Jeden z moich ulubionych aktorów, najbardziej go lubię za role w westernach w których był kapitalny, "Zakole rzeki", "Złamana strzała", "Daleki kraj", i "Naga ostroga" to moje ulubione filmy. Mam tylko pytanie. Czy grał on kiedyś w jakimś filmie czarny charakter?, bo bardzo chciał bym go zobaczyć w takiej roli.
Edukuję się intensywnie w dziedzinie starego kina, Jimmy Stewart zauroczył mnie
absolutnie. Moim ulubieńcem nr 2 był i zawsze będzie Paul Newman, lubię też bardzo
Marylin Monroe i Bette Davis. Tu pojawia się pytanie-kogo jeszcze powinnam oglądać, bo
niestety filmy z panem Stewartem jakkolwiek liczne nie wystarczą...
1. to wspaniale zycie
2. lina
3. pan smith jedzie do waszyngtonu
4. okno na podworze
5. destry znowu w siodle
6. harvey
7. czlowiek, ktory zabil liberty valance'a
8. shenandoah
9. historia glenna millera
10 . sklep na rogu
11. zawrot glowy
12. anatomia morderstwa
13. filadelfijska opowiesc
14. start...
nie mogłem uwierzyć własnym oczom taki wspaniały aktor nie miesci sie nawet w Top100 jako ze ranking filmów jest jeszcze do zniesienia to ranking aktorów NIE gdzie sa tacy aktorzy kina klasycznego jak Alec Guinness, Jack Hawkins, John Wayne, Donald Sutherland, Jack Lemmon, Cary Grant, Henry Fonda, Anthony Quinn,...
Nie ma ludzi niezastąpionych? Owszem, są. Jednym z nich był napewno James Stewart. Genialny i aktor. Uwielbiam filmy z jego udziałem. Temu człowiekowi szczerość i autentyczność patrzyła z oczu. Nie ma i nie będzie już takiego aktora, nie będzie też aktora, który zagra tak wiele znakomitych ról w tak dużej ilość...
Mam nadzieję, że jego pojawienie się w Top100 skłoni niektóre osoby do sięgnięcia po filmy z tym wielkim aktorem.
Chociaż nie lubię nikogo stawiać samotnie na piedestale jako najlepszego, to pokuszę się o stwierdzienie, że z tego co widziałem jest to (moim zdaniem, oczywiście) najlepszy aktor w historii kina...
No dobrze, ciągle mówimy jacy to oni byli cudowni, niezastąpieni: Stewart, Wayne, Cooper... Nie przeczę, byli świetnymi aktorami, ale bardziej niż wielkimi aktorami są po prostu legendą. Moim skromnym zdaniem w "Filadelfijskiej opowieści" o wiele lepszy od Stewarta był Cary Grant. I w ogóle jest cała masa o niebo...