Recenzja filmu Swobodny jeździec (1969)
Dennis Hopper

Born to Be Wild

Przystępując do pisania poniższej recenzji, z pełną świadomością przyznałem przed samym sobą, iż zatytułowanie jej od słynnego kawałka grupy Steppenwolf "Born to Be Wild" to banał pospolity. A ...
Filmweb sp. z o.o.
Przystępując do pisania poniższej recenzji, z pełną świadomością przyznałem przed samym sobą, iż zatytułowanie jej od słynnego kawałka grupy Steppenwolf "Born to Be Wild" to banał pospolity. A jednak, nie mogłam znaleźć innych słów, które tak idealnie oddawałyby klimat i ducha legendarnego filmu Dennisa Hoppera. Tym bardziej, że ta nieśmiertelna piosenka jest z nim związana wręcz nierozerwalnie, a wykorzystanie jej w trakcie napisów początkowych do "Easy Ridera" zapewniło jest żywot wieczny. Taki sam, jakim cieszy się ta perełka amerykańskiej kontrkultury.

W telegraficznym skrócie, dla samego porządku: "Easy Rider" to historia dwóch "wolnych ptaków", podróżujących przez Stany  na swych Harleyach Hydraglide hipisach (drobne uproszczenie, ale grunt, że wiadomo, o co chodzi). Dokonawszy narkotykowego interesu swojego życia zmierzają do Nowego Orleanu, aby zdążyć na Mardi Gras. Po drodze spotykają podobnych im poszukiwaczy wolności, outsiderów, ale też wrogo nastawionych obywateli, pałających agresją, pełnych uprzedzeń małomiasteczkowych prostaczków i domorosłych stróży porządku...

To, że barwna odyseja Billa i Wyatta poprzez pogrążone w kontestacji Stany Zjednoczone Ameryki Północnej kończy się w sposób tragiczny, raczej dla nikogo zaskoczeniem nie będzie. "Easy Rider" to bowiem jedna z tych pozycji, które zna prawie każdy i które znać wypada. Zrealizowany przy znikomych środkach (400 000 $), w krótkim czasie i przez ekipę składającą się w większości z bliskich znajomych film odniósł gigantyczny sukces i stał się niejako jednym z głównych symboli gwałtownych przemian kulturalno-obyczajowych, jakie zaszły w trakcie burzliwej dekady lat 60-tych nie tylko w USA, ale i na świecie. Jednocześnie kino niezależne wtargnęło tym samym na mainstreamowe salony, gdzie do tej pory panował dyktat hollywoodzkich wytwórni.

Taki stan rzeczy zawdzięczamy oczywiście przede wszystkim grupce zapaleńców, która za owym przedsięwzięciem stała. Mowa tu w szczególności o debiutującym tu w roli reżysera Hopperze, który swą przygodę z kinem zaczynał piętnaście lat wcześniej, występując m.in. u boku Jamesa Deana w kultowym "Buntowniku bez powodu". Hopper do końca swej kariery stawiał przede wszystkim na aktorstwo, jednak w cieniu tego głównego zajęcia w dalszym ciągu podejmował też sporadyczne próby reżyserskie. Sam wciela się też w swym debiucie w postać Billa. Towarzyszący mu jako Wyatt alias "Kapitan Ameryka" Peter Fonda to jednocześnie współautor scenariusza do "Swobodnego jeźdźca", jak i prywatnie bliski przyjaciel Hoppera. Podobnie zresztą jak Jack Nicholson, który gra tu drugoplanową, ale pierwszorzędną zarazem postać George'a, młodego prawnika z poważnymi ciągotami do alkoholu. Nicholson za ów występ otrzymał pierwszą w swej karierze nominację do Oscara.

Muzyka, wolność, narkotyki - to podstawowe spośród składników hipisowskiej rewolty. Wszystkie one znalazły swoje miejsce również w omawianej pozycji i, co nie ulega wątpliwości, nadały jej charakteru, który zadecydował o jej niepowtarzalności. "Easy Rider" to dziś tytuł otoczony szacunkiem i czcią. Szczęśliwie się składa, że w niczym one nie przeszkadzają, aby dalej bezbłędnie spisywał się jako manifest i... jako film dziki. W pełnym znaczeniu tego słowa. Tak jak w tytule owej recenzji.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 71% uznało tę recenzję za pomocną (59 głosów).
Caligula
ocenia ten film na:
1 10 9/10 rewelacyjny

przeczytaj również recenzje użytkowników (4)

o