Recenzja filmu Jabłka Adama (2005)
Anders Thomas Jensen

Rajska jabłoń

Zaczyna się jak lekka komedia obyczajowa. Po chwili sposób zachowania głównych bohaterów wprawia w osłupienie. Nie przestając się dziwić, gładko poddajemy się zmianie nastroju, bo film oscyluje ...
Filmweb sp. z o.o.
Zaczyna się jak lekka komedia obyczajowa. Po chwili sposób zachowania głównych bohaterów wprawia w osłupienie. Nie przestając się dziwić, gładko poddajemy się zmianie nastroju, bo film oscyluje wokół dramatu, by po chwili od nowa epatować czarnym humorem. Tak z grubsza wygląda konstrukcja "Jabłek Adama" Andersa Thomasa Jensena, w którym reżyser, biorąc na warsztat poważny temat, wybiera konwencję komedii, a całość ubiera w nietrudną do rozszyfrowania religijną symbolikę.


Dziwny ten film, choć w swej wymowie prosty i oczywisty. Łopatologiczne nawiązania do księgi Hioba i przerysowana do absurdu postać pastora budzą mieszane uczucia. Pełno tu cudów, niesamowitych zbiegów okoliczności, a rozwiązania niektórych wątków graniczą z naiwnością. Reżyser pozwala swym bohaterom wywlekać traumy z przeszłości, by za chwilę raczyć nas surrealistycznymi, niepoprawnymi żartami, które na szczęście bardzo skutecznie pozbawiają tę opowieść nadętości i patosu. Właśnie to humorystyczne opakowanie sprawia, że tę konwencję kupujemy bez zastrzeżeń, choć zawirowania fabularne raz po raz wystawiają nas na próbę.

Na wiejskiej plebanii mieszka trzech wyrzutków społecznych: zwolniony warunkowo z więzienia neonazista Adam, który zamiast krzyżem ozdabia ściany swego pokoju portretem Hitlera; Gunnar, były sławny tenisista, teraz pijak i złodziej oraz Khalid - emigrant arabski napadający na stacje benzynowe. Jest jeszcze ciężarna Sarah, która boi się, że urodzi niepełnosprawne dziecko. Nad procesem resocjalizacji tej grupy po przejściach czuwa pastor Ivan. Jego relacja z nowo przybyłym Adamem, zamieniająca się w rodzaj walki, to główny temat filmu.


I tu zaczyna się najdziwniejsza część historii, bo Ivan nie przyjmuje do wiadomości istnienia zła, zaprzeczając nawet oczywistym jego oznakom. Własny kodeks postępowania zakłada ogromny próg tolerancji dla podopiecznych, których w imię wyższych wartości zdarza mu się z premedytacją oszukiwać. Dla Adama, byłego więźnia, człowiek będący wcieleniem dobra stanowi wielkie wyzwanie. "Jestem zły i nie zmienisz tego" - powtarza pastorowi. Ale Ivan nie zniechęca się łatwo, a wychodząca stopniowo na jaw historia jego życia, pełnego traumatycznych doświadczeń, tłumaczy tę zaciętość i desperację. Na początek daje Adamowi proste zadanie - ma upiec szarlotkę z jabłek, które urodziła przykościelna jabłoń, ale przedtem musi opiekować się drzewem. Zadanie tylko pozornie jest proste, bo jabłoń atakują szkodniki i ptaki, a jakby tego było mało, nieustannie psuje się kuchenka.

"Jabłka Adama", które zdobyły nagrodę publiczności na Warszawskim Festiwalu Filmowym, przekonują. Przekonuje podana wprost walka dobra ze złem, Ivan jako Hiob i płonące drzewo. Najbardziej bohaterowie, nawet postacie drugoplanowe, jak miejscowy lekarz, pod każdym względem wyjątkowy przedstawiciel tego szlachetnego zawodu. Okazuje się, że przed bezinteresowną dobrocią uginają się nawet najtwardsi wyznawcy zła. How deep is your love - podśpiewują bohaterowie przebój Bee Gees. Nic dodać, nic ująć.

Film Jensena zawiera taką dawkę pozytywnych emocji, a przede wszystkim oryginalności, że chociażby ze zdziwienia trudno doszukiwać się w nim niedociągnięć. W przypadku takiego kina wszelkie wątpliwości interpretuje się na jego korzyść. Po prostu nie można inaczej.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 86% uznało tę recenzję za pomocną (255 głosów).

przeczytaj również recenzje użytkowników (5)

zobacz wszystkie
o