Recenzja filmu Twój Vincent (2017)
Dorota Kobiela
Hugh Welchman

Van Gogh nieznany

"Twój Vincent" odwołuje się do zupełnie innej tradycji gatunkowej. Dzieło Kobieli i Welchmana – tak jak klasyczny "Rashomon" Kurosawy – przypomina antykryminał oddalający nas z każdą chwilą od ...
Filmweb sp. z o.o.
Trudno wyobrazić sobie lepszy prezent na, obchodzone hucznie od początku roku, 70-lecie polskiej animacji. Zrealizowany w polsko-brytyjskiej koprodukcji "Twój Vincent" najpierw zdobył Nagrodę Publiczności na prestiżowym festiwalu w Annecy, a potem zachwycił widownię we Wrocławiu i w Gdyni. Film duetu Dorota Kobiela-Hugh Welchman przykuwa uwagę głównie za sprawą wirtuozerii formalnej. W realizowanym przez niemal dekadę, wspólnym wysiłkiem całego sztabu specjalistów, "Vincencie" udało się doprowadzić do ekranowego "ożywienia" niemal setki obrazów Van Gogha. Ambicje twórców znacząco wykraczają jednak poza chęć stworzenia doskonałej imitacji dzieł geniusza. Kobiela i Welchman zapragnęli zrozumieć holenderskiego malarza nie tylko jako artystę, lecz także człowieka. 


Realizację swojego celu reżyserski duet rozpoczął od rozprawienia się z najbardziej rozpowszechnionymi stereotypami na temat tytułowego bohatera. Na pierwszy rzut oka może się wydawać, że takie zadanie to artystyczna "mission impossible". O ile mało kto jest w stanie wymienić tytuły trzech obrazów Van Gogha, o tyle wszyscy bez problemu zidentyfikują go przecież jako furiata w przypływie szaleństwa odcinającego sobie ucho. Część odpowiedzialności za utrwalenie właśnie takiego wizerunku Holendra spoczywa na popkulturze. Wystarczy przypomnieć sobie na przykład, skądinąd interesujący, film "Vincent i Theo", w którym Robert Altman przedstawił destrukcyjną więź między tytułowymi braćmi w poetyce bliskiej horrorowi.

"Twój Vincent" odwołuje się do zupełnie innej tradycji gatunkowej. Dzieło Kobieli i Welchmana – tak jak klasyczny "Rashomon" Kurosawy – przypomina antykryminał oddalający nas z każdą chwilą od obiektywnej prawdy o opisywanych wydarzeniach. Choć reżyserzy badają przede wszystkim tajemnicze okoliczności śmierci głównego bohatera, przy okazji przekonują, że niewiele pewnego jesteśmy w stanie powiedzieć o całym jego życiu. Wytworzona wokół Van Gogha aura enigmatyczności pozwala Kobieli i Welchmanowi na stworzenie autorskiej interpretacji postaci słynnego malarza. Ekranowy Vincent nie jest lubującym się w seksualno-pijackich ekscesach straceńcem, lecz wrażliwym introwertykiem. Na główną cechę charakteru malarza wyrasta, znajdująca swoje odbicie także w jego najsłynniejszych dziełach,  niemożliwa do okiełznania, melancholia.


Powiązanie prywatnego uniwersum malarza ze światem jego twórczości odbywa się w "Twoim Vincencie" w sposób subtelniejszy niż w głośnym "Shirley – wizje rzeczywistości" Gustava Deutscha. Tamten film, pomyślany jako hołd dla twórczości Edwarda Hoppera, w praktyce wyrządzał malarzowi niedźwiedzią przysługę. Zamiast uszanować dyskrecję jego obrazów, dokonywał aktu interpretacyjnego gwałtu, odzierał dzieła amerykańskiego mistrza z wieloznaczności i zagłuszał ich przejmującą samotność. Deutscha zgubiła wówczas nadmierna ambicja i wynikająca z niej chęć wpisania ostentacyjnie intymnej twórczości Hoppera w kulturowe konteksty czasów, w których żył. Kobiela i Welchman wyciągnęli na szczęście wnioski z tamtej porażki. Choć pokusa umieszczenia jednostkowego życiorysu Van Gogha na tle przemian, jakim ulegały zachodnioeuropejskie społeczeństwa u schyłku dziewiętnastego wieku, musiała być silna, udało się ją zwalczyć. Na ekranie liczy się tylko Vincent i zaskakująco ciepły obraz malarza, jaki zachował się we wspomnieniach najbliższych mu osób.

Rezygnacja z wpisania w życiorys Van Gogha większości towarzyszących mu kontrowersji stanowiła, oczywiście, pewne ryzyko. Wraz z nimi film o artyście byłby zapewne uczciwszy, pełniejszy i bardziej wyrazisty. Być może jednak Kobiela i Welchman dobrowolnie zrezygnowali ze stworzenia arcydzieła, mając na względzie czułość, jaką obdarzyli bohatera. Jeśli istotnie tak było, pozorna dezercja, oznaczałaby w rzeczywistości akt wielkiej odwagi.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 87% uznało tę recenzję za pomocną (76 głosów).
Piotr Czerkawski
ocenia ten film na:
1 10 7/10 dobry