Niesamowity klimat i ciągłe napięcie

Serial który prędzej czy później musiał powstać w erze powtarzalnych produkcji opartych albo na jednej intrydze, albo na mocno zarysowanej głównej postaci. W fortitude nie mamy tanich sztuczek. Świetnie odwzorowane na pozór idealne miasteczko odizolowane od kontynentu, w którym niby wszystko gra ale jednak nie do końca. Arktyczny klimat, lodowce, brutalność a także nieopadające napięcie i niejasna sytuacja sprawiają że picie mocnej kawy przy odcinku sprawia, że nie jesteśmy w stanie usiedzieć w jednym miejscu.
Warto jednak zaznaczyć, że nie jest to serial przełomowy czy odkrywczy. Miasto przypomina Twin Peaks, z tą różnicą że to lód skrywa tajemnicę a nie las. Nieznajomość do końca kto lub co jest zagrożeniem w arktycznej i mroźnej scenerii, czyż nie brzmi to jak The Thing? Pomimo jasnych inspiracji w Fortitude spotykamy się z rozwinięciem tych pomysłów a nie powieleniem. Wystarczy dodać fantastyczne zdjęcia i muzykę Bena Frosta, który nie po raz pierwszy pisze muzykę usytuowaną w arktycznych klimatach (chociażby przy okazji świetnego koncept-albumu By The Throat, na którego okładce widzimy watahę wilków w śnieżnej zamieci, a każdy kolejny dźwięk zdaje się opowiadać ich historię) i staje się jasne, że mamy do czynienia ze świetnym serialem.
Jedyne co do tej pory mi się nie spodobało, pomijając kilka mniej ważnych scen, to gra aktorska R. Dormera jako szeryfa mnie nie przekonuję.

17

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: