Recenzja filmu Służąca (2016)
Chan-wook Park

Opowieść podręcznej

Reżyser dynamizuje rozmowy nagłymi zbliżeniami i zaskakującymi panoramami, zbitki montażowe sugerują nieoczywiste interpretacje, a widok splecionych nagich ciał robi takie samo wrażenie jak ...
Filmweb sp. z o.o.
W jednej ze scen "Służącej" bohaterka jest oprowadzana po posiadłości bogatego arystokraty i słyszy zachwyty nad architekturą budynku. Przewodniczka mówi jej o dwóch stylach, które nigdy się nie spotykają, o połączonych w artystycznej inwencji elementach wschodniego i zachodniego budownictwa. Łatwo dostrzec w tym analogię do twórczości Koreańczyka Parka Chan-wooka. Poetyka jego obrazów zawsze sytuowała się na styku dwóch kultur, zaś kostium kina gatunków służył piętnowaniu patriarchalnej kultury Dalekiego Wschodu. W adaptacji "Złodziejki" autorstwa szkockiej pisarki Sary Waters widać to wyraźniej niż kiedykolwiek.

Strzeliste wieże niepokoją dziewczynę, ale Nam Sook-hi (Kim Tae-ri) nie przybyła tu na miękkich nogach. Jest trybikiem w skomplikowanej intrydze, ma usługiwać spadkobierczyni wielkiego majątku i namówić ją do ślubu z hrabią Fujiwarą. Ten ostatni to nisko urodzony oszust, który planuje przejąć majątek i odesłać "żonę" do zakładu psychiatrycznego. A że Sook-hi została wychowana na ulicy przez handlarza ludźmi i sztukę manipulacji opanowała do perfekcji, plan wydaje się idealny. Oczywiście, pokrzyżuje go nagły rozkwit uczucia pomiędzy kobietami. Wystarczy jeden dotyk, kilka intymnych sytuacji w rodzaju zabawiania rozmową przy kąpieli i już spragniona miłości Hideko ([person=354357]Kim Min-hee[/person]) ma ochotę na młodą służkę. To, co zaczyna się jak lesbijskie love story i opowieść o dziewczynie walczącej z własnym sumieniem, bardzo szybko zmienia się w coś znacznie mroczniejszego. W końcu zaś wędruje w rejony ekstrawaganckiego feministycznego manifestu.

Powiedzieć, że Chan-wook myli tropy, to nie powiedzieć nic. Twórca trylogii zemsty cały czas dba o to, byśmy nerwowo wiercili się w fotelu i raz po raz rewidowali wiedzę o bohaterkach. Możliwości ma spore, pojemna konwencja wchłonęła wszystko: od kostiumowego melodramatu, przez rasowy thriller, po efektowną baśń. Z offu tymczasem płynie narracja bohaterki – desperacko walczącej o społeczny awans, próbującej zdusić uczucie w zarodku, spętanej konwenansem, rozdartej pomiędzy pożądaniem a misją.

Symboli opresji jest u Chan-wooka wiele: erotyczne gadżety, lina, na której powiesiła się ciotka Hideko, mosiężna kobra strzegąca wejścia do piwnicy. Czołowe miejsce zajmuje wśród nich dekadencka literatura erotyczna, na punkcie której obsesję ma właściciel przybytku, sadystyczny wuj Kozuki. Fakt, że film – gęsto inkrustowany psychoanalitycznymi symbolami i odważnymi scenami seksu – zaczyna w końcu ją przypominać, nieco osłabia jego wydźwięk. Ale Chan-wook jedynie balansuje na granicy totalnego kiczu, nigdy jej nie przekracza. Inspiracje twórczością Oshimy, erotyczną awangardą pinku eiga oraz filmem noir są w "Służącej" wyraźne, jednak, podobnie jak w świetnym anglojęzycznym "Stokerze", Koreańczyk buduje z tych zapożyczeń wyrazisty, autonomiczny język.

I jak to jest fenomenalnie zrobione! Reżyser dynamizuje rozmowy nagłymi zbliżeniami i zaskakującymi panoramami, zbitki montażowe sugerują nieoczywiste interpretacje, a widok splecionych nagich ciał robi takie samo wrażenie jak zakomponowane z wyczuciem "pocztówki" z Korei pod japońską okupacją. To kino spełnione formalnie i intelektualnie, a przy okazji dostarczające sporo frajdy. No bo powiedzcie sami, jak często macie okazję zobaczyć scenę erotyczną, w której afrodyzjakiem jest spiłowywanie zęba naparstkiem?
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 83% uznało tę recenzję za pomocną (128 głosów).
Michał Walkiewicz
ocenia ten film na:
1 10 8/10 bardzo dobry

przeczytaj również recenzje użytkowników (2)

o