Nie klapa, a groteska!

Do oglądania warto podejść ze świadomością, że jest to obraz groteskow. Sama na początku oglądałam z delikatnym zażenowaniem. Cały ten klimat lat 60, perfekcyjnych przedmieść i upudrowanych nosków... jak z domku dla lalek. A lalki, co by nie pisać - jednak plastiki i marni aktorzy, więc do filmu nie ma co się czepiać. Jest sztucznie, jest plastikowo i prawidłowo!
Najpierw sądziłam, że Clooney nie może się zdecydować czy robi komedię, czy kryminał. Robi oba na raz, a z mieszaniny wychodzi niezła groteska. :)
Do mnie dotarło to kiedy zobaczyłam typową scenę "Cool guys don't look at explosions"... a bohater ucieka na dziecięcym rowerku (żadnej spoiler o ile widziało się zwiastun).
Sama nie lubię groteski, ale myślę, że przydałoby się umieć ją zauważyć, chociażby po to, żeby nie uważac filmu za zwykły syf, który sam nie wie czym jest.

6
  • Wydaje się, że Clooney nie mógł się zdecydować co ma robić. Materiału miał na 1/2 prawdziwego filmu lub
    jeden propagandowy polityczny manifest.
    Ponieważ jest ogólnie mało zdecydowany, postanowił jednak zmieszać ze sobą te tematy.

    Na imdb są 4 pozytywne na 47 negatywnych recenzji i ogólna ocena 4/10

    • Myślę, że mimo wszystko przy chwili skupienia robi się oczywiste, że to był efekt zamierzony. Nie potrafię uwierzyć, że Clooney odwaliłby taką kichę. Może gdyby był nowicjuszem w świecie kina, ale nie na takim etapie.
      Groteska jest trudna w odbiorze, bo jej podstawowym narzędziem jest hybryda przeciwstawnych elementów. Hybrydą nieprzypadkową, ale trzeba liczyć się z tym, że odbiór będzie różny.
      Ktoś mnie może zlinczować za to porównanie, ale dla mnie podobnym niewypałem jak dla niektórych "Suburbicon" była "Mechaniczna pomarańcza" - też grosteska, ale dla mnie kompletnie niestrawna. Clooney pozwala dzięki swojej produkcji stać się grotesce bliższą i bardziej zrozumiałą, ale nikt nie gwarantował mu pełnego powodzenia. :)
      Mnie nawet przekonał...

      • Nie zgodzę się, zresztą sama jesteś niekonsekwentna w tym co piszesz.
        "Groteska jest trudna w odbiorze, bo jej podstawowym narzędziem jest hybryda przeciwstawnych elementów"

        Przecież w tym filmie nie ma przeciwstawnych elementów. Jest walenie młotkiem w głowę widza, w jednej tonacji cały czas.

        • Oczywiście, że jestem konsekwentna. :)
          W tym filmie przeciwstawne elementy to komizm i tragizm - klasyczne połączenie dla groteski.
          Z jednej strony masz zbrodnie dokonane z zimną krwią, z drugiej wszystko to w śmieszkowym, mało poważnym otoczeniu.

          • Dla mnie najlepszym przykładem pozostaje scena eksplozji. Przewrotna. Bo niby klasyczna opcja to tak jak napisałam "Cool guys don't look at explosions" (która normalnie nadaje powagi, swego rodzaju patosu, chociaż nie jest to najtrafniejsze określenie), a tu... gość wpatruje się w wybuch i ucieka na rowerku.

          • znów się nie zgodzę, w filmie nie ma ani komizmu na sali kina były czasem lekkie chichoty (w tym moje wynikające zażenowania) w scenach nie mających nic wspólnego z komizmem.
            W filmie nie ma też tragizmu, historia jest tak nierealnie wydumana, że pasuje tylko do propagandowej agitki amerykańskich lewaków szukających dowodów na zło białej rasy.
            Dlatego wprowadzono motyw "szlachetnego czarnego" dla kontrastu.

            Miało być nowe Fargo, wyszedł jak sama napisałaś filmowy syf.

            • "na sali kina były czasem lekkie chichoty (w tym moje wynikające zażenowania) w scenach nie mających nic wspólnego z komizmem."
              Na tym polega groteska. Podczas seansu na FW offline było sporo śmiechu, także jak sam widzisz zależy to od widowni.
              "W filmie nie ma też tragizmu, historia jest tak nierealnie wydumana, że pasuje tylko do propagandowej agitki amerykańskich lewaków szukających dowodów na zło białej rasy."
              [wikipedia] "Utwory groteskowe charakteryzują się najczęściej niejednorodnością stylistyczną, obecnością kategorii absurdu, elementów karnawalizacji i atmosferą dziwności."

