Udana gra

  • recenzja kinowa Gra Endera (2013)
W filmowej "Grze Endera" tkwił potencjał do upieczenia dwóch pieczeni na jednym ogniu. Literacki pierwowzór autorstwa Orsona Scotta Carda posiada w końcu niemałą grupkę wielbicieli. Ale historia o dzieciach wrzuconych w dorosłą, brutalną sytuację gładko wpisuje się też w popularny ostatnio trend, w którym przodują "Igrzyska śmierci" (choć wkrótce zagrozić im może "Divergent"). Mogło się to wszystko jednak skończyć niewygodnym stylistycznym rozkrokiem i nieudaną próbą zadowolenia wszystkich "targetów" na raz. Po "X-Men Geneza: Wolverine" wydawało się przecież, że Gavin Hood to reżyser, który trochę zbyt łatwo daje się mielić hollywoodzkim żarnom. Tym razem jednak wyszedł na swoje.


Już otwarcie jest obiecujące i dowodzi, że Hood (także autor scenariusza) nie chce grać znaczonymi kartami. Zamiast powolnej ekspozycji, ostrożnie wprowadzającej nas w kuluary świata przedstawionego, zostajemy bez pardonu wrzuceni w rozwiniętą sytuację (zresztą wzorem książki). Niemal z biegu dowiadujemy się, że Ziemia znajduje się w stanie wojny z rasą kosmicznych Robali, których pierwszy atak został skutecznie odparty. Poznajemy Endera Wiggina (Asa Butterfield), jednego z młodocianych kandydatów do wojskowej elity mającej w przyszłości walczyć z obcymi. Chłopiec znajduje się w kluczowym momencie swojej kariery: nadzorujący jego szkolenie pułkownik Hyrum Graff (Harrison Ford) postanawia poddać go testowi. Żeby sprawdzić, jak kadet radzi sobie z porażką, przełożony na próbę... przerywa jego szkolenie.

Wątek manipulowania losem Endera przez jego zwierzchników jest jednym z najciekawszych elementów "Gry Endera". Konwencja podobnych historii każe twórcom stwarzać iluzję, że sukces bohatera jest "nieprawdopodobny", a jego talent objawia się "z zaskoczenia", podczas gdy w rzeczywistości sam tytuł jest już zazwyczaj (zwłaszcza w tym wypadku) gigantycznym spoilerem. Tutaj inaczej. O wyjątkowości Endera dowiadujemy się już z pierwszych zdań, jakie wymawia Graff. Dalej zaś obserwujemy proces dyskretnego wpychania chłopca w rolę przyszłego przywódcy. Graff umiejętnie pociąga za sznurki i cały czas ustawia kadeta w kontrze do jego rówieśników, w zasadzie wymuszając na nim zajęcie pozycji lidera. Przekonanie pułkownika o strategicznym talencie Endera znajduje jednak opozycję w obawach wysuwanych przez major Gwen Anderson (Viola Davis). W istocie: chłopiec, którego osobowość miała rzekomo równoważyć wrażliwość jego siostry (Abigail Breslin) z brutalnością brata (Jimmy 'Jax' Pinchak), ujawnia cokolwiek psychopatyczne tendencje.

photo.title

Będąc więc ekscytującą historią o chłopięcej przygodzie, "Gra Endera" stawia też pytania o zasadność używania przemocy, o meandry propagandy, o moralny koszt wysyłania dzieci na wojenny front. Film robi to nieco dyskretniej niż książka, okrojono bowiem niektóre wątki – choćby te związane z rodzeństwem bohatera. Moralna ambiwalencja Szkoły Bojowej rozmywa się też ze względu na wiek aktorów. U Carda poznawaliśmy Endera jako sześciolatka, a jego szkolenie odbywało się na większej przestrzeni czasu niż w filmie. Asa Butterfield tymczasem nie wygląda na wiele mniej niż swoje 16 lat, a wspinanie się po szczeblach wojskowej kariery wydaje się zajmować filmowemu Enderowi wyjątkowo mało czasu. Faktycznie, gnający przed siebie Hood błądzi nieco w momentach przejść między kolejnymi etapami militarnej edukacji bohatera. Przeskok od quidditchowych rozgrywek drużynowych do zarządzania kosmiczną flotą wypada zbyt drastycznie, gdy wszystko odbywa się w takim przyspieszeniu. Ale to szczegół.

