Akceptacja

Kiedy byliśmy dziećmi, wpajano nam, że tylko człowiek charakteryzujący się cnotami kardynalnymi może być człowiekiem prawdziwie wielkim. Fortitudo, Iustitia, Prudentia i Temperantia – oto wyznaczniki wzorca do naśladowania. Kiedy dorastamy, zaczynamy dostrzegać, jak niewiele cnoty mają wspólnego z rzeczywistością, że losy świata zmieniali ludzie pełni wad i sprzeczności. Jednym z takich gigantów jest zdaniem Davida Finchera Mark Zuckerberg, założyciel Facebooka. Tak przynajmniej wynika z filmu "The Social Network".

Fincher zbudował "The Social Network" wokół dwóch spraw sądowych wytoczonych Zuckerbergowi. Pierwsza dotyczyła oskarżeń o kradzież pomysłu na samą stronę, jakiej miał się dopuścić twórca Facebooka. Drugą wytoczył były przyjaciel i biznesowy partner Zuckerberga, który został wyeliminowany z grupy właścicieli praw do strony. Dzięki tym dwóm wątkom poznajemy genezę powstania Facebooka, od  strony do oceny atrakcyjności studentek Harvardu, przez pierwszą skromną sieć uczelnianą po globalnego giganta. Jednocześnie przyglądamy się jej twórcy Zuckerbergowi, który w tej historii gra wszystkie role. Jest bogiem-stwórcą, który powołał Facebook do życia, jest szatanem – przeciwnikiem i oszustem, personifikacją wcielonego zła, jest wreszcie szarym człowieczkiem, ze swoimi przyziemnymi pragnieniami.

Mark Zuckerberg ma powody do niezadowolenia. David Fincher nie łagodzi jego portretu. Na ekranie widzimy młodego człowieka pełnego kompleksów. Oglądanie swych przywar musi boleć. Jednak Zuckerberg powinien też się cieszyć, ponieważ Fincher ostatecznie potwierdził jego pretensje do wielkości. Twórca "Siedem" i "Podziemnego kręgu" postawił go bowiem w jednym rzędzie z Aleksandrem, Cezarem, Napoleonem, Hearstem. Tak jak oni, na szczyt dotarł nie ze względu na swoją cnotliwość, a z powodu swych kompleksów. Będąc piekielnie inteligentny, jest jednak społecznym kaleką. To separuje go od świata "ludzi normalnych". A właśnie bycia w tym świecie, przynależności pragnie najbardziej, nawet jeśli zarazem czuje do niego pogardę. To właśnie ta potrzeba bycia zaakceptowanym (przez rodzinę, przyjaciół, rówieśników, społeczeństwo) pchała Aleksandra, Cezara i resztę do działania. I to właśnie akceptacja jest podstawowym tematem "The Social Network" (jak i kluczowym elementem samego Facebooka).

Nie posunąłbym się tak daleko, by "The Social Network" nazywać najlepszym filmem Finchera. Z całą pewnością jednak jest to dzieło wyróżniające się w jego reżyserskim dorobku. Na bardzo prostych scenach buduje monumentalną biografię ze skomplikowanymi portretami osobowościowymi. I nie chodzi tu tylko o Zuckerberga, ale także o jego wspólnika Eduardo Saverina, który okazuje się zbyt miękki, by odnieść sukces, nie ma w nim jątrzącej się rany, która nie dawałaby mu spokoju. Fincher znakomicie pokazał też Seana Parkera, twórcę Napstera. To pionier, który stanął do walki z gigantami. Sukces, który osiągnął, przerósł go i zmiażdżył. W "The Social Network" jawi się jako mężczyzna czarujący, ale nie da się ukryć, że jest wrakiem człowieka.

Solidny scenariusz Sorkina, wyważenie poszczególnych wątków oraz dobra, jak zawsze u Finchera, gra aktorów sprawiają, że "The Social Network" to pełnowartościowy dramat o ludzkich namiętnościach. Film z pewnością okaże się satysfakcjonującą rozrywką dla tych, którzy od kina oczekują czegoś więcej niż tylko zwykłej stymulacji bodźcami wizualnymi.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 84% uznało tę recenzję za pomocną (380 głosów).
Marcin Pietrzyk
ocenia ten film na:
8/10 bardzo dobry

przeczytaj również recenzje użytkowników (7)

zobacz wszystkie
o