              • Bylem na tym wlasnie seansie i nie nazwalbym wybuchow nerwowego chichotu
                na widowni okresleniem "sporo smiechu". Byl to chichot czyli nerwowy wymuszony smiech wynikajacy z zarzenowania niskim poziomem filmu.
                Btw twoje stanowisko w miare jak piszesz ulega znaczacej ewolucji.

                Poczatkowo twierdzilas żeby "nie uważac filmu za zwykły syf, który sam nie wie czym jest." Co oznacza dla mnie mocna krytyke, skoro mam nie uwazac filmu za taki ktory nie wie czym jest abstrachujac od slowa "syf".
                Pozniej: "Mnie nawet przekonał"
                Teraz ten film to swietna filmowa groteska, tak?
                Skad ta ewolucja pogladow w czasie jednego popoludnia?

                • To żadna ewolucja, tylko Ty widzisz co chcesz.
                  - Film to świetna filmowa grosteska - to prawda.
                  - Ja nie lubię groteski - to też prawda.
                  - A jednak mnie przekonał i spodobał mi się = "Mnie nawet przekonał"
                  Lepiej Ci tego nie wypunktuję :)

                • Moim zdaniem twoje zmienne zdanie to świetny przykład dysonansu poznawczego w praktyce.
                  Oglądasz film, który uważasz za nieudane połączenie dwóch lub więcej gatunków filmowych:
                  "Najpierw sądziłam, że Clooney nie może się zdecydować czy robi komedię, czy kryminał."
                  Później, ponieważ Clooney kojarzy się tobie z wysokiej wartości kinem zaczęłaś racjonalizować swoje uczucia. Ponieważ film Clooneya to:
                  -niejednorodność stylistyczna
                  -absurd
                  - ponieważ jednak chichotałaś na seansie a nie wiesz dlaczego, sam film nie jest śmieszny, uznałaś to za karnawalizację czyli "zakwestionowanie normalnie rządzących światem praw i oficjalnych hierarchii w ramach utworu"
                  -wreszcie ponieważ kilka konwencji filmowych zostało połączonych ze sobą w kompletnie beznadziejny sposób uznałaś, że występuje w nim "atmosfera dziwności"

                  W sumie powstała nowa współczesna kategoria filmowa, zarezerwowana dla filmów wyjątkowo nieudanych, zrobionych przez znaczące filmowe nazwisko, czyli groteska. W tej kategorii film jest dobry, bo film Clonneya inny być nie może.

                  Lepiej ci tego nie wypunktuję. :)

                • Sądziłam, że Clooney nie może się zdecydować i się myliłam.
                  Clooney nie kojarzy mi się z wysokiej wartości kinem, bo oglądałam z jego udziałem, uwaga, 1 FILM :) I to średni. Za to kojarzy mi się z wieloletnim doświadczeniem.

                  Absurd, niejednorodność stylistyczna, swego rodzaju nieoczywisty komizm i połączenie konwencji (wg Ciebie beznadziejne). Hm... czy to nie brzmi jak, no nie wiem? Groteska?

                  Lecisz po prywacie i zamiast mówić stricte o filmie, próbujesz mi wmówić jaki jest mój własny tok myślenia.
                  Mansplaining w najczystszej postaci. Masz nieszczęście, że trafiłeś na kogoś, kto wie czym on jest i widzi, że go stosujesz.

                • "Bylem na tym wlasnie seansie i nie nazwalbym wybuchow nerwowego chichotu
                  na widowni okresleniem "sporo smiechu". Byl to chichot czyli nerwowy wymuszony smiech wynikajacy z zarzenowania niskim poziomem filmu."
                  Powtórzę znowu: tak działa groteska. Taki zamierzony kicz ma bawić właśnie swoją formą i absurdem.

                  Abstrachując od doskonałego tła historycznego "Mistrz i Małgorzata", a więc dzieło sztuki wyższej, klasyk reprezentujący groteskowy styl śmieszy wykorzystując absurd i zażenowanie.
                  Nielubiana przeze mnie "Mechaniczna pomarańcza" dotyka problemów moralnych, ale jej humor to nic innego jak groteska - i to wyjątkowo cięta, dla mnie nie do zniesienia, przekracająca wszelkie granice.
                  "Suburbicon" ma ten problem, że owszem, jest groteską, ale nie ma silnego wydźwięku w konkretnym temacie. Można mówić o tym jaka to biała rasa jest zła... bla bla bla, ale ten wątek został potraktowany po macoszemu i nie stanowi jakiejś solidnej bazy dla filmu. Stąd moja ocena 6/10.

