Jakub Socha

Czekając na Mela Gibsona

Gorączka złota
/fwm/article/Czekaj%C4%85c+na+Mela+Gibsona-125772
Filmweb sp. z o.o.
http://www.filmweb.pl/fwm/article/Bette+i+Joan-124654

Bette i Joan

W NASTĘPNYM ODCINKUPodziel się

O kulisach najbardziej zawziętej rywalizacji powojennego Hollywood opowiada serial "Konflikt: Bette i Joan".

Seriale to literatura epicka naszych czasów. Podczas gdy kino często zatrzymuje się w pół kroku, one idą coraz dalej i wciąż przesuwają granicę tego, co w głównym nurcie dozwolone. Bywa, że sami boimy się tego, co czeka na nas w następnym odcinku.

***

Kiedy jedna, pełniąc rolę ambasadorki Pepsi, miała we własnej garderobie zainstalowany automat z tym właśnie napojem, druga na przekór umieszczała w swojej maszynę z Coca-Colą. Jedną tytułowano największą gwiazdą Złotej Ery Hollywood, drugą doceniano za niespotykany, naturalny talent aktorski. Ich potyczki słowne temperaturą dorównywały bokserskim pojedynkom epoki – Joe Louisa i Maxa Schmelinga. Kiedy jedna śmiała się, że rywalka "wygląda, jakby nigdy nie przeżyła szczęśliwego dnia" i po chwili dodawała: "ani nocy", druga ripostowała, że przynajmniej nie "przespała się z każdym aktorem wytwórni MGM poza Lassie". Ile było w tym jednak rzeczywistej nienawiści, a ile manipulacji ze strony osób trzecich: szefów studiów filmowych, plotkarskiej prasy oraz samych filmowców? O kulisach najbardziej zawziętej rywalizacji powojennego Hollywood, pomiędzy Joan Crawford i Bette Davis, opowiada serial Ryana Murphy'ego "Konflikt: Bette i Joan".


EGO vs EGO

W sferach artystycznych, gdzie rywalizacja często wiąże się z zawiścią, podobne spory to zjawisko dosyć pospolite. Nieporozumienia były na porządku dziennym podczas kręcenia musicalu "Faceci i laleczki" (1955, J. Mankiewicz). Powiązany z mafią Frank Sinatra miał Marlonowi Brando za złe fakt, że ten rzekomo romansował z jego ówczesną żoną Avą Gardner, którą Sinatra darzył szaleńczą miłością. Wkrótce po tym incydencie, u odtwórcy roli Dona Corleone zjawili się tajemniczy goście. Ostrzegli Brando, że marnie skończy, jeśli taka sytuacja się powtórzy. To wystarczyło, by obaj panowie więcej już ze sobą nie pracowali.

Paul Newman i Steve McQueen obrazili się z kolei na siebie po tym, jak gwiazda "Bullita" nie potrafiła pogodzić się z faktem, że to nazwisko Newmana będzie pokazane w czołówce westernu "Butch Cassidy i Sundance Kid" w pierwszej kolejności. Poskutkowało to wykluczeniem McQueena z obsady (zastąpił go Robert Redford) i klikuletnim sporem między dawnymi przyjaciółmi. 

Legendarną rywalizację między Sofią Loren i Giną Lollobrigidą można natomiast zrzucić na karb gorącego włoskiego temperamentu obu piękności. Odnoszące sukcesy w konkursach Miss Italia, fascynowały mężczyzn swoim seksapilem w latach 50. Rywalizowały na styl uczesania, wyszukane stroje, romanse z atrakcyjnymi aktorami oraz – najważniejsze – na ekranowe sukcesy. Powszechnie twierdzi się jednak, że ich długoletni spór był czysto marketingową zagrywką agentów próbujących skupić na swoich podopiecznych maksimum uwagi. 

Hollywoodzkie siostry klasycznej ery kina, Olivia de Havilland oraz Joan Fontaine, toczyły głośne batalie już od czasów dzieciństwa, kiedy ta pierwsza, nie mogąc znieść faworyzowania Joan przez rodziców, wyżywała się na niej fizycznie i psychicznie. Miłość do mężczyzny z kolei stanęła na drodze przyjaźni Elizabeth Taylor i Debbie Reynolds, kiedy Taylor najpierw uwiodła, a potem poślubiła męża młodziutkiej koleżanki po fachu. Dość powiedzieć, że wszystkie te niesnaski bledną przy pojedynku Bette Davis z Joan Crawford.

