Almodrama

Piotr Wojciechowski
Absurd tego filmu nie odpycha, ale też nie uwodzi.

W deszczowy dzień zjawia się w teatrze pielęgniarka w towarzystwie syna Estebana. Ten wrażliwy, kapryśny jedynak marzy o karierze pisarskiej. Lubi sztukę Ameryki - przedtem dowiedzieliśmy się już, że czytuje Trumana Capote'a, że razem z mamą ogląda stare amerykańskie filmy.
Po seansie Esteban chce zdobyć autograf. Dwie aktorki spieszą się, zatrzaskują drzwi taksówki przed nosem chłopaka, który rozpaczliwie zaczyna biec za autem.
W tym miejscu widz filmu Almodóvara "Wszystko o mojej matce" zaczyna zdawać sobie sprawę, że reżyser prowadzi go w labirynt, a właściwie porzuca go w labiryncie.
Chłopak bowiem rzeczywiście biegnie w deszcz, ale przecież nie goni już aktorki, nie poluje na autograf. Ucieka od matki, a jego samego za chwilę upoluje śmierć.
Labirynt tego filmu ma dwa piętra - życie i teatr. Z tym że to w życiu właśnie najwięcej jest mylących przebrań, pułapek i lustrzanych drzwi.
Pedro Almodóvar, hiszpański reżyser, owiany już nie tylko sławą skandalisty, ale i zasłużoną sławą wirtuoza kina, znowu balansuje na krawędzi kiczu i intelektualnej ironii, szczerego współczucia dla ludzkiego bólu i szyderczej błazenady.
Mam wrażenie, że "Wszystko o mojej matce" jest w równym stopniu rezultatem udanych poszukiwań artystycznych, jak i autentycznego myślowego zagubienia Almodóvara. Zaczął od amatorskich filmów porno, zdobył publiczność łamiącymi rozmaite tabu groteskowymi komediami, a w 1996 zadziwił publiczność dziełem dojrzałym, pełnym nostalgii i czułości - "Kwiatem mojego sekretu". Od tego czasu zrobił jeszcze przejmujące "Drżące ciało", najbardziej chyba bu–uelowski film w swojej karierze, pełen pytań stawianych serio i małpich grymasów podstawianych jako odpowiedzi.
"Wszystko o mojej matce" to następny krok w stronę tej specyficznej formuły melodramatu, którą jeden z hiszpańskich pisarzy nazwał "Almodramą". Pytania są fundamentalne - odpowiedzi celowo mętne, zamaskowane w formułach agresywnego kiczu.
Almodóvar, nieukrywający swoich homoseksualnych preferencji, zmusza widza, aby uwierzył, że on właśnie ma coś ważkiego do powiedzenia o losie kobiety i sensie macierzyństwa. Żonglując nieprawdopodobieństwami i aluzjami, opowiada o splątaniu życiorysów kilku wzajemnie wspomagających się i raniących kobiet. Po śmierci Estebana jego matka chce odnaleźć ojca swojego syna. Tego ojca już nie ma, został kobietą, prostytuuje się jako Lola. Niemniej to on - czy też ona - staje się przyczyną ciąży zakonnicy - idealistki opiekującej się prostytutkami (to nowe wcielenie Virdiany Bu–uela, wielka rola Penelope Cruz). On zaraża tę zakonnicę, siostrę Rosę, wirusem HIV. Matka Estebana przyjmuje więc rolę życzliwej, współczującej matki - opiekuje się ciężarną i chorą zakonnicą, a po jej śmierci bierze pod opiekę synka, "nowego Estebana". To kolejny syn bez ojca - ten ma aż trzy matki.
Ktoś napisał o "ostrości obyczajowej" tego filmu. To diagnoza bez żadnego znaczenia.Tabu już dawno przestało istnieć, a żadnych drastyczności tu nie ma. Kluczem do labiryntu jest dziedzictwo arabskie w podświadomych głębiach cywilizacji iberyjskiej. W kulturze arabskiej świat mężczyzn bardziej niż w naszej oddalony jest od świata kobiet... Stąd siła fascynacji odmienną płcią i zagubieniem płciowości także. Nigdzie tak blisko od śmierci do seksu jak w Hiszpanii. To są kategorie ostateczne, sytuacje graniczne. Pewnie dlatego film zaczyna się porzuconą potem sprawą śmierci i przeszczepu organów.
Almodóvar stawia pytanie fundamentalne: czy można wyjść poza płeć? Płeć jest podstawową sytuacją antropologiczną, fundamentem tożsamości osoby, punktem wyjścia dla wszystkich zachowań i stanów emocjonalnych. Almodóvar pyta dalej, czy to da się ominąć, zignorować, osiągnąć rodzinną czułość i dobroć poza strukturami rodziny, macierzyństwo bez ojcostwa. Odpowiedzią jest teatr, świat maski. Ale Almodóvar i teatr unicestwia, przemienia w wulgarny kabaret.
Absurd tego filmu nie odpycha, ale też nie uwodzi. Mimo to dzięki wyśmienitemu aktorstwu (znów mamy Marisę Paredes - gra aktorkę) i zgryźliwemu poczuciu humoru reżysera dzieło żyje dużą ekranową intensywnością.

Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 52% uznało tę recenzję za pomocną (64 głosy).

przeczytaj również recenzje użytkowników (2)

komentarze

pozostało 255 znaków