FELIETON: Maciejewski krytycznie o "Off Plus Camera"

Filmweb   |   autor: Łukasz Maciejewski   |    |   Festiwale, nagrody i przeglądy
photo.title Przed kolejną edycją festiwalu "Off Plus Camera" warto zadać sobie  pytanie: czy w dobie kryzysu naprawdę stać Kraków na wyrzucanie gigantycznych pieniędzy w błoto?



SNOBS  I  PLEBS
przed drugą edycją festiwalu OFF CAMERA - 17-26 kwietnia

Ten krakowski festiwal miał, jak sądzę, podpiąć się pod medialny sukces mniejszych – ale mądrzejszych – ośrodków w Polsce, które dawno temu odkryły, że Lenin miał jednak rację, twierdząc, że kino jest najważniejszą ze sztuk. Festiwale filmowe przyciągają media, gwiazdy, sponsorów, widzów; z kolei loga imprez na stałe wpisują się w ekonomicznie opłacalną strategię wypracowania przez konkretne miasto marki miejsca, które jest przyjazne kulturze, a co za tym idzie, uprawomocnia do ubiegania się o liczne subwencje z funduszy europejskich. Czysty zysk.

Przypominam te oczywistości nie z próżnej nadziei, że ktoś weźmie sobie moje uwagi do serca (dawno temu straciłem tę szlachetną naiwność), chodzi mi jedynie o wskazanie, że inaugurowany przed rokiem z wielkim medialnym szumem festiwal "Off Camera" jest imprezą kompletnie chybioną - pozbawioną oryginalności, pomysłu, ambicji, przy tym nieprofesjonalnie zorganizowaną.

Pamiętam ubiegłoroczne wypowiedzi, zdaje się że już byłego dyrektora festiwalu "Off", niegdyś dobrze zapowiadającego się krytyka filmowego, który w niezmiernie infantylnym stylu, w zaprzyjaźnionych mediach wyjaśniał rozwlekle, że pojęcie "off" jest naprawdę szerokie i wiele tajemnic się w nim kryje. Przede wszystkim jednak zachwalał megakasiorę, którą hojną rączką sypnął na imprezę Prezydent Krakowa. Po ubiegłorocznym blamażu festiwalu, kiedy okazało się, że poza tym megaszmalem nie było jednak wielu innych powodów do radości, miałem cichą nadzieję, że Prezydent, albo któryś z jego doradców, pójdzie po rozum do głowy i przemyśli kwestię bezmyślnie fundowanej, absurdalnie wysokiej dotacji. Myliłem się jednak. Organizatorzy powtarzają wciąż te same frazesy o wysokich apanażach dla przyszłych laureatów, budżecie i balangach. Owe przechwałki niewiele mają jednak wspólnego z kinem, znacznie więcej z myśleniem przekupy, która na krakowskim Kleparzu zachwala najlepsze rajtuzy w budzie, albo z prezentacją złotych sygnetów i szczerozłotego uzębienia przez rosyjskiego mafioza w trakcie biznesowego tournee po prowincji.

Naprawdę zależy mi na tym, żeby w mieście, w którym mieszkam, reklamującym się wszędzie jako stolica kulturalna Polski, które jest dzisiaj jednak przede wszystkim stolnicą kulinarną kraju (piwsko, żarcie i disco pod Wawelem), pojawił się wreszcie festiwal filmowy z prawdziwego zdarzenia. Niestety, skala porównawcza jest dla "Off Plus Camera" okrutna. Wspomnienie ubiegłorocznej edycji festiwalu kojarzy się bowiem głównie z deprymującym poczuciem wstydliwej kompromitacji.

Zupełnie puste sale w zimnych kinach, technologiczne pandemonium z opóźniającymi się seansami i kłopotami z dźwiękiem. "Off Camera" 2008 to były marne, z reguły wyżebrane od dystrybutorów, filmy w rodzaju "Resocjalizacji" Thanosa Anastopoulosa, "Frownland" Ronalda Bronsteina, "Karawanu dusz" Conrada Clarka czy komercyjnego potworka z Czech - "Młodego wina" Tomasa Bariny. A na deser smutne warholowskie matuzalemy, rozpamiętujące w Krakowie swoje niegdysiejsze "pięć minut sławy" u boku Andy'ego W.