JAK DWIE (RÓŻNE?) KROPLE WODY

Lucille Fay LeSueur urodziła się biednej rodzinie w Teksasie w 1905 roku. Jej matka się nad nią znęcała, ojciec odszedł, zanim się urodziła. Jako dziecko była wykorzystywana seksualnie przez ojczyma, a po latach stwierdziła, że wytwórnia MGM, dla której robiła pierwszy test ekranowy, była jej jedyną rodziną. "Zanim zdecydowałam się na rolę, nie wiedziałam nic o Joan Crawford. Dopiero po przeczytaniu kilku biografii zdałam sobie sprawę, jak traumatyczną przeszłość skrywała w sobie" – wyznała Jessica Lange. Trudno odmówić jej racji. Niedługo po przybyciu do Kalifornii, LeSueur postanowiła zostać "damą". Kiedy wyszła za mąż za Douglasa Fairbanksa Jr. i nauczyła się od Mary Pickford zasad savoir-vivre'u, powoli zaczęła tworzyć hollywoodzki produkt zwany Joan Crawford. 

Ich konflikt na dobre zaognił się, kiedy Joan zepsuła premierę głośnego filmu Bette "Ex-Lady", tego samego dnia ogłaszając rozwód z Fairbanksem Jr.
Damian Wiśniowski
Bette Davis nigdy nie przykładała większej wagi do wyglądu, zawsze uchodziła za "brzydulę" (na ceremonii wręczenia Oscarów w 1936 roku kiedy zdobyła nagrodę za "Kusicielkę" (1935, reż. A. E. Green) przyszła w niezobowiązującej sukience dziennej). Młodsza o trzy lata od Crawford, wykreowała emploi kobiety wyzwolonej i dominującej. Nigdy nie dbała przesadnie o maniery, mówiła wprost, co myśli, więc nawet najodważniejsi mężczyźni trzymali się od niej na dystans. Posiadała naturalny talent sceniczny, co udowodniła najpierw na deskach Broadwayu, a później w Hollywood. Nie będąc obiektem męskich fantazji, nie znosiła, kiedy prasa rozpisywała się w niezliczonych romansach Crawford. Ich konflikt na dobre zaognił się, kiedy Joan zepsuła premierę głośnego filmu Bette "Ex-Lady", tego samego dnia ogłaszając rozwód z Fairbanksem Jr. Ale oliwy do ognia dolała dopiero wtedy, gdy ukradła Davis jej pierwszą poważną miłość, mało znanego aktora Franchota Tone'a

NIE TYLKO BETTE, NIE TYLKO JOAN

Fabuła serialu nie zdradza tych informacji. Twórcy skupiają się na eksploracji łagodniejszej strony ich osobowości w gorącym okresie przed, w trakcie i po wspólnej pracy przy "Co się zdarzyło Baby Jane" Roberta Aldricha. Mimo iż w serialu sporo uwagi poświęcono charakterystyce głównych bohaterek portretowanych przez Jessicę Lange (doskonale ogrywającą manieryzmy i wyniosłość Crawford) i Susan Sarandon (której prostolinijność i maskulinizm Davis są nie do podrobienia) dzieło Murphy'ego stanowi inteligentną, wielowymiarową kronikę dziejów Fabryki Snów – pisaną w chwili, kiedy Złota Era Hollywood wydawała swoje ostatnie tchnienie. 

Uświadamia nam to wymownie scena, w której legendarny Jack Warner z nostalgią wraca myślami do dawnych czasów kiedy "to on właściwie tworzył popkulturę, by obecnie (mowa o początkach lat 60.) kompletnie się w niej zagubić". "Konflikt" bowiem nie koncentruje się wyłącznie na parze wiodących postaci; twórcy proponują szerszą panoramę ciekawych osobowości. I tak, sporo czasu spędzamy w gabinecie Warnera, obserwując z narastającym obrzydzeniem, jak szef Warner Brothers podsyca antagonizmy między aktorkami podczas realizacji "Co się zdarzyło Baby Jane". Bez skrupułów wykorzystywał do tego celu reżysera filmu Roberta Aldricha. Przede wszystkim dlatego, że odtwórczynie ról Blanche i Jane darzyły go obopólnym zaufaniem, traktując jak ojca, któremu mogą się na siebie wzajemnie poskarżyć. Aldrich, w początkach lat 60. solidny rzemieślnik, którego ambicje wykraczały poza kino klasy B, w serialu ubiera maskę pociesznego wujaszka, zapobiegającego katastrofom na planie. Warnerowska strategia promowania filmu za pomocą "tanich sensacji" okazała się grą na tyle przemyślaną, że podczas pracy na planie dochodziło do scen jeżących włosy na głowie. W scenie, w której Bette miała zamarkować uderzenie w głowę, przyłożyła kopniakiem rywalce z taką premedytacją, że niezbędne okazało się założenie szwów. Crawford nie pozostała dłużna; odegrała się w czasie kręcenia sceny, w której Davis miała za zadanie ściągnąć ją z łóżka i przewlec po podłodze w stronę drzwi. Wiedząc o kłopotach Bette z kręgosłupem, nie tylko zjadła wcześniej obfity posiłek, ale też przywiązała sobie do pasa kilkukilogramowe obciążniki. Takie złośliwości były z kolei wodą na młyn gawędziarskich felietonistek hollywoodkich pokroju Heddy Hooper (Judy Davis), które z lubością opisywały ich wzajemne wybryki. Hooper to zresztą jedna z barwniejszych postaci serialu. W wyszukanych strojach sieje postrach na korytarzach wytwórni i na przyjęciach towarzyskich, decydując o losie gwiazd. Była na "ty" z większością śmietanki towarzyskiej Hollywood, bez trudu wyczuwała świeżą krew. Niespełniona aktorka nie tylko funkcjonowała jako wyrocznia delficka, na którą stać Hollywood. Była również kimś w rodzaju świeckiej spowiedniczki.


