Recenzja filmu Piła: Dziedzictwo (2017)
Michael Spierig
Peter Spierig

Ekshumacja

Zmiana stylistycznych akcentów wypada nieco lepiej i można na jej podstawie nazwać "Dziedzictwo" rebootem. Twórcy zrezygnowali z efekciarskiego montażu, oczobitnych filtrów, zmienili też format ...
Filmweb sp. z o.o.
Dziedzictwo zobowiązuje. Chociaż na przestrzeni dekady seria "Piła" zamieniła się we własną parodię, hollywoodzcy księgowi wciąż czują dreszcz podniecenia na myśl o jej powrocie. Nic więc dziwnego, że po siedmiu latach gabinet tortur zostaje ponownie otwarty, zaś film braci Spierigów okazuje się wszystkim, co Fabryka Snów wymyśliła w celu maksymalizacji kapitału: od sequela przez interquel po reboot. To ostatnie wydaje się najbardziej interesujące, w końcu obietnica nowego rozdania kojarzy się z gestem samokrytycznym. 


Niedoczekanie. Jeśli idzie o fabułę, możemy mówić co najwyżej o marketingowej zasłonie dymnej. Film po raz ósmy opowiada tę samą historię w ten sam sposób. Akcja prowadzona jest dwutorowo – podczas gdy para detektywów bada serię zbrodni przywodzących na myśl dokonania sadystycznego filozofa-majsterkowicza Jigsawa, zamknięci na odciętej od świata farmie nieszczęśnicy tracą powoli kończyny i składają swoje ciała na ołtarzu pokrętnie rozumianej sprawiedliwości. Wszyscy wprawdzie drapią się po głowach, bo Jigsaw gryzie piach już od paru filmów, ale pomijając ten szczegół, jest po staremu. Ofiary wykazują się inteligencją ameby, detektywi stracili charyzmę podczas rozwodów oraz traumatycznych wydarzeń z przeszłości, zaś stały punkt programu, czyli finałowy twist ponownie jest owocem desperacji scenarzystów. Nie tędy droga. 
  
Zmiana stylistycznych akcentów wypada nieco lepiej i można na jej podstawie nazwać "Dziedzictwo" rebootem. Twórcy zrezygnowali z efekciarskiego montażu, oczobitnych filtrów, zmienili też format obrazu i zaparzyli melisę operatorowi. Ekran nie przypomina już zielono-brunatnej brei, film wygląda i brzmi lepiej, a ponadto opowiedziany jest z minimalną dozą reżyserskiej samokontroli. Czy w jakikolwiek sposób wpływa to na dramaturgię? Czy mówi nam o horrorowym miniuniwersum coś nowego? A może odwraca uwagę od dziur logicznych wielkości Jowisza? Oczywiście, że nie. Ale przynajmniej nie kala zmysłów montażową sieczką oraz kaskadą przesterowanych dźwięków.


Po oryginalnej "Pile", w której aspekt psychologiczny nie był jeszcze piątym kołem u wozu, seria skręciła w stronę radosnej, bezkompromisowej rzeźni. Z racji niewielkiego znaczenia cyklu w 120-letniej historii światowego kina, nie miałem z tym większego problemu – o ile tylko inscenizacja kolejnych zgonów pozostawała wybornym kampem. Wspomnę tylko hołd dla Edgara Allana Poego i Rogera Cormana w postaci gigantycznego wahadła, rozcinającego na pół skrępowanego przestępcę. Albo wypełniony strzykawkami wilczy dół – twórczą reinterpretację przysłowia o igle w stogu siana oraz ostateczny test dla pokutującej heroinistki. Nowa część jest pod tym względem rozczarowująca – zarówno jeśli chodzi o stronę koncepcyjną, jak i o skromną ilość syropu klonowego. 

W najlepszej scenie filmu odwiedzamy pokój zamieniony w mauzoleum pamięci Jigsawa. Są tam pułapki, które widzieliśmy już w akcji, halloweenowe przebrania i maski oraz inne pamiątki z krwawego szlaku. To całkiem precyzyjna metafora fanowskiej kultury i zarazem ostrzeżenie przed jej niebezpieczeństwami. Są takie chwile, w których po prostu trzeba zapomnieć o przeszłości i ruszyć dalej z kinem. Twórcy "Dziedzictwa" pokazali, że widzą nowy kierunek. Teraz wystarczy tylko zrobić pierwszy krok.   
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 73% uznało tę recenzję za pomocną (37 głosów).
Michał Walkiewicz
ocenia ten film na:
1 10 5/10 średni