Największą zaletą przyjętej przez Hooda metody jest jednak to, że nie opiera się ona zanadto na cyfrowym spektaklu. Reżyser skupia się przede wszystkim na oddaniu emocjonalnego wymiaru historii, a ekranowe fajerwerki służą mu zaledwie do jej uwiarygodnienia. Zresztą sceny pojedynków rozgrywanych w stanie nieważkości mają tego pecha, że trafiają do kin tuż po "Grawitacji". Same w sobie całkiem niezłe, nie umywają się jednak do wizualnej poezji filmu Cuarona. Efektowność finałowej bitwy w "Grze Endera" osłabiona jest z kolei przez fakt, że bohaterowie toczą swoją walkę zdalnie – brakuje więc elementu bezpośredniego fizycznego zagrożenia. Kosmiczna wojna dociera więc do nas wielokrotnie zapośredniczona, z dużego dystansu. Ale ta ostrożność Hooda w zapewnianiu nam wybuchowych doznań procentuje w dwójnasób. Po pierwsze: film nie zestarzeje się zbyt szybko wizualnie. Po drugie: nie o wybuchy tu przecież idzie. Akcentując psychologiczny wymiar finału, Hood dowiódł, że wie, jak grać w grę Endera.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 77% uznało tę recenzję za pomocną (235 głosów).
Jakub Popielecki
ocenia ten film na:
7/10 dobry

przeczytaj również recenzje użytkowników (2)

komentarze

pozostało 255 znaków
  • nbl_raziel

    Cóż w książce było dokładnie tak samo i tak samo ją to spieprzyło. Film jednak zrealizowany całkiem przyjemnie, chociaż - jak to bywa z adaptacjami - wiele z książki wycięto.

  • nbl_raziel

    --Efektowność finałowej bitwy w "Grze Endera" osłabiona jest z kolei przez fakt, że bohaterowie toczą swoją walkę zdalnie – brakuje więc elementu bezpośredniego fizycznego zagrożenia. Kosmiczna wojna dociera więc do nas wielokrotnie zapośredniczona, z dużego dystansu--

  • Misiok89

    Jestem pod wrażeniem filmu. Nie znam książki - myślałem że to samodzielny film. Co chwila pojawiały się w mojej głowie myśli - szkoda że nie wydali na film 2 razy więcej i nie zrobili i zamiast robić film dla dzieci nie zrobili prawdziwej superprodukcji, bo mogliby w oparciu o ten film rozpocząć kilka seriali w tym universum. Jeśli jednak jest to film na podstawie książki to fakt, że w trakcie oglądania nasuwają się potencjalne możliwości dla universum, jest czymś oczywistym - przeczytam książkę.

  • ciuchcia

    Film mierny. Nie oddaje atmosfery książki. Słaby zarówno jako ekranizacja, jak i samodzielna produkcja. Tych co przeczytali książkę czeka wielkie rozczarowanie - zbyt dużo wyciętych wątków. Dla tych co nie czytali - chaotyczna opowieść średnio trzymająca się kupy. Do tego koszmary Dubbing.

  • WEBMAC

    Całkowicie nie zgadzam się z autorem - Gra Endera jest kiepska jako ekranizacja i równie słaba jako samodzielny film. Brak porządnego początku filmu, wprowadzającego w świat opowieści, uniemożliwia poznanie bohaterów, zrozumienie tego, co nimi kieruje i dlaczego podejmują takie, a nie inne decyzje. Nie widzimy też prawdziwych relacji między nimi, ani z czego miałyby wynikać. Przez to otrzymujemy całkiem plastikowe postaci jedynie wygłaszające swoje kwestie, często pełne pustych frazesów. Poza tym, cały czas miałem wrażenie, że oglądam 110 min. trailer, a nie pełnowartościowy film - jedynie przeskakujemy ze sceny do sceny, które niby łączą się fabularnie, ale nie czuć między nimi prawdziwej ciągłości.