Szkoda, że macherzy od "Off Plus Camery" przysiedli nie tylko na kasie (w tym roku doszlusowali kolejni możni sponsorzy), ale spoczęli także na laurach. Jeszcze na dwa tygodnie przed rozpoczęciem imprezy niewiele było wiadomo na temat gości, programu, nie znaliśmy nawet składu jury. Jak widać, doświadczenie niczego nie nauczyło pomysłodawców. Odnoszę przy tym nieprzyjemne wrażenie, że znowu nikt nie zabiega w Krakowie o poparcie dziennikarzy i nikt nie dba o promocję. Twórcy festiwalu "Camerimage" już na wiele miesięcy przed inauguracją, wykonują szereg zabiegów marketingowych, informujących m.in. o gościach imprezy, z którymi można by umówić się na wywiad, kolejnych atrakcjach, tytułach, wydarzeniach. W podobny sposób działają festiwale w Gdyni, Kazimierzu, Zwierzyńcu, Tarnowie, Koszalinie itd. Tymczasem pion promocyjny festiwalu "Off Plus Camera" wychodzi zapewne z założenia: mamy kasę, mamy czas. W tym roku, poza 100 000 dolarów dla reżysera zwycięskiego filmu Konkursu Głównego, Polski Instytut Sztuki Filmowej zafundował dofinansowanie kolejnej produkcji laureata w kwocie 1 000 000 zł. Czy to jednak nie demoralizujące?

Gdyby jeszcze za ideą festiwalu stała jakakolwiek unikatowa propozycja filmowa, która zwaliłaby mnie z nóg, albo lista gości, których nazwiska wzbudziłyby mój szacunek i entuzjazm. Nic z tego, wiadomo, że kolejny raz zobaczymy w Krakowie Zbigniewa Preisnera, którego i tak można spotkać ciągle na Rynku albo w piwiarni, usłyszymy "dyżurne gwiazdy" w rodzaju Nigela Kennedy'ego (stara fryzura i stary repertuar), zaś główną filmową sensacją ma być pierwszy pokaz "Wojny polsko-ruskiej" Xawerego Żuławskiego według Masłowskiej, czyli filmu, którego oficjalna, ogólnopolska premiera odbędzie się raptem kilka tygodni później. Wiadomo również, że zamiast zapowiadanych wcześniej z hukiem Ridleya Scotta i Romana Polańskiego, chlebem, solą i krakowiakiem powitamy m.in. Seymoura Cassela i Melonie Diaz. Znacie państwo te nazwiska? Ja również nie znam. Jeszcze bardziej groteskowo wygląda sprawa Jean Luc-Godarda. Reżyser miał przyjechać, nie dojedzie, ale na szczęście wysłał do Krakowa żonę. Szkoda tylko, że ex-żonę…

Przyjazd wielkich nazwisk na krajowy festiwal jest możliwy, świadczy o tym najlepiej casus wspomnianego już "Camerimage", ale żeby mogło się to udać, trzeba o wiele ciężej pracować i znacznie mniej się przy tym chwalić. Wielki pisarz węgierski, Sándor Márai, pisał w "Dziennikach": "snobs i plebs: pięć liter. I takie samo znaczenie". Off Plus Camera to snobs i plebs w jednym. Brakuje tylko sensu. Brakuje piątej klepki.

komentarze

Dodaj komentarz

Smutne... każdy myślący człowiek po przeczytaniu tego bełkotu musi zobaczyć proste założenie "DOWALIĆ I ZBESZTAĆ"... RESZTA NIE MA ZNACZENIA. Byłem na obu edycjach festiwalu i duzo bym miał negatywnych uwag ale nie da się nie zauważyć kilku pozytywnych aspektów... CHOĆBY wielu dobrych FILMÓW!!!! No ale cóż, założenie było inne...jak w heavy metalu - zniszcz i spal. Powinien się Pan wstydzić Łukaszu Maciejewski!!!

Na szczęście można mieć jedno i drugie w porządku :)

Jaja mózgu nie zastapią :)

Sunny, cieszę się zatem, że liczy się dla Ciebie moja wypowiedź :) Otóż jako uczestnik tego festiwalu przed rokiem uważam, że autor felietonu ma w stu procentach rację. Jego jedynym grzechem jest to, że ośmielił się naruszyć utarty kanon myślenia: szlakiem Pani Dulskiej. Przecież
każdy, kto był na zeszłorocznym OFFie wie doskonale, że autor w nicyzm nie przesadził. Była to impreza pod każdym względem skandalicznie zorganizowana, kompletnie zignorowana przez widzów, niezborna. Wszyscy to wiedzieli, ale jakoś nikt nie ośmielił się tego napisać publicznie. Bo co, TVN się obrazi? Myślę, że abstrahujac od tego jak felieton jest napisany (według mnie świetnie), pan Maciejewski trafia w sedno polskiego kołtuństwa. Ludzie zarzucają gościowi nieuctwo, brak kompetencji itd., tymczasem prawie nikt z obrońców Offu, wydaje się nie pamiętać jak było naprawdę. I jak jest, niestety, nadal. W Krakowie zero reklamy, nie ma plakatów, program mizerny, nikt nie podnosi słuchawki w biurze, kompletny chaos. Wczoraj wybrałem się do ARSU na film z Deneuve - było dokładnie to samo, co rok temu. Na sali może dziewięć osób, spóźnienie, problemy techniczne. Najpierw ekran był zielony, potem czerwony, potem ciągle coś trzeszczało. Oczywiście, nikt nas nie przeprosił. Bo i po co. Więcej na ściemę pt. Off Camera już się nie wybiorę. Krótko i po żołniersku: gratuluję autorowi felietonu że ma jaja.

A pytanie powinno brzmieć (?) ...

Czy w dobie polskiego kryzysu naprawdę stać Maciejewskiego na pisanie takich farmazonów?

Poza tym przyznam się, że bardziej interesujące od tego felietonu są wypowiedzi filmwebowców. I to nie dlatego, że mam niezmienne uprzedzenie co do dziennikarzy, ależ skąd lubię ich wyszukaną elokwencję prowadzącą najczęściej do jednego zdania "To co teraz usłyszysz lub przeczytasz powiedziałem ponieważ chcę Cię zniszczyć i nie dlatego, że Cię nie znam, tylko dlatego że mam taki zawód."

Więc życzę panu Majewskiemu wszystkiego pomyślnego na przyszłej drodze życia. Jeszcze parę takich felietonów, a snobs i plebs nie tylko ze stołecznego Krakowa sam się o pana upomni. Wtedy będzie mógł pan sobie wstawić nowe złote zęby, czytać węgierskie śpiewniki i pluć do Wisły. Tylko, gdy już będzie pan sobie z nimi zasiadał przy smoku wawelskim, proszę się go spytać, czy to prawda była z tym Dratewką (?) (młodsza kuzynka się mnie pytała).

... ciepło pozdrawiam Sunny

Ja tam znam nazwiska Seymoura Cassela i Melonie Diaz...

Ja byłem na off caemra 2008 i moim skromnym zdaniem było naprawde nieźle. W ty roku znowu się wybieram.

jak dla mnie-subiektywna bzdura.
OFF to dobry pomysł, filmy bywają ciekawe, nie wszystkie są odgrzewańcami, tasiemcami etc.
może się podobać, moze się nie podobać, tak jak każda dziedzina życia, a szczególnie sztuka.
ja jestem za, nawet jeśli szanowny Autor i Zwlennicy uznają podobnych mi za plebs lub snoba.

Brawo Panie Łukaszu. Jak czytam bluzgi pod Pana adresem rzucane przez piewców mdłej poprawności, solennych nudziarzy, tchórzliwych grafomanów i innych "wrażliwców" to mi serce rośnie. Tak się dzieci plują, jak się oburzają, że tak nie wypada, że nie można, ze trzeba klaskać i najlepiej nikomu się nie narażać, to wtedy sobie myślę o to Polska właśnie. Kraj zachowawczych, nabzdyczonych hipokrytów, którzy Gombrowiczowi urządzą z wielką pompą galę i bal maskowy ze składką charytatywną na biedne dzieci:). Olać to całe zakompleksione towarzystwo wzajemnej adoracji.

visenna
jesli koncerty festiwalowe ciesza sie popularnoascia to dlaczego na koncertach na dworcu koljeowych bylio ok. 7 osob???
sory
nie pisz o czym na czym nie bylas nie widzialas i nie masz pojecia!
jesli 7 osob to dla ciebie jest duzo to gratuluje
w krakowie nie ma zadnej reklamy tego festiwalu - nie rozumie dlaczego ona jest w warszawie a w miescie w ktorym odbywa sie festiwal nic o festiwalu nie ma.......hm bez komentarza

Większość z was, festiwal Offa, widziała jako cień przeczytany na jakimś informacyjnym portalu i uważa, że wszystkie rozumy zjadła...
Pracuję przy tym cholerstwie i powiem wszystkim mądralińskim, że może Łukasz poszedł po bandzie, ale w zasadzie wszystko się zgadza.
Snobs i plebs w jednym. Zgadza się co do joty.
Mam nadzieję, że poprzedniego dyrektora festiwalu, nie zobaczę już na oczy, bo popełnię jakiś brzydki uczynek jak mi stanie na drodze....

Panie Łukaszu dziekuje za to na co czekalam caly rok! Bylam na festiwalu. Na 20 filmach. na salach bylo ok. 5 osób maksymalnie. Zadnej atmosfery festiwalowej, zadnego katalogu, zadnego programu nie bylo. prosilam w biurze kilka razy. w biurze nikt nic nie wiedzial nie udzialal zadnych informacji. Zdaje sobie sprawe ze reszta tutaj ktora odpowiada na forum najprawdopodobniej jest z tym festiwalem zwiazana, ale zaznaczam jak na raczkujacy festiwal - FESTIWAL MA BUDZET FESTIWALU Z WIELOLETNIA TRADYCJA !!!!- WIEC SORY ALE MOZNA SIE ZA TAK KOSMICZNE PIENIADZE POSTARAC. zapytajcie innych dziennikarzy co sadza o imprezie - jestem przekonana ze napiszaw 100 procentach to samo co Pan Maciejewski. Nie zdziwie sie jak dostanie festiwal nagrode z duzej instytucji, ktora je przyznaje. i niestety festiwalem zajmuja sie bardzo przypadkowi ludzie, tam caly czas panuje jeden wielki chaos.
Wspolczuje dyrektorowi ze ma pecha do malo profesjonalnych ludzi. poprzednia ekipa na festiwalu nie zostawia suchej nitki, zadna z tych osob juz tam nie pracuje.

"Ale czy mimo to nie warto próbować? Moim zdaniem warto, póki są ludzie, którzy chcą oglądać filmy. Również kino offowe. Spróbujmy po prostu dać im tę możliwość"
taka możliwość to peb.pl lub inna strona z plikami i w 2h ma sie taki film. Raczej offowe festiwale sa troche wymierające niż rozwijające

Oczywiście seansów, a nie spektakli:) Dodam jeszcze, że wszelakie koncerty na Off Camerze cieszą się ogromną popularnością. I nie wiem też, dlaczego Kraków wzbudza negatywne emocje u tak wielu ludzi?

Wydaje mi się, że ta opinia o Off Camerze jest nieco krzywdząca. Tak jak moi poprzednicy podkreślę, że to dopiero początki, a idea przedsięwzięcia nie jest zła. Pomagałam w organizacji pierwszej edycji i chociaż faktycznie sporo rzeczy było niedopracowanych i załatwianych spontanicznie przez przypadkowych ludzi, wszyscy świetnie się bawili. Nie jest to do końca prawdą, że sale świeciły pustkami i nie wyświetlano ciekawych filmów - wystarczy wspomnieć choćby "Klasę" Canteta, "12 lat i koniec" Cuesty czy filmy Dana Sallitta (np. "Wszystkie statki na morzu" - projekcja połączona ze spotkaniem z reżyserem oraz aktorkami) - sale były pełne, a bileterzy mieli pełne ręce roboty. Długie kolejki ustawiały się po bilety na większość spektakli wieczornych. Oprócz znawców kina pojawiało się mnóstwo ludzi, którzy o filmie nie mieli zielonego pojęcia, ale usłyszeli o festiwalu i potraktowali go jako świetną okazję, żeby zobaczyć coś nowego i wziąć udział w ciekawym wydarzeniu. Można mówić, że całość była porażka organizacyjną. I że festiwal przyciągnie i tak tylko określonych odbiorców. I że jest przereklamowany. I że Kraków traci pieniądze włożone w organizację. Ale czy mimo to nie warto próbować? Moim zdaniem warto, póki są ludzie, którzy chcą oglądać filmy. Również kino offowe. Spróbujmy po prostu dać im tę możliwość, zamiast krytykować wszystko i wszystkich zanim festiwalowy temat na dobre się rozkręcił.

Tekst stylistycznie na poziomie piatej klasy, argumenty... moze starszaki ewentualnie zerówka.

Jest wielka kasa, jest rozdecie, przerost formy- i dobrze! Jest szum, o tym sie mowi- jest dobrze!
Festiwal ma ambicje- cieszmy sie ze wyrasta nam nowa impreza a nie wbijamy noza w plecy wylewajac wiadro pomyj na festiwal ktory raczkuje na dzien przed jego druga edycja!

TO JEST CHAMSTWO W FORMIE CZYSTEJ !!!

O czym Panie Maciejewski piszesz? Po co wspominasz zeszlorocznego offa a nie piszesz o tegorocznym. Bylo jak bylo- frekfencyjna klapa i filmy malo ciekawe.
Ale w tym roku repertuar zapowiada sie arcyinteresujaco i jest tego tyle, ze nawet polowy nie da sie zobaczyc! Filmy w konkursie tez lepsze, sekcje ciekawe.
Trzeba patrzec w przyszlosc- w zeszlym roku na otwarciu byl Czeslaw Spiewa, w tym Kennedy a w przyszlym moze w jury zasiadzie sam Lukasz M.
Co do jurorow to wyborcza przebakiwala o Bog wie jakich znakomitosciach- i moze niepotrzebnie bo, jesli nie pr, wyglada na to, ze odmowiono:
http://miasta.gazeta.pl/krakow/1,44425,6358265,Och__co_to_be...
<no coz nie wszyscy wieszcza katastrofe>

Po co porownywac organizacje offcamery do innych polskich festiwali majacych niekiedy kilkudziesiecioletnie doswiadczenie?

A zeby nie wiedziec kto to jest Seymur Cassel doprawdy trzeba miec wielka odwage zeby sie pod taka niewiedza podpisac.

Jest Pan glupcem Panie Maciejewski. Zyczmy sobie dobrze, badzmy dla siebie lepszymi obcymi. Dobrze? To ja Panu zycze, zeby pan sie tym jadem nie zatrul.

@weirder

Wujek, Ty byłeś w zeszłym roku na tym festiwalu, czy to taka opinia na zasadzie "riserczu Ziemkiewicza"? Jak to jest taka cudowna impreza to może jakiś konkret, co? A co do tego co kto czyta to widać, że Ty jednak przeglądasz (skoro przestrzegasz, ja czytam regularnie to jest nas już dwóch (dwoje?), tak więc jest nadzieja :-)

Moze to kwestia braku patronatu ze strony filmwebu. "Przywalimy, bo nas nie obchodzi." Heh. Stara prawda o Polakach, ze jedynie co potrafia dobrze w kazdej sytuacji to narzekac.

Zreszta kto o zdrowych zmyslach czyta recenzje, czy felietony z tego portalu? Potrafia obrzydzic wszystko, wiec przestrzegam! :)

Maciejewski próbuje być enfant terrible młodego dziennikarstwa filmowego, ale brakuje mu zarówno talentu, jak i kompetencji.

@eon_blue

Masz chyba problem z czytaniem ze zrozumieniem. Clou zarzutu stanowi fakt, że organizatorzy próbują sprzedać tę imprezę jako nie wiadomo jakie wydarzenie, stąd mrzonki o Polańskim o Scottcie, zamiast powiedzieć wprost, że to początkująca impreza z ambicjami. Robi się wielki medialny szum, co jest zrozumiałe z punktu widzenia PR - u (brawa!), ale nie dla widza, który postanowił się na festiwal wybrać. Pojawia się też pytanie o sens tak dużej dotacji dla festiwalu, który niekoniecznie rokuje (tu ocena jest oczywiście skrajnie subiektywna), co do wysokości pieniężnych nagród, tu pełna zgoda, też nie do końca rozumiem zarzut Maciejewskiego.

Przyzwyczaiłem się już, że niektórzy, często posiadający intelektualne ubytki, krzykacze z forum Filmwebu potrafią objechać film, którego jeszcze nie widzieli. Ale już nie spodziewałbym się czegoś podobnego po osobie tytułującej się mianem profesjonalnego dziennikarza, którego samozadowolenie pozwala zresztą degradować niewiele mniej doświadczonych kolegów po fachu do miana "niegdyś dobrze zapowiadających się krytyków".

Nie, żebym bronił Michała Oleszczyka czy samej OffCamery, bo to faktycznie dwa dość rozczarowujące zjawiska, jeśli podliczyć ich zeszłoroczne "osiągnięcia", ale atakować raczkujący festiwal poprzez zestawienie go z imprezami o wieloletnim doświadczeniu? Poparty takim argumentem felieton byliby w stanie napisać nawet ci gorzej zapowiadający się krytycy.

Łatwiej jednak dokopać rodzącemu się w bólach festiwalowi, niż np. skrytykować taki Warszawski Festiwal Filmowy, którego program z każdym rokiem budzi coraz większe rozczarowanie. Bo tam wspiera go wielka machina, tutaj popełniający błędy entuzjaści. A może po prostu Pan Maciejewski zapadł na jakąś głęboko antyspołeczną przypadłość? Nie tak dawno przecież pogniewał się na Nowe Horyzonty (także na Filmwebie - ciekawe, nikt inny tych felietonów nie chciał?), wytykając im snobizm i wyrachowanie. Przy OffCamerze z kolei solą w oku jest nagroda pieniężna od prezydenta. Ale po co się tak publicznie oburzać? Można przecież zorganizować sobie własny festiwal w jakiejś ciemnej, nienarażonej na obecność plebsu i snobsu piwniczce, zaprosić Ridleya Scotta dla urozmaicenia, a zwycięskiemu filmowi przyznać co najwyżej oklaski.

Wracając jednak do sedna - ostatnia OffCamera z festiwalem z prawdziwego zdarzenia niewiele miała wspólnego, ale przecież nie wypada oceniać przez jej pryzmat kolejnej edycji. Trudno oczekiwać, by na anonimową w filmowym świecie imprezę ściągały nagle gwiazdy i odbywały się międzynarodowe premiery. To wszystko wymaga czasu i jeśli tylko widzom wystarczy kredytu zaufania, to za parę lat w Krakowie możemy całkiem ciekawy festiwal. Wystarczy spojrzeć na początki Nowych Horyzontów, by zdać sobie sprawę, że to możliwe. Zwłaszcza, że już widać pewien progres - współpraca z Sundance, ciekawi goście, bogatszy program. Zrozumiałe, że nie dla każdego wielką atrakcją będzie seans "Wojny polsko-ruskiej" czy obecność Anny Kariny i Seymoura Cassela (tego ostatniego zresztą autor felietonu, skądinąd rozpoznawalny krytyk, nie zna - tylko pogratulować). Na początek jednak wystarczy.

Kraków sucks i wiadomo to nie od dziś. Żałosna impreza w żałosnym mieście.

Jak ja nie znoszę tego mieszczańskiego Krakówka i tej ich kulturki przez wysokie "k" dla ułożonego plebsu i zrobionego snobsu. Brawo za Felieton.

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu:

newsy

zobacz wszystkie newsy

gorące newsy

magazyn