Recenzja filmu Teksańska masakra piłą mechaniczną (2003)
Marcus Nispel

Gore

"Teksańska masakra piłą mechaniczną" to jeden z tych filmów, o których każdy słyszał - choć już nie każdy oglądał. Zrealizowany w 1974 roku przez Tobe'a Hoopera obraz dziś zaliczany jest do grona ...
Filmweb sp. z o.o.
"Teksańska masakra piłą mechaniczną" to jeden z tych filmów, o których każdy słyszał - choć już nie każdy oglądał. Zrealizowany w 1974 roku przez Tobe'a Hoopera obraz dziś zaliczany jest do grona tytułów kultowych cały czas inspirując coraz to nowe pokolenia filmowców, czego najlepszym dowodem są zrealizowane całkiem niedawno takie produkcje, jak "Droga bez powrotu" Roba Schmidta, czy "Dom 1000 trupów" Roba Zombie.
Teraz również polscy widzowie będą mogli poznać legendę "Teksańskiej masakry", której remake właśnie wchodzi na nasze ekrany.

20 sierpnia 1973 roku teksańska policja trafiła do stojącego na uboczu domu Thomasa Hewitta - byłego pracownika lokalnej rzeźni. Na miejscu odkryli rozkładające się zwłoki 33 osób, które zostały zamordowane przez psychopatycznego zabójcę noszącego na twarzy maskę z ludzkiej skóry i posługującego się piłą mechaniczną. Wśród znalezionych ciał cztery były stosunkowo świeże...
18 sierpnia 1973 roku pięcioro młodych ludzi jedzie furgonem na koncert grupy Lynyrd Skynyrd (co ciekawe słuchają piosenki "Sweet Home Alabama", która ukazała się dopiero na płycie "Second Helping" wydanej rok później). Po drodze zabierają spacerującą przy drodze autostopowiczkę. Ten incydent stanie się początkiem tragicznych wydarzeń...

Decyzja o realizacji nowej wersji kultowego filmu Hoopera wymagała od producentów sporej odwagi. Trzeba jednak przyznać, że wyszli z tej próby obronną ręką.
Nowa "Teksańska masakra piłą mechaniczną" nie zawodzi. Nie uciekając się modnych technicznych sztuczek w postaci szybkiego montażu, zwolnionych zdjęć, cyfrowych efektów specjalnych, czy ujęć typu "bullet time" Marcus Nispel zrealizował mroczną, przerażającą opowieść, która trzyma w napięciu praktycznie od pierwszej do ostatniej minuty filmu.

Oczywiście wprowadzono znaczne zmiany w stosunku do oryginału. Choć akcja opowieści rozgrywa się dokładnie w tym samym czasie, co w filmie Hoopera, to jednak widzowie znający obie wersje bez problemu wyłapią różnice. Przede wszystkim zrezygnowano z postaci autostopowicza oraz niepełnosprawnego Franklina, dodając w zamian szeryfa Hoyta, w którego rolę brawurowo wcielił się R. Lee Ermey. Ponadto wyrzucono z filmu całkowicie wątek kanibalizmu tym samym zmieniając motywy kierujące poczynaniami Thomasa Hewitta vel Skórzanej Twarzy. U Hoopera upośledzony umysłowo zabójca polował na ludzi, żeby ich zjeść, u Nispela morderstwa są przejawem zemsty za upokorzenia, których doznał jako dziecko. Muszę przyznać, że to nowe wyjaśnienie zupełnie mi nie przypadło do gustu. U Hoopera Skórzana Twarz był wcielonym złem, prymitywnym, z trudem porozumiewającym się z własnym ojcem osiłkiem tnącym swoje ofiary piłą mechaniczną bądź powalający je na ziemię olbrzymim młotem służącym do zabijania bydła. Przez to był bardziej przerażający. Nadanie mu ludzkich cech osłabia ten efekt.
Nie mogę również odżałować rezygnacji ze sceny kolacji, w której bierze udział cała makabryczna rodzinka wraz z zasuszonym dziadkiem. Moim zdaniem był to jeden z najlepszych fragmentów obrazu Hoopera.

Nowa wersja jest również bardziej makabryczna niż oryginał. Film z 1974 roku był - jak na owe czasy - niezwykle brutalny, ale przemoc u Hoopera była w większości przypadków poza kadrem. Oryginalna "Teksańska masakra..." więcej sugerowała, niż pokazywała. Nispel natomiast nie unika widoku krwi. W jego wersji nie zabrakło ani mózgu rozmazanego na samochodowych siedzeniach, ani nogi odcinanej mechaniczną piłą.

Korzystając z okazji chciałbym ostrzec wszystkich przed hasłem promującym nową wersję "Teksańskiej masakry łańcuchowej". Otóż na plakacie możecie przeczytać, iż film oparty jest na prawdziwych wydarzeniach. Nic bardziej mylnego. Wydarzenia zaprezentowane zarówno w filmie Hoopera jak i Nispela nigdy nie miały miejsca. Co najwyżej, inspiracji scenariusza można szukać w głośnej przed 50 laty sprawie Eda Gaina - seryjnego mordercy i rabusia grobów, który w latach 1954-1957 pozbawił życia kilka osób. Gain chodził po domu w masce z ludzkiej skóry a na głowie nosił skalp jednej z ofiar. Ponadto uszył sobie specjalny kostium, do którego podoczepiał żeńskie narządy rodne oraz piersi, a swój pokój przyozdabiał szczątkami ofiar. Jednak nikogo nie zabił piłą mechaniczną.
Sprawa Eda Gaina była jedną z najgłośniejszych w latach 50. w USA. Kiedy na jaw wyszło, iż mordercą był spokojny, starszy pan, który niejednokrotnie opiekował się dziećmi sąsiadów pod ich nieobecność Ameryka była w szoku. Po raz pierwszy okazało się bowiem, że potworem może okazać się każdy, niewinnie wyglądający człowiek, nasz sąsiad, przyjaciel, czy znajomy. W takiej atmosferze w roku 1960 powstała głośna "Psychoza" Alfreda Hitchcocka, w której mordercą był przeciętny, nie wzbudzający niczyich podejrzeń Norman Bates a wiele lat później Robert Harris napisał "Milczenie owiec", gdzie pojawiała się postać Buffallo Billa - zabójcy chcącego zmienić się w kobietę i szyjącego sobie na tę okazję stosowny strój ze skór zabitych kobiet.

Nowa "Teksańska masakra piłą mechaniczną" nie rozczarowała mnie. Film Marcusa Nispela to przykład solidnego, sprawnie zrealizowanego horroru, który doskonale spełnia swoje zadanie - potrafi przestraszyć widza. Warto obejrzeć, choć szczerze zachęcam do sięgnięcia po oryginał.

PS. Dla spostrzegawczych, w jednej ze scen filmu pojawia się w baaardzo epizodycznej roli znany krytyk Harry Knowles, założyciel witryny "Ain't It Cool", który 'przypadkiem' mieszka w Teksasie. :)
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 94% uznało tę recenzję za pomocną (64 głosy).

przeczytaj również recenzje użytkowników (5)

zobacz wszystkie
o