy wcale zły nie jest? Oczywiście, że nie. Bo nie każdy pijący alkohol popada w uzależnienie i rujnuje sobie życie. Ale niektóre filmy opowiadają akurat historię kogoś, kto w uzależnienie popadł, a chyba nikt nie wątpi, że tacy ludzie istnieją. Podobnie w "Requiem...", mówicie, że wszystko dla ludzi, że narkotyki nie są takie złe i tak dalej, ale czy film temu przeczy? On po prostu opowiada historię ludzi, którym nie udało się zachować kontroli ani w porę otrząsnąć, i chyba nikt nie wątpi, że tacy ludzie faktycznie istnieją. Tak więc zaniżanie oceny tylko z tego względu jest dość nierozsądne.

Na mnie film zrobił spore wrażenie, w ciekawy sposób ukazując ludzkie słabości i kruchość psychiki. Dodatkowo ostrzega przed jednym ze scenariuszy, który teoretycznie mógłby stać się naszym udziałem.

34
  • Tendencyjny obraz ludzi "tracących kontrolę" to jedno, ale jak brać na poważnie film, w którym po zażyciu heroiny rozszerzają się źrenice, a główny bohater pomimo widocznej infekcji dalej daje w to samo miejsce, chociaż Matka Natura dała kable na całym ciele? Aaaaa... no tak, przecież bez tego nie byłoby odciętej rączki i morału. Całą historia jest zbiorem tego właśnie typu naciąganych zabiegów. Śmieszno-smutna bajeczka z kategorii "dziewczyny, nie palcie marihuany bo amputują wam kończyny".

    Są filmy, które problem narkotykowy prezentują o wiele ciekawiej i prawdziwiej.

    • Każdy film ma swoje błędy, a czasem rażące i ewidentne bzdury i niejednokrotnie z ich powodu zaniżam ocenę bo po prostu mnie drażnią. W tym przypadku nie orientuję się po czym źrenice się rozszerzają a po czym nie, ale nie miało to większego znaczenia bo te krótkie zmieniające się kadry przy zażyciu czegoś miały tylko dać do zrozumienia że ktoś wziął, w jakiś ciekawszy sposób niż zwykłe pokazanie gościa robiącego sobie zastrzyk. Nie zawsze chodzi o zachowanie maksimum realizmu. Co do infekcji faktycznie jest to dziwne, ale też nie na tyle rażąca rzecz żebym miał przez to niżej ocenić całość. W wielu filmach czy serialach widziałem motywy z podziurawionymi miejscami na ciele, chociaż niby jest ich tak wiele różnych które się nadają. Więc infekcja przedramienia dla mnie jako dla laika nie brzmi jak science fiction, chociaż być może jest.

      • Po prostu cały scenariusz tego filmidła zbudowany jest na nielogicznych "naciągnięciach" i bzdurach. Bez nich nie powstała by ta żenująca historia i tyle. Pomijając już kwestie techniczne- z jakiej paki czarny koleżka Jareda trafił do jakiegoś cholernego obozu pracy po tym jak złapali go na siedzeniu w poczekalni szpitala?:) Przecież to żałosne jest:)

        • Te wszelkie "niedociągnięcia" wynikają z książki, na podstawie której powstał film, ale jak chyba każdy dobrze wie - nie wszystko w filmie da się odpowiednio pokazać. Harry dawał w jedną żyłę, bo na głodzie nie potrafił wbić się w żadną inną; Tyron trafił do więzienia, bo wraz z Harry'm z łatwością zostali rozpoznani jako narkomani i włóczędzy, do tego w książce był też poruszony wątek rasizmu czy wpływu wojny secesyjnej. Może czasem trzeba poszukać o krok dalej, niż opierać swoje opinie na jednym seansie, wiele szczegółów dostrzega się dopiero przy powtórce.
          Mi się podobał, nawet jeśli nie miał wielkiego przesłania. Nie wszystko musi być moralizatorskie, sztuka dla sztuki nie jest wcale zła (ale okej, to metafora, to nie film, który bym wielką sztuką nazwała).

    • Działa to też w druga stronę, ludzie którzy mówią, że ten film demonizuje narkotyki, pewnie styczność mieli tylko z marihuaną. Nikt chyba nie zaprzeczy, że heroina jest fajna, albo się ja bierze i umiera, albo odstawia i żyje dalej.

    • chodziło o nałóg, że mimo iż infekcja na ramieniu jest to on dalej aplikuje... bo nałóg jest tak silny, że nie może się powstrzymać... to nie może być naciągane, bo nawet jeśli samo uzależnienie tak działa (co mógłby ocenić tylko ktoś kto brał w takich ilościach), to można to traktować symbolicznie... każdy kto popada w uzależnienie mimo negatywnych skutków nie przerywa... alkoholik już pijany też nie wie kiedy powiedzieć sobie dość, ledwo się trzyma na nogach a pije dalej w danym momencie, traci pracę, niszczy rodzinę a pije dalej... dopiero czasem coś bardzo skrajnego to zmienia jak tutaj obcięcie ręki.. jeśli mało realistyczne w tej sytuacji to i tak świetnie obrazuje uzależnienia, - ludzie niszczą swoje zdrowie a nie przerywają..

      • Rozumiem o co Ci chodzi, ale nie jestem pewna, czy reżyser celował w symbolizm, kiedy cała reszta utrzymana jest w dydaktycznym, melodramatycznym tonie rodem z pozytywistycznej noweli. Być może. Dla mnie (i nie tylko dla mnie, wnosząc po kilku napotkanych na przestrzeni lat recenzjach) ton tego filmu był po prostu nie do zniesienia, a po dodaniu tego, o czym pisałam powyżej stał się wprost nieoglądalny. Da się pisać/kręcić filmy o piekle uzależnienia bez uciekania się do taki łopatologicznych środków. Na boga, musi się dać! :)

        Nie wiem, może nie jestem w stanie dostrzec tego "czegoś" w Requiem. Cóż począć.

    • Wtf, jak można porównywać marihuanę do heroiny O.o

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: