Recenzja filmu 60 sekund (2000)
Dominic Sena

Odliczanie trwa

"60 sekund" to bardzo dobre kino akcji, które należy do grona moich ulubionych produkcji. Film zadowoli zarówno niewymagających kinomanów, chcących ujrzeć w akcji swoich ulubieńców, jak i ...
Filmweb sp. z o.o.
Piękne, luksusowe, niekiedy rzadko spotykane obiekty światowej motoryzacji, które z powodzeniem odwracają uwagę od płytkiego scenariusza, z dumą poruszają się po amerykańskich ulicach, kusząc głównych bohaterów, trudniących się kradzieżą tego typu aut. "60 sekund" to sprawnie zrealizowany remake klasyka z 1974 roku pod tym samym tytułem. To produkcja, w której pierwsze skrzypce nie grają znani i cenieni aktorzy ani też porywająca, dobrze opowiedziana historia. To produkcja oferująca niesamowite motoryzacje doznania. Pozostaje zatem zapiąć pas, wcisnąć gaz i ruszyć przed siebie rozkoszując się szybką jazdą.


Randall "Memphis" Raines trudnił się niegdyś kradzieżą samochodów. Już za życia zyskał sobie status legendy. Jedna z nich mówi o tym, że Raines potrafi "zwinąć" dowolne auto, nie zważając na markę ani lokalizację. Aby uchronić swoją rodzinę przed niebezpieczeństwem, podejmuje decyzję o wycofaniu się z branży. Mija sześć lat. Randall prowadzi mały tor gokartowy z dala od miasta. Wiedzie uczciwe, spokojne życie. Tymczasem jego młodszy brat podejmuje się dużego zlecenia, po czym traci ukradzione samochody. Groźny gangster grozi, że go zabije. Randall, aby ratować brata decyduje się w cztery dni ukraść pięćdziesiąt luksusowych aut. Kompletuje swoją starą ekipę i rozpoczyna wyścig z czasem. Po piętach depcze mu dwójka zawziętych stróżów prawa. 


Jerry Bruckheimer słynie z efektownych, naszpikowanych dynamiczną akcją, dość kosztownych widowisk. Widząc nazwisko tego pana, od razu wiemy, że oglądany przez nas film nie będzie "grzeczną", nużącą opowieścią. I jak to w standardowym kinie akcji bywa - scenariusz jest jedynie tłem dla całej masy podnoszących ciśnienie we krwi sekwencji. Historia emerytowanego złodzieja czerpie garściami z dokonań pionierów gatunku. Obserwujemy zatem spokojny żywot niegdyś słynnego, nieustraszonego przestępcy, który postanowił wycofać się ze swego dość ryzykownego zawodu, aby uchronić swoich bliskich. Rzecz jasna nie dane mu będzie cieszyć się uczciwym życiem, albowiem musi on uratować swego brata. Tak więc wraca w wielkim stylu, ponownie zatruwając życie miejscowym policjantom.

Twórcy zaserwowali widzom prostą, mało skomplikowaną historię, która choć nie grzeszy oryginalnością - wciąga, trzymając w nieustannym napięciu. Obraz, mimo że podąża utartymi wcześniej ścieżkami, oferuje całą gamę dobrze przemyślanych pomysłów, które z pewnością przyciągną przed ekran niejednego widza. Całość to nic innego jak klasyczny heist movie, czyli najprościej mówiąc - film o rabunku. Produkcja zostaje zatem podzielona na dwie części ukazujące przygotowania oraz kompletowanie ekipy, uczestniczącej w skoku, jak i również samą kradzież, która należy do jednych z najbardziej widowiskowych sekwencji w dziejach kina. Ekipa zaczyna owocną współpracę, wyszukując łakome kąski, po czym przystępuje do wyczekiwanej przez widzów wielkiej kradzieży.


Największe wrażenie robią natomiast samochody znajdujące na liście. Większość z nich to bardzo rzadkie pojazdy, znajdujące się wyłącznie w USA. Oprócz perełek w postaci luksusowych, europejskich wozów, Raines podejmuje się kradzieży swego pechowego auta - Shelby GT 500 r. 67. To pojazd, który sprawia mu najwięcej problemów. Zupełnie jakby nie pałał sympatią do słynnego złodzieja. Tak więc finalny pościg nie będzie należał do najłatwiejszych w karierze Randalla.

Pościgi są świetnie zrealizowane, lecz nie wnoszą niczego nowego do powszechnie cenionego gatunku. Mimo to, twórcy zadbali o każdy, nawet najmniejszy element, co znacząco wpływa na odbiór filmu. Końcowy rajd przez całe miasto z udziałem potężnego Mustanga robi piorunujące wrażenie. Główny bohater dociska gaz, gubi niezbyt utalentowanych policjantów siedzących za kierownicą, a także toczy bój ze swoim mitycznym jednorożcem. Sceny, w których "Memphis" pędzi, walcząc nie tylko z czasem, wywołują szybsze bicie serca. Obserwujemy także zgrabne ujęcia ukazujące ponętnego Mustanga. 


Całość dopełnia elektryzująca ścieżka dźwiękowa oraz szybki montaż. Utwory są bardzo klimatyczne i łatwo wpadają w ucho. Znajdziemy tutaj zarówno typowe, ciężkie, rockowe brzmienia, jak i odrobinę hip-hopu. Jednakże pod względem oprawy dźwiękowej najlepiej prezentuje się ryk silników.

"60 sekund" może także pochwalić się wyborową obsadą aktorską. Vinnie Jones, Robert Duvall, Angelina Jolie czy też Nicolas Cage. Wszyscy stanęli na wysokości zadania, rewelacyjnie odgrywając swoje postaci. Duży ukłon kieruję w stronę Cage'a, który udowodnił, że gdy chce to potrafi grać. 


"60 sekund" to bardzo dobre kino akcji, które należy do grona moich ulubionych produkcji. Film zadowoli zarówno niewymagających kinomanów, chcących ujrzeć w akcji swoich ulubieńców, jak i prawdziwych miłośników motoryzacji, którzy z pewnością oddaliby wszystko, aby zasiąść za kierownicą któregoś z filmowych wozów.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 60% uznało tę recenzję za pomocną (5 głosów).
Krzychu_800
ocenia ten film na:
1 10 10/10 arcydzieło!

przeczytaj również recenzje użytkowników (1)

o