  • ikkibar

    Dla tych co czytali - nie uważacie że "mówca umarłych" byłby łatwiejszy do sfilmowania? A co do samego filmu to mam wrażenie jak bym przeczytał streszczenie lektury. Obcinanie wątków strasznie mi nie pasowało (Jak można było wyciąć Pitera). Mimo to film w miarę mi się podobał, tylko nie wiem jak bym go odebrał nie czytając książki. Ps. nie tylko szkolenie Endera przyspieszyło, również okres między inwazją a kontratakiem mocno skrócono.

  • Estel01

    Gra Endara trzyma się kupy, można obejrzeć. Ale zupełnie nie oddaje książki, nastąpiło spłycenie i zdziecinnienie tematu w filmie. Autor książki Orsona Scotta Carda stworzył świetną powieść science fiction. Adaptacja tak na 3 i to z minusem. Przy "Grawitacji" "Gra Endera" jest jak danie, które na nie smakuję a "Grawitacja" jest daniem które można pochłonąć.

  • shizonek

    Nie, to "Grawitacja" ssie w porównaniu z "Enderem", panie recenzencie. Była nudna i cepowata z zerowym aktorstwem. Ale z resztą tekstu się w zasadzie zgadzam:)

  • protekcjonalny_mua

    Przepraszam, nie czytałem książek o Enderze, mimo to się ośmielę powiedzieć, że film jest niestety dziecinny, nawet fatalny. Ogląda się to jak jakiś skrót, akcja pędzi, w ciągu kilku dni(?) Ender staje się komandorem, głównie dlatego, że... no właśnie, Bóg raczy wiedzieć dlaczego... Pewnie w powieściach - czytam o tym w komentarzach - było lepiej, uczciwiej i poważniej, ale film to bajeczka. Sala treningowa filmowana bez wysiłku wyjaśnienia topografii, cholera wie, co się w niej dzieje, jakieś strzały, tu ktoś lewituje, nie wiadomo, kto do kogo strzela, obłęd. Kulminacyjna bitwa to kuriozum, poza feerią barw i latających kształtów, nic z niej nie wynika, odbywa się prędko i po kłopocie (zaiste, wygląda na to, że nikt się mądry nie znalazł do tej pory, by celować w planetę, co jest co najmniej dziwne). A Hood jest partaczem, czego dowodził przy okazji przygód Rosomaka, jak i wcześniej w nieudolnej adaptacji "W pustyni i w puszczy", i to się już raczej nie zmieni. Skąd ta pochwalna recenzja- nie mam pojęcia. Film się sprawdza jako kino familijne, dziecięce i już jako nic więcej. Być może powieści prezentowały inny, lepszy poziom, ale po obejrzeniu tego filmu nie znajduję powodów, by chcieć je przeczytać. W temacie kosmicznych robali nadal króluje film Verhoevena, co jest o tyle smutne, iż jest to kiepski film, broniący się tylko jako nieco krwawa satyra. Gra Endera nie naruszyła tego panowania.

  • midian

    Czy tylko ja mam wrażenie złego doboru aktorów do roli? Nie mówię tu o bezkonkurencyjnym Butterfieldzie w roli Endera, nie będę się też czepiać Forda ani Kingsley'a, ale pozostali w większość wydali mi się jacyś tacy mdli i nijacy... może byłoby nieco lepiej, gdyby to Breslin zagrała Petrę, a Steinfeld - Valentine? Nie wiem w czym rzecz, ale czegoś mi tu zabrakło.

  • midian

    Po wyjściu z kina czułem się tak jakbym obejrzał rozbudowany zwiastun.

