Recenzja filmu Amores perros (2000)
Alejandro González Iñárritu

Brudny, a jednak nieskażony wadami film

Od pewnego czasu jestem fanem kina południowoamerykańskiego. Co decyduje o fenomenie filmu "Amores Perros"? Jego egzotyka, realizm, dbanie o prawdopodobieństwo psychologiczne? Myślę, że ...
Filmweb sp. z o.o.
Od pewnego czasu jestem fanem kina południowoamerykańskiego. Co decyduje o fenomenie filmu "Amores Perros"? Jego egzotyka, realizm, dbanie o prawdopodobieństwo psychologiczne? Myślę, że największy wpływ ma wszechogarniająca prawda. Nawet w największych i najlepszych produkcjach hollywoodzkich istnieje pierwiastek komercji, a więc elementów, które znajdują się w filmie tylko po to, aby zaskarbić sobie przychylność masowej widowni. Tu najważniejszą warstwą filmu nie jest warstwa fabularna, nieprawdopodobne sytuacje są tylko motorem napędowym filmu. U Alejandro Gonzaleza Inarritu sceny akcji są tylko dodatkiem do filmu. Głównym bohaterem jest życie. Większość scen przedstawia bohaterów w ich codziennych problemach i smutkach, w ich radościach i namiętnościach.

Pierwsza nowela, której bohaterem jest Octavio i Louisa poraża wszechogarniającym brudem - zarówno tym namacalnym jak i duchowym. Jest to obraz prawdziwego Meksyku z całą jego brutalnością i impulsywnością. Najbardziej przejmujące, moim zdaniem, są nie sceny walk psów, a sceny odbywające się w domu głównych bohaterów. Druga nowela opowiada historię znanej celebrity - Valerii, która po wypadku musi zmierzyć się ze swoją "nabytą" ułomnością. I właśnie ta część filmu najbardziej potwierdza moją tezę - w niej wszystko rozgrywa się we wnętrzu jednego domu, wszystko jest wyrażone pojedynczym gestem, dialogami o nieistotnym znaczeniu. Chociaż pożywką dla powstałego problemu jest wypadek bohaterki to jednak jej zmagania z chorobą są pokazane bez sensacyjno-fabularnej otoczki.

Kiedyś Jim Jarmusch, na pytanie dlaczego kręci filmy o niczym, odpowiedział, że tak naprawdę to jego filmy są naprawdę o czymś - o życiu. Że życie to nie są strzelaniny, bójki, przerwane ciąże itp. Jego maksymę realizuje w swoim filmie reżyser "Amores Perros". Oglądając jego film ma się często wrażenie, że portretuje on otaczający go codziennie świat. Jest bardziej dokumentalistą niż opowiada historię.


Ale jednak "Amores Perros" o czymś opowiada. Głównym tematem filmu jest miłość i nienawiść. Kino południowoamerykańskie charakteryzuje, jak na latynoskie przystało, duża dawka emocji. Zachowania bohaterów są często impulsywne i nieprzemyślane. W ich wydaniu miłość i nienawiść jeszcze bardziej kontrastują. Wątkiem przeplatającym się w pierwszej części filmu są walki psów. Może nieprzypadkowo się tam pojawiają. Może pies jest tu symbolem nieprzemyślanych zachowań, niepohamowanej agresji. Nieprzypadkowo El Chivo mówi, że pies upodabnia się do swojego właściciela. Gdy w trzeciej noweli pies Octavia zabija inne łagodne psy, które są jego współmieszkańcami, to tak, jakby targnął się na życie swoich "braci". Widoczna jest tu analogia do ludzi, bo aż dwukrotnie dochodzi w filmie do syndromu "Kaina i Abla".


Inną ważną zaletą "Amores Perros" jest to, że nie jest on nadmiernie przeintelektualizowany. W swoim innym filmie -"21 gramów" Inarritu dotyka poważniejszych tematów. Wina, kara i odkupienie. Poszukiwanie człowieka w człowieku, zło drzemiące w każdym człowieku. Drugie podejście reżysera do kina jest więc bardziej filozoficzno-metafizyczne, ale jednak w moim odczuciu "Amores Perros" jest lepszy. Może dlatego, że jest wolny od amerykańskich aktorów i odrobiny północnoamerykańskiego charakteru. Opowiada o miłości bez odrobiny cynizmu. Jego bohaterowie nie wstydzą się swoich uczuć, nie ukrywają, że to miłość jest najważniejsza. Jednak film jest bardzo gorzki w swojej wymowie. Ta odwaga w dążeniu do osiągnięcia czegoś w życiu nie zawsze popłaca. Octavio "przegrywa" miłość, Valeria traci możliwość realizowania kariery, a El Chivo żałuje swoich życiowych wyborów. Wszyscy więc solidarnie przegrywają. Octavio nie udaje się też uciec od swojego dotychczasowego życia. Nie decyduje się opuścić Meksyku, bo nie wierzy, że bez miłości uda mu się coś zmienić. Jego decyzja jest przykładem braku cynizmu, nie próbuje sam siebie oszukiwać. Wszystkie nowele łączy otwarte zakończenie. Bohaterowie pozostawieni zostają w próżni. Ich życie być może się ułoży. Bardziej jednak prawdopodobne, że rzeczywistość (życie) weźmie górę nad marzeniami. Bo takie ono właśnie jest. "Amores Perros" nie stara się nas przekonywać, że jest inaczej. Chwała mu za to.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 79% uznało tę recenzję za pomocną (39 głosów).
MotorcycleBoy
ocenia ten film na:
1 10 9/10 rewelacyjny

przeczytaj również recenzje użytkowników (1)