POWRÓT DO PRZESZŁOŚCI

Obie miały bardzo różne podejście do swojej kariery. Ale obie płaciły za nią tę samą cenę.
Damian Wiśniowski
"Konflikt" to również dialog ze współczesnością. Rzecz o seksizmie, ageizmie, rozciąganie paraleli pomiędzy odległymi epokami. To w końcu podróż do czasów, w których kult macho uosabiany był przez silne persony w postaci Johna Wayne'a czy Clarka Gablea. Miejsce kobiety wiązało się z odgórną hierarchią. Oznaczało słabiej płatne posady, egzystencję w cieniu wpływowych szefów i zostało zobrazowane na przykładzie ambitnej asystentki Aldricha – Pauline Jameson

Jej postać to wykonująca "brudna robotę" dziewczyna od wszystkiego, winna kłaniać się w pas każdemu mężczyźnie, marząca o karierze za kamerą. W seksistowskiej świadomości magnatów z Hollywood idea kobiety-reżyserki pozostaje oczywiście abstrakcją. Najbardziej szokuje jednak niesolidarność jej towarzyszek niedoli. Zapytana po premierze o przyczynę takiego stanu rzeczy Susan Sarandon odpowiedziała: "W czasach Bette magnaci rządzący Fabryką Snów naprawdę wiedzieli, jak nastawić kobiety przeciwko sobie, by mieć większą kontrolę nad nimi. Nie mogli sobie pozwolić, aby kobiety takie jak Bette i Joan połączyły siły. W tym czasie kobiety zawsze dostosowywały się do władzy, co oznaczało, że zawiązywały sojusze z mężczyznami, widząc inne kobiety jako zagrożenie". O ile Crawford i Davis nigdy nie były klinicznymi przykładami "chłopczyc do bicia" (jak choćby sponiewierana przez decydentów filmowych Marilyn Monroe), to bezsprzecznie ówczesny system nie szczędził im ciosów. Obie miały bardzo różne podejście do swojej kariery. Ale obie płaciły za nią tę samą cenę. 

Ryan Murphy podkreślał w jednym z wywiadów swoje rozczarowanie przegraną Hillary Clinton w wyborach prezydenckich; przekonywał, że tylko jej zwycięstwo mogło spiąć historię Crawford i Davis w wymowną całość. Nadać jej symboliczny wymiar, pokazać realną zmianę w kwestii równouprawnienia w Hollywood. Bo mimo że postęp jest widoczny, wciąż istnieje problem systemowy: studia nie gwarantują równomiernego wsparcia finansowego dla projektów, które reżyserują kobiety, nie mówiąc już o ich zarobkach. 

Najmocniejsze są w serialu sceny szoku wynikającego z blaknącej sławy. Gdy spoglądamy na dwie, większe niż kino gwiazdy po pięćdziesiątce, dociera do nas, jak bardzo zależy im na pokonaniu czasu. Toczą bój z własnym ego, nie akceptują przemijania urody, nie chcą stać się reliktem swojej epoki. Crawford maczająca łokcie w misce z okładem cytrynowym czy Davis mówiąca o znaczeniu stojących na jej półce Oscarów to zwiastuny zmierzchu, kojarzące się z Normą Desmond z "Bulwaru Zachodzącego Słońca" Billyego Wildera. Ageizm ukazany w serialu do dziś jest w Hollywood nieprzepracowany. Ale jak pokazuje przykład grających swoje wielkie poprzedniczki Susan Sarandon i Jessiki Lange, dla współczesnych aktorek z Fabryki Snów telewizja może być najlepszym azylem. Nie tylko bezpiecznym schronieniem, oddaleniem wizji emerytury, ale też powrotem do gwiazdorskich czasów. Joan Crawford i Bette Davis nikt tego wyboru nie dał. 
9