  • PIETRO_ASP

    Ogólnie mam mieszane uczucia, kiedy około pół roku temu widziałem triler spodziewałem się raczej standardowej produkcji z mnóstwem epickich kosmicznych starć, ale jako, że nie bardzo chciało mi się czekać, sięgnąłem po książkę i szczerze nie wiem, czy nie był to błąd.... Zwyczajnie film jest zrobiony tak, że nie pokazuje nic, nie jest to ani typowe Si-Fi, ani dramat psychologiczny. Nie wiem czy dla kogoś kto nie czytał książki film może być fajny, dla mnie jest beznadziejny. Z jednej strony mamy około godziny chaosu, który próbował uporządkować psychologiczny charakter książki, ale moim zdaniem się to nie udało (zwyczajnie zabrakło czasu), a wystarczyłoby opuścić kilka pierwszych rozdziałów, dodać jakąś narrację i zacząć od objęcia dowództwa armii przez Endera lub momentu wcielenia go do oddziału Salamandry. Z drugiej efekty będące najczęściej kluczem sukcesu (przynajmniej kasowego) filmów Si-Fi zwyczajnie zostały okrojone czasowo (nie mi oceniać czy słusznie czy nie), co powoduje, że na tym polu film również nie zachwyca. W takiej formule, to niestety powinna być trylogia, gdzie ender zaczyna traning w szkole bojowej, w drugiej części dostaje własną armie i trafia na ziemie, gdzie siostra namawia go do powrotu i ostatnia, gdzie odbywa trening i toczy bitwy (o których nie wie, że są prawdziwe). Mamy za to kilka niepotrzebnych wątków, które spokojnie możnaby pominąć lub pokazać krócej, a które w formie obecnej nie wnoszą nic. Zwyczajnie ktoś chciał pokazać całą książkę, a miał budżet na zbyt krótki film.

  • EdBundy

    Veni, vidi, ale czy vici? Wróciłem z kina z uczuciem niedosytu i lekkiego rozczarowania. O ile w przypadku Hobbita, rozbijanie opowieści na trzy części uważam za szczyt pazerności, to tutaj aż prosiło się o film 3 godzinny, lub dwuczęściowy. Grzechy: zbyt duże skróty w fabule (z filmu wynika, że od zdjęcia rejestratora do ostatniej bitwy minęło około dwóch miesięcy i jedna bitwa, a nie kilka lat i kilkadziesiąt potyczek z różnymi armiami). Ender za duży, Bonzo za mały, Groszek, bardziej jak fasolka (za "długi"), a Petra - też nie bardzo. No ale to są moje subiektywne odczucia. Na plus: fajerwerki nie zabiły filmu, Dorosła obsada dała radę, Ogólnie film niezły, a nawet dobry, choć jeśli ktoś nie zna pierwowzoru książkowego, to może mieć problem ze zrozumieniem głównych bohaterów. Na razie daję 7/10

  • ytseman23

    Jak dla mnie: “(...) książka to absolutny top wśród książek sci-fi. Film wprawdzie jej nie dorównuje - wiele wątków pominięto, inne poprzestawiano, przez co sprawia on wrażenie uproszczonego. Jednak, to co pozostało na ekranie prezentuje wystarczająco dobry poziom, by “Grę Endera” oglądało się z przyjemnością, a te niecałe dwie godziny zleciały błyskawicznie.” Aktorstwo ogólnie na dobrym poziomie, choć bardzo nierówne. Bardzo dobra strona wizualna. Książka - genialne, zachwycające; arcydzieło - 10/10 Film - jest lepiej niż dobrze, ale jeszcze nie bardzo dobrze - 7/10 Cała opinia tutaj: http://ytseman.blogspot.com/2013/11/obrazy-i-sowa-gra-endera-orson-scott.html

