... być zapamiętanym....

"wersja ostateczna" została bardzo słabo oceniona przez krytyków, jak i pierwszych widzów. Według mnie niesłusznie. Może i film nie jest jakimś wielkim odkryciem, ale ogląda go się dobrze.
Całość kręci się wokół dwóch wątków - jak przeszłość wpływa na nas, oraz jak ci co już umarli, są postrzegani przez żyjących, lub inaczej jak ci chcą ich pamiętać.
Głównego bohatera, ciągle męczy jedno wydarzenie z przeszłości, które faktycznie ukształtowało całe jego życie. Wydarzenie, nieprawdziwe, zafałszowane, którego nie mógł zapomnieć. Z drugiej strony mamy grono osób, którzy chcą pamiętać o przeszlości - także zafałszowanej. Bo czy to, że zapamietali kogoś w pewien sposób, oznacza, ze ta osoba naprawdę taka była? Te dwa wątki bardzo ładnie się ze sobą łaczą i tworzą ciekawą historię, która w niektórych momentach wg mnie powinna być trochę bardziej wyjaśniona lub rozbudowana.
Faktem jest, że nie byłoby tego filmu, gdyby nie rewelacyjna - jak zwykle - gra Robina Williamsa. Nie wyobrażam sobie nikogo innego w roli Alana. Do tego mamy jeszcze dobre zdjęcia Taka Fujimoto i ciągle obecną, bardzo melodyjną i pasującą do filmu muzykę Briana Tylera. Wszystkie te "składniki" tworzą niesamowity klimat filmu.
Jest pomysł - wciagające rozwinięcie - i zakończenie z którym jest mały problem, bo jak dla mnie jest ono trochę słabe. No ale cóż, nie mozna mieć wszystkiego..

Jak dla mnie 7/10 - bardzo dobry debiut Reżysersko-scenariuszowy Omara Naima.

1

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: