Recenzja filmu Deadpool (2016)
Tim Miller

Marvel na ostro

"Deadpool" to wywrotowa czarna komedia – parodia napuszonego kina o herosach w obcisłych trykotach oraz niemiłosierna zgrywa z popkultury i show-biznesu. Od fanów dla fanów.
Filmweb sp. z o.o.
  • recenzja kinowa Deadpool (2016)
Przygłup dla beki, przepłacone popychadło, dupki, boski idiota – nie, to nie czułe słówka z forum Filmwebu. Przedstawiłem Wam właśnie listę płac znajdującą się w  napisach początkowych "Deadpoola". Przygłup to komik T.J. Miller,  popychadło – debiutujący reżyser Tim Miller, dupkami są oczywiście producenci, a idiotą – odtwórca tytułowej roli Ryan Reynolds. Ironiczna "szczera" czołówka, ewidentnie inspirowana cyklem "Honest Trailers", z miejsca ustala ton filmu. "Deadpool" to wywrotowa czarna komedia – parodia napuszonego kina o herosach w obcisłych trykotach oraz niemiłosierna zgrywa z popkultury i show-biznesu. Od fanów dla fanów.

photo.title

Zapomnijcie o tym, co wydarzyło się na kominie elektrowni atomowej w finale "X-Men Geneza: Wolverine". Najemnik Wade Wilson żyje i ma się dobrze. Wciąż mówi z prędkością pociągu TGV, dowcipkuje niczym gwiazda stand upu,  a wrogów szlachtuje z gracją łyżwiarza figurowego. Nadal jest niezniszczalny – eksperymentalna rządowa kuracja Weapon X zapewniła jego ciału  zdolność natychmiastowej regeneracji. Wade nie ma jednak nastroju do świętowania. Wszystko przez pewnego mściwego mutanta z akcentem angielskiego lorda i manierami kibola, który zamienił przystojnego niegdyś bohatera w krzyżówkę Freddy'ego Krugera z podwójną pizzą pepperoni. Najemnik – przekonany o tym, że jego narzeczona nie pokocha monstrum, jakim się stał – próbuje za wszelką cenę odzyskać dawny wygląd.

Siła filmu Millera nie tkwi wcale w realizacyjnym rozmachu bądź pełnej zawijasów intrydze. Ekranizację komiksu Marvela napędza przede wszystkim humor – absurdalny, zjadliwy, wulgarny. Pozbawieni kagańca w postaci dziecięcej kategorii wiekowej PG-13 autorzy żartują na całego z upodobań seksualnych profesora Xaviera z "X-Men", skąpstwa księgowych z 20th Century Fox, zabijającej kreatywność mody na sequele czy... wątpliwych talentów rodzicielskich Liama Neesona w "Uprowadzonej". Szyderstwo podszyte jest jednak miłością – wszak popkulturową wrażliwość Millera i spółki ukształtowały właśnie hollywoodzkie widowiska oraz obrazkowe historyjki o superbohaterach. Oczywiście można się zżymać, że autoironia twórców ociera się niekiedy o kabotyństwo, czarny charakter jest bezbarwny, a wszystkie najlepsze sceny udało się zmieścić w zwiastunie. Trudno dziś jednak w fabryce snów o drugie takie przedsięwzięcie. Seans "Deadpoola" przypomina sesję terapeutyczną, w trakcie której zarówno twórcy jak i widzowie odreagowują to, co dzieje się w sterowanym przez korporacje ugrzecznionym mainstreamowym kinie. Groteskowa przemoc, seks, ordynarne dialogi i nieustanne łamanie tzw. czwartej ściany  dają wyzwalający efekt. Zupełnie jak rozbicie paru talerzy albo wydarcie się na cały blok.

photo.title

Wie coś o tym Ryan Reynolds. Gwiazdor występem w "Deadpoolu rehabilituje się w oczach miłośników ekranizacji komiksów, a także  kolejny raz po "Głosach" i "Amityville" udowadnia, że urodził się, by grać role gości, którym z obłędem do twarzy. Jego Wade to zarazem cyniczny twardziel, nierozgarnięty wesołek, socjopata, wreszcie beznadziejny romantyk. W każdym z tych wcieleń Reynolds wypada wiarygodnie. Trzymamy za niego kciuki, gdy kładzie pokotem zastęp zakapiorów i za wszelką cenę walczy o powrót do ukochanej Vanessy (Morena Baccarin). Oto kolejny paradoks "Deadpoola" - choć film jest  prześmiewczy, znalazło się w nim miejsce na autentycznie wzruszającą opowieść o uczuciu pary wyrzutków. Na walentynki jak znalazł.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 82% uznało tę recenzję za pomocną (568 głosów).
Łukasz Muszyński
ocenia ten film na:
1 10 7/10 dobry

przeczytaj również recenzje użytkowników (6)

zobacz wszystkie