  • jedrzejk

    wg mnie w warstwie psychologicznej w filmie nie zostało prawie nic z książki. W ogóle film jest nakręcony tak, jakby trening Endera trwał nie wiem... z 9 miesięcy, podczas gdy w książkowym pierwowzorze było to 7 lat! Cała historia jego treningu, kształotowania się tej delikatnej równowagi między empatią Valentine a okrucieństwem Petera, dzięki której Ender został genialnym strategiem, który kocha swojego wroga na minutę przed tym, zanim go zniszczy została przedstawiona żałośnie po łebkach. Ender gładko pnie się w górę, w sumie nie wiadomo dlaczego ludzie mu nagle salutują i zaczynają do niego mówić per "pan". Nie widać jego determinacji w pokonywaniu przeszkód, które Graff notorycznie rzuca mu pod nogi. Nie widać jego całkowitej alienacji. Nie widać w ogóle procesu, w którym Ender ze znienawidzonego prumusika staje się mądrym i dobrym dowódcą, który swój autorytet buduje na przyjaźni i zaufaniu a nie na strachu, za którym ludzie idą z własnej, nieprzymuszonej woli. Nie mówiąc już o zachowaniu Graffa i Anderson- oni niczego nie robią "subtelnie" ani "umiejętnie". Graff jest sadystą, który próbuje zrobić z Endera jak njaszybciej maszynę do zabijania, bojąc się jedynie, że wcześniej ją zepsuje. W książce Ender dla Graffa był jak syn. Koleś cierpiał, że nie może mu tego okazać. Cierpiał za każdym razem, kiedy musiał mu po raz kolejny utrudnić życie i miał wielkie wyrzuty sumienia, że tego chłopaka doprowadza do granic wytrzymałości, że świadomie prowadzi go do traumy, z której ten już nigdy się nie otrząśnie. Ech szkoda gadać....

  • zeps

    hmmm nie ujmując nic widowiskowości obazu, mam wrażenie że sam pomysł, który pojawił się w 1985 roku,został zaczerpnięty z inspiracji Starship Troopers (film 1997) , -raczej książki Starship Soldiers (1959) tudzież filmu The Last Starfigter (1984).taki mix..niemniej miło się przeżywa tą przygodę po raz kolejny w nieco innym świetle..Choć jest iście młodzieżowo, i jeszcze ten dubbing to potęguje..

  • Lanses

    No nie wiem dlaczego to takie dziwne, skoro nazywa się Jan Paweł? :D

  • lightfighterus

    Dla znawców-malkontentów: A który zauważył, że w napisach ojciec Endera to "JANEK" - brawo Tłumacz !!!

  • Mad_Dog

    Film jest może odrobinę przydługi, ale wymagało tego przejście bohatera od trenującego w salce żółtodzioba do inicjacji w wojennej zawierusze. To oczywiście tylko pierwsza część cyklu, który mam nadzieję powstanie, ponieważ cliffhanger na końcu zapowiada niezłą zabawę. Nie zawiodłem się. http://przemeksaracen.pl/filmowy-express-pocztara-gra-endera/

  • morego

    Dla mnie niezbyt udana gra. http://adiktd.blogspot.com/2013/11/gra-endera-w-wojne.html

  • tomy_m

    @Blackwrath - pozdrawiam i w 100% zgadzam się z Twoją opinią. Ale pamiętaj aby nie kłócić się z głupcami, bo wpierw sprowadzą Cię do swojego poziomu, a później pokonają doświadczeniem ;)

  • marqsgalaxy

    Panowie przestańcie bredzić że film jest nie do zekranizowania bo to herezja. W dzisiejszych czasach nie ma takich historii, z resztą tak na prawdę to jest to kwestia wyobraźni, narzędzi i pieniędzy wydanych przez producenta, poza tym Gra Endera to film mimo wszystko batalistyczny i jako taki powinien być potraktowany przez reżysera. Co do "błędów" jeśli prawda jest że aktorzy wyrośli ze swoich ról jeszcze przed ropoczęciem kręcenie filmu, to ewidentnie znaczy że za film wziął się nie odpowiedni reżyser... Tak jak ktoś już pisał książka posiada potencjał ale jeszcze tym razem nie został on całkowicie wykorzystany... Darteye jeśli uważasz tak na poważnie to dziękuję :)

  • Blackwrath

    @marqsgalaxy no ok błędy są, ale pewno tylko dla tego że jak robili castingi do filmu to Asa był znacznie niższy, taki wiek że się leci jak na drożdżach ;) owszem śmiesznie to wyglądało jak Bonzo się pienił ale coż poradzić. Jak na coś co jest praktycznie nie do zekranizowania poradzili sobie bardzo dobrze. Zapraszam do przeczytania mojego komentarza :) wspominałem o tym:)

  • darteye

    RECENZJA POWINNA BYĆ ZAMIENIONA NA RECENZJĘ @marqsgalaxy tyle w temacie ;)

  • clavier

    kurczę, za dużo tych spojlerów, panie Kubo, opanuj się pan na przyszłość. Chcę mieć przyjemność z oglądania filmu, a książki nie znam.

