Jak dla mnie bardzo średni

Fajnie pokazali, jak zachowania księżniczek z typowych filmów Disneya w rzeczywistym świecie byłyby irytujące.
Ale dla mnie w końcu irytujące zaczęło być niemal wszystko.
Robert - na początku deklaruje miłość do swojej dziewczyny, przejmuje się jej humorami, akceptuje pomysł wysyłki kwiatów przez gołębie i zgadza się iść na bal, mimo, iż tego nie cierpi. Czyli się jakoś poświęca, zależy mu. Chce się oświadczyć. Kocha swoją dziewczynę jednocześnie nie wierząc w miłość. I ta jego miłość jest tak wielka, że w parę dni zmienia zdanie i zostawia dziewczynę, z którą był 5 lat dla infantylnej panienki z zaburzeniami psychicznymi (tak, wiem, już wtedy było wiadomo, o co chodzi).
Nancy - jak można wywnioskować po jej zachowaniu do szaleństwa kocha Roberta. Gdy ten zostawia ją dla Giselle w pełni to rozumie, jest smutna (nic dziwnego, skoro 5 lat poszło w... błoto), ale już wkrótce po tym się niesamowicie cieszy, że może się przenieść do animowanego świata i poślubić gogusia, którego poznała kilka godzin wcześniej, bo ten jej powiedział kilka "romantycznych" słów.
Książę Edward - twierdzi, że Giselle to miłość jego życia, idealna wręcz kobieta. Gdy okazuje się, że ona kocha Roberta, nie ma nic przeciwko (gentleman?) i wręcz się uśmiecha od ucha do ucha, że ukochana sobie poszła do innego, a jemu nie chce obić pyska. Nie rozpacza, bo przecież sobie zaraz w zastępstwie swojej jedynej i wielkiej miłości wziął porzuconą Nancy, której kompletnie nie zna.

Morał: będąc zdziecinniałą, głupiutką panienką możesz w parę dni rozbić budowany przez kilka lat związek dwojga "poważnych" ludzi. Jak ci się nie uda, spróbuj popełnić samobójstwo, a osiągniesz cel. Całuj na maksa faceta przy jego świeżej eks, to normalne, ona zrozumie, że to prawdziwa miłość, która się zrodziła tego samego dnia, czy tam dzień wcześniej.

Jak pisałam wyżej: wiem, że się czepiam. To film dla dzieci i wszystko się kończy dobrze. Nie powinnam oglądać takich produkcji, bo marudzę ;-)

1
  • Mam bardzo podobne zdanie o tym filmie. Myślę, że to wszystko jest po to, żeby dzieciom lepiej się oglądało... Nancy rozumie i niedługo później poślubia tego "gogusia", nie dzieje się nic złego, bo przecież dzieciom trzeba pokazać szczęśliwy, wyidealizowany świat, potęgę miłości no i przede wszystkim happy end. Do osób starszych to już nie trafia, bo jest zbyt przesłodzone. Według mnie nie czepiasz się, tylko piszesz, jak to z tym filmem jest i ja nie mogę nie przyznać Ci racji.
    Chociaż jeśli ogląda się to w towarzystwie znajomych (nie rozumiem, dlaczego parę miesięcy temu puszczono nam to w klasie, parę lat temu byłoby to jeszcze normalne) można się chociaż troszkę z tej wielkiej miłości ponabijać.

  • użytkownik usunięty

    Bo to po prostu bajka :) I tak ją trzeba przyjmować. Nie oszukujmy się - Książę poznaje Aurorę, zakochuje sie w niej w kilka dni i jego pocałunek jest tym prawdziwym. Kopciszkiem Wróżka Chrzestna nie interesuje się przez całe biedne życie - ale daje super kieckę na bal, na którym ta poznaje i rozkochuje Księcia. On zaś ożeni się z tą, na której stopę pasuje... but. I tak dalej. Mało? Shreka kochaja wszyscy, bohaterów tej powieści również. To pokażcie mi kobietę, która zamiast być śliczniutką, zgrabną rudowłosą panną z chrakterkiem, woli być ogrzycą. TO SĄ BAJKI - i tym mają być.

