Recenzja filmu Futrzaki ruszają na ratunek (2018)
Victor Azeev

Kosmiczny skecz

Bohaterowie filmu to całkiem nieźle skontrastowany i skonstruowany duet – łatwo uwierzyć zarówno w ich przyjaźń, jak i w potrzebę dziejowej misji. Wzajemne przekomarzanki i slapstickowe wypadki ...
Filmweb sp. z o.o.
Jest co ratować. Kiedy zwierzęta z całego świata padają ofiarami kosmicznych hycli, a ludzie stoją z założonymi rękami, na straży ziemskiej fauny staje duet niedobranych twardzieli: bóbr Bobo, który wierzy zarówno w potęgę spokoju, jak i w siłę własnych szczęk, oraz kot Maksiu – sierściuch ewidentnie zapatrzony w Johnny'ego Casha i Johna Rambo. I choć nie jest to wymarzona reprezentacja Błękitnej Planety, darowanym futrzakom nie zagląda się w zęby: Królik Bugs i Michael Jordan są już na emeryturze. 


Bohaterowie filmu to całkiem nieźle skontrastowany i skonstruowany duet – łatwo uwierzyć zarówno w ich przyjaźń, jak i w potrzebę dziejowej misji. Wzajemne przekomarzanki i slapstickowe wypadki mają w sobie odpowiednią ilość komediowej energii, zaś niektóre z ich przygód na pewno przypadną do gustu najmłodszym. Nie da się ukryć, że rosyjska animacja kierowana jest głównie do nich, przypomina bowiem rozciągniętą do pełnego metrażu serię gagów. Jeśli do tego rodzice wyjdą z kina bez bólu głowy, debiutujący reżyser Victor Azeev będzie mógł to uznać za swój sukces.  

Prawdopodobieństwo takiego rozwoju wypadku jest oczywiście niewielkie. Zarówno w otaczającym parę głównych bohaterów świecie, jak i w plejadzie drugoplanowych postaci, nie ma bowiem nic atrakcyjnego. Bez względu na to, czy jesteśmy na farmie, w przestrzeni kosmicznej czy w świerkowym lesie, filmowi brakuje narracyjnej pary, a reżyserowi – wyczucia tempa. Momenty w stylu partyzanckiego abordażu latającego spodka czy powietrznego pościgu, to teoretycznie samograje w obrębie podobnej konwencji. Lecz jakimś cudem twórcy potrafią wyprać wspomniane chwile z dynamiki i napięcia. Złożony z dość oczywistych żartów, nudnych dialogów i mało angażujących scen akcji film pozostaje również wątpliwym osiągnięciem technicznym. Lokacje wyglądają na puste i sterylne, animacji daleko od średniej krajowej, a fakt, że na przeszkodzie stały tutaj względy budżetowe, niewiele zmienia – nie przy tak bogatym pejzażu mainstreamowego kina dla dzieciaków.    

photo.title   photo.title   photo.title

"Futrzaki ruszają na ratunek"
to film, który całkiem zręcznie ogrywa rozprzestrzenione w popkulturze lęki: strach przed inwazją kosmitów oraz przed nadświadomymi kotami. Ok, koty stoją tutaj po naszej stronie, a latające spodki bywały groźniejsze, trzeba jednak przyznać, że punkt wyjścia jest intrygujący. Tym większa szkoda, że nie pączkuje z niego familijna rozrywka na przyzwoitym poziomie. 
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 33% uznało tę recenzję za pomocną (6 głosów).
Michał Walkiewicz
ocenia ten film na:
1 10 4/10 ujdzie