Recenzja filmu Zodiak (2007)
David Fincher

Nieuchwytne zło

Filmy o seryjnych mordercach to nie pierwszyzna dla Davida Finchera, wszak nakręcone przez niego "Siedem" było – wraz z "Milczeniem owiec" Jonathana Demme'a – niekwestionowanym pretendentem do ...
Filmweb sp. z o.o.
  • recenzja dvd Zodiak (2007)
Filmy o seryjnych mordercach to nie pierwszyzna dla Davida Finchera, wszak nakręcone przez niego "Siedem" było – wraz z "Milczeniem owiec" Jonathana Demme'a – niekwestionowanym pretendentem do korony wśród thrillerów nakręconych w latach 90. "Zodiak" do żadnej korony nie może jednak pretendować, ale też chyba siłą rzeczy pozbawiony jest takiego potencjału. Nie chodzi tylko o to, że opowiadanie autentycznej historii wiąże się z liczniejszymi ograniczeniami, rzecz w tym, że Fincher nie mógł nas już tak swobodnie kusić złem, a to ono stanowi o atrakcyjności wielu thrillerów, bo zło pozostało w dużej mierze nierozpoznane. "Zodiak" nigdy nie został złapany, reżyser postanowił więc skoncentrować się na samym śledztwie. Bohaterami stają się ci, którzy próbowali odkryć, kim był w rzeczywistości słynny morderca. Postać tego ostatniego jest zaledwie chimerycznym odbiciem ich wyobrażeń i domniemań. Nie jest to zło namacalne, zło, którym można by epatować i wabić, jest to zło nieuchwytne i symboliczne, dlatego też, pomimo jego nieobecności, tytuł filmu wydaje się uzasadniony.

Streszczenie fabuły w tym wypadku pokryje się mniej lub bardziej z autentyczną historią, aczkolwiek dla porządku warto odnotować, co stanowiło dla Finchera esencję opowiedzianej historii. Z morderstwami oraz jedną nieudana próbą zapoznamy się w pierwszej połowie filmu. W "Zodiaku" nikt nie depcze po piętach jednemu, określonemu zabójcy, wszyscy raczej siedzą nad układanką i próbują ją poskładać do kupy. Pracy w terenie, jak moglibyśmy powiedzieć, jest niewiele. Komisariaty, instytucje, policja, prywatne mieszkania śledczych, w końcu zaś redakcja 'San Francisco Chronicle" - w tych miejscach toczy się przede wszystkim akcja filmu. Do ostatniego z wymienionych miejsc, a także paru innych, przychodziły listy od "Zodiaka", z których część była zaszyfrowana. Tam też pracowali autor komiksów Robert Graysmith (Jake Gyllenhaal) i dziennikarz Paul Avery (Robert Downey Jr.). Obaj od początku mocno interesują się sprawą, chociaż w przypadku tego pierwszego, z racji pełnionego zawodu, nie ma  przez dłuższy czas mowy o aktywnym uczestnictwie w śledztwie. Drugą parę stanowią inspektorzy: Dave Toschi (Mark Ruffalo)i William Armstrong (Anthony Edwards). Dzieło można podzielić w uproszczeniu na dwie części. Pierwsza łączy się z aktywnością "Zodiaka" i zaangażowaniem w sprawę policji, odpowiednich instytucji, biegłych, wspomnianych inspektorów i Avery'ego. Druga część opiera się już przede wszystkim na indywidualnym śledztwie Graysmitha. Da się też zauważyć, że to jego perspektywa jest w filmie dominująca, co też rzutuje na to, jakie nazwiska będą się później pojawiać w gronie podejrzanych.

Jak już się rzekło, film opiera się w dużym stopniu na strukturze kryminału śledczego, a co za tym idzie, w dziele Finchera nie znajdziemy pościgów, wartkiej akcji i epatowania morderstwami. Mało tego, reżyser pozwolił sobie nawet na odpowiednie zaznaczenie gatunkowej odrębności poprzez odwołania do popkultury. Bohaterowie "Zodiaka" oglądają w pewnym momencie kolejną część "Brudnego Harry'ego", co Toschi komentuje słowami: "kręcą już o nim nawet filmy". I nie trzeba wielu domysłów, aby zorientować się, że reżyser celuje w większy realizm. Mniej fajerwerków, więcej pracy od kuchni. Zobaczymy, jakim torem podążało śledztwo i z jakimi trudnościami spotykały się próby rozwikłania zagadki. Ciekawym urozmaiceniem filmu jest ukazanie wpływu śledztwa na zachowanie wymienionych powyżej bohaterów. Każda z postaci (Avery, Toschi, Armstrong, Graysmith) prezentuje inny temperament i odmienne podejście do zagadki "Zodiaka". Każdej z tych postaci śledztwo przyniesie pewne zmiany w życiu i w sposobie postrzegania całej sprawy, a oprócz nich jest jeszcze grono drugoplanowych postaci, których świetność przeminie, podczas, gdy tajemnica "Zodiaka" pozostanie nienaruszona. Cień mordercy nie unosi się wcale nad poszukującymi - dopiero, kiedy Graysmith aktywnie przystąpi do poszukiwań można wspomnieć o tego typu akcentach – ale też nie sposób nie zauważyć, że śledztwo staje się coraz bardziej przytłaczające, a niemożność przedarcia się przez szereg poszlak, dowodów, badań i zeznań ma swoje negatywne skutki w życiu głównych bohaterów. "Zodiak" staje się stygmatem odciśniętym na losach poszczególnych postaci, męczącym symbolem, męczącym przez to, że nie udało się go zdemaskować. Jedni się poddadzą, a inni wpadną w obsesję, która ich całkowicie pochłonie.

Film jest obciążony sporym ryzykiem. Raz, że kryminał śledczy poprzez nagromadzenie szczegółów wymaga od odbiorcy nieco większej uwagi w przeciwieństwie do thrillera, ponadto zło pozostaje niedookreślone, wiemy też, jak zakończy się historia, a raczej, jakiego finału na pewno tu nie znajdziemy, no i last but not least, film trwa ponad 2,5 godziny – to dużo, wystarczająco dużo, by umrzeć z nudów. A jednak historia śledztwa wraz z uwikłaniem i zaangażowaniem w nie czwórki bohaterów pokazana została ciekawie i konsekwentnie, finał został zgrabnie rozwiązany, a napięcie umiejętnie wplecione w kilku mocniejszych momentach. W rezultacie 2,5 godziny aż tak nie męczą, o ile naprawdę nie spodziewamy się typowego sensacyjnego kina bądź typowego thrillera. Dobra gra aktorska i ciekawie dobrana muzyka stanowią dopełnienie solidnego obrazu. "Zodiak" to przyzwoite kino, z dobrze poprowadzoną historią i ciekawie wykorzystanym potencjałem "psychologii śledztwa". Dodajmy, śledztwa nieudanego, co w sumie tylko uatrakcyjniło ten wątek filmu. Pytanie "Kto?" może uwodzić nie mniej od pytania: "jak?" i "dlaczego?". Polecam.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 71% uznało tę recenzję za pomocną (21 głosów).
Macabre
ocenia ten film na:
1 10 7/10 dobry

przeczytaj również recenzje użytkowników (4)