  • marqsgalaxy

    To nie Ender był Polakiem tylko jego ojciec,

  • marqsgalaxy

    Muszę to powiedzieć... Czytając książkę miałem wrażenie że Ender spędził w szkole bojowej całe życie, radząc sobie z trudnościami jakie stwarzał mu Hyrum Graf, natomiast w filmie spędził tam zaledwie kilka dni. Przybył na miejsce, postawił się brzydkiemu Bonzo potem niechcący go pobił i przenieśli go na planetę zamiast asteroidę, gdzie dowalił robalom bez większych fajerwerków i koniec bajki. Ot takie pierdnięcie... na uwagę zasługują też błędy w obsadzie, Bonzo jest niższy od Endera a Groszek który jest najmniejszy w całej szkole bojowej jest równy wzrostem z Enderem ewidentnie ktoś tu nie odrobiła pracy domowej... co do recenzji, to chyba nie była pisana za darmo...

  • andre0123

    Poprzednik użył określenia że dawno zekranizowałem tę książkę. Ekranizacja we własnym umyśle - to najlepsza adaptacja. Co prawda ni oglądałem tego filmu, dopiero co się wybieram. Ale w książce był motyw o tym, ze Ender zanim był Enderem był Polakiem. W recenzjach brak o tym wzmianek.

  • marqsgalaxy

    Otóż byłem w kinie na tym filmie i muszę powiedzieć że film mi du...y nie urwał, zabrakło mi tej katorżniczej pracy jaką włożył Ender by stać się szanowanym i podziwianym dowódcą, za którym wszyscy poszli na śmierć. Zdaję sobie sprawę że jest to zaledwie próba ekranizacji książki, którą już dawno zekranizowałem sobie w mojej wyobraźni i nic tego lepiej nie pokaże ale uważam że wycięcie tak ważnych dla filmu i całej historii Endera walk w szkole bojowej jako startera i dowódcy armii smoka spowodowało że Ender faktycznie wyszedł na czarodzieja i zaczarował wszystkich w koło i dzięki temu stał się znany i lubiany. Moim zdaniem szkoda że tego filmu nie zrobił James Cameron on zrobił by przynajmniej naprawdę super efekty specjalne, które przyćmiły by braki fabuły, a film powinien być co najmniej w trzech dwu i pół godzinnych odcinkach wtedy napięcie by rosło z każdą częścią filmu. była by szansa na stworzenie kolejnej udanej sagi filmowej

  • Blackwrath

    Siema, właśnie wróciłem z kina. I tak, film jest mega! Nie wiem, czemu bojkotujecie coś co w bardzo dobry sposób oddaje treść książki (w miarę możliwości kina jako przekaźnika). Sama książka, Gra Endera, nie jest możliwa do nakręcenia i zobrazowania w sposób 1:1. Uwierzcie mi, film byłby gniotem gdyby nie okrojono, przyśpieszono, skrócono pewnych wątków. O ile mega się czyta jak to Andrew się zmaga z kolejnymi kłodami rzucanymi mu przez Graffa, tak w kinie już tak fajnie by nie było. Inna rzecz do której gro się przyczepić może to, wygląd stacji, skład osobowy drużyn. Ale chwila. To jest film. Nie książka która znacznie lepiej oddaje charakter masy elementów. Wątek polityczny z Valentine i Peter'em... bardzo dobrze że go nie ma. O ile w książkach jest to mega ważny motyw, to tu już widzę tą niechęć widzów jak oglądają polityczne przepychanki w wykonaniu 8-o latków. Tak więc, ja jako fan serii Pana Orsona S. Card'a, stwierdzam że film jest bardzo do... tfu Arcydzieło 10/10! PS. A o Robalach wspomniałem? Nie, otóż MIAŻDŻĄ system ! Mega! PS. Polecam zastanowić się nad tym co piszecie, bo jedziecie film, w którym postarali się oddać ducha książki (która jest poczytywana przez większość jako trudna do ekranizacji), Tak więc za to szacunek dla autora scenariusza za sprytne wykorzystanie e-maili jako formy opowiadania. pozdrawiam :)

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: