Przeznaczona Anglii

Andrzej Kołodyński
Jak samotna dziewczyna wśród intryg i spisków mogła zostać najpotężniejszą monarchinią ówczesnego świata?

Film ten powinien nosić tytuł "Młodość Elizabeth", jak wiele kinowych biografii, które ograniczają temat młodością w tytule - "Młodość Tomasza Edisona", "Młody pan Lincoln" czy choćby "Młodość Chopina". Zainteresowanie okresem, w którym kształtuje się wielkość przyszłych wielkich ludzi jest zrozumiałe - ale pozwala też na dowolności. Wydarzenia z młodości pozostają niepewne.
Film o młodości największej władczyni Brytanii, królowej Złotego Wieku, przemienił się we współczesny wywód o mechanizmach dochodzenia do władzy, wpisany w formułę kostiumowego thrillera. Chyba więcej w nim "Ojca chrzestnego" niż powtórzeń z dotychczasowych, czasem całkiem interesujących filmów "elżbietańskich". Jest to zasługą producentów, którzy powierzyli temat reżyserowi z Indii. Shekhar Kapur nigdy nie robił filmu w języku angielskim i nic nie wiedział o epoce, ale jako twórca awanturniczego widowiska "Królowa bandytów" odniósł sukces na Zachodzie. Jego świeża wrażliwość i temperament nadały styl i nerwowy rytm filmowemu obrazowi XVI-wiecznej Anglii i to jemu w dużej mierze przypisać należy śmiałe decyzje obsadowe - poczynając od australijskiej aktorki Cate Blanchett w tytułowej roli, kończąc na muskularnym piłkarzu Eriku Cantonie, który pojawia się jako francuski ambasador de Foix.
Ale to nie zasługą reżysera, lecz scenarzystów - przede wszystkim Michaela Hirsta, który napisał pierwszy szkic - jest koncepcja postaci Elżbiety, córki Henryka VIII i Anne Boleyn. Na ekranie pojawia się jako beztroska i zakochana dziewczyna, świadoma jednak niebezpieczeństwa związanego ze swą pozycją. To okres wojen religijnych, stosów, intryg pałacowych, krwawych rządów Marii, jej przyrodniej siostry. Mimo osadzenia w więzieniu Tower, z którego na ogół wychodziło się tylko na szafot, Elżbieta otrzymuje, po nagłej śmierci Marii, koronę zrujnowanego królestwa. A jednak Elżbieta I potrafiła wydobyć kraj z upadku.
Teza filmu głosi, że niezmiernie inteligentna, młoda kobieta, żądna władzy - dlatego odmawia zamążpójścia - zrozumiała konieczność sojuszu z odpowiednim doradcą. Trudności związane z jego wyborem są w gruncie rzeczy treścią filmu rozegranego głównie w ponurych, ale dekoracyjnych wnętrzach, jakby w trakcie nieprzerwanie toczącego się ceremonialnego widowiska.
Elżbieta odrzuca starego, katolickiego sprzymierzeńca w osobie sir Williama Cecila (gra go weteran Richard Attenborough), którego ocena sytuacji nie jest już na miarę czasów. Dramatycznie przeżywa zdradę kochanka, kiedy okazuje się, że lord Dudley (niestety, w tej roli Joseph Fiennes powtarza tylko postać zakochanego Szekspira z konkurencyjnego filmu) zawarł w tajemnicy małżeństwo. Ostatecznie wybiera złowrogiego sir Francisa Walshinghama (mocna kreacja Geoffreya Rusha), ukazanego jako połączenie mafioso z mitycznym szefem tajnych służb. Ale kto wie, może tajniacy zawsze byli tacy sami? To on namawia królową do zdecydowanej akcji, kiedy za jednym zamachem pozbywa się przeciwników. Na ekranie rozgrywa się coś w rodzaju Nocy Długich Noży, krwawy zamach stanu, którego sukces władczyni okupuje rezygnacją z życia osobistego i przyjęciem nowej roli: Królowej-Dziewicy, poślubionej Anglii.
Trzeba przyznać, że jest to przeprowadzone konsekwentnie i efektownie, choć może nie należy zbytnio zastanawiać się nad historycznymi faktami. W filmie tego rodzaju szczegóły, mimo wszystko, mniej się liczą. Ważna jest nadrzędna, organizująca całość myśl, w tym wypadku odpowiadająca nowoczesnej historiografii. Widz, któremu komplikacje XVI wieku są raczej obce, otrzymuje kawał kina dyszącego namiętnością i krwią, dekoracyjnego i sensacyjnego - ale w końcu taka była ta historia.

Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 73% uznało tę recenzję za pomocną (22 głosy).

przeczytaj również recenzje użytkowników (1)

komentarze

pozostało 255 znaków