                • "Mansplaining w najczystszej postaci."
                  w twoim przypadku to jest ciąg dalszy dysonazmu poznawczego czyli rozładowania napięcia jakie czujesz w momencie występowania dwóch lub więcej sprzecznych emocji.

                  btw pisząc "Mansplaining" wreszcie zdradziłaś swoje poglądy polityczne dziwnie zgodne z poglądami jakie Clooney zawarł w tym filmie.
                  To dużo tłumaczy, między innymi to, że nie odniosłaś się wcześniej do podnoszonego przeze mnie, prezentowanego w filmie clonney'owskiego lewicowego manifestu odnośnie wad białego człowieka.

                • Bo ten cały manifest niewiele w tym filmie znaczy i niemal nie wybrzmiewa.
                  " Można mówić o tym jaka to biała rasa jest zła... bla bla bla, ale ten wątek został potraktowany po macoszemu i nie stanowi jakiejś solidnej bazy dla filmu." - nie odniosłam się hmmm?

                  Dalej lecisz po prywacie :P

                • Wmawiając wszystkim, że wyjaśnieniem ich negatywnych emocji zwiazanych z filmem jest nazwanie tego filmowego gniota "groteską" sama zaczęłaś tą "prywatę".
                  Zresztą idealnie wpisuje się twoja aktywność w określenie "lewicowa logika"
                  - gdy ja tłumaczę innym co mają czuć i myśleć jest ok
                  - gdy mężczyzna wyjaśnia co ja czuję to jest "Mansplaining"

                • Co ciekawe jestem bardziej na prawo, ale wiesz lepiej. :)
                  W przeciwieństwie do Ciebie jakoś znoszę to, że ktoś ma inne zdanie na temat tego filmu. Natomiast nie znoszę, kiedy ktoś zamiast solidnie argumentować swoje stanowisko, próbuje poniżyć przeciwne.

                • btw
                  twoja znajomość lewackich definicji jak Mansplaining
                  jest błędna.
                  Mówiąc w skrócie nie wiesz o czym piszesz. Użycie tego słowa jako argumentu świadczy o twojej desperacji.

                • Prywata, prywata. Tłumaczysz mi właśnie łaskawie, że nie wiem co to mansplaining. Wiesz co to jest! :D Mansplaining!

                • ty użyłaś tej lewackiej neo- mowy, więc napisz poniżej definicję tego neologizmu.
                  Btw z twoich wypowiedzi wynika jednoznacznie, ze nie widziałaś filmu, pełnisz na tym forum rolę pieska pilnującego sadu czyli kasy dystrybutorów tego gniota.

                • Wtf xD No teraz to popłynąłeś. Niedługo zostanę w twoich oczach szpiegiem czy coś w tym stylu. :)
                  Nie będę sięgać daleko - wikipedia.

                  Mansplaining is a blend of the word man and the informal form splaining of the verb explaining and means "to explain something to someone, characteristically by a man to woman, in a manner regarded as condescending or patronizing". Lily Rothman of The Atlantic defines it as "explaining without regard to the fact that the explainee knows more than the explainer, often done by a man to a woman", and feminist author and essayist Rebecca Solnit ascribes the phenomenon to a combination of "overconfidence and cluelessness".

                • Poniżej masz dowody ze swoich wypowiedzi, że to twoje zachowanie w dyskusji jest wywyższające się i protekcjonalne.
                  btw nie rozumiesz moim zdaniem definicji którą sama przedstawiłaś i użycie przez ciebie lewackiego wytrychu erystycznego to klasyczny przykład projekcji.
                  "Do oglądania warto podejść ze świadomością, że jest to obraz groteskow"
                  "Myślę, że mimo wszystko przy chwili skupienia robi się oczywiste, że to był efekt zamierzony"
                  "W tym filmie przeciwstawne elementy to komizm i tragizm - klasyczne połączenie dla groteski."
                  "Na tym polega groteska"
                  "Film to świetna filmowa grosteska - to prawda"
                  "Bo ten cały manifest niewiele w tym filmie znaczy i niemal nie wybrzmiewa."

                  Projekcja (od łac. proiacere, wyrzucać przed siebie) – narcystyczny mechanizm obronny; przypisywanie innym własnych poglądów, zachowań lub cech.

