Recenzja filmu Sztuka kochania. Historia Michaliny Wisłockiej (2017)
Maria Sadowska

Jak rozpętałam seksualną rewolucję

Kawa na ławę: Michalina Wisłocka to bohaterka narodowa. W czasach socjalizmu udało jej się coś, co było wówczas nie do pomyślenia – mimo silnego oporu władzy wywalczyła powszechny dostęp do ...
Filmweb sp. z o.o.
Kawa na ławę: Michalina Wisłocka to bohaterka narodowa. W czasach socjalizmu udało jej się coś, co było wówczas nie do pomyślenia – mimo silnego oporu władzy wywalczyła powszechny dostęp do seksualnej edukacji; do wiedzy dotyczącej każdego, a objętej dotąd żelaznym tabu. Film o jej dramatycznych próbach skruszenia instytucjonalnych i obyczajowych murów to inspirujący portret zdeterminowanej rewolucjonistki.

photo.title

Obraz Marii Sadowskiej opowiada jednak nie tylko o wyczerpującej pracy u podstaw i dążeniu do publikacji "Sztuki kochania", która zrewolucjonizowała relacje intymne Polaków w latach 70. Równie porywające i kontrowersyjne obyczajowo było prywatne życie Wisłockiej, które na ekranie zostało ograniczone do dwóch najpikantniejszych epizodów – małżeństwa ze Stanisławem Wisłockim, które z czasem zamieniło się w miłosny trójkąt z udziałem jej serdecznej przyjaciółki, oraz romansu z żonatym mężczyzną. Poza tymi narracjami filmowa Wisłocka wydaje się osobą zaskakująco konserwatywną. Owszem – mówi z otwartością i nieskrępowaniem o sprawach intymnych, ale seksualnie i obyczajowo jest wyjątkowo powściągliwa. Tym bardziej może więc szokować pokazana w filmie niechęć ze strony reprezentujących władzę mężczyzn. I to równocześnie ze strony przedstawicieli aż trzech jej filarów. Wisłocka walczyła bowiem nie tylko z socjalistyczną cenzurą przekonaną, że uświadamianie obywateli w kwestiach intymnych może zaszkodzić ich wynikom w pracy, oraz Kościołem obawiającym się gorszących konsekwencji nauk o seksie. Przeciw sobie miała również środowisko polskich ginekologów, którzy z arogancją oceniali jej pracę, a często też deprecjonowali jej osiągnięcia, widząc w nich zagrożenie dla swoich pozycji. 

Krzysztof Rak, scenarzysta filmu, który wypracował swój charakterystyczny styl już w "Bogach" Łukasza Palkowskiego, zadbał, by perypetie bohaterki były nie tylko dramatyczne, ale też angażujące i w wielu momentach bardzo zabawne – ujmujące są nie tylko dialogi oraz sceny wyszydzające absurdy PRL-u, ale też momenty w konwencji heist movie, w których Wisłocka, wcielając w życie swój plan, pogrywa na nosach adwersarzy. Trudno nie kibicować zresztą bohaterce, która w starciu z ogłupiałymi doktryną urzędnikami używa przekonujących argumentów i której walka jest przecież walką w naszej sprawie. Poza tym Wisłocka w interpretacji Magdaleny Boczarskiej to postać stworzona z ciekawych paradoksów – jest jednocześnie delikatna i nieugięta, wrażliwa i stanowcza, do tego bystra, przebojowa, a z wiekiem także – nieco ekscentryczna. Złagodzenie pewnych cech charakteru Wisłockiej oraz pominięcie niektórych faktów z jej życia każe się zastanowić, czy jest to uczciwy obraz bohaterki, ale przecież to w równym stopniu film o niej, co o wadze jej edukacyjnej krucjaty. 

photo.title   photo.title   photo.title

Świetne scenografie i kostiumy z epoki skutecznie podsycają nostalgię za wzorzystymi tapetami, szerokimi kołnierzami i brandy przed obiadem. Zaś fantastyczne postacie drugoplanowe dodatkowo ów świat ubarwiają – świetni są zwłaszcza Katarzyna Kwiatkowska jako redaktorka pisma kobiecego, Artur Barciś w roli cenzora, Arkadiusz Jakubik i Wojciech Mecwaldowski grający urzędników Partii czy wyjątkowo dobrze prezentujący się w roli uwodziciela Eryk Lubos. Wypatrujcie też na monumentalnych schodach KC pewnej znanej postaci – właśnie tak buduje się uniwersum superbohaterów polskiej nauki!

Po wyjściu z kina pozostaje refleksja, że praca rozpoczęta przez Michalinę Wisłocką jeszcze nie została ukończona. Jej sztandarowa książka wydaje się dziś tak samo potrzebna jak czterdzieści lat temu – bo choć literacka "Sztuka kochania" może się momentami wydawać staroświecka w kwestiach obyczajowych, wiedza w niej zawarta nie straciła na aktualności. Czytajmy ją i oglądajmy. Na zdrowie. 
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 80% uznało tę recenzję za pomocną (202 głosy).
Dorota Kostrzewa
ocenia ten film na:
1 10 8/10 bardzo dobry

przeczytaj również recenzje użytkowników (3)

o