Recenzja filmu Wróżby kumaka (2005)
Robert Gliński

Miłość i pojednanie

Jednym z największych wydarzeń tegorocznego festiwalu w Gdyni miała być premiera "Wróżb kumaka" Roberta Glińskiego - ekranizacji głośnej powieści Güntera Grassa. Piszę miała, ponieważ mimo ...
Filmweb sp. z o.o.
Jednym z największych wydarzeń tegorocznego festiwalu w Gdyni miała być premiera "Wróżb kumaka" Roberta Glińskiego - ekranizacji głośnej powieści Güntera Grassa. Piszę miała, ponieważ mimo potencjału tkwiącego w historii oraz doborowej obsady nie udało się Glińskiemu zrobić obrazu wybitnego.

Akcja filmu rozpoczyna się w 1989 roku w Gdańsku, gdzie przypadkowo na ulicy poznają się ON - Aleksander, niemiecki profesor, i ONA - Aleksandra, Polka urodzona w Wilnie. Para przypada sobie do gustu, a sympatia z czasem przeradza się w miłość. Chcąc przyczynić się do pojednania skłóconych w przeszłości narodów, oboje zakładają Polsko-Niemieckie Towarzystwo Cmentarne, aby dać prawo zmarłym do swoistego powrotu na ziemie rodzinne.

Fabularnie "Wróżby kumaka" są opowieścią o późnej, dojrzałej miłości łączącej dwoje ludzi po przejściach. Aleksander w młodości był w Hitlerjugend, Aleksandra członkinią ZMP. Choć dorastali w innych krajach i różnych czasach ich życiorysy są bardzo podobne. Niestety, Gliński nie wiedział, jak połączyć wątek miłosny z dyskusją na temat polsko-niemieckich animozji. Miłość Aleksandra i Aleksandry nie rozgrywa się na tle historycznych krzywd i zatargów, ale sama staje się ich areną. Świeżo poznani kochankowie zamiast rozmawiać o sobie prowadzą rozważania na temat przeszłości i nieporozumień. "My zawsze będziemy pluć wam w twarz, a wy kraść nam samochody" - mówi w pewnym momencie Aleksander.

Wątek miłości dojrzałych zaprezentowany został przez reżysera w sposób niewiarygodny. Poza kilkoma scenami, jak na przykład spotkanie pary z jedną z córek profesora, która bardziej niż szczęściem swojego ojca interesuje się, czy po ślubie będzie miał z nową żoną wspólnotę majątkową, niewiele w nim prawdy.

Nieco przeszkadza również pewna naiwność fabularna. Ważną rolę w historii odgrywa stara Kaszubka Erna (rewelacyjna Dorothea Walda). Kobieta, za każdym razem, kiedy bohaterowie mają jakiś problem, pojawia się i podsuwa im właściwe rozwiązanie. Można to kupić za pierwszym, bądź drugim razem, ale kiedy taka sytuacja powtarza się kilkakrotnie zaczynamy traktować Ernę jak baśniową dobrą wróżkę.

Na szczęście w filmie nie zabrakło akcentów humorystycznych. Głównie dzięki nim historia kochanków daje się w miarę dobrze oglądać nie zmieniając się w nudny i męczący traktat na temat dawnych krzywd i nieporozumień.

"Wróżby kumaka" zwracają na siebie uwagę również aktorstwem. Oprócz odtwórców głównych ról: Krystyny Jandy i Matthiasa Habicha doskonałe, choć epizodyczne kreacje stworzyli Marek Kondrat (najzabawniejsza postać w filmie) oraz Krzysztof Globisz.

Ekranizacja powieści Güntera Grassa nie jest filmem złym. W moim przekonaniu pozostaje jednak daleko w tyle, za doskonałą "Cześć Tereska", za którą reżyser w 2001 roku otrzymał Złote Lwy.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 65% uznało tę recenzję za pomocną (17 głosów).