                • Miałabym podkulikć uszy bo użytkownik nawieczor twierdzi inaczej? :P Nigdy w życiu.
                  1. Zwykła rada, która umili seans
                  2. MYŚLĘ jako słowo klucz
                  3. Zwykł fakt
                  4. Zwykły fakt
                  5. Wyrwane z kontekstu zdanie. "Film to świetna filmomowa groteska" tak opisałam to na początku. Wpis który cytujesz odnosi się do mojego rzekomego zmiennego zdania a dodane "to prawda" oznacza tyle, że dalej trzymam się swojej... OPINII
                  6. Opinia
                  Faktycznie, protekcjonalne.
                  Przynajmniej nikomu nie sugeruję orientacji politycznej ani tego czy w ogóle widział film :)

              • 1:0 dla Ziutencji. Ładnie odparłaś wszystkie zarzuty. Klasa.
                Nie oglądałam filmu, ale na podstawie zajawki można się zorientować, że ma się do czynienia z zamierzoną groteską.

                "W sumie powstała nowa współczesna kategoria filmowa, zarezerwowana dla filmów wyjątkowo nieudanych, zrobionych przez znaczące filmowe nazwisko, czyli groteska. W tej kategorii film jest dobry, bo film Clonneya inny być nie może."

                Istenieje już taka kategoria, chociaż nie taka jest definicja groteski filmowej. I, niestety, Clooney nie jest jej pionierem ;)


          • Jest groteska-mieszkańcy miasteczka nie robią nic, żeby przeciwstawić się mafii, za to znęcają się nad niewinną murzyńską rodziną...

      • Koleżanka chyba nigdy nie widziała dobrej filmowej groteski.

        • Raczej wolę ją na papierze niż w kinie, więc nie ruszam jej w takiej formie.

          • Zgadzam się, że Ziutencja, odparła zarzuty nawieczor i jej argumentacja jest spójna - faktycznie mamy do czynienia z groteską, czy też po prostu - czarną komedią. Dziwię się, jeśli ktoś miałby co do tego wątpliwości, przecież widać to już od początku filmu. To niemożliwe, że Clooney "nie mógł" się zdecydować, czy chce zrobić komedię czy kryminał. Oczywiście, że jeżeli oba elementy występują w filmie to jest to zabieg celowy.

            Pachnie Cohenami na odległość. Widziałem ich 2 filmy: "Tajne przez poufne" i "Poważny człowiek" (które wyreżyserowali) i w obydwu przewijała się podobna groteska nacechowana swego rodzaju ludzką nieporadnością.

            Mnie sam film jednak też nie przypadł do gustu, w sensie, że te elementy groteski niezbyt do siebie pasowały. Tak jakby momentami było zbyt dużo humoru, a momentami - kryminału i te dwa elementy niezbyt się ze sobą łączyły na stykach (albo po prostu nie jestem fanem czarnych komedii - a nie jestem).

            Odnośnie argumentacji "użytkownika nawieczor" dziwi mnie, że niektórzy wszystkie filmy mające jakieś wątki społeczne czy polityczne (w tym wypadku wątek rasizmu) muszą komentować używając słów "lewactwo" itp (albo "faszyzm" - zależy, kto się wypowiada). Tak jakby nie potrafili ogarnąć złożoności świata i mózgi miały im eksplodować, jeśli każdej jednej rzeczy nie umieszczą na osi lewo-centrum-prawo. A to, że Clooney ma lewicowe poglądy i to wypłynęło na wybranie przez niego tematyki filmu (wątku rasizmu)? Co z tego, ten film mógłby zostać zrobiony przez kogokolwiek innego. Nie widzę w tym filmie wciskania widzowi poglądów lewicowych na siłę.

  • Mi film się podobał. Jakoś nie potrafię zrozumieć hejtu na niego :D

  • Zwiastun kusił groteską, dlatego na ten film się wybrałam. Niestety film nie ma nic wspólnego ze zwiastunem.
    Suburbicon to chaos. Zupełny brak spójności. Połączenie gatunków i wątków, które przedstawiał zwiastun, jest niezwykle trudne i nie udało sie Clooneyowi zupełnie. Wyszedł trochę płaski dramat z osobnym wątkiem problemów rasowych (poprzedniego wieku i nie mającym nic do rzeczy z wątkiem głównym, kilkoma śmiesznymi scenami i groteskową (jedynie) oprawą - miastem Suburbicon.

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: