Gdzie mieszkają dzikie stwory

Where the Wild Things Are
2009
6,7 16 tys. ocen
6,7 10 1 15945
7,0 17 krytyków
Gdzie mieszkają dzikie stwory
powrót do forum filmu Gdzie mieszkają dzikie stwory

ocenił(a) film na 10

Polski dystrybutor wycofał się z wprowadzenia tego tytułu do naszych kin (choć była już zapowiadana data premiery) i choć uważam to za tchórzostwo i dużą porażkę, to jednak trochę rozumiem to posunięcie. Film miał zresztą podobne kłopoty w USA, gdzie po pierwszych projekcjach został gruntownie przemontowany na życzenie studia filmowego (mam nadzieję, że kiedyś doczekamy się na DVD wersji reżyserskiej). Pomimo tych zabiegów jest to w dalszym ciągu obraz trudny - "nie wiadomo dla kogo". Czy na pewno dla dzieci? A może jednak dla dorosłych? Bo przecież chyba nie dla nastolatków? Ale po kolei.

"Where the wild things are" jest ekranizacją cenionej i nagradzanej książeczki obrazkowej dla dzieci autorstwa Maurice'a Sendaka. Książeczka ta liczy niewiele stron - w tym tylko kilka zdań tekstu. Twórcom udało się zaadaptować ją do rozmiaru pełnometrażowego filmu kinowego. A zrobili to po mistrzowsku.

Jest to film absolutnie dziki (jak tytułowe stwory), w którym nie ma za grosz tego, co zwykle znajdujemy w filmach dziecięcych i familijnych: ani grama słodyczy, sentymentalizmu, happy endu etc. Film Jonze'a cały czas zaskakuje - i to już na poziomie fabuły. Bohaterem jest naprawdę niegrzeczny chłopiec, Max. Wplątuje się w sytuację, którą tylko z pewnym wysiłkiem nazwać możemy przygodą. Co więcej, nie jest ona wyraźnie uzasadniona ani w sposób racjonalny (sen, wyobraźnia dziecka), ani magiczny (podróż do innego świata, czary etc.). Tak naprawdę nie jest uzasadniona ani wyjaśniona w żaden sposób. Czysta anarchia. ;)

Stwory z którymi ma chłopiec do czynienia są niby okrągłe i puchate, ale tak jak wszystko w tym nietuzinkowym filmie, zupełnie nie takie, jak byśmy oczekiwali. Są wręcz ostentacyjnie brzydkie, a i charakterki mają paskudne. Są ukazane bez zahamowań: z pełnym rozmachem neurotyczne, zakompleksione, agresywne, smutne i groźne. Bezczelny chłopiec, ratując swoją skórę, za pomocą kłamstw (ale i dzięki brawurze oraz obezwładniającej bezpośredniości) staje się ich samozwańczym królem. Stwory nie chcą być już smutne i wyalienowane, tęsknią za bliskością, czułością, jednością, a nowy król próbuje rozwiązać ich liczne problemy. I gdy już, już wydaje się, że wszystko zmierzać zaczyna ku jakiemuś pozytywnemu rozwiązaniu... nie dzieje się nic. Nic się nie udaje. Misja chłopca jest w sumie porażką. Gdy odchodzi, zostawia za sobą wszystko w zasadzie tak, jak było, o ile nie w gorszym jeszcze stanie. Choć może coś się jednak w stworach i w samym chłopcu zmieniło? Tego jednak nie możemy być pewni - film nie daje nam żadnych pocieszeń. No, może poza słowami: "Jesteś pierwszym królem, którego nie zjedliśmy".

Film aż skrzy się od nieco irrealnego, a nawet czarnego humoru - raz po raz wybuchałem szczerym, głośnym śmiechem. Są też w nim mistrzowskie efekty specjalne, jednak zupełnie innego rodzaju, niż dziś raczą nas hollywoodzkie megaprodukcje w stylu Avatara. W tamtych filmach te efekty mają być widoczne - im ich więcej, tym lepiej. Tutaj są one umiejętnie maskowane przez twórców, jakby się ich nawet trochę wstydzili i chcieli je ukryć - jak za dobrych starych czasów, gdy chodziło o to, by uzyskać złudzenie rzeczywistości, a nie olśnić sztucznie wykreowanymi pikselowymi rzeczywistościami z komputera.

Aktorstwo rewelacyjne: grający chłopca w wilczej skórze (dosłownie!) Max Records jest małym objawieniem, a głosów stworom udzielali chociażby James Gandolfini (Rodzina Soprano), Lauren Ambrose (Sześć stóp pod ziemią) i Paul Dano (Aż poleje się krew).

Cały film jest zadziorny i dziki, nie tylko za sprawą opowiedzianej historii, ale i kapitalnej, "niegrzecznej" muzyki, która pasowała jak ulał do świetnych, ruchliwych i roztrzęsionych zdjęć (posłuchajcie tylko takich utworów jak Animal lub Dirt Clod Fight!).

[Uwaga: do filmu wydano dwie płyty - jedną z muzyką instrumentalną Cartera Burwella, a drugą z piosenkami Karen O And The Kids.]

Wszystkie elementy filmu świetnie się ze sobą dopełniają i dają w efekcie dzieło jedyne w swoim rodzaju. No, a cóż to za rodzaj - by wrócić do początkowego pytania? Film dla dzieci, dla dorosłych, familijny? Przede wszystkim film nie dla każdego. Na pewno dla niektórych dzieci i dla niektórych dorosłych. Oglądałem go na zwykłym seansie w jednym z londyńskich kin, na którym zarówno dzieci, jak i dorośli śmiali się w głos, a na końcu bili brawo. Ale też Anglicy mają wielką tradycję oryginalnych i nietuzinkowych opowieści dla dzieci. "Where the wild things are" na pewno spodoba się tym dorosłym, którzy nie zabili w sobie jeszcze niegrzecznego dziecka oraz nieposkromionej niczym fantazji. Tym, którzy lubią być zaskakiwani i czasem czegoś nie pojmować - po to także, by trochę pomyśleć. Polubi też ten film wiele dzieci, które przecież nie są takie, jak chcieliby je widzieć dorośli. Bo przecież dzieciom nie jest obcy strach, smutek, kompleksy, gniew, zazdrość... Ten film pozwala zbliżyć się do tych paskudnych, kosmatych stworów. Nie, nie oswoić je - bo to nie jest jeszcze możliwe. Ale przynajmniej nie dać się zjeść.

Filmweb A. Gortych Spółka komandytowa
ocenił(a) film na 9
snoopy

Racja Snoopy, film prześwietny. Oglądałem go z dużym zainteresowaniem. Myślę, że trafi do dorosłych, którzy nie zesztywnieli do końca i takich, którzy nie traktują dzieci jak ryby, które głosu nie mają. Sądzę, że to dobry film również dla dzieci, mądry, nie jakaś pusta bajeczka. Dzieci często nie rozumieją do końca wszystkich emocji i uczuć, które nimi targają, dopiero kiedy dojrzewają zaczynają rozumieć więcej. Czasami jednak rozumieją więcej niż się dorosłym wydaje. Polecam wszystkim ten film.

ocenił(a) film na 10
snoopy

czy ja dobrze rozumiem, że polski dystrybutor już po raz drugi wycofał się z wyświetlania tego filmu w polskich kinach? skąd taka informacja?

ocenił(a) film na 10
puszek_pigmejski

Nie wiem nawet gdzie to już czytałem, ale zauważ, że nawet na filmwebie zniknęła data polskiej premiery.

snoopy

Wielka, wielka szkoda... Czekam i czekam... Może go na DVD choć wypuszczą? Poczekam jeszcze z pół roku.

ocenił(a) film na 10
ziena

Najgorsze jest to, że ten film naprawdę fajnie ogląda się w kinie na dużym ekranie. To niesprawiedliwe, że w Polsce nie mamy takiej możliwości!

ocenił(a) film na 10
ziena

no i "wypuścili" nareszcie ten film na DVD ;) (przynajmniej tyle)

ocenił(a) film na 8
snoopy

Świetna recenzja. Powinna znajdować się pod filmem zamiast tego nędznego tekstu, który tam króluje.

ocenił(a) film na 10
kanGuru

Dzięki! :) Nie wysyłam recenzji na filmweb, bo zatwierdzający zawsze mają jakieś zastrzeżenia. Poza tym zamieszczam je też na moim blogu, a to chyba jest przeszkodą, by mogły być też zamieszczone przez filmweb.