Recenzja filmu Egzorcysta (1973)
William Friedkin

Mirabile dictu, nieprawdaż?

Rok 1971. Mało znany pisarz William Peter Blatty wydaje powieść "Egzorcysta", która szybko staje się bestsellerem, w dużej mierze ze względu na kontrowersyjną, jak na tamte czasy, tematykę. W ...
Filmweb sp. z o.o.
Rok 1971. Mało znany pisarz William Peter Blatty wydaje powieść "Egzorcysta", która szybko staje się bestsellerem, w dużej mierze ze względu na kontrowersyjną, jak na tamte czasy, tematykę. W efekcie już dwa lata później powieść doczekała się ekranizacji. Próby stworzenia najbardziej przerażającego horroru w historii kina podjął się reżyser już wówczas znany i ceniony – William Friedkin, dla którego rok 1971 był równie owocny i szczęśliwy jak dla twórcy książkowego "Egzorcysty".
"Francuski łącznik" – film, który przyniósł Friedkinowi sławę i uznanie, został nagrodzony aż pięcioma Oscarami. Jednak, jak pokaże przyszłość, to nie obsypany nagrodami kryminał będzie filmem-ikoną w dorobku reżysera, a właśnie opisywana przeze mnie historia.

"Egzorcysta" to film legenda, jeden z najbardziej szokujących obrazów w historii.
Dziś być może nie szokuje tak jak kilkanaście lat temu, lecz nadal ma ogromną moc oddziaływania na wyobraźnię i nerwy widza.

Północny Irak. Stary, schorowany ksiądz Lankester Merrin prowadzi wykopaliska – na jednym z nich znajduje posążek przedstawiający podobiznę sumeryjskiego demona – Pazuzu. Jak się okaże, jest to zwiastun konfrontacji, która ma wkrótce nastąpić. Tymczasem w Ameryce (Georgetown) gwiazda filmowa Chris McNeil wiedzie spokojne i dostatnie życie, wychowując samotnie 12-letnią córkę Regan. Życie toczy się normalnym trybem dopóty, dopóki Chris nie odkrywa stopniowych zmian w zachowaniu córki. Szmery na poddaszu, niewinne zabawy spirytystyczną tabliczką Ouija – nie budzą niepokoju matki. Za to trzęsące się meble w pokoju, chaotyczne zachowania jak wulgaryzmy i agresja, otępiałość na przemian z nadnaturalną nadpobudliwością i siłą - już tak. Postanawia więc zaprowadzić córkę do lekarza. Serie badań i chybionych diagnoz nie przynoszą oczekiwanego rezultatu, wręcz przeciwnie – z Regan jest coraz gorzej. Bezradni lekarze polecają Chris zwrócić się do egzorcysty, podejrzewają bowiem, że terapia szokowa to ostatnie możliwe wyjście. Chris zwraca się o pomoc do znanego wcześniej z widzenia młodego duchownego, absolwenta psychiatrii Uniwersytetu Harvarda – ojca Damiena Karrasa, przechodzącego poważny kryzys wiary i oskarżającego się o śmierć matki. Karras, zapoznawszy się z przypadkiem dziewczynki, postanawia prosić o zgodę Kościoła na odprawienie egzorcyzmu. Do pomocy młodemu kapłanowi zostaje przydzielony doświadczony egzorcysta, Lankester Merrin, dla którego będzie to kolejne spotkanie z Pazuzu...

Twórcy bardzo wiernie trzymali się książkowego pierwowzoru. Zmieniły się zaledwie szczegóły – pominięto bowiem drobne elementy. Nic więc dziwnego, że mamy do czynienia z  ekranizacją niemal idealną. Ba! zdaniem wielu przewyższającą samą książkę. W moim odczuciu obie pozycje są perfekcyjne i godne zapoznania się z nimi. Zarówno w książce, jak i filmie stopniowo zostajemy wprowadzeni w niuanse fabuły. Twórcy powoli, z wyczuciem, dawkują napięcie, by uderzyć niebawem z całym impetem.

Oglądając ten film, zastanawiałem się, jak musiał szokować w latach 70., gdy wchodził do kin, skoro nawet teraz budzi duże emocje i przeraża. Charakteryzacja opętanej Regan, szokujące sceny (m.in ta z krzyżem), które w owym czasie musiały zakrawać o bluźnierstwa i herezje – to wszystko robi wrażenie także dziś. Do tego wszystkiego dochodzi znakomita, klimatyczna muzyka Jacka Nitzschego (Iraq, Tubular Bells, Fantasia for Strings – mój ulubiony motyw muzyczny). Wszystkie te elementy tworzą mieszankę, która może przyprawić o zawał serca. Każda scena, każde ujęcie, każdy dialog w "Egzorcyście" przyprawia o szybsze tętno. Film ten nie bez powodu został nominowany do Oscara aż w 10 kategoriach. Zdobył "tylko" dwie statuetki, choć jak na horror i to jest wynikiem znakomitym i niespotykanym. Wielka szkoda, że żaden aktor występujący w filmie nie został nagrodzony, bo byłoby kogo nagradzać – role trafiły do odpowiednich ludzi, którzy ze swoich zadań wywiązali się świetnie. Ellen Burstyn grająca Chris umiejętnie wcieliła się w rolę kochającej, cierpiącej matki, która dla swej córki gotowa jest na wszystko – byle by tylko ratować jej życie.

Największą niespodzianką i chyba największym wyzwaniem była rola młodziutkiej Lindy Blair – ona również dała z siebie maksimum. Gwarantuję, że większość z Was po seansie tego filmu zapamięta jej rolę – koszmar gwarantowany. Role Maksa von Sydowa oraz Jasona Millera (debiut!), czyli księży egzorcystów również zapadają w pamięć, są bardzo wiarygodnie odegrane.

"Egzorcysta" to zdecydowanie najlepszy horror, jaki w życiu oglądałem. Jeżeli sądzisz, że masz na tyle mocne nerwy, by wytrzymać "terapię szokową", którą zafundował nam w swoim filmie William Friedkin – próbuj. Przed zaśnięciem sprawdź tylko dokładnie temperaturę panującą w pokoju. W przeciwnym wypadku Kapitan Howdy nie da Ci spokoju...
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 90% uznało tę recenzję za pomocną (119 głosów).
Pawel_G_
ocenia ten film na:
1 10 10/10 arcydzieło!

przeczytaj również recenzje użytkowników (2)