Recenzja filmu Gnijąca panna młoda (2005)
Tim Burton
Mike Johnson

Na dobre i na złe

Rok 2005 śmiało można nazwać rokiem Tima Burtona. Reżyser otrząsnął się wreszcie po klęsce jaką okazała się jego superprodukcja "Planeta małp" i po ciekawej "Dużej rybie" w tym roku dostarczył ...
Filmweb sp. z o.o.
Rok 2005 śmiało można nazwać rokiem Tima Burtona. Reżyser otrząsnął się wreszcie po klęsce jaką okazała się jego superprodukcja "Planeta małp" i po ciekawej "Dużej rybie" w tym roku dostarczył nam aż dwa nowe, i co najważniejsze doskonałe filmy.

"Gnijąca Panna Młoda" jest, w moim przekonaniu, swoistym powrotem Burtona do korzeni - świata żywych i umarłych, który tak barwnie przedstawił w "Soku z żuka" oraz animacji poklatkowej, dzięki której na dużym ekranie zagościło między innymi "Miasteczko Halloween" (Burton był scenarzystą i producentem filmu).
W swojej nowej produkcji Tim Burton wspólnie z Mikem Johnsonem zabiera nas w porywającą, wypełnioną czarnym humorem, śpiewem i tańcem podróż do podziemnego świata, który, jeśli wierzyć reżyserowi, jest znacznie ciekawszy i zabawniejszy od naszego.

Wiktor jest młodym, wrażliwym człowiekiem, synem dobrze sytuowanego handlarza rybami. Decyzją rodziców ma on wkrótce poślubić córkę zubożałego, ale arystokratycznego rodu Everglotów. Mimo początkowych obaw Wiktor i Wiktoria (bo tak ma na imię jego przyszła żona) od razu przypadają sobie do gustu. Niestety, zapowiadany od dawna ślub może nie dojść do skutku. W wyniku nieszczęśliwego przypadku zawiera on małżeństwo z całkiem sympatyczną nieboszczką, która zabiera go ze sobą do świata zmarłych.

Tim Burton po raz kolejny udowadnia, że najlepiej czuje się w filmach, które dają temu twórcy możliwość uruchomienia wyobraźni. "Gnijąca Panna Młoda" zachwyca bowiem nie tylko inteligentnym scenariuszem, ale przede wszystkim fantastycznym, oryginalnym i niepowtarzalnym światem, jaki autor "Batmana", z pomocą Mike'a Johnsona, wykreował na dużym ekranie.

Świat ludzi zaludniają ocierający się o karykaturę mieszkańcy z nienaturalnie chudymi kończynami i groteskowo dużymi głowami. Ich przeciwieństwem są umarli - weseli, kolorowi a nawet - jeśli spojrzeć na tytułową postać - w pewien sposób ponętni. Świat żywych w porównaniu ze światem umarłych w ogóle wypada dosyć blado. Wyprana z jaskrawych kolorów, ciemna i ponura "góra" na tle roztańczonego, wielobarwnego i zwariowanego "dołu", w którym widoczne jest zafascynowanie Burtona meksykańskim folklorem, wydaje się miejscem nieprzyjaznym i odstręczającym. Umarli nie mają wątpliwości, że to im powodzi się znacznie lepiej. W końcu - jak twierdzą - życie to tylko stan przejściowy. ;)

Tak oryginalnym bohaterom głosów musieli użyczyć nietuzinkowi twórcy. W obsadzie aktorskiej znalazło się więc wielu twórców, którzy współpracowali już z Timem Burtonem: Johnny Depp, Helena Bohnam Carter, Albert Finney, Christopher Lee, Tracey Ullman i Emily Watson.

Jak na dzieło Tima Burtona przystało w "Gnijącej pannie młodej" nie zabrakło intertekstualnych żartów i odniesień. Wytrawni widzowie na pewno zauważą w filmie odniesienia do takich produkcji jak "Carrie" Briana De Palmy, czy "Przeminęło z wiatrem" George'a Cukora. Szczególną uwagę zwróćcie na postać czerwia, którego głos i sposób mówienia przypominają do złudzenia genialnego aktora Petera Lorre, niezapomnianego Ugarte z "Casablanki". Taki smaczków jest znacznie więcej. Fortepian, na którym gra Wiktor podczas pierwszej wizyty w domu Everglotów nosi nazwisko Raya Harryhausena - wybitnego artysty specjalizującego się w animacji poklatkowej, choreografia szkieletów tańczących w barze jest cytatem z klasycznej, animowanej krótkometrażowki ze studia Disneya z 1929 roku pt. "The Skeleton Dance", a Pan Everglot nazywa w pewnym momencie swego przyszłego zięcia imieniem Wincent, co jest nawiązaniem do imienia głównego bohatera krótkometrażowego filmu zrealizowanego przez Tima Burtona w 1982 roku.

55 tygodni zajęła twórcom realizacja zdjęć do "Gnijącej panny młodej". Przez ten czas zrealizowali ponad 109 milionów klatek obrazu, które ostatecznie złożyły się na jedną z najoryginalniejszych i najbardziej szalonych produkcji tego roku. Gorąco polecam.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 96% uznało tę recenzję za pomocną (216 głosów).

przeczytaj również recenzje użytkowników (7)

zobacz wszystkie