Tully 8/10

Rzadko zdarza sie w kinie ogladac film obyczajowy bez w jakiejs skomplikowanej fabuly i po wyjsciu z sali, miec odczucie ze ogladalo sie cos naprawde waznego, madrego.
Tak wlasnie bylo po Tully. Nie jest to film grozy, ani rowniez jakis wielki dramat - po prostu film o zyciu. Jest kontrowersyjna Tully, ale aby nie spojlerowac, powiem ze jakims cudem Tully w tym filmie zeszla na drugi plan i przez caly czas cieszylem sie ze zmian w zyciu Marlo.
Krotko mowiec, nie ma co sie nastawiac na jakies bardzo mroczne historie i dramaty. Po prostu zycie.
Sam nie mam dzieci wiec nie wiem jakie to wyrzeczenia w zyciu na poczatku takiej drogi, ale ciesze sie widziec to i zrozumiec jakie to wyrzeczenie byc matka z wieloma dziecmi.
Moim zdaniem to taki hold dla tych matek.



SPOJLER PONIZEJ:




Zdaje sobie sprawe, ze wszystko to co sie dzialo, bylo generalnie w glowie Marlo, lacznie z jej wizja kompletnie bezuzytecznego meza. Podobnie wizja jej 'normalnego' syna tez byla ... jej wizja.
Mimo wszystko, jest to film ktory pokazuje reakcje i psychike matki w tym momenicie zycia i pokazanie jak ciezkie moze byc egzystowanie w tych chwilach

23
  • Absolutnie zgadzam się z tym, co napisałeś - mam odczucie, że obejrzałam coś naprawdę ważnego. Film jest bardzo poruszający i TAK, ukazuje dramatyczną sytuację głównej bohaterki. Oczywiście (nie obraź się, proszę) - myślę, że nie wszystko uchwyciłeś, bo jesteś bezdzietnym mężczyzną. Ja jako młoda matka jestem powalona na kolana i ten film otworzył mi oczy na wiele spraw związanych z macierzyństwem i małżeństwem. Charlize zagrała genialnie. Brakowało mi tylko muzyki.

    • bardzo mnie ciekawi twoja interpretacja wizji Marlo meza - czyli rzeczywiscie byl taki bezuzyteczny jak to widac na filmie, czy to tylko jej subiektywna wizja.

      Podobnie o synu - zachowanie jej syna w filmie - czy to jest jej wizja czy rzeczywiscie jego nadpobudliwosc czy adhd byla uproszczona poprzez jej sposob widzenia i prawdziwe oblicze jego zachowania nie bylo zarysowane na ekranie (kopanie w siedzenie to tylko maly obrazek calosci).

      Inna sprawa, czy wizja Tully to tylko taki naturalny symbol ucieczki od depresji poporodowej, czy objaw jej rzeczywistej choroby zwiazanej z podwojna osobowoscia, gdzie drugie ja pozwala jej zmienic zycie w tak ciezkim okresie?

      • Mam wątpliwości co do tej tezy dot. zachowania męża i syna... Po pierwsze mąż na końcu przychodzi do niej i sam przyznaje, że nie był dobrym mężem ani ojcem, że nie poświęcał im w ogóle uwagi. Co do syna - podczas rozmowy w szkole kilkakrotnie padają słowa, że dziecko jest trudne i z tego nawet powodu musieli zmienić szkołę. Jej brat z żoną także kilka razy o tym wspominają. Jest jeszcze scena w nowej szkole. To wszystko musiałoby być zmyślone... Moim zdaniem kobieta miała po prostu depresję poporodową tak jak po urodzeniu chłopca. Zaniedbała dom, męża (który sam pomógł się do tego przyczynić) i siebie. Nie radziła sobie z natłokiem obowiązków i wymyśliła "pomocnicę". Ale to oczywiście tylko moja teza, mogę się mylić :)

  • genialnie oddajesz i moje uczucia po filmie, dodam tylko jedną rzecz: film jest pełen szacunku wobec kobiety z całym trudem jej życia, super bohaterką nie jest Wonder Woman - super bohaterką jest Marla :)

    • Zgodzę się z Wami, że ten film to taka proza życia, ale dla mnie ten film był zwyczajnie nudny i słaby. Może nie wyczułem się po prostu wystarczająco w losy bohaterów. Mam córeczkę i wiem, że taki mały człowiek wymaga masę czasu i wyrzeczeń, przez co można zapomnieć o sobie, czy pielęgnowaniu związku. Wszystko wtedy się zmienia, staje na głowie. Ten film to dla mnie taka oczywista oczywistość,, którą każdy, kto ma dziecko, przeżył na własnej skórze. Po co to pokazywać w filmie. Żeby odwołać się do wspomnień widzów, aby mogli utożsamiać i z główną bohaterką. Nie dziwie się, ze ten film trafia do takiej właśnie grupy ludzi. Po prostu do mnie nie trafił. Moja dziewczyna dla kontrastu, była zachwycona. Kwestia gustu, a wiadomo, ze o gustach się nie dyskutuje. Ode mnie 5/10

      • Wiesz, mi się wydaje, że to siła przekazu emocjonalnego. Ja jestem wręcz zauroczona jego prostotą! I prawdopodobniej łatwiej do mnie dociera jako do kobiety. Mam takie grono znajomych (po 30-tce), które regularnie analizują swoje życie pod ogólnym hasłem "spełnienie" :). Chyba generalnie tak jest, że w pewnym wieku kobiety zaczynają się zastanawiać nad swoimi wyborami. Czy dobrze pokierowały swoim życiem, a może te 10 lat temu trzeba było zadecydować inaczej...? Co z moją karierą, czy jestem dobrą matką, dlaczego mąż mnie nie rozumie? Fascynujące, że główna bohaterka tak zaplatała się w tych pytaniach i ciężarach codzienności, że stworzyła alternatywną rzeczywistość. Myślę, że niejeden widz płci żeńskiej odetchnął z ulgą na koniec, bo jaka byłaby dla nas nadzieją, jeśli losy Marly potoczyły się inaczej?
        Na koniec brawo dla Charlize za wykreowanie tak wiarygodnej postaci! Aktorka naprawdę była w depresji podczas kręcenia filmu (ponoć spożywanie śmieciowego jedzenia w celu przytycia 25 kg to spowodowało).

        • dzieki za swietny komentarz.

        • Mam dokładnie to samo.
          Ten film jest jak uderzenie obuchem w głowę dla zapewne większości kobiet po 30-tce, które są matkami, albo myślą żeby nimi zostać. Są tu pokazane praktycznie wszystkie ciemne strony macierzyństwa i jego znoju, ale też piękne chwile i masa miłości.
          Swoją drogą ciekawa obserwacja z kina - siedział za mną cały rząd koleżanek, które po seansie wstały z grobowymi minami i pod kinem witały się ze swoimi mężami/partnerami, którzy czekali z dziećmi aż mamy wyjdą z kina. Były widocznie zmiecione z powierzchni ziemi przez "Tully" i ja - matka niemowlaka - też zareagowałam podobnie.
          Potwornie mocne, dotkliwe, dojmujące kino, jak dla mnie historia obowiązkowa do zobaczenia dla każdej kobiety w sytuacji około-rozrodczej ;)

          • Jestem facetem i uważam, że film równie mocno działa na mężczyzn. Pozwala spojrzeć na macierzyństwo, które bywa jak z reklam pampersów - różowe i wesołe, ale ma też drugą stronę - trudną, wyczerpująca psychicznie i fizycznie. Świetna kreacja Theron! Emocje promieniowały z ekranu tak silnie, że przezywałem je razem z bohaterką. Poza tym - świetna muza, masa kawałków, nawet jeden death metalowy :)

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: