Recenzja filmu Charlie i fabryka czekolady (2005)
Tim Burton
Joanna Wizmur

Smakowity show gotyckiego mistrza

Prawda to znana nie od dziś, że gotycki geniusz Tima Burtona w połączeniu z jedyną w swoim rodzaju grą Johnny'ego Deppa daje nam doskonałe, wysmakowane kino. W przypadku ekranizacji książki ...
Filmweb sp. z o.o.
Prawda to znana nie od dziś, że gotycki geniusz Tima Burtona w połączeniu z jedyną w swoim rodzaju grą Johnny'ego Deppa daje nam doskonałe, wysmakowane kino. W przypadku ekranizacji książki Roalda Dahla dosłownie mamy do czynienia z ucztą, bowiem najważniejszą postacią jest tutaj Willy Wonka, właściciel największej na świecie fabryki czekolady.

W tej roli Depp, który chyba po raz pierwszy u Burtona może wykazać się w roli komediowej. Można by pomyśleć, że Wonka jest przerysowany, nienaturalny, ale takiego właśnie bohatera nakreślił Dahl na kartach swojej książki. Depp natomiast nadaje mu zupełnie nowy wymiar, bo nie buduje postaci ściśle według przepisu autora, ale ma ma na nią własną, ciekawą koncepcję. Stąd niejednoznaczne żarty Wonki, jego liczne tiki i wręcz rozsadzająca ekran osobowość. Przy okazji aktor przerabia pełen zestaw swoich komicznych grymasów. Jego mimika jest rozbrajająca i uznaję jego kreację za znakomitą nawet w filmie dla dzieci i nawet jeśli miałam tą nieprzyjemność obejrzeć film w wersji zdubbingowanej (choć tym razem wyjątkowo mi ta okoliczność nie przeszkadzała).

Odnosząc się do oryginału literackiego, Willy Wonka jest na ekranie świetnie przemyślaną postacią. Co ciekawe, pojawiały się porównania do Michaela Jacksona i jego Nibylandii. Jakby nie patrzeć, skojarzenie samo się nasuwa, a sam Wonka - ekscentryk jakich mało - swoim dziwacznym zachowaniem i specyficznym poczuciem humoru również nie prowokuje pozytywnych skojarzeń. Pomimo tego sympatyzujemy z "czekoladowym magikiem", bo to on daje małemu Charlie'emu (bardzo obiecujący Freddie Highmore, u boku Deppa występuje po raz drugi; poprzednio stworzyli udany duet w "Marzycielu") szansę na szczęście i jest w pewnym sensie ostatnim sprawiedliwym, który karze rozpuszczone i niewdzięczne dzieci.

Dodatkowo jego ekscentryzm okazuje się być skutkiem nieszczęśliwego dzieciństwa: ojca, który nie mógł zrozumieć jego wielkiej czekoladowej pasji. Dzięki temu Wonka wyrasta na tragicznego bohatera i wzbudza w nas nutkę współczucia. Perełką jest scena spotkania po latach z ojcem (jeden z ulubionych aktorów Burtona, niezrównany Christopher Lee). Taki troszkę patetyczny wyciskacz łez.

Jeśli do tego wszystkiego dodać, że niesamowita, bajkowa scenografia pozostała praktycznie nietknięta przez komputery, tym większy zachwyt nad umiejętnościami techników, którzy w tym filmie przeradzają się w artystów. Wnętrza fabryki czekolady przyprawiają o istny zawrót głowy. Przepych tak niepodobny do dotychczasowych dokonań Burtona - może wyłączając "Dużą rybę".

Jako rozrywka z morałem, na szczęście niezbyt nachalnym, ale takim z przymrużeniem oka, bajka w wydaniu Burtona sprawdza się doskonale. I dla małych, i dla dużych.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 88% uznało tę recenzję za pomocną (26 głosów).

przeczytaj również recenzje użytkowników (3)