  • użytkownik usunięty

    Aha! "... przecież dzieciom trzeba pokazać szczęśliwy, wyidealizowany świat, potęgę miłości no i przede wszystkim happy end.." A co lepiej, aby oglądały?Rzeczywistość? Rodziców, którzy po zabójstwie dziecka stają się celebrytami? Jak kradną politycy? Jak dać łapówkę lekarzowi? Czy może Monster High? OK, teraz ja marudzę :) Ale ja naprawdę wolę dzieciom pozwolić oglądać ZACZAROWANĄ...

  • Wiesz zakochanie się w sobie Roberta i Giselle było akruat dość przewidywalne i wręcz oczekiwane, nie było to akruat nazbyt naciągane. Natomiast bardzo, bardzo naciągany był związek Nancy i Edwarda, ale twórcy widocznie nie znaleźli lepszego pomysłu na zakończenie a tego typu dość dobrze puentowało film choć było mocno naciągane mówić delikatnie. Nie są to jednak wielkie mankamentu filmu który ma wiele innych plusów, I można nawet wybaczyć musicalowe wstawki.

  • A ja uważam, że wszystko miało sens. Związek Giselle i Roberta był jak najbardziej na miejscu, bo Robert nie wierzył w miłość tylko dlatego, że stracił jedną ukochaną i przestał w miłość wierzyć. Był z Nancy, ale dlatego, że była to racjonalna decyzja. Ona właśnie w nim szukała tego romantyzmu, ale nie przyznawała się do tego, bo poświęcała się, żeby związek jej wypalił. Giselle i Edward znali się nie dłużej niż Edward i Nancy - więc nie rozumiem, co w tym jest dziwnego. Znowu Giselle i Robert dopełniali się razem: ona miała marzenia, romantyzm i wyidealizowaną wizję świata, a on rozsądek i odpowiedzialność. Trzeba dać temu kredyt, wiadomo - bo to tylko film, ale mimo to sądzę, że ma to jak najbardziej porządne podstawy^^
    Poza tym ja inaczej odebrałam chyba wszystko, bo na pewno nie powiedziałabym, żeby chodziło o to, że zachowanie księżniczek Disneya było irytujące. Do mnie raczej dotarło, że zostaliśmy obdarci z magii i zmuszeni przyjmować rzeczywistość z jej surową brutalnością. "Zaczarowana" to miła odskocznia, zwłaszcza, że przypomina, że czasem trzeba wierzyć:)

    • 5 lat temu zinterpretowałem ten film tak jak Ty, i dostał 3/10 - po ponownym seansie zrozumiałem jednak, że to taka 'parodia' filmów disneya - i teraz moja ocenka to 9/10... Nieraz zdarzało mi się zmieniać ocenki - o 1 czy 2 punkty, ale pierwszy raz takie coś się wydarzyło :P

      Tak czy inaczej - polecam wszystkim, niby prosty film jednak można go nie zrozumieć, hehe :)

  • Hmm... Wszyscy tutaj piszecie, że to wszytsko takie nierealne i wyidealizowane. Ale to właścnie sprawia, że ten film jest po prostu magiczny. No i tak właściwie miłość powinna być taka właśnie jak ta przedstawiona na tym filmie... Bo prawdziwa miłość polega na tym, że przede wszystkim chcemy jak najlepiej dla osoby którą kochamy, a nie dla siebie. Dlatego Nancy jak gdyby nigdy nic potraktowała to, że Robert ją zostawił, dlatego tak samo było z księciem i Giselle. Nancy widziała, że Robert jest naprawdę szczęśliwy, a książe widział to samo u Giselle. No ,a to iż Nancy związała się z księciem dodatkowo sprawiło iż nie poczuli bólu ze straty - książe Giselle, a Nancy Roberta...


    No i na koniec jeszcze kilka słów o tym, że Robert zostawił dziewczynę z którą był 5 lat dla drugiej ,którą znał kilka dni. No ale pomyślcie dobrze, która miłość jest prawdziwsza i większa?? Robert był z Nancy 5 lat, a mimo to nie poprosił ją o rękę. Giselle znał kilka dni i ją poślubił. Z tego wniosek ,że związek Roberta z Nancy nie był jednak prawdziwą miłością...


    Ojjj, o ileż Świat byłby prostszy i piękniejszy gdyby sprawy uczuciowe nie były tak zagmatwane, a ludzie szli by po prostu za sercem...

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu:
o